|
centra kultury
muzea
galerie
filharmonie, opery, inne
teatry i grupy teatralne
biblioteki, zbiory, archiwa
uczelnie artystyczne
Instytuty Polskie
inne instytucje
Wydawca:
Instytut Adama Mickiewicza ul. Mokotowska 25 00-560 Warszawa tel. (+48 22) 44 76 100 www.iam.pl ![]() o nas
redakcja@culture.pl
zamów newsletter
|
Andrzej Munk - reżyser filmowy, także scenarzysta i operator. Urodził się w 1921 (lub, jak podają inne źródła, w 1920) w Krakowie. Zmarł tragicznie w 1961 roku. Lata młodości przyszłego reżysera przypadły na czas wojny i okupacji. Tuż przed wojną ukończył gimnazjum w Krakowie, w czasie okupacji przeniósł się do Warszawy. Brał udział w zbrojnym oporze przeciw niemieckiemu okupantowi. W czasie wojny i zaraz po wojnie imał się różnych zawodów, pracował jako robotnik i technik. Po wojnie rozpoczynał kolejno studia architektoniczne na Politechnice Warszawskiej i prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim, których nie ukończył. Od roku 1947 studiował w szkole filmowej w Łodzi na wydziale operatorskim, by po pewnym czasie przenieść się na wydział reżyserski. Studia filmowe ukończył w 1951 roku. Przez 5 lat pracował w warszawskiej Wytwórni Filmów Dokumentalnych, początkowo jako operator Polskiej Kroniki Filmowej, potem reżyser filmów dokumentalnych. Jako twórca filmów fabularnych zaczynał w 1956 roku od "Człowieka na torze". W 1958 zrealizował pierwszy ze swych najgłośniejszych filmów, "Eroikę", w 1960 drugi, "Zezowate szczęście". Od 1957 roku do śmierci był wykładowcą w łódzkiej szkole filmowej. Zginął w wypadku samochodowym w roku 1961, pozostawiając nieukończony film "Pasażerka". Od 1965 roku łódzka szkoła filmowa przyznaje coroczną nagrodę imienia Andrzeja Munka za najlepszy debiut reżyserski. Za swoje filmy Andrzej Munk był wielokrotnie nagradzany na najważniejszych festiwalach filmowych świata, m.in. w Wenecji za film "Spacerek staromiejski" (1959), "Błękitny krzyż" (1955) i "Pasażerka" (1964) oraz w Cannes za film "Pasażerka" (1964). Jego filmy "Człowiek na torze" (1957), "Eroica" (1958), "Zezowate szczęście" (1960) oraz "Pasażerka" (1963) uznane zostały przez polskich krytyków filmowych za najlepsze filmy fabularne roku. Andrzej Munk zaczynał swoją drogę zawodową jako reżyser filmów zgodnych z duchem czasu, w jakim powstawały. Jego filmy dokumentalne, "Nauka bliżej życia", czy "Kierunek Nowa Huta", to filmy czysto propagandowe. Dopiero nieco późniejsze, jak "Kolejarskie słowo", czy zrealizowany wspólnie z Witoldem Lesiewiczem "Gwiazdy muszą płonąć", postrzegano jako przełamywanie socrealistycznego schematu. To, co jednak było najwyraźniej oczywiste dla współczesnych, dziś, po upływie pół wieku, takim już być nie musi. W wydanej kilka lat temu monograficznej książce poświeconej Wytwórni Filmów Dokumentalnych ("Chełmska 21", Warszawa 2000) Bożena Janicka zamieściła szkic o Andrzeju Munku zatytułowany "Między prawdą a kłamstwem", w którym zastanawia się nad dzisiejszą wartością głośnych ongiś filmów dokumentalnych reżysera. Munk zyskał dzięki tym filmom miano wybitnego dokumentalisty. Pamiętajmy jednak, że filmy te powstały w Polsce, w skażonych