ZOBACZ NAS 
2 września 2010

instytucje kultury w Polsce centra kultury muzea galerie filharmonie, opery, inne teatry i grupy teatralne biblioteki, zbiory, archiwa uczelnie artystyczne
Instytucje kultury polskiej na świecie
Instytuty Polskie inne instytucje

Wydawca:
Instytut Adama Mickiewicza
ul. Mokotowska 25
00-560 Warszawa
tel. (+48 22) 44 76 100
www.iam.pl 
o nas  zamów newsletter 
Tadeusz Konwicki
języki: polski  / english  / francuski  / niemiecki 
 

Prozaik, reżyser i scenarzysta filmowy, urodzony w 1926 w Nowej Wilejce na Wileńszczyźnie. Twórca tzw. "kina autorskiego", sumienie społeczeństwa i jego krzywe zwierciadło, jeden z pisarzy, którzy odcisnęli najtrwalsze piętno na literaturze i kulturze Polski powojennej, uznawany za wyraziciela dążeń, postaw, nadziei i wściekłości kilku pokoleń.

Na tej stronie zamieszczamy trzy teksty: biogram Tadeusza Konwickiego - pochodzący ze strony www.polska2000.pl, sylwetkę literacką - autorstwa Przemysława Kanieckiego oraz sylwetkę filmową - autorstwa Ewy Nawój.





Początkowy okres jego pisarstwa (1948-1956) stał pod znakiem tendencyjności, służącej zarówno obrachunkowi z przeszłością - np. partyzancką, deheroizowaną w powieści "Rojsty" (powst. 1948; prwdr. 1956) - jak i włączeniu się w komunistyczną ideologię.

Początkiem wyzwalania się z poetyki tendencyjnej była powieść "Z oblężonego miasta" (1956), w której pisarz oddzielił kwestię obowiązku solidaryzowania się z pokrzywdzonymi od posłuszeństwa partii. W powieści tej po raz pierwszy pojawia się też - stały odtąd w pisarstwie Konwickiego - obraz wileńskiej krainy jako przestrzeni ucieczki ze współczesności, przestrzeni, gdzie podstawowe dla życia ludzkiego relacje wobec drugiego człowieka i wobec przyrody miały - we wspomnieniu wygnańca z tamtych terenów i z tamtego czasu - charakter arkadyjski.

Pod tym względem "Z oblężonego miasta" zapowiada cykl wileński, obejmujący powieści: "Dziura w niebie" (1959), "Zwierzoczłekoupiór" (1969), "Kronika wypadków miłosnych" (1974) oraz "Bohiń" (1987). Utwory te, należące do najpiękniejszych w całym dorobku pisarza, ewokowały wileńszczyznę jako krainę dojrzewania, przestrzeń, w której dokonało się wtajemniczenie w sens życia, poznanie miłości i śmierci, w której narodziło się uczucie i w której nastąpiło pojednanie z istnieniem, faustowska akceptacja trwania. Portretowanie współczesności, jałowego obszaru i wytrawionego czasu najsilniej dochodzi do głosu w cyklu powieści psychologicznych, do których należą: "Sennik współczesny" (1963), "Wniebowstąpienie" (1967) i "Nic albo nic" (1971). Wspólna im jest analiza społecznej pamięci, w której spoczywają wojenne i stalinowskie zło, a także konstrukcja bohatera, który najpierw nie może pogodzić się ze swoją tożsamością, gdyż na jej dnie leży wina, potem zaś nie może owej tożsamości ustalić, gdyż na drodze do niej stoi brak związku między własną osobą i otaczającą go teraźniejszością. Teraźniejszość ta to wizja kraju policyjnego, w którym społeczeństwo, poddawane stałej inwigilacji, traci z wolna swoje kontury i rozpada się w bezkształtną masę.

Pogłębieniem tego obrazu okazał się następny cykl, obejmujący najgłośniejsze utwory literatury wydawanej poza cenzurą państwową: "Kompleks polski" (1977), "Mała Apokalipsa" (1979) oraz "Rzeka podziemna, podziemne ptaki" (1984). Były to powieści-przestrogi, utwory utrzymane w tonacji groteski politycznej, ukazujące społeczeństwo na granicy rozpadu powodowanego rozmyciem kluczowych pojęć (wolności, patriotyzmu, zdrady, niewoli).

Rosnące od powieści "Nic albo nic" zaangażowanie pisarza w bezpośrednie życie społeczne znalazło swoją przeciwwagę w cyklu "łże-dzienników", należących do pisania niezobowiązującego, niezaangażowanego ani w politykę, ani w literaturę, niedającego się odczytywać ani fikcyjnie, ani prawdziwościowo, niejednolitych pod względem gatunkowym i estetycznym. Wchodzące w skład tego cyklu utwory - "Kalendarz" i "Klepsydra" (1976), "Wschody i zachody księżyca" (1982), "Nowy Świat i okolice" (1986), "Zorze wieczorne" (1991) oraz "Pamflet na siebie" (1995) - to zapisy obejmujące dziennikowe notki i eseistyczne wstawki, fragmenty utworów literackich i towarzyskie niedyskrecje. Ich swoboda, urok, rozległa gama humoru i humorów uczyniły z nich, podobnie jak z "Dziennika" Gombrowicza, prawdziwe perełki literackie, a także wzory licznie naśladowane.

O randze Konwickiego w powojennej literaturze polskiej decyduje umiejętność przechodzenia od dystansu do zaangażowania w sprawy społeczności, a także zdolność wynajdywania form literackich, które wyrażając stan społecznego rozproszenia, sugerowały zarazem drogi odnowienia znaczeń i wartości.
"(...) piszę przede wszystkim dla czytelnika, z zamiarem zrobienia mu przyjemności, zabawienia go, złomotania lub zniszczenia. Aby pisać, muszę mieć drugiego człowieka." ("Pół wieku czyśca")
Źródło: www.polska2000.pl; Copyright: Stowarzyszenie Willa Decjusza, 2001.

Wybrana bibliografia:
  • "Rojsty", 1956
  • "Przy budowie", 1950
  • "Władza", 1953
  • "Z oblężonego miasta", 1956
  • "Dziura w niebie", 1959
  • "Sennik współczesny", 1963
  • "Wniebowstąpienie", 1967
  • "Zwierzoczłekoupiór", 1969
  • "Nic albo nic", 1971
  • "Kronika wypadków miłosnych", 1974
  • "Kalendarz i klepsydra", 1976
  • "Kompleks polski", 1977
  • "Mała Apokalipsa", 1979
  • "Wschody i zachody księżyca", 1982
  • "Rzeka podziemna, podziemne ptaki", 1984
  • "Nowy Świat i okolice", 1986
  • "Bohiń", 1987
  • "Zorze wieczorne", 1991
  • "Pamflet na siebie", 1995
  • "Pamiętam, że było gorąco. Z Tadeuszem Konwickim rozmawiają Katarzyna Bielas i Jacek Szczerba", Kraków: Znak, 2001
  • "Kalendarz i klepsydra" (wersja oryginalna, nieocenzurowana), 2005
  • "Wiatr i pył", "Czytelnik" 2008.

Wybrane tłumaczenia:
  • angielski: "A Dreambook for our Time (Sennik współczesny)", The MIT Press, 1970; "The Anthropos-Spectre-Beast (Zwierzoczłekoupiór)", New York: S. Phillips, 1977; "The polish Complex (Kompleks polski)", New York: Farrar Straus & Giroux, 1982; "A minor Apocalypse (Mała Apokalipsa)", New York: Farrar Straus & Giroux, 1983; "Moonrise, Moonset (Wschody i zachody księżyca)", New York: Farrar Straus & Giroux, 1987; "Bohin Manor", New York: Farrar Straus & Giroux, 1990; "New World Avenue and Vicinity (Nowy Świat i okolice)", New York: Farrar Straus & Giroux, 1991.
  • francuski: "Fleuve souterrain, oiseaux de nuit", Paris: Robert Laffont, 1986; "Chronique des événements amoureux", Paris: Laffont-P.O.F., 1987; "Le complexe polonais", Paris: Laffont-P.O.F., 1988; "Le nouveau monde", Paris: Laffont-P.O.F., 1989; "Bohini, un manoir en lituanie", Paris: Robert Laffont, 1990; "Le trou dans le ciel", Paris: Critérion, 1992; "Roman de gare contemporain", Paris: Robert Laffont, 1994.
  • niemiecki: "Kronik der Liebesunfälle", Berlin-Weimar: Aufbau-Verlag, 1978; "Die polnische Apokalypse", Frankfurt: S. Fischer, 1982; "Angst hat grosse Augen", Wien: Europe-Verlag, 1973; "Die neue Strecke", Berlin: Dietz, 1951; "Modernes Tagebuch", Munich: Biederstein, 1964; "Auf der Spitze des Kulturpalastes", Hamburg: Claassen, 1973.
  • duński: "Den lille apokalypse", Kopenhagen: Brundum, 1984.
  • fiński: "Isoäitin tarina", Hämeenlinna: Tammi, 1997; "Pieni ilmestyskirja", Helsinki: Tammi, 1983.
  • hiszpański: "Nochebuena polaca", Barcelona: Seix Barral, 1984; "Un pequeno apocalipsis", Barcelona: Mario Muchnik, 1987.






