|
centra kultury
muzea
galerie
filharmonie, opery, inne
teatry i grupy teatralne
biblioteki, zbiory, archiwa
uczelnie artystyczne
Instytuty Polskie
inne instytucje
Wydawca:
Instytut Adama Mickiewicza ul. Mokotowska 25 00-560 Warszawa tel. (+48 22) 44 76 100 www.iam.pl ![]() o nas
redakcja@culture.pl
zamów newsletter
|
Dramatopisarz, autor opowiadań, felietonista, scenarzysta filmowy. Urodził się w roku 1938. Na tej stronie zamieszczamy dwa teksty: biogram Janusza Głowackiego - pochodzący ze strony www.polska2000.pl oraz sylwetkę twórczą - autorstwa Krystyny Dąbrowskiej. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. W 1960 opublikował swój pierwszy tekst prozatorski w "Almanachu Młodych". Cztery lata później znalazł się w zespole redakcyjnym opiniotwórczego czasopisma "Kultura". Tam między innymi ukazywały się jego felietony i opowiadania, które złożyły się na zbiory: "W nocy gorzej widać", "Powrót hrabiego Monte Christo", "Wirówka nonsensu", "Nowy taniec la-ba-da", "Polowanie na muchy i inne opowiadania", "Opowiadania wybrane", "My sweet Raskolnikow", "Obciach", "Skrzek", "Coraz trudniej kochać", czy "Moc truchleje". Pod koniec lat sześćdziesiątych powstał pierwszy film na podstawie scenariusza Głowackiego - "Polowanie na muchy" w reżyserii Andrzeja Wajdy. Jednak prawdziwym sukcesem scenarzysty stał się dopiero "Rejs" przeniesiony na ekran przez Marka Piwowskiego. "Rejs", opowieść realistyczna i groteskowa zarazem o wyprawie parowcem po Wiśle, został uznany za najlepszą komedię polską wszech czasów. Odmienny w charakterze film "Trzeba zabić tę miłość" Janusza Morgensterna - obserwacja zmian w polskim społeczeństwie przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych na przykładzie miłości dwojga maturzystów - wpisał się również do kanonu polskiego filmu. Debiut dramaturgiczny Głowackiego przypadł dopiero na rok 1972. Wówczas Studencki Teatr Satyryków przeniósł na scenę jego "Cudzołóstwo ukarane". W drugiej połowie lat siedemdziesiątych teksty Głowackiego były często obecne w polskich teatrach oraz teatrze telewizji - w 1975 zrealizowano "Dzień słodkiej śmierci" (Teatr TV), w 1976 "Obciach", w 1977 "Mecz" (Teatr Powszechny, Warszawa) oraz "Wizytę" (Teatr TV), w 1979 "Kopciucha" (Teatr Współczesny, Szczecin). Emigracja Głowackiego do Nowego Jorku sprawiła, że jego teksty znikły z polskich scen. Wraz ze zmianą środowiska zmieniło się też nieco pole zainteresowań pisarza - zaczął on przyglądać się bliżej środowisku emigrantów w USA. Głowacki został zauważony za granicą za sprawą dwóch dramatów: "Polowanie na karaluchy" (1986) oraz "Antygona w Nowym Jorku" (1992), które z powodzeniem grane były zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i - po roku 1989 - w Polsce. Drugi z nich, historia bezdomnej z nowojorskiego parku próbującej pochować swego towarzysza, krytycy literaccy i teatralni zaliczyli do najdoskonalszych utworów w dorobku Głowackiego. Znalazł się on nawet na liście 10 najlepszych tekstów dramatycznych 1993 roku, publikowanej przez tygodnik "Time". "To zabawna, smutna i wstrząsająca sztuka; cudownie potwierdza ona ekscentryczną wnikliwość autora, który dał nam wcześniej "Kopciucha" i "Polowanie na karaluchy". (...) Bezdomność, wydaje się mówić Głowacki, jest czymś więcej niż brakiem dachu nad głową. To stan ducha" - pisał Clive Barnes ("New York Post"). W swych tekstach dla sceny Głowacki umiejętnie i wnikliwie obserwuje rzeczywistość, przedstawia ją wręcz realistycznie, nie ważne, czy będzie to komunistyczna Polska, Nowy Jork lat osiemdziesiątych, czy też Moskwa czasu przemian. W zasadzie jednak, obraz przez niego tworzony wykracza poza realizm ku grotesce, jest uniwersalny i przepełniony zgryźliwym humorem. Dramaty Głowackiego - wystarczy spojrzeć na ich tytuły - odwołują się także do literackich toposów, są osadzone w europejskiej tradycji i wadzą się z nią. Na uwagę zasługuje również zdolność Głowackiego do podchwytywania zwrotów, wyrażeń oraz rytmu mowy potocznej dopełniana niezwykłą słowną wynalazczością. W ostatnich latach na polskich scenach realizacje tekstów Głowackiego pojawiają się często. Prócz wyjątkowo popularnej "Antygony..." do dramatów ulubionych przez polskich reżyserów należy również "Czwarta siostra", napisana na specjalne zamówienie Teatru Polskiego we Wrocławiu i zrealizowana przez Agnieszkę Glińską. " 'Czwarta siostra' to niepozbawiona cierpkiej ironii synteza naszej rzeczywistości u schyłku XX wieku. Na przykładzie życia przeciętnej rodziny w Moskwie Janusz Głowacki stawia najbardziej elementarne pytania o sens naszej egzystencji na tym (...) 'najlepszym ze światów'. Wydźwięk pytań jest uniwersalny, a absurdalny obraz Moskwy, opętanej 'piątym żywiołem' pieniądza i mitem Stanów Zjednoczonych jako raju na ziemi, ma wymiar zarówno swojski, jak i globalny." (Janusz R. Kowalczyk, "Rzeczpospolita")Wybrane inscenizacje dramatów Janusza Głowackiego:
Źródło: www.polska2000.pl, Stowarzyszenie Willa Decjusza, 2001 W 2001 nakładem "Czytelnika" ukazała się książka Janusza Głowackiego "Ostatni cieć", nominowana do nagrody NIKE '2002. Wydana w 2004 książka "Z głowy" uzyskała nominację do Nagrody Nike 2005. Aktualizacja: 2004 Bibliografia
Janusz Głowacki - sylwetka twórcza Janusz Głowacki, zapytany kiedyś przez Marcina Króla, jaka była jego strategia życiowa wobec absurdów Peerelu, odpowiedział: dystans, ironia, szyderstwo. I przyznał, że także później, kiedy wyemigrował do Ameryki, właśnie ironiczna (a przede wszystkim - autoironiczna) postawa pomogła mu przetrwać pierwsze lata w Nowym Jorku. Nie dziwią takie słowa u pisarza, który jak mało kto potrafi przyglądać się z humorem niewesołej często rzeczywistości, obśmiewać społeczne rytuały i wychwytywać nonsens w codziennych sytuacjach - niezależnie od tego, czy swoje utwory osadza w Polsce lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku, czy na Manhattanie, czy gdziekolwiek indziej. Zmysł obserwacji i wyczulenie na groteskę łączą się u Głowackiego z inwencją językową. Tak jak w monologu Policjanta z dramatu "Antygona w Nowym Jorku": POLICJANT:Głowacki zdobył największe uznanie jako dramaturg, ale karierę pisarską zaczynał od opowiadań i felietonów, drukowanych w tygodniku "Kultura". Jego debiutanckie opowiadanie, "Wielki brudzio", opublikowane na łamach tego pisma w 1964 roku, wzbudziło sensację - nie tyle ze względu na swoje walory literackie, jak wspominał po latach pisarz, ile z powodu poruszonego w nim tematu. Głowacki opisał bowiem realistycznie, bez cienia moralizatorstwa, słodkie życie ówczesnej bananowej młodzieży, do której należały dzieci badylarzy, oraz synowie i córki partyjnych tuzów, czyli tak zwanej "czerwonej burżuazji". Ogłaszając drukiem tę historię, obnażającą wstydliwe aspekty najsprawiedliwszego na świecie ustroju, młody prozaik wsadził kij w mrowisko: redakcję warszawskiej "Kultury" zasypały pełne oburzenia listy czytelników. Również po ukazaniu się pierwszej książki Głowackiego, zbioru opowiadań "Wirówka nonsensu" (1968), autorowi zarzucano cynizm, brak moralnego instynktu i politycznego zaangażowania. Przylgnęła do niego łatka pisarza środowiskowego. Co nie znaczy, że nie pojawiały się też głosy uznania - o "Wirówce nonsensu" dobrze pisał Jerzy R. Krzyżanowski w paryskiej "Kulturze", a w kraju książkę chwalili Krzysztof Mętrak i Henryk Bereza. Tytułowe opowiadanie debiutanckiego zbioru to rzeczywiście obraz środowiska - intelektualnej i towarzyskiej elity warszawskiej - który jednak nie sprowadza się do anegdot o romansach i karierach w artystycznych kręgach. Te anegdoty są zaledwie pretekstem pozwalającym nakreślić psychologiczne portrety postaci. Główny bohater, dwudziestoparolatek o pisarskich ambicjach, trochę przy tym obibok, dzięki znajomościom matki obraca się wśród ustosunkowanych literatów. Z jednej strony liczy na protekcję, z drugiej - szybko przekonuje się o hipokryzji środowiskowych układów. Nie ma ochoty uczestniczyć w owej "wirówce nonsensu", ale nie jest też szczególnie zdeterminowany, żeby się z niej wyrwać. W dodatku rozpada mu się związek z ukochaną kobietą... Wszystko to razem składa się na wiarygodny "portret artysty z czasów młodości". Następne zbiory opowiadań Głowackiego to "Nowy taniec la-ba-da" (1970), "Paradis" (1973), "Polowanie na muchy i inne opowiadania" (1974), "My sweet Raskolnikow"; "Obciach" (1977) i "Skrzek"; "Coraz trudniej kochać" (1980). Pisarz w swoich krótkich prozach stale poszerzał pole obserwacji i wzbogacał środki wyrazu. W "Materiale" pokazał biedaka, który mieszka w magazynie i ciuła pieniądze na kupno garnituru, aby móc się oświadczyć ukochanej kioskarce. Kiedy wreszcie garnitur zdobywa, idzie w nim nad morze - a tam widzi topiące się dziecko. Udaje mu się je uratować , ale przy okazji niszczy wyjściowy strój, tracąc szansę na to, że zaakceptuje go rodzina wybranki. Najcenniejszy w "Materiale" jest koślawy język, jakim nieszczęsny właściciel garnituru opowiada swoją historię. Podobnym językiem, czyli, jak to ujął sam pisarz, "mieszaniną socjalistycznych sloganów z lumpenproletariacką nowomową", będzie się posługiwał Ufnal, bohater powieści "Moc truchleje", poświęconej wydarzeniom polskiego Sierpnia. Oto początek "Materiału": Panie Janusz, piszę po kolei, stuknij pan na maszynie i wyciągnij, żeby było dobrze. Jestem człowiekiem, któremu się wiedzie. Człowiekiem, krótko mówiąc, z najlepszymi nadziejami na przyszłość. (...) Obojętność magazyniera Gałły sprawiła, że mogę mieszkać w magazynie i spać na łóżku z żelaza, a także korzystać z piecyka, z prawem dokładania w nocy. Z magazynu mam piękny widok na miasto w ciągłym rozwoju. (...) Także zdrowie mi dopisuje, przy niewielkim wzroście i rzadkim odżywianiu jestem przedmiotem zazdrości znajomych. Nie wynoszę się z tego powodu ponad innych, po prostu z tym przyszedłem na świat. Ostatnio zaświtało mi kupno garnituru, który pojawił się w telewizji dzięki rozbudowanemu przez nowe władze sklepowi z ubraniami.Z kolei opowiadanie "Raport Piłata" z książki "Paradis", to policyjne sprawozdanie z wydarzeń, w których można dopatrzeć się powtórnego pojawienia się Chrystusa, głoszącego ewangelię we współczesnym świecie. Głowacki zderzył tutaj drewniany język policyjnych protokołów z chaosem tajemniczych zajść, przedstawionych przez funkcjonariusza jako seria enigmatycznych strzelanin i awantur. Obnażona została w ten sposób bezsilność rozumu wobec opisywanych zjawisk, wymykających się racjonalizacji. O "Raporcie Piłata" i innych opowiadaniach Głowackiego pisał z uznaniem Jarosław Iwaszkiewicz w "Życiu Warszawy": "To Chesterton powiedział, że ludziom jadącym pociągiem do Victoria-Station, mogą się marzyć różne cuda. A przecież największym cudem jest to, że pociąg rzeczywiście dochodzi do Victoria-Station.Niedawno, w wydawanej przez tygodnik "Polityka" serii "Polska literatura współczesna" ukazał się tom "Raport Piłata i inne opowiadania" (2009) - wybór dziesięciu opowiadań Janusza Głowackiego. Recenzując tę książkę, Anna Nasiłowska zauważyła: "Głowacki z siermiężności, podpatrzonego prymitywu i groteski uczynił jeden z chętnie eksponowanych tematów. Rzecz jednak w tym, że na opisie prymitywu się nie kończy. Pod spodem jest pełnowartościowy dramat egzystencjalny bohatera, tyle śmieszny, co straszny, jak u Gogola. (...)Pisarz szybko zyskał też renomę jako przewrotny felietonista, obśmiewający siermiężność Peerelu. We wstępie do "Jak być kochanym" (2005), zbioru felietonów z lat 1968-1980, Głowacki mówi o swojej metodzie mydlenia oczu cenzurze - chodziło o to, by "rzeczy paskudne przechwalać do obłędu i tym sposobem ośmieszyć. Żeby tak tego spragnionego pieszczot kotka na śmierć zagłaskać". Popisem tej strategii był słynny felieton pod tytułem "Erotyzm ciemny i jasny", w którym autor porównał, jak wspomina w autobiografii "Z głowy", "wyjątkowo wredną i żałośnie napisaną powieść ulubieńca władzy Stanisława Ryszarda Dobrowolskiego o marcu '68" z "Ulissesem" Joyce'a. Warto zacytować fragment "Erotyzmu...": "Ukazały się ostatnio dwie książki, które, wybłyskując nagle z szarości naszego życia literackiego stały się prawdziwymi bestsellerami. Myślę oczywiście o 'Ulissesie' Joyce'a i 'Głupiej sprawie' Stanisława Ryszarda Dobrowolskiego. (...)W ten sposób, zgrywając głupka, pisarz przenikliwie komentował życie w socjalistycznym kraju, a przy okazji wykpiwał snobizmy intelektualne, obecne chyba w każdym społeczeństwie, niezależnie od ustroju. "I tak powolutku - czytamy w autobiografii Głowackiego - uformowała się postać narratora tych felietonów. Cokolwiek ograniczonego umysłowo, ale zaangażowanego po właściwej stronie. Po tym już mogłem śmiało napisać, że 'komedie Szekspira są, ogólnie rzecz biorąc, weselsze od jego tragedii'."Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Głowacki dał się poznać jako autor scenariuszy filmowych - "Psychodramy" i kultowego "Rejsu" (reżyserem obu filmów i współautorem scenariusza jest Marek Piwowski) oraz "Trzeba zabić tę miłość" (film Janusza Morgensterna). Na podstawie opowiadania Głowackiego (i jego scenariusza) powstał film Andrzeja Wajdy "Polowanie na muchy". W 1971 roku Głowacki debiutował jako dramaturg "Cudzołóstwem ukaranym". Odtąd jego sztuki były regularnie publikowane w czasopiśmie "Dialog" i wystawiane w polskich teatrach. Przełomem okazał się "Kopciuch" z 1979 roku, przynosząc autorowi sławę na Zachodzie i, niespodziewanie, przesądzając o jego emigracji. Akcja "Kopciucha" dzieje się w zakładzie poprawczym dla nieletnich dziewcząt. Dyrektor owej ponurej placówki postanawia wystawić ze swoimi wychowankami bajkę o Kopciuszku. Z tej okazji do poprawczaka przyjeżdża znany reżyser, aby sfilmować przedstawienie, a przy okazji nakręcić dokument o życiu młodych przestępczyń. Dokument - a raczej tandetny wyciskacz łez, który ma wzruszyć jury zagranicznego festiwalu i zapewnić reżyserowi sukces. Chodzi więc tak naprawdę o to, by skłonić dziewczęta do płaczu przed kamerą i wyciągnąć z nich jak najwięcej drastycznych opowieści o rodzinnych traumach. Reżyserowi udaje się to całkiem dobrze. Jedyną osobą, która nie poddaje się jego manipulacji i odmawia publicznej spowiedzi, jest główna bohaterka, tytułowy Kopciuch. Jej milczenie rujnuje cały projekt, toteż dziewczyna zostaje zaszczuta przez wszystkich: reżysera, wychowawców, koleżanki. W końcu nie wytrzymuje i podcina sobie żyły, oczywiście przed włączoną kamerą. Zakończenie Kopciucha jest sentymentalne, ale sztuka broni się dzięki dużej dawce czarnego humoru. Pisarz łączy tutaj tragedię z groteską, a od szantażu emocjonalnego ucieka to w kabaretową lekkość, to w cierpkie szyderstwo, jak w poniższym dialogu: ZASTĘPCA [dyrektora]"Kopciuch", przełożony na angielski, został wystawiony w londyńskim Royal Court Theatre w grudniu 1981 roku. Głowacki pojechał do Londynu na próby, a kilka dni później dowiedział się, że w Polsce ogłoszono stan wojenny. Tuż po jego wprowadzeniu odbyła się premiera sztuki. Nic dziwnego, że w koszmarnym zakładzie poprawczym, ukazanym przez polskiego autora, od razu dostrzeżono metaforę systemu totalitarnego, a "Kopciuch" spotkał się w Anglii z entuzjastycznym przyjęciem. Po latach Głowacki wspominał strach i niepewność tamtych dni, kiedy zapadła "noc nad Polską", ale pisał też z właściwą sobie niechęcią do patosu: "...dzięki akcji generała Jaruzelskiego i krzywdzie narodu polskiego w jednej chwili zamieniłem się z nikomu nieznanego prowincjonalnego pisarza w zupełną znakomitość. (...) Dziennikarze ustawiali się w kolejce, a recenzje zgodnie podkreślały antytotalitarny charakter i ponury kafkowski humor 'Kopciucha'." ("Z głowy")Dzisiaj "Kopciuch" jest nadal aktualny jako satyra na wszędobylskie media, które żerują na ludzkim cierpieniu, manipulują emocjami i każdą traumę są w stanie przerobić na łzawy kicz. Po londyńskiej premierze "Kopciucha" Głowacki nie wrócił do kraju. Zdecydował się na emigrację do USA. Swoje trudne losy w Nowym Jorku, próby artystycznego przebicia się, porażki i pierwsze osiągnięcia - okupione okresami niepewności i zaciskaniem zębów - opisuje z humorem w autobiografii. Jednak już wtedy, w latach osiemdziesiątych, wykorzystał te przeżycia w sztuce "Polowanie na karaluchy" (1986), docenionej w Stanach i w Europie. "Polowanie..." to gorzka komedia o parze polskich emigrantów, którzy w Ameryce "stracili wszystko oprócz akcentu". Anka i Janek zajmują nędzny pokój na Lower East Side, czyli w "jednej z najbiedniejszych dzielnic Manhattanu". Ona jest aktorką, specjalizującą się w "kobietach szekspirowskich", on pisarzem, cierpiącym na niemoc twórczą, oboje nie mają pracy i czekają na zieloną kartę. A w dodatku gnębi ich bezsenność, spędzają więc noce na rozmowach i... polowaniu na karaluchy, których w pokoju pełno. Od czasu do czasu spod łóżka wyłażą zjawy - urzędnik imigracyjny, bezdomny, dwóch pokracznych polskich milicjantów - i wciągają bohaterów w sytuacje tyleż groteskowe, co niepokojąco prawdopodobne. Jednak w Ance i Janku nie ma cierpiętnictwa - gdy tylko któreś z nich zaczyna użalać się nad sobą, drugie reaguje ożywczą ironią. Ona w pewnej chwili mówi: "Bardzo mi przykro, ale ja nie mogę znieść współczucia. I bardzo nie lubię cierpieć." O tej niezgodzie na bycie ofiarą mówi całe "Polowanie...": ONAElżbieta Baniewicz pisała o sztuce Głowackiego: "Przekształcenie największego mitu Ameryki w taki sposób by człowiek, na dodatek biedny emigrant mógł nim zawładnąć, a nie odwrotnie, jest tyleż aktem odwagi, co prowokacji intelektualnej. Sądząc po sukcesie autora, prowokacji udanej i wartej spore pieniądze. W jego sztuce w pojedynku imigrant - Ameryka zwycięsko wychodzi człowiek. Siła człowieka, zgodnie z maksymą Gombrowicza polega na ujawnianiu swoich słabości i czynieniu z nich rozsądnego użytku. Anka i Janek nie ulegli mitowi pucybuta, nie wpisali się w porządek litości, współczucia, ani też w porządek konsumpcji dóbr dyktowany stanem konta, tylko stale ten mit obśmiewają. Niejako od środka, z pozycji uczestników, a nie obserwatorów, gdyż z racji swej fatalnej kondycji biednych przybyszów są nadal weń wpisani." ("Twórczość" 1992, nr 2).Wielkim sukcesem okazała się również "Antygona w Nowym Jorku", tragikomedia napisana na zamówienie waszyngtońskiego teatru Arena Stage (1992). Głowacki lubi odnosić się do tradycji literackiej; chętnie podejmuje dialog z tekstami i twórcami silnie obecnymi w zbiorowej świadomości czytelniczej: może to być równie dobrze nawiązanie do bajki braci Grimm ("Kopciuch"), jak do "Hamleta" (w sztuce "Fortynbras się upił"), albo do dramatu Czechowa (w "Czwartej siostrze"). Henryk Dasko pisał w "Gazecie Wyborczej" (4.10.2004), że to "widzenie świata w kategoriach formuł klasycznej literatury: tragikomedii, groteski, teatru absurdu" decyduje o uniwersalności i międzynarodowej popularności pisarstwa Głowackiego, które jest zrozumiałe pod każdą szerokością geograficzną. Może najlepiej świadczy o tym właśnie "Antygona w Nowym Jorku", dramat o współczesnych bezdomnych z nowojorskiego Tompkins Square Park, odwołujący się do tragedii Sofoklesa. Oto żyjąca w parku Portorykanka Anita pragnie wyprawić godny pogrzeb swojemu ukochanemu, który, jak inne trupy bezdomnych, ma być pochowany anonimowo na polu pod więzieniem. (Owo pole nazywa się Potter's Field - amerykańska wersja biblijnego Pola Garncarza). Anicie pomagają dwaj inni mieszkańcy parku: Polak Pchełka i Sasza, rosyjski Żyd, niegdyś zdolny artysta. Chociaż wciąż się kłócą, a chwilami omal się nie pozagryzają, jeden nie może obejść się bez drugiego. Ich śmieszno-smutne perypetie i rozpaczliwa gadanina, mająca jakoś zapełnić nieznośną wegetację na miejskim skwerze, zmierzają nieuchronnie do tragicznego finału. Jan Kott w tekście "Antygona powiesiła się w Tompkins Square Park" (1992) umieścił sztukę Głowackiego w tradycji beckettowskiej, wskazując też na pokrewieństwo z "Emigrantami" Mrożka. Krytyk pisał: "Po mojej maszynie chodzi w tej chwili mała mrówka, tam i z powrotem, i nie może odejść. Zgubiła ślad na powrót. Mała Pchła z Warszawy i Sasza, który kiedyś był, ale już wszystko jedno czym był, bo mu się teraz trzęsą ręce. Czekają. Na jakąś Jolę, która przyjedzie, albo na wizę. I trzyma ich, że rozpamiętują swoje Godoty i z nich szydzą.W latach dziewięćdziesiątych, po zmianach ustrojowych, dramaty Głowackiego znowu zaczęto wystawiać w Polsce. Ostatnią jego sztukę, "Czwartą siostrę" (1999) wyreżyserowała Agnieszka Glińska w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu i Władysław Kowalski w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Wróćmy jeszcze do prozy autora "Wirówki nonsensu". Oprócz opowiadań napisał dwie powieści. Pierwsza, "Moc truchleje", powstała jesienią 1980 roku, po pobycie Głowackiego razem z ekipą filmowców w Stoczni Gdańskiej. Książkę opublikowało podziemne wydawnictwo "Krąg" (1981), następnie przełożono ją na kilka języków. Ta historia niezbyt rozgarniętego robotnika Ufnala, który najpierw zostaje donosicielem, nie bardzo świadomym swojej roli, a później przyłącza się do strajku, także niewiele z niego rozumiejąc, spodobała się za granicą, mimo że jest osadzona w specyficznie polskich realiach (a może właśnie dzięki temu). Język Ufnala to bełkot - ulubiony przez Głowackiego pastisz ideologicznego pustosłowia: Odbiłem się od drzwi i z radością kroczyłem po wyziębionym gniazdku planując rozmieszczenie tu mojej gromadki w ilości, po zgonie nagłym siedmiolatka, trojga dzieci, z czego wszystkie w wieku przedszkolnym, przysięgając sobie od razu ułożenie ich na kierunek pełnego bezwzględnych wyrzeczeń patriotyzmu podpartego wykształceniem, jakie ja sam w ilości czterech klas nabyłem dzięki wszechstronnej pomocy państwa.Głowacki tak opisuje genezę powieści: "Prawdę mówiąc, kiedy zaczął się sierpniowy strajk, do Stoczni Gdańskiej pojechałem nie tyle w romantycznym porywie czy żeby walczyć z komuną, ale głównie z ciekawości. W powodzenie strajku nie wierzyłem nic a nic. W nawrócenia intelektualistów, pisarzy i poetów, co to ja uczyłem się z ich książek w szkole, też nie do końca. A tu proszę. Patos rewolucji, robotnicy dzielni, nawrócenia jak złoto, Wałęsa nieugięty. (...) Zrobiło mi się głupio, że się czynnie do działalności antykomunistycznej nie włączałem. Zacząłem sobą pomiatać. No i zacząłem pisać patetyczną 'Moc truchleje'. Ale jakoś tak w miarę pisania mój niedobry charakter wziął górę i zamiast o niepokojach intelektualisty napisałem i smutną, i śmieszną historyjkę zabiedzonego, ogłupiałego człowieczka, co to chce dobrze, ale już dobrego od złego nie umie odróżnić." ("Z głowy")Druga powieść Głowackiego, "Ostatni cieć" (2001), to ostra satyra na współczesną Amerykę, widzianą oczami Kuby, imigranta spod Kielc, który otrzymuje posadę dozorcy w posiadłości słynnego designera. Książka, napisana w poetyce pastiszu i groteski, była nominowana do Nagrody Nike w 2002 roku. Wyjątkowe miejsce w dorobku pisarza (przez przyjaciół nazywanego "Głową") zajmuje autobiografia "Z głowy", opublikowana w 2004 roku i nominowana do Nike 2005. Na pierwszy rzut oka to zbiór barwnych wspomnień, wyimków z bogatego życia i błyskotliwej kariery, opowiedzianych lekko i ze wspaniałym gawędziarskim zacięciem. Głowacki opisuje swoją warszawską i amerykańską przeszłość; przywołuje czasy towarzyskich posiedzeń przy stoliku w SPATiF-ie, a także moment, gdy ze znanego i cenionego polskiego pisarza stał się na Zachodzie niemal anonimowym Dżanusem Glowaki. Kreśli portrety przyjaciół - może najbardziej wyrazista jest sylwetka Jerzego Kosińskiego. Ale też postać matki, redaktorki w "Czytelniku", wielbicielki Prousta, która na wiadomość, że syn chce zostać pisarzem, najpierw go uściskała, a potem odepchnęła i wyszła, trzaskając drzwiami, bo "wydawała okropne książki i bała się, że będzie musiała mnie wydawać". Ostatni rozdział "Z głowy" mówi o śmierci matki. I właściwie cała ta autobiografia jest jej poświęcona. Nostalgiczna i momentami cierpka opowieść o życiu pisarza to hołd dla kobiety, która zaraziła syna miłością do literatury i była pierwszą czytelniczką jego wczesnych tekstów. "Z głowy" to również dobry przewodnik po twórczości autora "Polowania na karaluchy". Może być zarówno wprowadzeniem do niej, jak i ciekawym komentarzem dla wiernych czytelników. Autobiografia Głowackiego potwierdza, że, jak pisała Elżbieta Baniewicz w "Twórczości" (2000, nr 3): "Wbrew wielu pozorom, zwłaszcza masce prześmiewcy, nie jest to autor łatwy, lekki ani przyjemny. Tylko dosyć, jak na nasze przyzwyczajenia, przewrotny. (...) Powiedzieć, że jest współczesnym moralistą nie wypada, brzmi zbyt banalnie, zbyt patetycznie. Choć właśnie niepokój moralny, liryczny, czuły stosunek do ludzi jest pierwotnym impulsem jego (...) utworów."Autor: Krystyna Dąbrowska, grudzień 2009 |
Historia przeglądania
![]() ![]() ![]() ![]() OSTATNIO DODANE
![]() W Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie - ul. Dobra 56/66 - do końca marca trwa kiermasz książek wydawnictwa słowo/obraz terytoria. British Library udostępniła w internecie - sounds.bl.uk/chopin - ponad 1,5 tys. wczesnych nagrań dźwiękowych utworów Fryderyka Chopina sprzed 1958 roku. Najstarsze nagranie pochodzi z roku 1905. Między 18 i 31 marca w sześciu miastach Polski - Warszawie, Krakowie, Katowicach, Łodzi, Poznaniu, Gdańsku - 10. Tydzień Kina Hiszpańskiego. 8. Festiwal Nowego Filmu Polskiego - Filmland Polen 2010 w Hanowerze, Hamburgu, Lubece i Bremie. 32 filmy fabularne, krótkometrażowe, dokumentalne oraz animowane. Pokazy od marca (13-21) do grudnia, raz w miesiącu w 4 miastach. W Toruniu, Szczecinie, Katowicach, Krakowie, Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi i Lublinie odbędą się projekcje przeglądu Węgierskiej Wiosny Filmowej - 23 marca - 1 maja. Znani dziennikarze, Janina Paradowska, Katarzyna Kolenda-Zaleska i Jacek Żakowski, biorą udział w kampanii "Kultura się liczy". O znaczeniu kultury w codziennym życiu będą przekonywać w internecie, radiu i na billboardach. Inicjatorem akcji jest Narodowe Centrum Kultury. W sobotę, 20 marca, rozpoczyna się 31. Przegląd Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Zaśpiewają m.in. John Cale, Lisa Garard i Brendan Perry. Przegląd potrwa do 28 marca. Tadeusz Dąbrowski zaprezentował 20 marca w Lipsku swoje wiersze z dwujęzycznego tomu "Schwarzes Quadrat auf Schwarzem Grund", który ukazał się nakładem wydawnictwa Luxbooks. Tomas Venclova, któremu 20 marca nadany zostanie doktorat honoris causa Uniwersytetu Gdańskiego (w 40-lecie UG), będzie gościem Nadbałtyckiego Centrum Kultury w Gdańsku - 21 marca, godz. 11:00, Ratusz Staromiejski. Z poetą, tłumaczem, eseistą rozmawiać będą Krystyna i Stefan Chwinowie. 30. Warszawskie Spotkania Teatralne - największy przegląd teatralny w kraju potrwa od 11 do 28 kwietnia. 18. Olsztyńskie Spotkania Teatralne rozpoczynają się 20 a zakończą 28 marca galą teatralną z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru. 5. edycja Festiwalu Wiosny w Poznaniu - od 18 do 21 marca. 25 lat temu, 19 marca 1985, zmarł Leopold Tyrmand. 6. Międzynarodowy Festiwal Sztuki Wizualnej inSPIRACJE pod hasłem "Glamour. Pochwała piękna" w Szczecinie - do 21 marca; wystawy – do 25 marca. Specjalny numer Zeszytów Literackich nr 109, który rozpoczyna 28. rok istnienia pisma, poświęcony jest w całości Fryderykowi Chopinowi. W dniach 22-29 kwietnia w Moskwie odbędzie się 3. edycja festiwalu "Wisła", w czasie którego pojawią się najciekawsze polskie filmy ostatnich lat. Replika festiwalu w Kaliningradzie od 15 maja. Szczegóły na stronie www.festiwalwisla.pl. Pokaz filmów o Fryderyku Chopinie na uniwersytecie Northeastern Illinois w Chicago (NEIU), przygotowany przez Wydział Języków Obcych NEIU, potrwa do 15 kwietnia. 29 marca mija 130. rocznica śmierci Henryka Wieniawskiego. "Magiczne drzewo" Andrzeja Maleszki zdobyło Nagrodę BAMmie dla najlepszego pełnometrażowego filmu dla dzieci na 12. Annual BAM Kids Festival organizowanym przez Brooklyn Academy of Music - jedną z bardziej cenionych instytucji kulturalnych Nowego Jorku.
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |