Muzyka

Mischa Maisky w Filharmonii Narodowej

Muzyka

Warszawa,  28.02.2012
Mischa Maisky, fot. materiały promocyjne Filharmonii Narodowej

W warszawskiej filharmonii zagra jeden z najwybitniejszych wiolonczelistów. W klasycznym repertuarze Mischy Maisky'emu towarzyszyć będzie orkiestra Kremerata Baltica.

Mischa Maisky urodził się w Rydze (Łotwa). W 1966 roku, w wieku 18 lat został laureatem słynnego Konkursu im. Piotra Czajkowskiego. Studiował pod kierunkiem Mścisława Rostropowicza w konserwatorium moskiewskim.

W 1969 roku został aresztowany w efekcie emigracji jego siostry do Izraela. Jako pretekst wykorzystano fakt, że kupował za dewizy magnetofon w sklepie dla cudzoziemców, a obywatelom ZSRR zakazane było posiadanie zachodniej waluty. Przez półtora roku pracował jako robotnik budowlany w obozie w Gorkim. W listopadzie 1972 roku udało mu się wyemigrować z ZSRR. Wtedy jego międzynarodowa kariera zaczęła nabierać tempa. Okrzyknięty został jednym z najwybitniejszych - obok Rostropowicza - wiolonczelistów w historii muzyki. Jest znakomitym interpretatorem utworów od baroku po kompozycje współczesne. Występował z najwybitniejszymi dyrygentami i solistami świata.

Maisky zagra w Warszawie z towarzyszeniem orkiestry Kremerata Baltica, utworzonej w 1997 roku przez wybitnego łotewskiego skrzypka Gidona Kremera.

Program koncertu:

  • Giuseppe Verdi - "Kwartet smyczkowy e-moll" (w opracowaniu na orkiestrę smyczkową)
  • Luigi Boccherini - "6. Koncert wiolonczelowy" D-dur G 479
  • Joseph Haydn - "Koncert wiolonczelowy C-dur" Hob VII b:1
  • Wolfgang Amadeus Mozart - Serenada "Eine kleine Nachtmusik" KV 525 

Mischa Maisky wraz z Kremerata Baltica wystąpi w Filharmonii Narodowej 28 lutego 2012 (godz. 19:00). Więcej informacji o koncercie na stronie filharmonia.pl

 

O swoich doświadczeniach w Rosji sowieckiej, "drugim ojcu" Rostropowiczu, byciu obywatelem świata oraz o koncertach rodzinnego trio z synem i córką Mischa Maisky opowiada Polskiej Agencji Prasowej:

PAP: Powiedział pan kiedyś, że nikt nie spodziewał się, że zostanie pan muzykiem. Co takiego się wydarzyło, że mam przyjemność rozmawiać z jednym z najlepszych wiolonczelistów na świecie?

Mischa Maisky: Moje starsze rodzeństwo, brat i siostra byli już muzykami, moja matka chciała, aby choć jedno dziecko było normalne. Gdy w wieku ośmiu lat ogłosiłem, że chcę grać na wiolonczeli, wszyscy w moim domu byli bardzo zaskoczeni, bo byłem bardzo żywym dzieckiem, nie mogłem usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż pięć sekund, grałem w piłkę, ciągle gdzieś biegałem. Nikt nie mógł wyobrazić sobie mnie grającego na wiolonczeli, ale uparłem się, no i jestem wiolonczelistą od 56 lat.

Żałuję swojej decyzji tylko wtedy, gdy wyruszam z moją wiolonczelą w podróż. Na lotnisku zawsze zadaję sobie pytanie, dlaczego nie wybrałem fletu.

PAP: Dlaczego więc wybrał pan wiolonczelę?

MM: Zawsze w takich sytuacjach rozczarowuję moich rozmówców, ponieważ nie mogę opowiedzieć żadnej romantycznej historii o instrumencie, który uwiódł mnie swoim magicznym dźwiękiem w jakichś wyjątkowych okolicznościach. Wyboru dokonałem tak dawno, że nawet nie pamiętam dlaczego. Myślę, że chodziło o stworzenie rodzinnego trio z moją siostrą grającą na fortepianie i bratem grającym na skrzypcach. W końcu rodzinny zespół nie powstał, to jeden z powodów, dla którego od zawsze marzyłem o stworzeniu trio z moimi dziećmi. Teraz to marzenie się spełniło, ponieważ koncertuję z moją córką i synem.

PAP: Wróćmy do pana młodości. W wieku 18 lat zwyciężył pan w Konkursie im. Piotra Czajkowskiego, nazwano pana wtedy "Mścisławem Rostropowiczem przyszłości". Wkrótce jako doceniony muzyk zaczął pan studiować pod kierunkiem samego Rostropowicza w Moskiewskim Konserwatorium.

MM: Spełniło się wtedy moje marzenie. Gdy tylko zacząłem grać na wiolonczeli jako mały chłopiec, Rostropowicz stał się dla mnie idolem, chodziłem na jego koncerty, zbierałem fotografie, programy jego koncertów. Marzyłem, aby uczyć się pod jego kierunkiem.

Połączyła mnie z Rostropowiczem bardzo bliska relacja, zaopiekował się mną po nagłej śmierci mojego prawdziwego ojca, stając się drugim ojcem. Bardzo mnie wspierał, emocjonalnie i finansowo. Opłacił moje studia, ale nie chciał, aby ktokolwiek o tym wiedział, więc nie wspominałem o tym aż do jego śmierci w 2007 roku. Myślę, że staliśmy się sobie tak bliscy, ponieważ jego niespełnionym pragnieniem było mieć syna. O tym, że byłem dla Rostropowicza jak syn, powiedział mi, gdy widziałem go po raz ostatni przed jego śmiercią.

Wszyscy wiedzą, że był jednym z najlepszych wiolonczelistów w historii, ale w mojej opinii w pewnym sensie był nawet lepszym pedagogiem niż muzykiem. Miał wspaniałą wyobraźnię i energię, to było niesamowite.

PAP: Zdobył pan sławę w sowieckiej Rosji, tam po raz pierwszy doceniono pańską grę. W 1969 nagle trafił pan do więzienia, potem spędził półtora roku w obozie pracy.

MM: Wszystko zmieniło się właściwie jednej nocy. Po wyjeździe mojej siostry do Izraela, gdzie pojechała do swojej rodziny, stałem się podejrzany dla władz. Próbowali zrobić wszystko, abym nie ukończył studiów w Moskiewskim Konserwatorium. Nie było jednak powodu, aby wyrzucić mnie ze szkoły, ponieważ byłem dobrym studentem. Utrudniali mi więc życie na różne sposoby, odwoływali moje koncerty, uniemożliwili wyjazd za granicę, odebrali stypendium. Na ostatnim roku, chcąc pozbyć się mnie definitywnie, aresztowali mnie, w tamtych czasach nie było to trudne, w pewnym sensie mogłem się nawet tego spodziewać. Do ukończenia studiów zabrakło mi dwóch egzaminów: z gry na wiolonczeli i naukowego komunizmu, co dziś brzmi jak żart.

Mimo że nie dane mi było zdobyć dyplomu Moskiewskiego Konserwatorium, nie żałuję tego trudnego doświadczenia, jestem za nie w pewnym sensie nawet wdzięczny, bo nauczyło mnie czegoś ważniejszego, pozwoliło mi rozwinąć się w pełni jako człowiek. Od tamtego czasu staram się zawsze widzieć w każdym doświadczeniu i w każdej sytuacji, nie ważne jak bardzo trudne i bolesne one są, pozytywne strony.

PAP: Przez długi czas nie mógł pan jednak grać, nie miał w rękach wiolonczeli.

MM: Nie było to na szczęście tak długo, dwa i pół roku. Spędziłem też dwa miesiące w szpitalu psychiatrycznym, aby uniknąć służby wojskowej. W 1972 roku opuściłem Rosję sowiecką, co również było bardzo bolesne. Gdy tylko znalazłem się w Izraelu, zacząłem znowu grać.

PAP: Biorąc pod uwagę to, jak ważne miejsce rosyjska muzyka zajmuje w pana repertuarze, domyślam się, że Rosja pozostaje krajem bardzo panu bliskim.

MM: Oczywiście, urodziłem się i wychowałem w Rydze, dzisiaj stolicy niepodległego państwa, ale wówczas - części Rosji sowieckiej. Jestem wdzięczny Rosji za moją edukację, kocham rosyjską muzykę, ludzi i kulturę z głębi serca. Mam jednak dość mieszane uczucia na temat rosyjskiego systemu władzy i wielu innych kwestii.

To dziwne, w ciągu 24 lat, które spędziłem w Rosji, nie mogłem czuć się Rosjaninem, w moim paszporcie pisano "narodowość żydowska". Stałem się Rosjaninem, gdy z niej wyjechałem.

PAP: Urodził się pan na Łotwie, muzykiem został w Rosji sowieckiej, gdzie podkreślano pańskie żydowskie pochodzenie. Obecnie mieszka pan w Belgii. Z jakim krajem jest pan związany najbardziej?

MM: Nie czuję szczególnego związku z żadnym krajem, z żadną narodowością. Zawsze powtarzam, że jestem obywatelem świata.

Rozmawiała: Magdalena Cedro 

 

Źródło: PAP, filharmonia.pl

Podobne

Muzyka Les Arts Florissants w Filharmonii Narodowej

Muzyka Warszawa, 09.01.2012

W Warszawie wystąpi dawno tu niesłyszany zespół Les Arts Florissants. Wykona dwa barokowe arcydzieła...

Muzyka Hiszpańskie zarzuele w Filharmonii Narodowej

Muzyka Warszawa, 09.12.2011

Víctor Pablo Pérez zaprezentuje wybór arii i chórów stworzonych przez najwybitniejszych...

Przejdź do kalendarza wydarzeń

Z bazy wiedzy

Sztuki wizualne Wojciech Fangor "Postaci"

Obraz Fangora należy do najbardziej kanonicznych dzieł polskiego socrealizmu. Operuje prostą...

Przejdź do bazy wiedzy