socrealistycznym stylem latach 50., większość z nich nawet przed polityczną odwilżą '56 roku. Pytanie, które zadaje Bożena Janicka, czy po kilkudziesięciu latach, jakie od tamtego czasu upłynęły, dokumenty Andrzeja Munka wciąż pozostają dziełami wybitnymi i czy istotnie były one przełomowe, jest w pełni uzasadnione. "Kolejarskie słowo", to opowieść o pracy kolejarzy, którzy pokonując trudności wykonują swoje zadanie, doprowadzają na czas "pociąg gwarancyjny", wiozący ładunek dla huty, do wyznaczonego celu. Zdaniem krytyków (m.in. Aleksander Jackiewicz w książce "Moja filmoteka. Kino polskie", 1983 i Ewelina Nurczyńska-Fidelska w "Andrzej Munk", 1982) film ten, wpisując się w schemat socrealistyczny, jednocześnie się mu przeciwstawia, pokazując wysiłek kolejarzy i wartość ludzkiej pracy. Warto oddać głos samemu reżyserowi: "Te inscenizowane filmy" - mówił w wywiadzie - "były odpowiedzią na oficjalny ton ówczesnej twórczości dokumentalnej, na jej lakoniczny, hurra-optymistyczny ton. Starałem się poruszać sprawy, które zbanalizowano, chciałem pokazać trud, poświecenie, bohaterstwo, piękno codziennej pracy. W 'Kolejarskim słowie' mówiłem - dzisiaj wydaje nam się to banalne, wówczas jednak te proste sprawy przemilczano - że praca kolejarzy jest ciężka, że wymaga dużego wysiłku." (Stanisław Janicki "Polscy twórcy filmowi o sobie", 1962)Dziś - uważa, nie bez racji, Bożena Janicka - najwyraźniej trudno nam dostrzec pewne niuanse, pojąć jaka jest różnica między wypełnianiem schematu a jego przełamywaniem. Współczesny widz ma prawo, po obejrzeniu tego filmu, zapytać z pewnym zdumieniem - uważa autorka szkicu - o to, jak wobec tego wyglądał socrealistyczny wzorzec dokumentu, który Munk w "Kolejarskim słowie" przełamywał. Bo przecież "ofiarna walka o zwycięstwo" ludzi pracy, zakończona sukcesem, jaką pokazuje Munk, była nie czym innym jak socrealistycznym wzorem. I zapewne trzeba się pogodzić z tym, że trudno dziś poczuć ducha tamtych czasów, przyznając, jak czyni to Janicka , że "otchłań czasu jest szokująco głęboka". Bożena Janicka pisze nieco dalej: "Andrzej Munk - tylko on - uchwycił tę wibrację między oficjalną propagandą, która importowanymi ze Wschodu sposobami nakłaniała do pracy, a rzeczywistym zaangażowaniem ludzi, którzy i bez propagandy, bez deklaracji, akcji i drętwej mowy robiliby to, co robili. Munk wiedział, że pod narzuconym, propagandowym rytuałem może kryć się własna prawda człowieka, który działa z rzeczywistego, nie narzuconego poczucia odpowiedzialności za siebie i innych. Konstatacja wtedy niewygodna, kwestionowała bowiem zasadność samopoczucia władzy jako demiurga, a niezbyt wygodna i dziś, bo przypomina, że osądy polityczne nie docierają do głębszej warstwy rzeczywistości, ona sama nie jest nigdy jednowymiarowa."W roku 1952 Andrzej Munk zrealizował film "Pamiętniki chłopów" film, który miał, mówiąc najkrócej, przedstawiać podaną do wierzenia prawdę, jak znakomicie żyje się polskiemu chłopstwu w powojennej Polsce. O tym dokumencie pisał Aleksander Jackiewicz w książce "Moja filmoteka. Kino polskie", że choć do prawdziwego autentyzmu zabrakło mu w tym filmie nieco cienia na jasnym obrazie współczesności, bo najwyraźniej w Polsce Ludowej nie mogło być chłopów, którym w życiu się nie powiodło, to jednak znaleźć w nim można "odrobinę autentyczności, której brakowało w dziełach innych reżyserów". "Z ekranu patrzą na nas - pisał Jackiewicz - nie ilustracje, lecz twarze z realnego świata, a z ekranowego głośnika płyną nieskładne opowieści, skażone wprawdzie idyllicznym tonem ich zakończeń, ale przecież - nie urojone".Można powiedzieć że, zasługą Munka było, choć częściowe, wyrwanie widza ze świata urojonego, świata nieistniejącego, o którym opowiadano mu bezustannie w stalinowskiej Polsce, wmawiając, że jego udziałem jest życie w krainie szczęśliwości, choć codzienne doświadczenia, na każdym kroku, zadawały kłam tej bajce. Poza przełamywaniem schematu ideologicznego o wartości dokumentów Munka decyduje także ich nowatorska i wysmakowana forma. Aleksander Jackiewicz, pisząc o "Kolejarskim słowie", zwraca uwagę jak temat - ruch, jazda pociągu - wpływa na zasadzającą się właśnie na ruchu dramaturgię filmu. "Munk wyeksponował fotogenię kolei" - pisze Jackiewicz, zwracając uwagę na artyzm z jakim reżyser buduje dramatyzm, zderzając ruch z bezruchem, wykorzystując dźwięk jako kontrapunkt dla obrazu. Czyni to w różny sposób, zależnie od sekwencji. Oto przykład, dokonanego przez Jackiewicza, opisu jednej z nich: "Nieruchomość parowozu, podkreślona bardzo ruchliwym montażem rejestrującym napięte twarze obsługi na tle elementów maszyny i rytmicznego oddechu koła, który zdaje się liczyć uciekające minuty, to już płaszczyzna psychologiczna: niecierpliwość tych, którzy zaręczyli za maszynę. Ale to też płaszczyzna 'psychologiczna maszyny'; tu głębiej niż na początku zjednoczonej z człowiekiem maszyny; wybuchającej przyspieszonym obrotem kół i hukiem pary, gdy semafor zostaje podniesiony."Podobnie w realizowanej przez Munka noweli z filmu "Gwiazdy muszą płonąć" krytyk znajduje formalne mistrzostwo reżysera, który - tym razem filmując ludzi schodzących do starego szybu kopalni węgla - znajduje sposób by dramaturgicznie wygrać naturalną scenerię. Paradoksalnie ów bezdyskusyjny autentyzm swoich filmów osiągnął Munk nie czystym gatunkowo dokumentem, lecz dokumentem fabularyzowanym, stosując inscenizację. "Dokumentalny - pod tym określeniem rozumiemy najczęściej prawdziwy. Patrząc na swoje filmy dokumentalne dochodzę do wniosku, że żaden z nich nie odpowiadał temu kryterium... Dokumentalne było to, że istniała prawdziwa sceneria, że parowóz był prawdziwym parowozem, a maszynista prawdziwym maszynistą, ale reszta była inscenizacją." - mówił reżyser w przywoływanym już wywiadzie St. Janickiemu.Andrzej Munk stopniowo fabularyzując swoje filmy, nazywając je "reportażami dramatycznymi", odchodził od dokumentu do fabuły, czyniąc to tak płynnie i niepostrzeżenie, że jego "Błękitny krzyż" (ostatni zrealizowany w WFD) niektórzy nazywają ostatnim dokumentalnym, a inni pierwszym fabularnym filmem Munka. "Błękitny krzyż" powstał na podstawie zapisu literackiego, który jednak opowiadał o autentycznych wydarzeniach. Wystąpili w nim zawodowi aktorzy, ale także, jak w dokumencie, autentyczne postacie, ludzie odgrywający jedynie minione wydarzenia, w których sami brali udział. Film nie odniósł sukcesu, krytyka i widzowie odebrali go chłodno. Jak pisał A. Jackiewicz zabrakło tu charakterystycznej dla warsztatu Munka dramatyczności. Był jednak "Błękitny krzyż" koniecznym krokiem na drodze reżysera do fabuły. Andrzej Munk, odegrawszy w polskim filmie dokumentalnym rolę o bezspornym znaczeniu, wkrótce stał się jednym z najwyżej cenionych twórców fabuły, jako autor filmów, burzliwie dyskutowanych w swoim czasie, dziś traktowanych jak klasyka, "Eroiki", "Zezowatego szczęścia" i ostatniego, niedokończonego filmu "Pasażerka". Jest, obok Andrzeja Wajdy, głównym twórcą odnowicielskiego nurtu w polskim kinie, nazwanego szkołą polską, będącego ozdrowieńczym oddechem po duchocie socrealizmu. "Człowiek na torze" z roku 1956, film o wyrzuconym z pracy kolejarzu, choć już stuprocentowo fabularny, był jeszcze bliski stylowi jego dokumentów, w formie i podejmowanej problematyce. Tym filmem rozpoczął jednak reżyser współpracę ze scenarzystą Jerzym Stefanem Stawińskim, którego nazwisko też wiązać należy z powstaniem szkoły polskiej. Szkoła polska zrodziła się w połowie lat 50., po pierwsze z potrzeby odrzucenia balastu jakim był socrealistyczny wzorzec, po drugie z potrzeby rozliczenia się z romantycznym rodowodem mitów narodowych. "Była to - jak pisał Zygmunt Kalużyński - rozprawa z bohaterszczyzną, z kultem ślepo-głupiego patriotyzmu, ze spuścizną zaścianka." ("Film" 48/1959)Filmy szkoły polskiej sięgały po motywy czynu zbrojnego, bohaterstwa wymagającego poniesienia ofiary, ukazując tematy te w sposób odmitologizowany, inaczej niż robiono to tradycyjnie, w skłonnej do mitologizacji, polskiej kulturze. Takim filmem jest m.in. "Kanał" Andrzeja Wajdy, w którym - jak pisze Jerzy Płażewski reżyser ukazując powstanie warszawskie, "składa hołd, ale na wspak, krnąbrnie pokazując powstanie upadające, zepchnięte w smród i ciemności kanałów..." ("Historia filmu dla każdego", 1977) Zaraz po Wajdzie (podobnie jak reżyser "Kanału", współpracując z J. S. Stawińskim), po temat powstania warszawskiego sięgnie Andrzej Munk w swojej, ochrzczonej mianem filmu "antyheroicznego", "Eroice". "Chodziło nam o pokazanie, jak ogólna atmosfera bohaterszczyzny wpływa nawet na jednostki, które nie mają owej 'kultury bohaterskiej' i czyni z nich bohaterów. Dzidziuś dokonuje czynów wymagających dużej odwagi, mimo swojego 'racjonalizmu' jest bohaterem. A końcowe przyłączenie się do powstania - to katharsis, czynnik oczyszczający" - mówił w cytowanym już wywiadzie reżyser o swoim filmie i jego bohaterze.Od wejścia na ekrany "Kanału" i "Eroiki" nazwiska Wajdy i Munka wyznaczają w ramach szkoły polskiej jej dwa przeciwstawne nurty. Munk niejednokrotnie porównywany był z Wajdą i przeciwstawiany mu. "U tego ostatniego - pisał o Wajdzie Jerzy Płażewski - wyobraźnia, fantazja, subiektywna wizja i mocny kościec dramaturgiczny. U Munka obiektywizm, pasja odkrywania konkretnego świata, przekorna walka z anachronicznymi mitami narodowymi. Przeciw realizmowi romantycznemu - prowokacyjny racjonalizm, o wiele dalszy od mentalności przeciętnego Polaka. I potrzebniejszy."Podobnie wagę twórczości Andrzeja Munka doceniał Aleksander Jackiewicz pisząc, iż poza Munkiem nikt z twórców "szkoły polskiej", mimo jej krytycyzmu, nie wyszedł poza romantyczny model. "Styl Munka - pisał w swojej książce A. Jackiewicz, mając na myśli "Eroikę" i "Zezowate szcęście" - wyraźnie odcinała się od liryzmu całej prawie 'szkoły'. Jego filmy pod względem gatunku nasuwają raczej porównanie z osiemnastowieczną powiastką filozoficzną niż, jak dzieła Wajdy, z poematem. Tkanką nowych filmów Munka była tkanka realistyczna, ze skłonnością do figur paradokumentalnych (...) gdy w dziełach Munka odzywała się metaforyka, jej technika przypominała nadrealizm komedii Chaplina, a nie, jak znów u Wajdy - Bunuela".Krytyk podkreślał, że "Zezowate szczęście" jest dziełem, które jeszcze wyraźniej niż "Eroica" akcentuje antyromantyczną rolę Munka w "szkole polskiej". "Tworząc 'Eroikę' i 'Zezowate szczęście' - pisała E. Nurczyńska-Fidelska - Munk stanął obok tych, którzy w procesach kształtowania się świadomości narodowej i kulturowej odgrywają rolę 'prześmiewców'. Ich szyderstwo i drwina pełnią jednakże funkcję oczyszczającą, zmierzającą do odrzucenia wartości zmitologizowanych i kształtowania nowych."W "Pasażerce", ostatnim, nieukończonym filmie sięgnął Munk po inny, poważny, daleki od prześmiewczego język, znów jednak mówiąc o heroizmie. Zafascynowała go historia dwóch kobiet, strażniczki i więźniarki w obozie koncentracyjnym, przedstawiona w słuchowisku radiowym przez Zofię Posmysz-Piasecką. Sięgnął po ten temat dwukrotnie, raz w spektaklu telewizyjnym i potem w filmie. Fascynowała go postać Marty, więźniarki, która "stwarza - jak napisał Jackiewicz - w granicach niewoli swoje piękne człowieczeństwo (...). W przeciwieństwie do oficerów z Ostinato - lugubre w "Eroice", Marta nie tworzy sobie nawet mitu wolności. Wolność jest w niej, powiadam" - pisał z naciskiem krytyk podkreślając, że bohaterstwo Marty w obronie wolności, to jej sprawa prywatna, nie narodowa. Filmografia filmy dokumentalne i krótkometrażowe:
Andrzej Munk jest autorem zdjęć do etiud i filmów dokumentalnych: "Stracone złudzena" (1947) reż. Silik Sternfeld, "Tryumf" (1949) reż. Maria Chybowska, "Pielęgniarki" (1950), reż. Zofia Dwornik, "MARIA RZECKA" (1950), reż. Zbigniew Kociuba, współautorem zdjęć do filmu "Maj - Pracy, Walki i Pokoju" (1951) reż. Maksymilian Wrocławski. Jest także bohaterem filmów: "Eugeniusz Cękalski. Antoni Bohdziewcz. Andrzej Munk" (1978) w reż. Władysława Wasilewskiego i "Ostatnie zdjęcia. Brulion" (2000) w reż. Andrzeja Brzozowskiego. Ewa Nawój, kwiecień 2005 |
Historia przeglądania
![]() ![]() ![]() ![]() OSTATNIO DODANE
![]() 1 marca Międzynarodowe Stowarzyszenie Krytyków Muzycznych (IFMCA) przyznało Ablowi Korzeniowskiemu nagrodę za najlepszą ścieżkę dźwiękową do dramatu "Single Man" w reżyserii Toma Forda. Wcześniej za tę samą muzykę polski kompozytor nominowany był do Złotych Globów. "Nocni wędrowcy" Wojciecha Jagielskiego - "Wanderer der Nacht" w tłumaczeniu Lisy Palmes, Transit Buchverlag - pojawią się w niemieckich księgarniach w marcu. "Lubiewo" Michała Witkowskiego w tłumaczeniu Billa Martina ("Lovetown") ukaże się w marcu w londyńskim wydawnictwie Portobello Books. Andreas Vollenweider zagra w Warszawie: 14 marca, Sala Kongresowa, Poznaniu: 15 marca, Centrum Kongresowo-Dydaktyczne UMP i w Katowicach: 16 marca, Górnośląskie Centrum Kultury. Między 18 i 31 marca w sześciu miastach Polski - Warszawie, Krakowie, Katowicach, Łodzi, Poznaniu, Gdańsku - 10. Tydzień Kina Hiszpańskiego. Od 12 do 14 marca Festiwal "Więcej niż teatr" na 45-lecie Teatru Ósmego Dnia z Poznania - Warszawa, Dom Spotkań z Historią. Z okazji jubileuszu Teatru Ósmego Dnia, od 14 do 18 marca w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie najnowszy spektakl "Paranoicy i pszczelarze". W Poznaniu dwa spotkania z Ryszardem Krynickim: 16 marca o godz. 18:00 w cyklu "Jaskinia filozofów i pisarzy" w Centrum Kultury Zamek (ul. św. Marcin 80/82, sala Pod zegarem); 17 marca o godz. 13:00 w Collegium Maius Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza (ul. Fredy 10, sala Śniadeckich). 8. Festiwal Nowego Filmu Polskiego - Filmland Polen 2010 w Hanowerze, Hamburgu, Lubece i Bremie. 32 filmy fabularne, krótkometrażowe, dokumentalne oraz animowane. Pokazy od marca (13-21) do grudnia, raz w miesiącu w 4 miastach. Paco de Lucia wystąpi 16 czerwca w Szczecinie, w czasie 7. edycji festiwalu Music Fest (21 kwietnia - 16 czerwca). 35. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni odbędzie się tym razem na wiosnę, w dniach 24-29 maja. Szczegóły na stronie www.fpff.pl. 50. edycja Krakowskiego Festiwalu Filmowego, który obejmuje filmy krótkometrażowe, dokumentalne i animowane, rozpocznie się 31 maja, a zakończy 6 czerwca. Szczegóły na stronie www.kff.com.pl. W Toruniu, Szczecinie, Katowicach, Krakowie, Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi i Lublinie odbędą się projekcje przeglądu Węgierskiej Wiosny Filmowej - 23 marca - 1 maja. 39 skrzypków z Polski, Estonii, Litwy, Wielkiej Brytanii, Korei, Rosji, Czech, Węgier, Austrii i Słowenii bierze udział w VII Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Georga Philippa Telemanna, który rozpoczął się 12 marca w Poznaniu. 13 marca w Filharmonii Krakowskiej zagra wiedeński zespół kameralny Goldberg Trio. Artyści wykonają tria fortepianowe Szostakowicza, Mendelssohna i Schuberta. Ponad 120 tytułów zgłosili wydawcy i jury do tegorocznej edycji Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej "Silesius". Lista książek nominowanych do nagrody zostanie ogłoszona 24 kwietnia. Od 12 marca na ekranach kin komedia sensacyjna "Trick" w reżyserii Jana Hryniaka. W obsadzie m.in. Piotr Adamczyk, Andrzej Chyra, Robert Więckiewicz, Karolina Gruszka, Jerzy Trela i Grażyna Szapołowska. Muzykę do filmu skomponował Paweł Mykietyn. Polsko-brazylijski baryton Paulo Szot zadebiutuje 13 marca na scenie Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Artysta zaśpiewa główną rolę w operze "Nos" Dymitra Szostakowicza pod dyrekcją Valery'ego Gergieva. Koncert będzie transmitowany na antenie radiowej Dwójki.
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |