|
centra kultury
muzea
galerie
filharmonie, opery, inne
teatry i grupy teatralne
biblioteki, zbiory, archiwa
uczelnie artystyczne
Instytuty Polskie
inne instytucje
Wydawca:
Instytut Adama Mickiewicza ul. Mokotowska 25 00-560 Warszawa tel. (+48 22) 44 76 100 www.iam.pl ![]() o nas
zamów newsletter
|
Krzysztof Kieślowski
autor: Ewa Nawój, Jan Strękowski
Reżyser filmów dokumentalnych i fabularnych, scenarzysta. Urodził się w 1941 w Warszawie, zmarł w 1996 tamże. W 1962 skończył Liceum Technik Teatralnych. W warszawskim Teatrze Współczesnym był garderobianym takich sław polskiej sceny, jak Tadeusz Łomnicki, Aleksander Bardini czy Zbigniew Zapasiewicz. Łódzką szkołę filmową skończył w 1968 roku, dyplom otrzymał w 1970. Studiował pod kierunkiem Kazimierza Karabasza i Jerzego Bossaka, i pierwsze jego etiudy dokumentalne ("Urząd", "Z miasta Łodzi") powstały pod ich opieką, zaś etiuda fabularna ("Tramwaj") pod opieką Wandy Jakubowskiej. Debiutował w telewizji filmem dokumentalnym "Zdjęcie". Po studiach, aż do 1983 jest związany z warszawską Wytwórnią Filmów Dokumentalnych, gdzie realizuje większość filmów dokumentalnych. Jednak stopniowo porzuca dokument na rzecz fabuły. W 1973 realizuje pierwszy fabularny film telewizyjny "Przejście podziemne". Od 1974 członek Zespołu TOR, kierowanego przez Stanisława Różewicza, a potem Krzysztofa Zanussiego. W 1985 nawiązuje współpracę scenariuszową ze znanym warszawskim adwokatem Krzysztofem Piesiewiczem. Realizują razem film "Bez końca", a potem także razem wszystkie następne. Uznanie międzynarodowe przynosi mu "Krótki film o zabijaniu" i "Krótki film o miłości" (1988), wchodzące w skład cyklu "Dekalog". Od 1991 ("Podwójne życie Weroniki") Kieślowski realizuje swoje filmy w koprodukcji polsko-francuskiej, od 1993 u znanego producenta francuskiego Marina Karmitza. Po zrealizowaniu cyklu "Trzy kolory" (1993-94) ogłasza, że wycofuje się z realizowania filmów. W ostatnich miesiącach życia przygotowuje z Piesiewiczem scenariusze filmowego tryptyku: "Raj", "Czyściec", "Piekło". W latach 1978-81 Krzysztof Kieślowski był wiceprezesem Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Zajmował się także pracą pedagogiczną, m.in. na uczelniach filmowych w Berlinie Zachodnim, Helsinkach, Łodzi, Katowicach oraz w Szwajcarii. Krzysztof Kieślowski jest laureatem wielu nagród za twórczość dokumentalną i fabularną - m.in. Grand Prix na MFF w Mannheim za "Personel" (1975), Złotego Medalu na MFF w Moskwie za "Amatora", Złotego Lwa na festiwalu w Wenecji za "Trzy kolory: Niebieski", Srebrnego Niedźwiedzia na MFF w Berlinie za "Trzy kolory: Biały". W 1976 otrzymał nagrodę "Drożdże" tygodnika "Polityka". W 1985 na 15. Lubuskim Lecie Filmowym w Łagowie Kieślowski otrzymał nagrodę za całokształt twórczości filmowej. W 1990 został honorowym członkiem Brytyjskiego Instytutu Filmowego za "wybitny wkład do kultury ruchomego obrazu". W 1993 otrzymał Order Literatury i Sztuki ministra kultury Francji, w 1994 - duńską Nagrodę im. C.J. Soninga za wkład w rozwój sztuki filmowej i europejskiej kultury. W 1994 Kieślowski był nominowany do Oscara za reżyserię "Trzy kolory: Czerwony". W 1996 otrzymał Europejską Nagrodę Mediów (Girona). Od 1995 był członkiem Amerykańskiej Akademii Filmowej. Jest laureatem Felixa - nagrody Europejskiej Akademii Filmowej. Od 2000 roku jego imię nosi Wydział Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. "To nazwisko zna dzisiaj cała kulturalna Europa (...). Jego filmy nagradzane są na największych festiwalach - od Cannes po Wenecję, Berlin, Chicago (...) od Strasbourga po Nowy Jork, Hongkong, Jerozolimę" - pisał Stanisław Zawiśliński ("Kieślowski. Bez końca", Warszawa 1994) na 2 lata przed śmiercią Krzysztofa Kieślowskiego - reżysera, którego filmy obejrzało dziesiątki milionów widzów na całym świecie.Krzysztof Kieślowski był w polskim kinie, nie tylko fabularnym, ale i dokumentalnym, kimś wyjątkowym. Jednym z tych, którzy przecierali szlaki innym. Tych, którzy nie bali się zadawać niewygodnych pytań, także pytań podstawowych, uniwersalnych. Stanisław Zawiśliński uważa, że głównym obiektem zainteresowania Kieślowskiego od jego debiutu był człowiek. "Człowiek w zderzeniu ze społeczeństwem, z władzą, z Systemem, ze środowiskiem, z rodziną i z samym sobą. Człowiek uwikłany w sprzeczności, zależności, konflikty. Człowiek, który musi stale dokonywać wyborów w świecie wartości i ponosi za te wybory odpowiedzialność. Człowiek, w życie którego wkracza polityka i człowiek poza polityką. Człowiek postawiony wobec odwiecznych dążeń do wolności, równości, sprawiedliwości i poszukujący miłości, szczęścia, zrozumienia..."Wreszcie - człowiek, który zadaje sobie i innym, tak jak sam reżyser, jedno podstawowe pytanie: "jak żyć?". Pytanie to obecne jest w całej twórczości Kieślowskiego, i dokumentalnej i fabularnej, choć na pierwszy rzut oka, między cyklem "Trzy kolory" a filmami dokumentalnymi, a nawet fabułami ze środkowego okresu twórczości ("Personel", "Amator", "Spokój" czy "Blizna"), który stał pod znakiem tzw. kina moralnego niepokoju, rysuje się przepaść. Krzysztof Kieślowski, znany powszechnie jako autor filmów fabularnych, przez wiele lat był jednak przede wszystkim dokumentalistą; dokumentalistą pozostawał także jako reżyser filmów fabularnych, aż do realizacji filmu "Bez końca". Trudno się zgodzić z autorem monografii poświęconej kinu dokumentalnemu Kieślowskiego (Mikołaj Jazdon, "Dokumenty Kieślowskiego", Poznań 2002), który pisze o niedocenianiu tej dziedziny jego twórczości. Oczywiście nie sposób autorowi filmów dokumentalnych rywalizować z reżyserem filmów fabularnych, ale wśród dokumentalistów, szczególnie w Polsce, miał Kieślowski czołową pozycję. "Artystyczne i kasowe sukcesy 'Dekalogu', 'Podwójnego życia Weroniki' i 'Trzech kolorów' przyćmiły dorobek Kieślowskiego jako dokumentalisty. Ci, którzy pamiętają jego pierwszą studencką etiudę 'Tramwaj' mogliby upierać się nawet, że to właśnie fabuła była od samego początku przeznaczeniem reżysera. Faktycznie, w tym krótkim, nieudźwiękowionym filmie, opowiadającym historię niefortunnego spotkania chłopca z dziewczyną jest tak wiele z późniejszych zainteresowań reżysera rzeczywistością, życiem i przypadkiem. Te same zainteresowania cechowały jednak jego twórczą drogę, gdy był dokumentalistą..." - pisał Bogusław Żmudziński w katalogu do przeglądu filmów Kieślowskiego, towarzyszącym 33. MFFK w Krakowie w 1996 roku.Zaś Marek Hendrykowski w katalogu tego samego festiwalu: "Dokument był pierwszą wielką miłością Krzysztofa Kieślowskiego. Dzisiaj, kiedy jego późniejsze światowe sukcesy osiągane w fabule przesłoniły okres twórczości dokumentalnej, odsuwając ją w cień, poniekąd zapominamy, w jak ogromnym stopniu właśnie film dokumentalny uformował przed laty osobowość artystyczną Kieślowskiego i jak wiele filmy fabularne, które nakręcił, zawdzięczają jego doświadczeniom dokumentalisty."Mikołaj Jazdon idzie nawet dalej, odnajdując ślady związków z doświadczeniem dokumentalnym także w filmach z ostatniego etapu twórczości reżysera, zdawałoby się mocno wypreparowanych ze związków z dokumentalnie pojmowaną rzeczywistością. Lata 1966-80 stoją u Kieślowskiego pod znakiem dokumentu. Realizuje wówczas kilkanaście filmów dokumentalnych: z bohaterem zbiorowym ("Urząd", "Fabryka", "Z miasta łodzi", "Szpital", "Robotnicy '71 - Nic o nas bez nas") i z indywidualnym ("Murarz", "Życiorys", "Z punktu widzenia nocnego portiera", "Pierwsza miłość" czy "Siedem kobiet w różnym wieku"). Część z nich daje przewartościowanie tez czy propagandowych opinii obowiązujących w PRL. To choćby "Byłem żołnierzem" - obraz wojny widzianej oczami ociemniałych żołnierzy, czy "Robotnicy '71" - portret tych, którzy po grudniu 1970 zaczynają mówić własnym głosem. Część - największa, odnosi się do sytuacji społecznej, gospodarczej i politycznej PRL. Tu mieści się choćby, zrealizowany dla działaczy partyjnych jako film szkoleniowy, "Życiorys", czy dramatyczna opowieść byłego dyrektora Przedsiębiorstwa "Renifer" ("Nie wiem"). Tu też zaliczyć trzeba film - metaforę totalitaryzmu "Z punktu widzenia nocnego portiera", a także, graniczne, "Gadające głowy". Graniczne, bo jest w nich element egzystencjalny, charakterystyczny dla niektórych filmów dokumentalnych Kieślowskiego, reprezentowany przede wszystkim przez "Siedem kobiet w różnym wieku" i w pewnym stopniu "Pierwszą miłość". Jednak już od debiutu telewizyjnego filmem "Przejście podziemne" Kieślowski równolegle z dokumentami kręci filmy fabularne. Filmy bardzo bliskie dokumentom. Wtedy też wśród jego dokumentalnych realizacji pojawiają się dokumenty inscenizowane ("Życiorys"), czy dokumenty - fabuły, jak "Z punktu widzenia nocnego portiera", gdzie bohater zdaje się grać... samego siebie. W rozmowie ze Stanisławem Zawiślińskim Kieślowski mówił: "Każdy człowiek chce zmieniać świat, kiedy zaczyna cokolwiek robić. Ja chyba nie liczyłem na to, że można zmienić świat w dosłownym tego słowa znaczeniu. Myślałem, że uda się ten świat opisać."Koresponduje to, na co zwraca uwagę m.in. Mikołaj Jazdon, z tezami głośnej książki Juliana Kornhausera i Adama Zagajewskiego "Świat nieprzedstawiony" z 1974. Zgodnie z tym, co proponowali pisarzom jej autorzy, Kieślowski pokazywał rzeczywistość przez mikroświaty, miejsca z pozoru normalne, z którymi stykamy się w codziennym życiu, jak urząd przyznający renty ("Urząd"), fabryka traktorów Ursus ("Fabryka"), zakład pogrzebowy ("Refren"), szpital ("Szpital"), dworzec ("Dworzec"), wierząc, że - jak napisał Jazdon - "w opisie tym - niczym w obrazie odbitym w kropli wody - zawiera się ogólniejszy wizerunek współczesnej polskiej rzeczywistości".Starał się przy tym docierać do ukrytych mechanizmów działania systemu i był w tym konsekwentny, począwszy od szkolnego "Urzędu", przez takie filmy, jak "Fabryka", "Przed rajdem", "Robotnicy '71", "Z punktu widzenia nocnego portiera", po historie prywatne, takie jak przedstawiona w filmie "Pierwsza miłość", który jest opowieścią o miłości dwojga bardzo młodych ludzi, ale zarazem o ówczesnej Polsce, z którą muszą się zmierzyć bohaterowie. Jest to postawa twórcza charakterystyczna dla dokumentalistów, którzy jako grupa zostali zauważeni na festiwalu filmów dokumentalnych i krótkometrażowych w 1971 roku w Krakowie. A więc, obok Kieślowskiego m.in. dla Wojciecha Wiszniewskiego, Tomasza Zygadły, Pawła Kędzierskiego. Wszyscy oni starali się jeśli nie zmienić, to przynajmniej pokazać prawdziwy obraz PRL. Jak mówił Kieślowski ("O sobie", Kraków 1997): "Świat komunistyczny (...) był opisany tak, jak powinien wyglądać, a nie tak, jak wyglądał naprawdę."U wszystkich obecna też była polityka, co odróżnia ich filmy od filmów tzw. szkoły Karabasza, zresztą mistrza Kieślowskiego, który jego "Muzykantów" stawiał w rzędzie najwybitniejszych dokonań kina światowego. Jednak przeciwstawienie się "szkole Karabasza" nie jest u Kieślowskiego konsekwentne. Weźmy choćby "Pierwszą miłość" czy jeden z ostatnich filmów dokumentalnych reżysera "Siedem kobiet w różnym wieku", o których to filmach Tadeusz Lubelski napisał ("Kontrapunkt" - Magazyn Kulturalny "Tygodnika Powszechnego" 3/2000), że rozwijają twórczo formułę "szkoły Karabasza". Kieślowski, co także warte jest podkreślenia, choć jego filmy uznawano wtedy za niemal manifesty nieufności wobec komunistycznego systemu, nazywając agitkami ("Fabryka"), zarzucając zbytnią publicystyczność, czy przyjęcie telewizyjnej maniery "gadających głów", nie tyle chciał walki z władzą, ile, jak napisał Tadeusz Sobolewski ("Kino Krzysztofa Kieślowskiego", red. Tadeusz Lubelski, Kraków 1997): "działał na rzecz zmniejszenia dystansu między ludźmi a władzą (...) a nie powiększania go".A jego bohaterowie, tak filmów dokumentalnych, jak i fabularnych zaliczanych do kina moralnego niepokoju, wcale nie walczą z systemem, lecz jak dyrektor z fabularnej "Blizny" czy były dyrektor z dokumentalnego "Nie wiem", albo bohater dokumentu "Murarz", jak lekarze z dokumentu "Szpital", chcą po prostu dobrze pracować. Ta chęć dobrej pracy, zderza się z systemem, który takiej pracy nie lubi. Bohaterowie Kieślowskiego toczą więc ciągłą walkę o najprostsze rzeczy ("Szpital", "Przed rajdem") i w jakimś stopniu udaje im się realizować swoje pasje, albo bywają niszczeni ("Życiorys", "Nie wiem"). Chęć ułożenia sobie życia w jakiejś niszy (fabularny "Spokój", dokumentalna "Pierwsza miłość") jest równie trudna. Zmuszani są do opowiedzenia się po jakiejś stronie ("Personel", "Nie wiem", "Amator"), trudnych wyborów nie tylko politycznych, ale i życiowych. Warte podkreślenia jest to, że zarówno w filmach dokumentalnych, jak i fabularnych tworzonych w formule kina moralnego niepokoju, można mówić o podobnym bohaterze, problematyce, wreszcie podobnie wnikliwym opisaniu świata społecznego i politycznego PRL. Dodać można coś jeszcze, na co zwrócił uwagę sam Kieślowski w rozmowie z S. Zawiślińskim, że także w tych filmach, tak jak w dokumentach, on i jego koledzy starali się "zobaczyć świat w kropli wody". Tak więc opowiedziana w "Personelu", pierwszym gorąco przyjętym przez krytykę i widzów fabularnym filmie telewizyjnym, "historyjka o teatrze miała (...) w rzeczywistości opowiadać widzom o Polsce". Krzysztof Kieślowski po 1980 nakręcił jeszcze tylko jeden dokument ("Siedem dni tygodnia"). To odejście od dokumentu zostało niejako wymuszone przez sytuację twórcy w PRL, który nie tylko miał ograniczoną swobodę realizacyjną, ale też nie był pewien, czy film lub materiały do realizowanego filmu nie zostaną przez władze wykorzystane w innym niż artystyczny celu. Ale miały na to wpływ także ograniczenia, jakim podlega dokument. W którymś momencie Kieślowski powiedział, że w dokumencie trudno choćby pokazać miłość. Choć on sam próbował ("Pierwsza miłość"). Reżyser widział też zagrożenie, jakie płynie z ingerencji autora filmu w życie bohaterów. Jednak aż do realizacji "Bez końca", można mieć wrażenie, że nadal mamy do czynienia z dokumentami. Potrzeba odwołania się do konkretu, do znanych i wiarygodnych realiów, jak pisała Małgorzata Dipont o "Personelu" (w: "Kieślowski. Bez końca"), obecność aktorów niezawodowych, autentycznych miejsc i bohaterów grających ich samych (choćby Krzysztof Zanussi w "Amatorze"), to przykłady takiej postawy, spotykane w filmach fabularnych tego okresu jego twórczości. "Bez względu na doskonalenie warsztatu i wzbogacanie środków artystycznych, żaden z jego filmów nie rozgrywa się wszędzie, a więc nigdzie, każdy sygnalizuje wyraźnie charakterystyczne cechy miejsca i czasu" - napisała M. Dipont.Przełomem był film "Przypadek", bliski zarówno "Personelowi" czy "Amatorowi", jak i "Podwójnemu życiu Weroniki". Mocno osadzony w realiach Polski tuż przed przełomem sierpniowym, a zarazem rzecz, jak powiedział Alain Masson ("Positif", 12/1988, w: "Kieślowski. Bez końca"), przypominająca klarowną konstrukcyjnie filozoficzną bajkę. Ta klarowność konstrukcji jest niezwykle ważną cechą twórczości filmowej Kieślowskiego. Mirosław Przylipiak ("Kwartalnik Filmowy" 23/1998), napisał, że Kieślowski opierał dramaturgię w filmie dokumentalnym na rozwoju myśli, Tak jak inni dokumentaliści "formułował swoje rozumienie dokumentu w opozycji do kina fabularnego, co nie było niczym niezwykłym" - pisze Przylipiak.Natomiast niezwykłe było to, że nie budował jej jak inni na opozycji fabuła - rzeczywistość, czy fikcja - prawda, lecz fabuła - myśl. Przylipiak pisał: "Film dokumentalny różniłby się tym od fabularnego, że jego kompozycja byłaby dyskursywną, polegającą na rozwoju myśli, idei, przesłania autorskiego."Sam Kieślowski mówił o tym choćby w rozmowie z Kazimierzem Karabaszem (K. Karabasz, "Bez fikcji - z notatek filmowego dokumentalisty", Warszawa 1985), podając przykład filmów "Z punktu widzenia nocnego portiera", gdzie impulsem była chęć opowiedzenia o narastającej nietolerancji i "Szpital", odczytywanego często jako wielka metafora PRL, z jego brakami, z jego bezsensem i z ludźmi, którzy w tym wszystkim próbują coś zdziałać, pokonując najdziwaczniejsze przeszkody. Tymczasem Kieślowski chciał zrobić film o braterstwie i dopiero potem zaczął szukać odpowiedniego obiektu, który mógłby być egzemplifikacją tego zjawiska. Konsekwencje takiego stosunku do materii filmowej są kolosalne. Choć reżyser przeciwstawiał dokument fabule, wspomnianą metodę konstruowania materii fabularnej dostrzec można szczególnie wyraźnie w jego ostatnich filmach ("Dekalog", "Podwójne życie Weroniki", "Trzy kolory"). Różni je od filmów dokumentalnych, a także wcześniejszych fabuł, odejście od obyczajowego, politycznego, czy społecznego szczegółu, różni umowne traktowanie czasu i miejsca, nawet jak ten czas i miejsce nie jest trudny do określenia. Ale to właśnie w nich, wbrew autorskim deklaracjom, lepiej niż w dokumentach, gdzie materia życia stawiała opór, nie pozwalając się podporządkować całkowicie autorskim zamierzeniom, dostrzec można konstrukcję opartą na rozwoju myśli. Krzysztof Kieślowski w ostatnich swoich filmach uwolnił się od zewnętrznych ograniczeń, mogąc realizować swój zamysł na podobieństwo uczonego w laboratorium. Bez wątpienia na wybór dalszej drogi Kieślowskiego miała wpływ artystyczna klęska, jaką był, także zdaniem samego reżysera, film "Bez końca". Pierwszy, do którego scenariusz napisał razem z adwokatem Krzysztofem Piesiewiczem. Film ten w autobiograficznej książce "O sobie" Kieślowski nazwał "rozkraczonym", mając na myśli niespójnie połączone wątki: obyczajowy, publicystyczny i - reprezentowany przez postać ducha - metafizyczny. Zanalizowawszy to niepowodzenie reżyser zmienił radykalnie nie tyle sposób myślenia o świecie, co środki artystyczne, jakimi się posługiwał. "Każdy film - pisał - jest w pewnym sensie pułapką. Chcesz opowiedzieć coś konkretnego, ale równocześnie coś troszkę innego. Teraz staram się te pułapki omijać. Staram się z nich wyplątać i uważam, żeby była jedna wyraźna linia napędowa. Dobrym ćwiczeniem na to był 'Dekalog'. Filmy były krótkie. W związku z tym tę linię napędową można było jasno wyznaczyć, wytyczyć."Reżyser zapragnął, jak to określił, opowiadać "proste historie", klarowne, logicznie zbudowane, bez śladów walki z żywiołem rzeczywistości. Stojąc na rozdrożu mógł Kieślowski oczywiście wybrać inaczej, równie dobrze mógł zostać polskim Kenem Loachem, którego twórczość tak go swego czasu fascynowała. Zdecydował się pójść w przeciwnym kierunku. Począwszy od "Dekalogu" odzierał swoje filmy z realiów. Uprościł je do minimum, a jednocześnie zagęścił obraz, sięgając po inne niż dotąd środki przekazu. Tym samym dopracował się języka filmowego, którym podbił Europę. Zarazem jednak stracił w Polsce pewną grupę wiernej dotąd widowni, której zapewne nie przekonały słowa jakie napisał w autobiografii: "Nie zdradziłem niczego z siebie w 'Weronice', 'Trzech kolorach', 'Dekalogu', czy 'Bez końca'. Myślę raczej, ze wzbogaciłem portrety ludzi o całą tę sferę przeczuć, intuicji, snów, przesądów, która jest wewnętrznym życiem człowieka."Przy żadnym bodaj innym twórcy, ta różnica, wynikająca z odmienności punktu widzenia polskiego i zachodniego odbiorcy, nie wydaje się tak istotna jak w przypadku twórczości Kieślowskiego. "Dekalog" zdaje się być osadzony w polskich realiach. Akcja każdego z filmów umiejscowiona jest na szarym, ponurym, typowym polskim osiedlu, widzowi zachodniemu mogącym się jawić jako bardzo realistyczne, dla polskiego odbiorcy jednak zbyt wyabstrahowanym, pozbawionym prawdziwego życia, codziennych, składających się na nie drobiazgów, które przecież dysponujący warsztatem dokumentalisty Kieślowski miał w zasięgu ręki. "Starałem się pokazać pojedynczych ludzi w jakichś trudnych sytuacjach. A wszystkie trudności społeczne czy trudności życia codziennego w ogóle były zawsze gdzieś w tle" - pisał o "Dekalogu" reżyser ("O sobie"), zarazem przyznając się do uproszczeń w ukazaniu polskiej codzienności lat 80.W filmach takich, jak "Personel", "Spokój", "Amator", czy "Przypadek" ważna była rzeczywistość, w której toczy się akcja, tzw. "drugi plan". Ta warstwa filmu sprawiała, że świat ekranowy był tożsamy z rzeczywistością, a o więź między bohaterem a widzem było łatwo. Zarazem jednak o wszystkich tych filmach można przecież powiedzieć, że pokazywały "pojedynczych ludzi w trudnych sytuacjach". W "Dekalogu" Kieślowski nie tyle więc sięgnął po nową tematykę, co zmienił swój filmowy język, stosując z rozmysłem odmienne zabiegi formalne. "Intuicyjnie zaczęliśmy przypuszczać - pisał w cytowanej już książce o sobie i Krzysztofie Piesiewiczu - że 'Dekalog' może stać się filmem uniwersalnym. Postanowiliśmy więc wyrzucić politykę z filmów."Ten zamysł spółce Kieślowski-Piesiewicz udał się w stu procentach. Po niezwykłym powodzeniu "Krótkiego filmu o zabijniu", z jego uniwersalnym przesłaniem, kolejne filmy cyklu, odwołujące się do dekalogu niekiedy bardzo luźno, spotkały się - szczególnie jednak na Zachodzie - z dużym oddźwiękiem. Późniejsze filmy Kieślowskiego - tym razem wyprodukowane we Francji - "Podwójne życie Weroniki" i cykl "Trzy kolory" także dotyczyły wyłącznie sfery ludzkich emocji. "Wraz z radykalnym odcięciem się od tego, co Krzysztof Kieślowski nazywa 'polityką', a czemu należy prawdopodobnie nadać znacznie szerszy sens, filmy reżysera (wyjąwszy 'Białego') tracą grunt pod nogami, zakotwiczenie w konkretnej rzeczywistości. Początki tego procesu widać już w 'Dekalogu'. Jego poetyczne teraz heroiny, ucieleśnienie nadwrażliwości i emocjonalności, poruszają się w próżni, unoszą nad ziemią. (...) Rozedrgane psychicznie heroiny żyją życiem nieautentycznym. W rzeczywistości zredukowanej" - pisała Maria Kornatowska ("Kino Krzysztofa Kieślowskiego").Późniejsze filmy, tak jak "Dekalog", opowiadają proste historie o skomplikowanych ludzkich uczuciach. Są do "Dekalogu" podobne, ale zarazem od niego bardzo różne. Maria Kornatowska zwraca uwagę, że począwszy od "Podwójnego życia Weroniki" Kieślowski estetyzuje w obrazie, starannie dobiera dominanty barwne, inaczej filmuje bohaterki, dodając im urody zdjęciami jak z reklamy. Te zabiegi tworzą nową stylistykę jego filmów. Różnicę między tym, jak kamera reżysera traktuje polskie bohaterki "Dekalogu" i ich francuskie następczynie w późniejszych filmach, zauważa także Alicja Helman w szkicu zamieszczonym w tym samym tomie. Uniwersalizm "zjadł" rzeczywistość w filmach Kieślowskiego, ale nie znaczy to, że reżyser od czasu "Dekalogu" nie robił żadnego użytku ze swych doświadczeń dokumentalisty. Przeciwnie, bez nich Kieślowskiemu nie udałoby się zbudować tak dopracowanych w szczegółach konstrukcji. Bez wątpienia rację ma Rafał Marszałek zwracając uwagę, że bez warsztatu dokumentalisty nie powstałby "Krótki film o zabijaniu". Przywołując, wstrząsającą w swej drobiazgowej dokładności, scenę egzekucji, krytyk przypomina podobną drobiazgowość zastosowaną w filmie "Szpital". ("Kino Krzysztofa Kieślowskiego") Także rozważania francuskiej badaczki Veronique Campan, analizującej filmy wchodzące w skład "Dekalogu" ("Kino Krzysztofa Kieślowskiego"), wskazują na charakterystyczne cechy konstruowania obrazu, które mogą świadczyć o pokrewieństwie z filmem dokumentalnym. "Kieślowski - pisze Campan - z pewnością jest reżyserem opisującym; jego kamera idzie krok w krok za bohaterami, rejestruje ich najdrobniejsze gesty, nawet te najmniej znaczące. Jego kino można by określić jako kontemplacyjne, ponieważ fazy przygotowawcze, wprowadzające atmosferę, są liczniejsze i dłuższe niż fazy samej akcji."Campan zwraca uwagę na precyzję i mnogość ukazanych szczegółów, które w tych filmach nie odtwarzają jednak rzeczywistości pozaekranowej, lecz służą tylko jednemu celowi, budowaniu emocji. Powolne ruchy kamery prowadzące wzrok widza od przedmiotu do przedmiotu, kadry, w których przykuwa uwagę drobny szczegół (m.in. szmata rzucona do kubła z filmu nr 5, czy mucha na brzegu szklanki z filmu nr 2) i inne zabiegi formalne obliczone są na wyodrębnienie przedmiotów, którym nadaje reżyser znacznie symboliczne. Temu samemu służy także częsty bliski plan, czy nietypowy kąt widzenia. Detal, pojawiający się w obrazie filmów składających się na "Dekalog" oraz późniejszych, pełni więc ważną rolę w przekazie filmowej informacji, ale służy innemu celowi niż budowanie rzeczywistości. Pisząc o jednym z filmów tryptyku "Trzy kolory" cytowana już Małgorzata Kornatowska zauważa: "Rzeczywistość w 'Czerwonym' zastępuje intensywna wizualność, zagęszczona tkanka obrazów, żywa, pulsująca."Tę intensywność obrazu, zdaniem Kornatowskiej, tworzą przeróżne rekwizyty, przedmioty, gesty, napotkane przez bohaterów osoby, którym reżyser nadaje znaczenie zapowiadających coś znaków. "Niosą one często tajemnicze, magiczne znaczenia, pozwalają budować łańcuchy powiązań między wydarzeniami i postaciami. Szklane kule, magiczne pierścionki do zaklinania losu, wisior z mieniących się i dźwięczących szkiełek, lalki... Mnóstwo najzwyklejszych przedmiotów."Upodobanie do stosowania tych znaków przejawia się nie tylko w tym jednym filmie, ale także innych dziełach Kieślowskiego, pochodzących z tego okresu. Tę, ostatnią, fazę twórczości Kieślowskiego autorka przywoływanego szkicu postrzega jako wpisywanie się reżysera "w modny, światowy, popmetafizyczny nurt". I nie jest w swoim poglądzie odosobniona. Był on bowiem reżyserem kontrowersyjnym. Przyznaje to nawet tak wielki entuzjasta kina Krzysztofa Kieślowskiego, jak Stanisław Zawiśliński, pisząc w cytowanej już książce: "To, co jednych w kinie Kieślowskiego dziś zachwyca, drugich - drażni i odpycha; to, co dla jednych jawi się jako świeże, odkrywcze, mądre, wzruszające, przenikliwe, innym wydaje się być 'fałszywą monetą', 'metafizycznym bełkotem', 'profesjonalną mistyfikacją'."Filmografia Etiudy szkolne:
Opracowanie: Ewa Nawój i Jan Strękowski, maj 2004. |
Historia przeglądania![]() ![]() ![]()
![]() Złotego Lwa za najlepszy pokaz narodowy 12. Międzynarodowego Biennale Architektury otrzymało Królestwo Bahrajnu za wystawę prezentującą pracę "Bahrain Urban Research Team". Polską prezydencję w Radzie Unii Europejskiej 1 lipca 2011 zainauguruje włączenie specjalnej iluminacji Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Światowej sławy pianista jazzowy i kompozytor Chick Corea wystąpi w listopadzie w Zabrzu. Będzie to jedyny koncert artysty w Polsce. Trzy pierwsze Kostki Poezji - granitowo-szklana instalacja przestrzenna z wygrawerowanymi wierszami Krzysztofa Kamila Baczyńskiego - pojawią się wkrótce w Tychach, na gruntownie odnowionym placu noszącym imię poety. Około 200 aktorów wystąpi w serialu TVP "1920. Biało-czerwone", przedstawiającym jeden z najważniejszych momentów w dziejach Polski - walkę o niepodległość w 1920 roku. W poniedziałek, 20 września, oficjalne otwarcie pierwszej w Polsce areny Euro 2012 - Stadionu Miejskiego w Poznaniu uświetni koncert Stinga z towarzyszeniem Royal Philharmonic Concert Orchestra pod dyrekcją Stevena Mercuria. Album sopranistki Aleksandry Kurzak, barytona Mariusza Kwietnia i pianisty Nelsona Goernera z nagraniem kompletu pieśni Fryderyka Chopina został wyróżniony we wrześniowym numerze BBC Music Magazine. Płyta została wydana przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina w serii "Real Chopin". Koncerty oraz spektakle performance w wykonaniu przedstawicieli norweskiej sztuki awangardowej i eksperymentalnej znalazły się w programie 3. edycji Avant Art Festival, która odbędzie się na przełomie września i października we Wrocławiu. 17 października w Muzeum Narodowym w Poznaniu odbędzie się pierwszy publiczny pokaz odzyskanego po kradzieży obrazu Claude'a Moneta "Plaża w Pourville". Skradziony 10 lat temu obraz wrócił do muzeum w styczniu 2010 roku. Książka "Jan Karski" Yannica Haenela, która wywołała we Francji dyskusję dotyczącą ograniczeń fikcji literackiej oraz sprowokowała polemikę autora z Claudem Lanzmannem - twórcą filmu "Szoah" - trafi do polskich księgarń w połowie września. 12 września o godz. 18.00 w Sali Wielkiej Zamku Królewskiego w Warszawie odbędzie się ostatni koncert z cyklu "Chopin 1810-2010". Impresje jazzowe na temat Chopina zaprezentują polscy pianiści Adam Makowicz i Artur Dutkiewicz. Galerię Osobowości Warszawskiej Kultury XX wieku, czyli 25 kolorowych portretów wybitnych warszawiaków, m.in. Hanki Ordonówny, Czesława Niemena, Jeremiego Przybory i Leopolda Tyrmanda, odsłonięto we 31 sierpnia w Warszawie. Malowidła usytuowane są wzdłuż Trasy Łazienkowskiej, w pobliżu siedziby Głównego Urzędu Statystycznego. Norweski trębacz, kompozytor i producent muzyczny Nils Petter Movaer oraz polsko-skandynawska grupa Tomasz Stańko Nordic Quintent będą gwiazdami pierwszej edycji Nordland Art Festiwal, który odbędzie się w październiku w Łodzi. Studio Architektoniczne Kwadrat z Gdyni zostało zwycięzcą międzynarodowego konkursu na projekt koncepcji architektonicznej Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Na konkurs wpłynęło prawie 130 prac z kilkudziesięciu krajów z całego świata. Budowa rozpocznie się w 2012 roku. Uroczyste otwarcie obiektu planowane jest na 1 września 2014. Po trwającym cztery lata remoncie ponownie otwiera się Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach. Uroczysta inauguracja dla publiczności nastąpi w dniach 3-5 września 2010.
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
|