Tadeusz Konwicki - literatura

"Ja jestem ostatni, co pamięta początek XIX wieku" - utrzymuje Tadeusz Konwicki i chyba można wierzyć pisarzowi, że Wileńszczyzna, gdzie się wychowywał, niewiele zmieniła się od czasów Mickiewicza, zarówno pod względem cywilizacyjnym, jak i kulturowym. To właśnie taka Wileńszczyzna ukształtowała Konwickiego i to właśnie do niej, jako do ożywczych źródeł, będzie powracał w dojrzałym okresie swojej twórczości.
  • Gorzko-ironiczne początki
Urodzony 22 czerwca 1926 roku w Nowej Wilejce, osierocony w wieku trzech lat przez ojca, Konwicki oddawany jest z powodu problemów zdrowotnych matki pod opiekę szeroko rozgałęzionej rodziny. Od 1932 roku mieszka już na stałe u ciotecznych dziadków Blinstrubów w Kolonii Wileńskiej i tu dorasta, w domu bardzo religijnym, tradycyjnym, w atmosferze kultu powstania styczniowego.

Tuż przed wojną zostaje przyjęty do Gimnazjum im. króla Zygmunta Augusta w Wilnie, gdzie uczy się przez rok. Po wybuchu wojny kontynuuje naukę na tajnych kompletach (maturę zdaje latem 1944). Ucieka z przymusowych robót przy wyrębie lasu, jest robotnikiem w niemieckim szpitalu wojskowym dla "dobrowolców". Gdy w lipcu wybucha powstanie wileńskie, przyłącza się do Ósmej Brygady AK, zwanej Oszmiańską. Po okresie ukrywania się na podwileńskim folwarku wraca jesienią do partyzantki - już antybolszewickiej; jego oddział chodzi po lasach aż do końca kwietnia.

W maju 1945 roku Konwicki wraz z kilkoma kolegami przedostaje się na fałszywych dokumentach przez pojałtańską granicę Polski, by nawiązać kontakty z działającą tu nadal partyzantką. Kontynuacja walki okazuje się niemożliwa. Konwicki podejmuje się więc pracy przy mieniu poniemieckim w Gliwicach, zaś gdy po kilku miesiącach wraca do Krakowa, zaczyna studiować filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Otrzymuje pracę korektora w tygodniku "Odrodzenie", wkrótce też debiutuje - na łamach "Dziennika Polskiego" - jako reportażysta i rysownik ("Szkice z Wybrzeża"). W "Odrodzeniu" stopniowo awansuje, pisze recenzje nowości wydawniczych i filmowych, rysuje, jest redaktorem technicznym, więc gdy siedziba pisma przenosi się do zrujnowanej stolicy, przeprowadza się do Warszawy także Konwicki. Latem 1947 debiutuje jako poeta, a potem, zachęcony przez Tadeusza Borowskiego i Romana Bratnego, pisze debiutanckie opowiadanie ("Kapral Koziołek i ja").

Jego debiutancka powieść, "Rojsty", bliska w gorzko-ironicznej tonacji pierwszym opowiadaniom partyzanckim, ze względów cenzorskich nie zostaje wydana w 1948 roku (ukaże się dopiero w 1956, z wieloma ingerencjami redakcyjno-cenzorskimi). Mimo iż pokazuje partyzantkę antyradziecką na Wileńszczyźnie w sposób demitologizujący, mimo iż stanowi rozrachunek z imperialną ideologią patriotyczną i naświetla jej splątanie z tradycją romantyczną - zostaje zatrzymana, ponieważ przypomina sam fakt oporu na Wileńszczyźnie.

Podobny los spotyka także drugą powieść - "Nowe dni". Jak wszystkie utwory Konwickiego, zawiera ona wiele tropów autobiograficznych, a pokazuje dojrzewanie głównego bohatera, jeszcze niedawno walczącego z Armią Czerwoną, do przyjęcia idei socjalizmu.
  • Czas "pryszczatych"
Książkowym debiutem Konwickiego staje się w takiej sytuacji socrealistyczne opowiadanie "Przy budowie", napisane po doświadczeniach wyniesionych z pracy przy powstającym kompleksie Nowej Huty (od października 1949 do marca 1950).

Przez najbliższe lata Konwicki jest pisarzem i publicystą zaangażowanym, należy do tzw. grupy "pryszczatych". Publikuje ideologizujące reportaże i felietony m.in. w "Nowej Kulturze" i "Sztandarze Młodych". W 1953 roku zostaje przyjęty do PZPR i w tym czasie pracuje już nad korektami "Władzy", politycznej, obszernej, wielowątkowej powieści o trudnościach z wdrażaniem nowego ustroju na prowincji, o młodych ludziach z różnych opcji politycznych, dokonujących skomplikowanych wyborów światopoglądowych. Powieść naświetla tzw. odchylenie prawicowe, sugestywnie przekonuje do programu komunistów i zachęca do ufności dla haseł budowniczych nowego systemu. Opublikowana zostaje jednak dopiero na początku 1954 roku, czyli już w czasie, kiedy w Konwickim, jakkolwiek ciągle wiernym ideom socjalistycznym, zaczyna się budzić sceptycyzm wobec dogmatycznych obostrzeń i proreżymowej propagandy.

Wyrazem tego sceptycyzmu są w jego prozie dwie książki: "Godzina smutku", podejmująca jako wątek główny (co było wówczas nie do pomyślenia) problem miłości i zdrady małżeńskiej, oraz "Z oblężonego miasta", o ucieczce za granicę inteligenta niemogącego znieść bezustannej ingerencji ideologii w jego prywatne życie. W obydwu wyraźnie broni Konwicki prawa obywateli do samostanowienia, prawa do intymności, do tego wreszcie, by mieć wątpliwości ideowe.

Pierwsza książka opublikowana zostaje już w drugiej połowie 1954 roku, mimo iż w styczniu poddana była druzgoczącej krytyce podczas dyskusji Podstawowej Organizacji Partyjnej ZLP (opisanej przez Leopolda Tyrmanda w "Dzienniku 1954"). Druga natomiast ukaże się dopiero na fali odwilży 1956 roku, w zupełnie innych warunkach odbioru.
  • Gorycz frajera
Październik 1956 otwiera nowy rozdział w twórczości Konwickiego. Po latach (m.in. w "Kalendarzu i klepsydrze" oraz w wywiadzie-rzece Stanisława Beresia "Pół wieku czyśćca") pisarz wyzna, że bardzo dotkliwie przeżył ten okres głównie z powodu wolt światopoglądowych swoich dotychczasowych mentorów.
"Ci, którzy mnie w jakiś sposób urabiali ideologicznie, którzy mnie pouczali, którzy stosowali wobec mnie jakąś pedagogikę [...] - ci wszyscy ludzie nagle pewnego dnia powiedzieli mi: to ty, frajerze, w to wierzyłeś? To ty byłeś naiwny do tego stopnia?" ("Cień obcych wojsk", wypowiedź przedrukowana w tomie "Wiatr i pył")
Swoją sytuację i samopoczucie odsłania Konwicki pisząc "Dziurę w niebie" (1959), niby uroczą książkę dla młodzieży o grupce dzieci z przedwojennej Wileńszczyzny, ale tak naprawdę rzecz o zawiedzionej wierze w ideały. Polkowi Krywce, głównemu bohaterowi powieści, zawali się cały świat, gdy koledzy wyśmieją go za naiwną wiarę w jakichś tajemniczych ludzi, na których wciąż wszyscy czekali. Odczuje też to, o czym czytał w znalezionym wcześniej pamiętniku zagadkowego mężczyzny, przybysza, który powiesił się w poczuciu utraty sensu życia.

Ów "pamiętnik wisielca" czynił niespodziewanie wyrwę w potoczystej, tradycyjnej narracji "Dziury w niebie". Nie dawał się bowiem wytłumaczyć za pomocą logiki realistycznej. Cała ta partia książki sygnalizuje, że Konwicki podejmuje poszukiwania artystyczne, kierując się w stronę nadrealizmu. Co istotne, w "pamiętniku" widoczna jest już np. figura, którą rozpoznał i określił najwybitniejszy badacz Konwickiego, Tadeusz Lubelski: symbolizujący uprawianie twórczości motyw wędrówki, będący naczelną zasadą konstrukcyjną późniejszych utworów.

Owocem poszukiwań, rozwinięciem rysujących się w "Dziurze..." tropów onirycznych i autotematycznych staje się "Sennik współczesny" (1963). To jedno z arcydzieł polskiej literatury powojennej: sugestywna proza psychologiczna o różnorodnej narracji, z precyzyjną szkatułkową konstrukcją, sumująca przeżycia pokoleniowe czasu wojny i trudnych tużpowojennych wyborów. "Sennik współczesny" jest książką kultową nie tylko dla czytelników polskich, ale także np. rosyjskich.

Powieść ma kilka płaszczyzn: wątek współczesny, rozgrywający się nad Sołą, gdzie budowany jest zbiornik wodny, oraz retrospekcje, ukazujące dzieciństwo i młodość głównego bohatera, Pawła. Retrospekcje to obrazy newralgicznych momentów jego życia, głównie związanych z partyzantką okresu okupacji niemieckiej, a później antyradziecką, ale też dotyczące np. poczucia zdrady przyjaciół z partyzantki akowskiej po wojnie, podczas wstępowania do PZPR.

Przeszłość ta dosłownie wkracza w teraźniejszość Pawła, co przejawia się także w niejednorodności czasu i przestrzeni wątku współczesnego. Odkrył to Jan Walc, autor pierwszej pracy doktorskiej o Konwickim, opisując w niej m.in. tropy wskazujące na to, że akcja współczesna dzieje się jednocześnie i w latach 60. nad Sołą w Galicji, i w czasie przedwojennym na Wileńszczyźnie (np. w Galicji nie było powstania styczniowego, którego historią naznaczona jest dolina; rzeczywista Soła nie płynie na południe, czyli w kierunku, w którym płyną niektóre rzeki kresowe).

Walc przestrzegał jednak przed lekceważeniem zawartego w książce obrazu teraźniejszości. Powieść nie jest tylko analizą porażenia przeszłością i historią, jest świadectwem zagubienia człowieka współczesnego w świecie pozbawionym aksjomatów, człowieka osaczonego przez ideologie i zmuszanego do ciągłego dokonywania wyborów.
  • Tylko miłość
Z krytykami, którzy nie dostrzegli - albo nie chcieli dostrzec - tego zorientowania "Sennika..." na współczesność, podjął dyskusję także sam Konwicki. Uczynił to pisząc kolejną powieść, manifestacyjnie wręcz współczesną, "Wniebowstąpienie" (1967).

Jej główny bohater budzi się wieczorem i nie może sobie przypomnieć, kim jest. Wyrusza w całonocną podróż po Gomułkowskiej Warszawie połowy lat 60., nie zdając sobie sprawy, że to pośmiertna wędrówka w zaświatach. Notabene, zaświaty te przypominają w wielu elementach wynurzających się spod topografii warszawskiej - Wileńszczyznę.

Bohater-narrator, nazywany przez kompanów Charonem, próbuje przezwyciężyć amnezję i konstruuje swoje domniemane życiorysy, składające się na kolejną w twórczości Konwickiego panoramę losów pokolenia. W "ćwiczeniach pamięci" odtwarza zaś to, co wydaje mu się najważniejsze, ponadczasowe, czego bliskość musi ocalić: snuje refleksje filozoficzne o rzece, lesie i niebie. Wartością, którą ocala ze swych kilkugodzinnych mrocznych przygód zakończonych na szpicy Pałacu Kultury, jest miłość.

"Wniebowstąpienie" to książka legendarna. Także jako powieść o politycznym drugim dnie. Konwicki ukazuje w niej polską rzeczywistość jako świat totalitarny (niebawem pisarz zostanie skreślony z listy członków PZPR). Do legendy książki przyczyniły się też jej losy wydawnicze: uznana przez władze PRL za skandal cenzorski, ma tłumiony rezonans recenzencki, ograniczaną dystrybucję.

Przez wielu krytyków i historyków literatury powieść ta uznawana jest za najwybitniejsze osiągnięcie prozatorskie Konwickiego.
  • Antybajki dla dorosłych i dla dzieci
Zorientowanie na teraźniejszość wyraźne jest i w kolejnych powieściach: w "Zwierzoczłekoupiorze" (1969) i "Nic albo nic" (1971). Są to książki wyjątkowo ponure, ukazują beznadziejność rzeczywistości po Marcu 1968 i nagonce antyinteligenckiej, przeistaczającej się w haniebną propagandę antysemicką, skutkującą masową emigracją z Polski obywateli pochodzenia żydowskiego.

O Marcu mówi także ta pierwsza książka - mimo iż jest przecież pozornie przeznaczona dla młodszych czytelników, rozjaśniana ujmującymi ilustracjami Danuty Konwickiej oraz dowcipem i przygodową fabułą. "Zwierzoczłekoupiór" opowiada o chłopcu z Warszawy, który razem z dogiem Sebastianem wyrusza w podróże do przedwojennej Wileńszczyzny. Spomiędzy barwnych przygód czytelnik wyłuskuje jednak sygnały, że główny bohater-narrator jest tak naprawdę chłopcem umierającym w szpitalu. Umieszczenie problematyki śmierci w powieści, której czytelnikami mają być także dzieci, czyni Konwickiego jednym z prekursorów tendencji antybajkowych w literaturze młodzieżowej.

"Nic albo nic", zamykające "tryptyk egzystencjalny" - którego pierwsze człony to "Sennik współczesny" i "Wniebowstąpienie" - jest już natomiast książką wyłącznie dla dorosłych. Jej wątek główny oparty został, podobnie jak we "Wniebowstąpieniu", na motywach autentycznych sensacyjnych zdarzeń, w tym wypadku serii morderstw "wampira". Główny bohater, cierpiący na "epilepsję świadomości", nie zdaje sobie sprawy, że to on - w zaćmieniach jaźni - zabija kobiety. Podejrzewany o te czyny przez milicję, podejmuje ucieczkę po całej Polsce. Wątek ten pozwala Konwickiemu ukazać w warstwie aluzyjnej osaczenie obywatela PRL.

W innym planie utworu ukazana jest partyzantka wileńska, a w finale wizja końca świata. Otwierające książkę rozmowy chłopców z lasów litewsko-białoruskich o projektowanej pięknej, sprawiedliwej przyszłości, konfrontowane z rzeczywistością wątku współczesnego, wskazują upadek nadziei pokładanych w czasach powojennych, wyrażone już w samej tytułowej alternatywie. Helena Zaworska w recenzji z "Nic albo nic" zastanawiała się: "Tytuł prezentuje zatem negację całkowitą, nihilistyczną, rozpaczliwą? Może nawet nie negację, raczej przekonanie o całkowitej bezradności człowieka wobec unicestwiającego go chaosu i absurdu".

Również "Kronika wypadków miłosnych" (1974), utrzymana tym razem w konwencji nieomal kiczowatego romansu maturzystów z pięknych czasów wileńskiego międzywojnia, była na jednej ze swych płaszczyzn powieścią o czasach pomarcowych. Nie przypadkiem przecież Witold, tajemniczy nieznajomy, który w dziwnych okolicznościach odwiedza zakochanego abiturienta Witka, a który budzi się pod koniec powieści w swoim mieszkaniu we współczesnej Warszawie, popełni samobójstwo niedaleko Dworca Gdańskiego. Książka pozostaje jednak kolejnym w twórczości Konwickiego wyrazem nadziei pokładanych w sztuce. Dając w utworze sympatyczną a opartą na konstrukcjach literatury popularnej fabułę, okraszoną dodatkowo sensacyjnymi wyimkami z przedwojennej prasy, podkreśla autor pokrzepiający potencjał tkwiący w twórczości artystycznej i wskazuje egzystencjalną siłę wyrazu najbanalniejszych nawet literackich powrotów do "kraju lat dziecinnych".

Powieść zostanie w połowie lat osiemdziesiątych sfilmowana przez Andrzeja Wajdę, a sam Konwicki wystąpi w roli Nieznajomego.
  • O "niewoli przeźroczystej"
Zamknąwszy "Kroniką wypadków miłosnych" swój drugi prozatorski tryptyk, cykl książek i dla dzieci, i dla dorosłych, kolejną książką Konwicki otwierał kolejny: raptularzowo-wspomnieniowy. "Kalendarz i klepsydra" (1976) jest jego pierwszą sylwą, czyli utworem łączącym w sobie przeróżne gatunki. Napisany w formie para-dziennika, jest zbiorem obserwacji, anegdot, wspomnień, wyznań dotyczących zaangażowania w tworzenie socrealizmu, relacji z podróży, portretów przyjaciół, zarówno tych niedawno zmarłych (przejmujące wspomnienia Wilhelma Macha i Aleksandra Kobzdeja), jak i tych żyjących (m.in. Antoniego Słonimskiego, Stanisława Dygata, Gustawa Holoubka, Andrzeja Łapickiego). Książka zyskała sławę właśnie dzięki tej ostatniej grupie portretów artystów, partii często skandalizujących, balansujących na granicy uroczej ploteczki, ale zmierzających jednak do ukazania spraw bohaterów w perspektywie uniwersalnej. W momencie wydania "Kalendarz..." zaczytywany był też jednak z tego powodu, że dawał ogromny ładunek aluzji, składających się na obraz wegetującego w pozorach samorządności społeczeństwa. Zabawny, przewrotny, prowokacyjny, wzruszający "Kalendarz..." jest tak naprawdę traktatem o potrzebie wolności.

"Kompleks polski" (1977) stanowi kolejne ogniwo tych rozważań, tyle że jest już mniej aluzyjny, więcej diagnoz sformułowanych zostało bez zawoalowania, zwłaszcza w eseistycznych intermediach. Jawnie już podejmuje Konwicki kwestię kondycji peerelowskiego społeczeństwa połowy lat 70. Nie kryje ambicji syntezy, jakkolwiek oczywiście posługuje się w tym celu również środkami właściwymi literaturze pięknej. Paraboliczna sytuacja kolejki po radzieckie złoto z głównego, bożonarodzenionego wątku skonfrontowana zostaje w sposób ironiczny z wzniosłym listem patrioty kochającego Polskę - czy też jej wyobrażenie, jakże różne od Polski rzeczywistej - oraz z obrazami powstania styczniowego: tragiczną historią dowódcy Zygmunta Mineyki i przejmującą sceną z życia Romualda Traugutta, jadącego objąć dyktaturę i spotykającego się z żoną.

Taka książka nie może ukazać się w oficjalnym wydawnictwie. Wychodzi jako trzeci numer niezależnego "Zapisu".
  • Eschatologia plus recepta na łupież
Gorzko syntetyzujący kwestie społeczne "Kompleks polski" stanowi pierwsze ogniwo kolejnego cyklu Konwickiego: książek politycznych.

Mimo całego swego ładunku goryczy, ta pierwsza pozycja tryptyku nie atakuje odbiorcy wprost, a wschodniego groźnego sąsiada portretuje raczej omówieniami i aluzjami. Druga jest natomiast już wręcz drastyczna i budzi najwyższe emocje. "Mała Apokalipsa" (1979) to najsłynniejsza i w kraju, i na świecie powieść Konwickiego, jedna z najgłośniejszych książek polskiego drugiego obiegu.

Głównym bohaterem i narratorem jest literat Tadeusz K. - mamy tu więc do czynienia z wychyleniem autorskim, bardzo notabene charakterystycznym dla prozy i filmów Konwickiego: główni bohaterowie są zawsze bardzo mu "bliscy", mieszkają w domu odwzorowanym z autentycznego warszawskiego mieszkania pisarza, mają podobne lęki, kompleksy i podobną przeszłość. Fabuła "Małej Apokalipsy" rozpoczyna się od przybycia dwóch opozycjonistów do mieszkania Tadeusza K. Proponują mu samospalenie się w proteście inteligencji przeciwko planom wcielenia Polski do ZSRR jako kolejnego kraju związkowego. Uchwycony w kleszcze moralnego szantażu, bohater wychodzi na ulice Warszawy, którymi wędruje aż do finałowego wieczoru pod Pałacem Kultury. Spotyka po drodze ludzi różnych opcji światopoglądowych i prowadzi z nimi dyskusje, zakochuje się w Rosjance Nadzieżdzie (Nadziei). Zachodzi na chwilę podziemnymi przejściami do sali balowej oczekującej dygnitarzy, znosi obecność swojego alter ego Tadzia Skórki, który to wielbiciel pięciokrotnie cytuje jego wcześniejsze powieści (są to fragmenty autentycznych powieści pisarza), a jak się okazuje - jest pracownikiem służb bezpieczeństwa. Tak mroczna fabuła przeplatana jest pełnymi czarnego humoru eseistycznymi intermediami, poradami erotycznymi czy medycznymi (np. recepta na przypadłości dermatologiczne), cytatami ponurych wierszy przyjaciół.

Polska ukazana jest w "Małej Apokalipsie" jako kraj w stanie agonalnym. Wszystko się sypie, najważniejszy most miasta zawala się, ruin budynków z centrum nikomu nie chce się uprzątnąć; społeczeństwo jest silnie zsowietyzowane, obywatele wciąż są legitymowani, nikt nie wie też, jaki dzień jest dokładnie, a jedyny wskazujący datę kalendarz zamknięty został w pilnie strzeżonym miejscu. Utwór staje się jednak nie tylko obrazem gospodarczego, politycznego i obyczajowego rozkładu PRL-u końca dekady Gierkowskiej. Jest także niezwykle gorzkim, bezprecedensowym rozrachunkiem z opozycją, podobną w istocie do reżymu, z którym walczy. "Jesteście wydzieliną tego systemu, żebrem z ciała tej tyranii. Wy jesteście z 'Biesów' Dostojewskiego, a nie z opowiadań Żeromskiego czy Struga" - mówi w jednej ze scen Tadeusz K. Wymienia tu nazwiska dwóch niezwykle ważnych dla polskiej inteligencji i dla samego Konwickiego pisarzy, kształtujących swoją rozrachunkową, bezkompromisową literaturą sumienie społeczne i przypominających powinności moralne inteligencji.

"Apokalipsa" zyskuje szeroki rezonans w kraju i na świecie, wywołując najskrajniejsze reakcje, otrzymując w recenzjach cały wachlarz opinii, od zachwytu po ostre polemiki. Gustaw Herling-Grudziński w prowadzonym na łamach paryskiej "Kultury" "Dzienniku pisanym nocą" uznał na przykład: "Szloch i szopka są [...] mechanicznie przemieszane, a nie wycieniowane i zbalansowane; i to przemieszane z takim zamiłowaniem do 'zgrywy' i 'nadrywu', że mieszanka staje się niemal w całości [...] paradą narodowej histerii" ("Kultura" 1979 nr 10).

Do uwag tych odniósł się w swojej recenzji Jan Kott ("Wiadomości" 1980 nr 1), polemizując z uznaniem powieściowych wizji za histeryczne. Porównał ich prawdziwość do "petersburskich koszmarów Gogola", a innymi dziełami, które stanowiły dlań kontekst do odczytania powieści, były m.in. III cz. "Dziadów" Adama Mickiewicza oraz "Proces" Franza Kafki (motyw "wyroku"). W swej odpowiedzi na polemikę Kotta, Herling-Grudziński ("Kultura" 1980 nr 4) dookreślił użytą przez siebie wcześniej kategorię histerii jako "demonizowanie Rosjan, które potęguje i pogłębia chorobliwą delektację bezsiły; gdy tymczasem większość tego, co dziś w Polsce 'trupie i widmowate' - i czemu można jednak stawiać opór - jest produktem sowietyzmu". Sam Konwicki w wywiadzie-rzece "Pół wieku czyśćca" podtrzyma swoje zdanie: zrówna rusyfikację i sowietyzację, jakkolwiek oczywiście podkreśli swą fascynację wielką kulturą rosyjską.

Za "Małą Apokalipsę" otrzymuje Nagrodę im. Mieczysława Grydzewskiego (za najlepszą książkę pisarza polskiego wydaną na emigracji, 1979), Nagrodę "Wiadomości" londyńskich (1981) oraz włoską Premio Letterario Internationale "Mondello" (1981). W latach dziewięćdziesiątych na motywach tej powieści nakręci film znany reżyser Costa Gavras.
  • "Powrót w jarzmo"
Silne akcenty antyradzieckie pojawiają się także we "Wschodach i zachodach księżyca" (1982). Dość powiedzieć, że w książce tej sugeruje Konwicki to, o czym na świecie zaczęto mówić dopiero po dwudziestu latach: że za zamach na Jana Pawła II odpowiedzialne jest KGB.

Nie jest to jednak książka li tylko polityczna. Drugą sylwę pisarza wypełniają znów anegdoty, wspomnienia (przejmujący obraz Dygata, piękne epitafium dla Mieczysława Piotrowskiego, nieco zapomnianego, niesłusznie, grafika i prozaika), portrety (np. zabawny rozdział poświęcony Stanisławowi Lemowi), staje się notatnikiem perypetii związanych z adaptowaniem na film "Doliny Issy" Czesława Miłosza, zawiera początek pisanej niegdyś a nieukończonej książki, a także - o zgrozo - fragmenty "Nowych dni", czyli nieopublikowanej na przełomie lat 40. i 50. ze względów cenzorskich powieści o czasach powojennych i nabieraniu wiary w komunizm. "Wschody i zachody księżyca" pozostają jedną z mniej znanych książek autora, są tymczasem jedną z najlepszych.

Po wprowadzeniu stanu wojennego Konwicki zamyka swój tryptyk polityczny "Rzeką podziemną, podziemnymi ptakami" (1984). Fabułę powieści tworzy wędrówka bojącego się internowania bohatera. Siódmy (to jedyne w twórczości Konwickiego imię w taki sposób symboliczne, oznaczające siódme "powstanie" powojenne: po 1944, 56, 68, 70, 76 i 80), słysząc wieczorem łomotanie do drzwi, ratuje się ucieczką przez balkon i wyrusza w tułaczkę po Warszawie. Z matrycami nielegalnych wierszy w torbie. W prologu, epilogu oraz intermediach między trzynastoma rozdziałami pomieszcza Konwicki wizyjne obrazy przeszłości wileńskiej i zaświatów.

Poezja troskliwie taszczona w torbie okazuje się grafomańska, a pościg - wyimaginowany, książka zawiera zatem duży ładunek ironii (także autoironii). Jest też polemiką z kształtem literatury drugoobiegowej, która straciła, zdaniem Konwickiego, swoją siłę.

Konsekwencją takiego stanowiska pisarza jest "Nowy Świat i okolice" (1986) - "powrót w jarzmo" (wyrażenie z książki), czyli do oficjalnego obiegu wydawniczego. Tę sylwę pisze autor z myślą o cenzorze, co manifestacyjnie zaznacza w tekście, bo są tu np. apostrofy do cenzora, nie mówiąc już o ciągłych z nim utarczkach. Książka, zamykająca kolejny tryptyk, podobna w formule do "Kalendarza..." i "Wschodów...", ale o bardziej felietonowych całostkach-rozdziałach, przynosi nową porcję anegdot, portretów, wspomnień, opisów podróży (do tej grupy można również zaliczyć para-przewodnik po Warszawie, wędrówki tytułowym Nowym Światem) oraz autokomentarzy. Te ostatnie pojawiają się zresztą także jako refleks nagrywanych równolegle rozmów ze Stanisławem Beresiem, które złożą się na wydany - równolegle do "Nowego Światu", ale w drugim obiegu i na emigracji - wywiad-rzekę "Pół wieku czyśćca".
  • Żyd w romansie dworkowym
Rok później Konwicki publikuje w wydawnictwie oficjalnym "Bohiń" (1987), jedną ze swoich najpiękniejszych i najpoczytniejszych powieści. "Bohiń" odwołuje się do gatunku literatury popularnej, w tym wypadku romansu dworkowego, czyli gatunku, który odegrał znaczącą rolę w literaturze polskiej w XIX wieku ("Nad Niemnem" Elizy Orzeszkowej), ale który zbanalizował się w późniejszych realizacjach popularnych i epigońskich (m.in. Maria Rodziewiczówna) oraz czytadłowych (nieśmiertelna Helena Mniszkówna).

Konwicki nadbudowuje na schemacie romansu, dziejącego się we dworze po powstaniu styczniowym, warstwę komentarza do kondycji społeczeństwa doby stanu wojennego, przekształcając jednocześnie ten schemat. Po pierwsze, by stworzyć własną autotematyczną jego realizację ("Wracam z takim mozołem przez wydmy minionego czasu, przez trzęsawiska dni i puszcze godzin do mojej babki Heleny Konwickiej [...]. A może ścigam ją przez obszary przeczuć, przez jeziora tęsknot, przez gęste mgły niepewności"). Po drugie, by stworzyć utwór prowokację społeczną (co podkreślił Stanisław Bereś w obszernej recenzji opublikowanej pod pseudonimem w podziemnym "Aneksie", nr 48/1988; przedruk w poświęconym częściowo Konwickiemu numerze "The Reviev of Contemporary Fiction", vol. 3/1994). Kochankiem bowiem w tym romansie dworkowym, ku zapewne irytacji niektórych czytelników, jest Żyd, przez co "Bohiń" staje się także wystąpieniem wymierzonym przeciwko polskiemu antysemityzmowi, wystąpieniem przypominającym o wspólnej polsko-żydowskiej przeszłości.

Do tematu żydowskiego powraca Konwicki również na początku lat 90., w "Zorzach wieczornych" (1991). "Zorze..." były ponownym zwrotem ku sylwie. To garść luźno powiązanych przemyśleń pisarza, relacji z podróży (m.in. obrazy Japonii i Australii) i impresji okalających trzy portrety Polaków-Żydów (Leopolda Tyrmanda, Adama Michnika, redaktorki Zofii Łuczek), portret rodziny Konwickiego oraz umieszczone w centralnym miejscu książki kameralne opowiadanie o Żydzie uciekinierze "Kilka dni wojny, o której nie wiadomo, czy była". W tej ostatniej partii, zgodnie z tytułem, wojny jakby nie ma: liczy się tu tylko miłość, liczy się niezwykła przemiana bohatera, który zakochawszy się podczas ukrywania, przestaje się bać; miłość unieważnia zło wokoło, nadając sens życiu.
  • "Schodzę z ringu"
"Czytadło" (1992), wydane niedługo po "Zorzach wieczornych", mówi o miłości w podobny sposób. Okazuje się ona jedyną wartością godną ocalenia w świecie pogrążonym w chaosie. Tu jest to jednak świat współczesny, Polska współczesna. Powieść ma wyraźne zacięcie satyryczne, to niezmiernie przykra diagnoza kondycji społeczeństwa po 1989 roku - książką tą Konwicki czyni gest, jakiego od niego wówczas się oczekuje, tj. powraca na stanowisko pisarza dającego w swej twórczości obraz polskiej zbiorowości. Umieszczając takie zwierciadło w konstrukcji traktatu o powtórzeniach, traktatu o upadku świata kultury, świata języka, świata własnego, autor wyeksploatowuje właściwie wszystkie swoje chwyty beletrystyczne. Zatrzaskuje za sobą drzwi do fabuły.

"Pamfletem na siebie" (1995) zaś zatrzaskuje drzwi do literatury w ogóle. "Pamflet..." to sylwa-pożegnanie z czytelnikami, przekorna, ale już nie drapieżna, pisana dla przyjemności własnej i czytelnika. Dostrzegł to w recenzji Przemysław Czapliński ("Gazeta Wyborcza" z 6 XII 1995), podkreślając, że mamy do czynienia z pisaniem niezobowiązującym; spotkanie z autorem ma być bezinteresowne, ma być po prostu spotkaniem "jak z dobrym znajomym", z kimś przez siebie lubianym.

W telewizyjnej wypowiedzi dla Stanisława Beresia Konwicki tak wypowiada się o swojej ostatniej - od razu przez siebie określonej jako ostatnia - książce:
"Ja bym to nazwał rodzajem scenariusza, który piszę do spotkania z czytelnikiem. Jest to taka forma, która zachęca czytelnika albo do potakiwania, albo do niezgadzania się, albo do kończenia myśli, którą ja zacząłem. W każdym razie do udziału w procesie kreacyjnym, co było zresztą moją ambicją od młodych lat, od początków mojego pisania. Chciałem wymyślić jakąś taką formułę literacką, która by wprowadzała czytelnika razem ze mną na plan akcji, zachęcała go do współuczestnictwa, współdziałania, wspólnej kreacji jakiegoś wydarzenia psychologicznego czy, powiedzmy skromnie, umysłowego."
Pisarz zapowiada swoje milczenie dobitnie, w wielu komentarzach, m.in. właśnie w wywiadzie telewizyjnym Beresia ("Schodzę z ringu i zostawiam wolne miejsce dla następnych pokoleń"), ale przede wszystkim w numerze 2/1996 "Kwartalnika Artystycznego", w ankiecie "Po co piszę", gdzie wyznaje: "Nieoczekiwanie dopadła mnie starość. Jestem znudzony i zniechęcony. Cóż bym mógł odpowiedzieć na ankietę? Że w ogóle niepotrzebnie pisałem i że z ulgą odłożyłem pióro (chyba na zawsze)".

I rzeczywiście, niestety, odkłada pióro literata. Nie publikuje, jak dotąd, po "Pamflecie..." żadnej nowej książki. Podejmuje później jedynie aktywność publicystyczną, pisząc kilkanaście felietonów (cykl "Horyzont zdarzeń"), udziela zaledwie kilku wywiadów, jednego wywiadu-rzeki (ale na tematy filmowe, "Pamiętam, że było gorąco" Katarzyny Bielas i Jacka Szczerby, 2001), a w 2008 przyzwala na wydanie wyboru swoich mniejszych form prozatorskich, tomu "Wiatr i pył".

Ta ostatnia książka, zawierająca - ułożone w kolejności chronologicznej - opowiadania, wstępy do książek i albumów, wspomnienia o przyjaciołach, odpowiedzi na ankiety, satyry, niezrealizowany nigdy scenariusz "Trochę apogeum", reportaże, eseje, felietony, wreszcie i rysunki Konwickiego z przełomu lat 40. i 50., ukazuje panoramę działalności pisarza-reżysera. W pewien sposób podsumowuje ponad pół wieku niezwykłej, wielotworzywowej aktywności artystycznej twórcy.

Autor: Przemysław Kaniecki, listopad 2009






Tadeusz Konwicki - film

Lata młodości Tadeusza Konwickiego przypadły na czas II wojny światowej. Jak wielu młodych Polaków podczas okupacji wykształcenie zdobywać musiał na tajnych kompletach. W 1941 wywieziony na przymusowe roboty, zdołał uciec, w 1944 zdał konspiracyjną maturę, wstąpił do partyzantki AK. Po wojnie rozpoczął studia polonistyczne (najpierw na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, potem na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie przeniósł się w 1947), których nie ukończył. Zajął się pracą dziennikarską, publicystyczną i literacką, współpracując z wieloma pismami. W 1948 ukończył kurs pisania scenariuszy filmowych zorganizowany dla młodych pisarzy przez Bolesława Lewickiego przy powstającej wówczas Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi.

Był zatrudniony w redakcji pism "Odrodzenie" i "Nowa Kultura", zajmował się m.in. krytyką filmową. Pracował jako kierownik literacki zespołów filmowych: "Kadr" w latach 1956-58, "Kraj" w latach 1970-72 i "Pryzmat" od 1972 do 1977. W 1954 debiutował jako scenarzysta, od 1958 reżyserował.

W 1966 został usunięty z PZPR (należał od 1952) za podpisanie listu protestacyjnego w sprawie usunięcia z partii Leszka Kołakowskiego. W latach 70. związał się ideowo z opozycją, co zaważyło na losach jego twórczości. Większość książek Konwickiego ukazała się wówczas (lata 70. i 80.) w obiegu poza cenzurą. W 1971, co prawda, oficjalnie ukazał się wybór scenariuszy pt. "Ostatni dzień lata", ale w 1972 cenzura wstrzymała druk, publikowanego w odcinkach, scenariusza "Trochę apogeum" w piśmie "Literatura". Do roku 1981, kiedy to rozpoczął zdjęcia do "Doliny Issy", nie reżyserował filmów.

W 1982 Konwicki był sygnatariuszem apelu intelektualistów polskich przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. W 1984 wziął udział w Kongresie Jedności Kultury Europejskiej w Wenecji.

Za twórczość filmową otrzymał m.in. w 1958 Grand Prix na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dokumentalnych i Krótkometrażowych w Wenecji za "Ostatni dzień lata", Nagrodę specjalną za scenariusz filmu "Jak daleko stąd, jak blisko" na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Autorskich w San Remo, oraz w 2001 Polską Nagrodę Filmową "Orzeł" w kategorii: Nagroda za Osiągnięcia Życia (2001).

Nazwisko Tadeusza Konwickiego ważne jest w historii polskiej kinematografii nie tylko jako twórcy. Jego znaczenie jako osoby mającej wpływ na powstanie wielu ważnych dzieł innych reżyserów trudno przecenić. Szczególne zasługi położył jako kierownik literacki zespołu "Kadr", któremu szefował Jerzy Kawalerowicz. W "Kadrze" właśnie, w dużej mierze za sprawą Konwickiego, a czasem z jego inspiracji, powstało wiele ważnych filmów zaliczanych do nurtu szkoły polskiej, m.in. filmy Andrzeja Munka, Andrzeja Wajdy, Kazimierza Kutza. Opowiadanie Jerzego Stefana Stawińskiego, które stało się podstawą filmu Wajdy "Kanał", podsunął reżyserowi Konwicki, zanim jeszcze ukazało się drukiem.

Publicystyka i proza Konwickiego powstałe przed odwilżą polityczną 1956 noszą typowe cechy podporządkowania ideologicznej linii ówczesnej władzy, a nawet zaangażowania ideologicznego. Jego, przypadająca w zasadzie na okres późniejszy, twórczość filmowa, jest od tej skazy niemal wolna.

Rozpoczął, co prawda, niezbyt fortunnie jako współscenarzysta tendencyjnego filmu "Kariera" w reżyserii Jana Koechera. Już jednak w 1958 wyreżyserował pierwszy własny film "Ostatni dzień lata", dając początek swojemu autorskiemu kinu. Obraz ten ważny jest z kilku powodów. Po pierwsze dla samego Konwickiego, który z romansującego z kinem literata stał się nie tylko pełnoprawnym twórcą filmowym, ale zarazem - jak po latach napisał Tadeusz Lubelski ("Kino" 6/2001) - filmem tym "opuszczał epokę socrealizmu", która wcześniej zaciążyła na kształcie jego utworów literackich. Po drugie - czytamy w tym samym artykule - "debiut filmowy Konwickiego wprowadzał naszą kinematografię od razu w samo centrum europejskich poszukiwań". A nawet je wyprzedzał, bo, jak podkreśla Lubelski, często zestawiany z dokonaniami francuskiej nowej fali "Ostatni dzień lata", wszedł na ekrany w momencie, kiedy francuscy twórcy dopiero formułowali zasady nowofalowego przełomu. Bezprecedensowym sukcesem było, że ascetyczny formalnie, nadzwyczaj tani, stworzony na wpół amatorską metodą przez grupę przyjaciół, film został nagrodzony na festiwalu w Wenecji.

Bohaterowie tego filmu, dwoje samotnych ludzi nie potrafiących się do siebie zbliżyć, bo przeszkodą jest wciąż żywa pamięć o wojennej przeszłości, to modelowe postaci Konwickiego. W wywiadzie udzielonym Konradowi Eberhardtowi ("Film" 51/1960) reżyser powiedział, że świadomie unika bezpośredniego (częstego wówczas w polskim kinie) przedstawiania kataklizmu jakim jest wojna, chcąc jedynie zarejestrować jego psychiczne reperkusje. I tu, można rzec, po trzecie leży wartość "Ostatniego dnia lata"; w takim ujęciu tematu wojennego Bolesław Michałek ("Film" 28/1964) ujrzał początek drugiego, nieheroicznego nurtu szkoły polskiej, do którego zaliczył późniejsze "Zaduszki" Konwickiego, ale i "Powrót" Jerzego Passendorfera, "Nikt nie woła" Kazimierza Kutza, "Jak być kochaną" Wojciecha Hasa.

Zarażone wojną postacie zaludnią kolejne obrazy filmowe Konwickiego i kolejne książki. Przeszłość tkwiąca w teraźniejszości to nieustający temat tego twórcy, choć w późniejszych filmach sięga on po bardziej skomplikowane środki formalne i stosuje różne tonacje, balansując między powagą, ironią i groteską, mieszając realizm z oniryzmem. Konwicki należy do pokolenia, dla którego doświadczenie wojenne było tym bardziej druzgocące, że przypadające właśnie na czas młodości, pierwszych uniesień, fascynacji, miłości. Dlatego też, jak napisał o filmach Konwickiego Jacek Fuksiewicz w swojej monografii ("Tadeusz Konwicki" Warszawa 1967), reżyser tworzy bohatera, który nienawidzi swojej przeszłości, ale zarazem jest nią zafascynowany. Tak jest w "Zaduszkach", "Salcie" czy choćby "Jak daleko stąd, jak blisko", a także w prozie. Fabuły Konwickiego wyrastają z jego autobiografii, choć nie są w prosty sposób autobiograficzne.
"Piszę książki i realizuję filmy o sobie - powiedział Eberhardtowi w cytowanym już wywiadzie. - Innymi słowy opisuję siebie w trybie warunkowym, czasie zaprzeszłym niedokonanym albo przyszłym. Stwarzam sytuacje, w których tak lub inaczej się zachowałem, mógłbym się zachować, a także wyrażam żal, że się nie zachowałem."
Z tego pomieszania czasów i trybów rodzi się forma właściwa jego dziełom, swoiste przemieszanie na równych prawach ludzi żywych i zmarłych, prawdy, przypuszczeń i fałszu. A służy ona wiwisekcji nie tylko pojedynczych postaci, ale także narodowych mitów i stereotypów. Szczególnie jest to widoczne w "Salcie" i "Jak daleko stąd, jak blisko".

Konwicki realizował przede wszystkim filmy na podstawie własnych oryginalnych scenariuszy; dwie adaptacje, które sporządził na własny użytek reżyserski, powieści Czesława Miłosza i dramatu Adama Mickiewicza, wiążą się jednak blisko z jego kinem autorskim. W przypadku "Doliny Issy", zrealizowanej na podstawie powieści Miłosza, reżysera i autora pierwowzoru zbliża uczucie nostalgii za utraconą arkadyjską krainą dzieciństwa. Natomiast dramat Mickiewicza w odczuciu reżysera był esencją polskich mitów narodowych, które w jego własnych utworach miały znacznie pierwszorzędne. Wreszcie cała twórczość Konwickiego to poniekąd, na swój sposób, odprawianie obrzędu wywoływania duchów, bliskiego tytułowym "dziadom" Mickiewicza. Wszedłszy na ekrany w 1989, film "Lawa" nie zyskał u publiczności spodziewanej aprobaty, czego przyczyn w dużej mierze dopatrywać się zapewne trzeba w szoku, jakiego doznało polskie społeczeństwo poddane, radykalnym i niełatwo przebiegającym, przemianom ustrojowym.
"W 68 roku elita nasza była gotowa oddać życie za każde przedstawienie 'Dziadów', a w dwadzieścia dwa lata później już na 'Lawę' mało kto przyszedł" - skomentował tę sytuację reżyser w rozmowie z Andrzejem Wernerem ("Kino" 1/1991).
Jest to, jak dotąd, ostatni film Konwickiego, który w roku 1994 pokusił się o nowe doświadczenie, reżyserując na deskach Teatru Ateneum w Warszawie przedstawienie według prozy Maksyma Gorkiego "Jegor Bułyczow i inni".

Tadeusz Konwicki jako scenarzysta wielokrotnie i z sukcesem adaptował dla innych reżyserów utwory literackie. Tak było m.in. z "Faraonem", "Matką Joanną od Aniołów" i "Austerią". Wśród adaptacji dokonanych przez Konwickiego, na szczególną uwagę zasługuje "Kronika wypadków miłosnych" w reżyserii Andrzeja Wajdy - ten jedyny raz Konwicki zaadaptował bowiem własną powieść.


Filmografia

Reżyseria i scenariusz:
  • 1958 - "Ostatni dzień lata" (reż. wspólnie z Janem Laskowskim). Dwoje samotnych ludzi spotyka się na opustoszałej plaży. Próby wzajemnego zbliżenia nie udają się. Przeszkodą jest pamięć o dramatach przeszłości. Szczególnie nie może się z niej otrząsnąć kobieta, której huk przelatujących samolotów przypomina wojenną śmierć ukochanego, lotnika. Z ograniczeń uczynił Konwicki walor. Opierając siłę wyrazu na grze pozostawionych na pustkowiu dwojga tylko aktorów, reżyser starannie komponuje kadry, nadając scenom głęboką symbolikę. Starannie operując zbliżeniami twarzy aktorów i planem amerykańskim, tworzy dynamikę mimo pozornego braku akcji. Warte uwagi są zdjęcia Jana Laskowskiego. (Nagrody: 1958 - Wenecja, Międzynarodowy Festiwal Filmów Dokumentalnych i Krótkometrażowych - Grand Prix; Bruksela EXPO 58 - Nagroda Główna dla filmu eksperymentalnego; Londyn MFF - I Nagroda; 1974 - Świebodzin - Nagroda Entuzjastów Kina dla najlepszego filmu XXX-lecia PRL)

  • 1961 - "Zaduszki". Wspomnienia tragicznej wojennej przeszłości są przeszkodą w autentycznym zbliżeniu dwojga poszukujących uczucia okaleczonych ludzi. Oboje stracili tych, których kochali, na kobiecie dodatkowo ciąży wina za śmierć ukochanego. Wspólnie spędzony weekend w miasteczku, z którym wiążą się bolesne wspomnienia omal nie kładzie kresu związkowi, którego oboje tak potrzebują. (Nagrody: 1962 - Mannheim MFF - Nagroda Specjalna Jury i wyróżnienie Towarzystwa Uniwersytetów Ludowych)

  • 1965 - "Abitur" nowela w filmie "Augenblick des Friedens (Matura / czas pokoju)" - wyprodukowany przez telewizję hamburską trzyczęściowy film, pozostałe części zrealizowali francuski reżyser Georges Franju i niemiecki, Egon Monk. Rzecz dzieje się podczas wojny. Bohaterem filmu jest młody Polak, chłopak, którego na tajnych kompletach czeka egzamin maturalny. Jego myśli jednak zaprząta pragnienie, by pójść walczyć w partyzantce. Losy Polaka splatają się z losami Niemca i Rosjanina. Poważną treść równoważy żartobliwy ton całości.

  • 1965 - "Salto". W niewielkim miasteczku pojawia się niejaki Kowalski-Malinowski, opowiadając różne wersje swojej biografii, rzekomo związanej z tym miejscem. Skupia na sobie uwagę, buduje dziwaczną, wewnętrznie sprzeczną legendę, burzy senny spokój na wpół surrealistycznego miasteczka. Uosabia szyderczy obraz kombatanta, a poszczególni mieszkańcy, równie szydercze portrety postaw, rodem z polskiej narodowej mitologii. Stefan Morawski napisał o filmie: "Teraz dramatyczny kombatant ujawnił twarz kabotyna, tragedia zmieniła się w tragifarsę, obrzędy i zaklęcia tkwiące w świadomości narodowej zostały sparodiowane, w groteskowym świetle ukazano martyrologię" ("Film" 31/1965). (Nagrody: 1967 - Edynburg MFF - Dyplom Honorowy)

  • 1972 - "Jak daleko stąd, jak blisko". Portret bohatera, który w 44 urodziny analizuje swój życiorys. Czas wojny i realia powojennej polski. Przeszłość i teraźniejszość, różnie ich warianty mieszają się w sennej wizji. "Bohater jak gdyby zakłada sobie możliwość poruszania się w czasie, wszystko odbywa się w czasie wymyślonym, wykreowanym przez niego. On sam go odpowiednio odmienia, dozuje, przeinacza" - mówił reżyser ("Filmowy Serwis Prasowy" 1/1972). Skomplikowana formalnie analiza tego, co zwykle nazywa się polskim losem. (Nagrody: 1972 - "Syrenka Warszawska" nagroda Klubu Krytyki Filmowej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w kategorii film fabularny; Łagów, Lubuskie Lato Filmowe - Nagroda Specjalna Jury; 1973 - San Remo MFF Autorskich - Nagroda Specjalna za scenariusz)

  • 1982 - "Dolina Issy" (na podstawie powieści Czesława Miłosza). Film, jak jego literacki pierwowzór, jest nostalgicznym powrotem do krainy dzieciństwa, utraconej nie tyko w wyniku upływu czasu, ale dosłownie, bo i w przypadku Konwickiego i Miłosza chodzi o Wileńszczyznę, która po II wojnie światowej znalazła się poza granicami Polski. Refleksyjna opowieść o dorastaniu, nieuchronnym przemijaniu i przeznaczeniu.

  • 1989 - "Opowieść o "Dziadach" Adama Mickiewicza. Lawa" (na podstawie dramatu Adama Mickiewicza). Awangardowo zrealizowana adaptacja, wzbogacona refleksją nad historyczną rolą tego utworu i jego obecnością w polskiej świadomości narodowej. (Nagrody: 1989 - Gdynia, Festiwal Polskich Filmów Fabularnych - nagroda Muzeum Kinematografii w Łodzi; 1990 - nagroda Koła Piśmiennictwa Filmowego Stowarzyszenia Filmowców Polskich "Złote Taśmy" za rok 1989; nagroda Klubu Krytyki Filmowej Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej "Syreny Warszawskie" za rok 1989 w kategorii filmu fabularnego; "Don Kichot" Nagroda Polskiej Federacji DKF; Nagroda Przewodniczącego Komitetu Kinematografii; Gdynia FPFF - Nagroda Specjalna Jury za twórczą interpretację utworu literackiego)

Scenariusz:
  • 1954 - "Kariera" (reż. Jan Koecher). Scenariusz wspólnie z Kazimierzem Sumerskim, według relacji Konwickiego w wywiadzie-rzece ("Tadeusz Konwicki. Pamiętam, że było gorąco" Katarzyna Bielas i Jacek Szczerba, Kraków 2000) według pomysłu Wiktora Woroszylskiego i przy jego współpracy w początkowym okresie powstawania scenariusza. Propagandowy film o szpiegu z Zachodu próbującym werbować w Polsce współpracowników. Opublikowany pt. "Żelazna kurtyna" (Warszawa 1955).

  • 1956 - "Zimowy zmierzch" (reż. Stanisław Lenartowicz). Rozgrywający się w prowincjonalnym mieście dramat psychologiczny. Konflikt między ojcem i powracającym z wojska synem, który zawiódł uczucia czekającej na niego dziewczyny. Film zbliżony stylistycznie do niemieckiego ekspresjonizmu był po epoce socrealizmu nowatorski artystycznie.

  • 1960 - "Matka Joanna od Aniołów" (reż. Jerzy Kawalerowicz). Scenariusz wspólnie z Kawalerowiczem na podstawie opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza.

  • 1965 - "Faraon" (reż. Jerzy Kawalerowicz). Scenariusz wspólnie z Kawalerowiczem na podstawie powieści Bolesława Prusa.

  • 1967 - "Jowita" (reż. Janusz Morgenstern). Scenariusz na podstawie opowiadania Stanisława Dygata "Disneyland".

  • 1982 - "Austeria" (reż. Jerzy Kawalerowicz). Scenariusz z Kawalerowiczem i Julianem Stryjkowskim na podstawie powieści Stryjkowskiego.

  • 1985 - "Kronika wypadków miłosnych" (reż. Andrzej Wajda). Scenariusz na podstawie własnej powieści. Delikatnie zarysowany obraz rodzącej się pierwszej miłości Witka i Aliny. Nostalgiczny obraz Wilna sprzed wybuchu wojny. Sam Konwicki zagrał w filmie ważną i wieloznaczną postać Nieznajomego, jakby strażnika pamięci, który jest zarazem Witkiem po latach, wędrowcem po swojej utraconej młodości, ale też dosłownie samym pisarzem.

Inne:
  • Podstawą adaptacji filmowych dokonanych przez innych reżyserów stały się powieści Konwickiego: "Zwierzoczłekoupiór" sfilmowany w 1972 pt. "Skrzydła" przez Krzysztofa Wojciechowskiego i w 1993 "Mała Apokalipsa" luźno zinterpretowana przez francuskiego reżysera Costa-Gavrasa ("La petite apocalypse").

  • Tadeusz Konwicki jest bohaterem filmów dokumentalnych: "Przechodzień" Andrzeja Titkowa z 1984, "Tadeusz Konwicki. Próba portretu artysty. Warszawa 1989" Mieczysława B. Vogta z 1990, "Kowalski-Malinowski. O 'Salcie' Tadeusza Konwickiego" Grzegorza Jankowskiego i Jacka Szczerby z 1998, "Całkiem spora apokalipsa" Andrzeja Titkowa z 2002 i "Słońce i cień" z 2007 Jana Holoubka.

Autor: Ewa Nawój, listopad 2003; aktualizacja: listopad 2009.

Historia przeglądania




OSTATNIO DODANE
Martha Argerich i Maria João Pires na festiwalu "Chopin i jego Europa"
30 sierpnia 2010
Przedstawienie "Wszystko o kobietach" w Teatrze Capitol
wrzesień 2010
Andrzej Sosnowski
Złotego Lwa za najlepszy pokaz narodowy 12. Międzynarodowego Biennale Architektury otrzymało Królestwo Bahrajnu za wystawę prezentującą pracę "Bahrain Urban Research Team".
Polską prezydencję w Radzie Unii Europejskiej 1 lipca 2011 zainauguruje włączenie specjalnej iluminacji Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.
Światowej sławy pianista jazzowy i kompozytor Chick Corea wystąpi w listopadzie w Zabrzu. Będzie to jedyny koncert artysty w Polsce.
Trzy pierwsze Kostki Poezji - granitowo-szklana instalacja przestrzenna z wygrawerowanymi wierszami Krzysztofa Kamila Baczyńskiego - pojawią się wkrótce w Tychach, na gruntownie odnowionym placu noszącym imię poety.
Około 200 aktorów wystąpi w serialu TVP "1920. Biało-czerwone", przedstawiającym jeden z najważniejszych momentów w dziejach Polski - walkę o niepodległość w 1920 roku.
W poniedziałek, 20 września, oficjalne otwarcie pierwszej w Polsce areny Euro 2012 - Stadionu Miejskiego w Poznaniu uświetni koncert Stinga z towarzyszeniem Royal Philharmonic Concert Orchestra pod dyrekcją Stevena Mercuria.
Album sopranistki Aleksandry Kurzak, barytona Mariusza Kwietnia i pianisty Nelsona Goernera z nagraniem kompletu pieśni Fryderyka Chopina został wyróżniony we wrześniowym numerze BBC Music Magazine. Płyta została wydana przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina w serii "Real Chopin".
Koncerty oraz spektakle performance w wykonaniu przedstawicieli norweskiej sztuki awangardowej i eksperymentalnej znalazły się w programie 3. edycji Avant Art Festival, która odbędzie się na przełomie września i października we Wrocławiu.
17 października w Muzeum Narodowym w Poznaniu odbędzie się pierwszy publiczny pokaz odzyskanego po kradzieży obrazu Claude'a Moneta "Plaża w Pourville". Skradziony 10 lat temu obraz wrócił do muzeum w styczniu 2010 roku.
Książka "Jan Karski" Yannica Haenela, która wywołała we Francji dyskusję dotyczącą ograniczeń fikcji literackiej oraz sprowokowała polemikę autora z Claudem Lanzmannem - twórcą filmu "Szoah" - trafi do polskich księgarń w połowie września.
12 września o godz. 18.00 w Sali Wielkiej Zamku Królewskiego w Warszawie odbędzie się ostatni koncert z cyklu "Chopin 1810-2010". Impresje jazzowe na temat Chopina zaprezentują polscy pianiści Adam Makowicz i Artur Dutkiewicz.
Galerię Osobowości Warszawskiej Kultury XX wieku, czyli 25 kolorowych portretów wybitnych warszawiaków, m.in. Hanki Ordonówny, Czesława Niemena, Jeremiego Przybory i Leopolda Tyrmanda, odsłonięto we 31 sierpnia w Warszawie. Malowidła usytuowane są wzdłuż Trasy Łazienkowskiej, w pobliżu siedziby Głównego Urzędu Statystycznego.
Norweski trębacz, kompozytor i producent muzyczny Nils Petter Movaer oraz polsko-skandynawska grupa Tomasz Stańko Nordic Quintent będą gwiazdami pierwszej edycji Nordland Art Festiwal, który odbędzie się w październiku w Łodzi.
Studio Architektoniczne Kwadrat z Gdyni zostało zwycięzcą międzynarodowego konkursu na projekt koncepcji architektonicznej Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Na konkurs wpłynęło prawie 130 prac z kilkudziesięciu krajów z całego świata. Budowa rozpocznie się w 2012 roku. Uroczyste otwarcie obiektu planowane jest na 1 września 2014.
Po trwającym cztery lata remoncie ponownie otwiera się Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach. Uroczysta inauguracja dla publiczności nastąpi w dniach 3-5 września 2010.
© Copyright by Instytut Adama Mickiewicza. Wszelkie prawa - jeśli nie zaznaczono odrębnie - w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych materiałów zamieszczonych na stronie www.culture.pl
jest bez zgody wydawcy zabronione.
www.culture.pl ISSN 1734-0624 Nr 3166 | www.iam.pl
realizacja: www.ornak.pl | grafika: Marek K. Zalejski
MAPA WITRYNY