Literatura

"Stędy i stamtędy"

Literatura
Janusz Drzewucki
[Edward Stachura, Listy do pisarzy. Opracował Dariusz Pachocki. Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2006, ss. 420.]
1.
Dawno temu. A właściwie nie tak dawno temu. Całkiem niedawno. W czasach, gdy nie było komputerów i Internetu, światłowodów i telefonii komórkowej, a więc nie można było komunikować się za pomocą esemesów, e-maili i gadu-gadu, otóż w tych nieodległych, ale przecież jednak odległych czasach, ludzie pisali do siebie listy. Nie były to jednak listy w formie maszynopisów, lecz rękopisów; listy pisane odręcznie, ołówkiem, długopisem lub piórem wiecznym. Każdy z tych listów miał swój specyficzny i niepowtarzalny styl, nie tylko - chociaż również - kaligraficzny, świadczący niezbicie o nadawcy: o jego indywidualności i osobowości, temperamencie i charakterze. Pięknym świadectwem tamtych czasów, które pamiętają, mam nadzieję, nie tylko najstarsi górale, są listy, które w latach 1956-1978 napisał Edward Stachura.

Jest coś nadzwyczajnego w tym, że listy te zostały napisane i wysłane, a także przeczytane; że nie zostały po przeczytaniu podarte, wyrzucone do kosza, wrzucone do pieca, że były przez lata przechowywane i że po latach zostały odnalezione, zebrane, ułożone w jedną całość, opatrzone stosownymi komentarzami i przypisami, wreszcie wydane pod jedną okładką, pod wspólnym tytułem Listy do pisarzy.

Kim są, kim byli adresaci listów autora Siekierezady? Można ich podzielić na trzy grupy. Pierwszą stanowią starzy mistrzowie, tacy jak Jarosław Iwaszkiewicz i Julian Przyboś, żyjący klasycy, mentorzy. Drugą - przyjaciele i koledzy, inaczej mówiąc - kumple; z tym, że tych można podzielić na dwie podgrupy: pierwszą tworzą bracia starsi, jak Mieczysław Czychowski, którzy na drodze literatury wyprzedzali go o pół kroku, a nawet o krok, drugą ci, którzy kroczyli pół kroku, a nawet krok za nim, jak Janusz Anderman, Włodzimierz Antkowiak, Andrzej Babiński, Wincenty Różański, Janusz Żernicki, Bogusław Żurakowski - a wszyscy bracia w biedzie i w niedoli. Trzecią ci, których drogi przecięły się z drogą Stachury raz, może dwa razy, ale nie na lata, lecz raczej na chwilę, na kilka chwil, a więc dobrzy znajomi: Jerzy Afanasjew, Wacław Gralewski, Kazimierz Andrzej Jaworski, István Kovács. O ile korespondencja ze starymi mistrzami i dobrymi znajomymi wydaje się incydentalna, choć rzecz jasna znacząca, obejmuje zazwyczaj kilka lat, o tyle korespondencja z braćmi w biedzie i niedoli obejmuje niemal całe dorosłe życie Stachury. O ile do Iwaszkiewicza Stachura napisał dwa razy w odstępie dziewięciu lat, do Przybosia siedem razy w ciągu zaledwie dwu lat (1958-1959), do Afanasjewa zaś dwa razy w ciągu jednego roku (1973), a do Jaworskiego raz (1961), o tyle epistolografia z Żernickim, z którym chodził do liceum ogólnokształcącego w Ciechocinku, rozkłada się na lata 1956-1973, z Babińskim, z którym studiował na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, na lata 1970-1978, z Czychowskim 1956-1969, z Żurakowskim 1966-1977. Owszem, z Andermanem i Antkowiakiem korespondował raptem trzy lata (1973-1976), ale w tym czasie do tego pierwszego napisał 26, a do tego drugiego 39 razy!

Nie sposób nie wspomnieć, że autor Całej jaskrawości pisał również do siebie. Zamieszczone na końcu tomu trzy listy wysłane na nazwisko Edward Stachura w latach 1971-1973 z Jeleniej Góry, z Sarpsborga i Pont-de-Chéruy, a podpisane nazwiskiem Michał Kątny, być może współtworzą klucz nie tylko do jego sztuki epistolarnej, ale również do jego twórczości i tajemnicy jego fenomenu egzystencjalnego oraz artystycznego.

2.
Korespondencja Edwarda Stachury to mimowolny obraz życia literackiego lat 60. i 70.; mimowolny, gdyż poeta świadomie i z wyboru funkcjonował na jego marginesie, wolał być na uboczu niż w środku. Życie literackie dość go mierziło i irytowało, by nie powiedzieć - napawało odrazą. Literacka kawiarnia była dla niego - jak się wydaje - targowiskiem próżności. Nie wytrzymywał w niej zbyt długo, jeśli się do któregoś stolika przysiadł, to na moment, na momencik, potem wstawał i ruszał przed siebie, gdyż nieustannie ciągnęło go w Polskę, z miasta do miasta, z wsi do wsi, z gór do morza, znad rzeki nad jezioro, z pól do lasów. Słał listy z Warszawy, Krakowa, Torunia, Lublina, Rzeszowa, z Poznania, Wrocławia, Gdyni, Wałbrzycha, Częstochowy, z Grudziądza, Krynicy, Puław, Kłodzka, Dzierżoniowa, z Cisnej, Kotli, Aleksandrowa Kujawskiego, Stargardu Szczecińskiego, Sławy Śląskiej i Józefowa nad Wisłą, z Ameryki, Meksyku, Francji, Szwajcarii, Austrii, Norwegii i Bóg jeden wie skąd jeszcze. Z Halmstadt i Zacatlán, z Darłówka i Tucholi. "Jestem włóczęgą z urodzenia" - wyznał już w 1958 roku w liście do Czychowskiego, "wróciłem stędy i stamtędy" - zakomunikował w roku 1976 w liście do Andermana.

Nie ulega jednak wątpliwości, że doskonale był w meandrach życia literackiego, i co za tym idzie towarzyskiego, zorientowany. W jego listach pojawiają się a to Barbara Sadowska, Jarosław Markiewicz, Jerzy Górzański, Stanisław Barańczak, Ryszard Krynicki, a to Jerzy Leszin-Koperski, Krzysztof Gąsiorowski, Roman Śliwonik, Józef Gielo, Bogdan Chorążuk, Krzysztof Mętrak, itd., itp. Znał Stanisława Grochowiaka, Arnolda Słuckiego i Anatola Sterna, znał Zbigniewa Bieńkowskiego, Ziemowita Fedeckiego, Bohdana Drozdowskiego i Wacława Tkaczuka, bywał w redakcjach: "Twórczości", "Współczesności", "Kultury", "Przeglądu Kulturalnego", "Tygodnika Kulturalnego", "Za i Przeciw". Znał wszystkich i, co równie ważne, wszędzie jego dobrze znali, nigdzie nie był intruzem, wręcz przeciwnie, wydaje się, że był mile widzianym gościem, umiejącym rozmawiać i, co godne podkreślenia, słuchać, a to w środowisku literackim także dzisiaj należy do rzadkości.

Wszędzie miał coś do załatwienia, tysiące spraw. Ale załatwiał nie tylko swoje sprawy, także sprawy swoich mniej znanych i całkowicie niezaradnych kolegów. Nosił ich wiersze od redakcji do redakcji, namawiał na druk, wykłócał się o honoraria dla nich. Klepał biedę jak rzadko kto, ale zdawał sobie sprawę, że inni klepią biedę jeszcze większą. Bieda - to jeden z podstawowych tematów listów do Babińskiego i Różańskiego. Jednemu i drugiemu nie raz i nie dwa wysyłał pieniądze, swoje prywatne stypendium, i to dość regularnie, chociaż, jak wyznał Czychowskiemu: "nadal żyję jak nędzarz". Znamienne, że korespondencję z Babińskim prowadził nawet na przekazach pocztowych.

Za serdecznych przyjaciół i jednocześnie kolegów po piórze czuł się odpowiedzialny, znał ich na wylot i wiedział, że są oni kompletnie bezradni wobec świata, kompletnie zdezorientowani w społecznej rzeczywistości. Ale też czasami nie wytrzymywał i w krótkich żołnierskich słowach beształ Babińskiego, który próbował od niego wyłudzić dodatkowe pieniądze, jak się domyślał - na gorzałę, i na dodatek wyrąbał mu prosto w oczy: "I nie bądź żałośnie buntowniczy, na Boga [...]. I weź się trochę za czytanie. Jesteś straszliwie niedouczony" (1972), "Już Ci tysiące razy mówiłem, że o piciu nie może być mowy. Tak naprawdę to nikt Ci nie pomoże, jeśli Ty sam sobie nie pomożesz" (1976). A z drugiej strony był w stanie wysłać Andermanowi dwa tysiące złotych z adnotacją na przekazie "Oddaj długi" (1974), żeby nie było wątpliwości, z jaką intencją pieniądze te przesyłał; temu także umiał wygarnąć po ojcowsku: "i nie pij za dużo, bo to zagłada i żałość" (1973). Dobre sobie, nie pij za dużo. Nie nie pij, nie pij w ogóle, lecz nie pij za dużo, czyli pij, ale tyle, ile trzeba, w sam raz, z głową. Toż to wołanie na puszczy!

Dla każdego miał dobre słowo, każdemu oddał sprawiedliwość i coś ponadto. Żernickiemu napisze o jego wierszach: "Jak żyję, nie czytałem tak pięknych poematów. Tak jak ja się na tym znam, to jest sam cud" (1963), Żurakowskiemu: "Widzę, że idziesz dobrze w swoją stronę i coraz dalej. A jesteś już daleko" (1967), Czychowskiemu podziękuje: "swój debiut właściwie Tobie zawdzięczam" (1959), Babińskiego podtrzyma na duchu: "Ty możesz wydać tylko jedną książkę, ale ona musi być jedyna" (1970), Antkowiaka wesprze w ciężkiej życiowej chwili: "Raduje mnie też bardzo, że prowadzisz swój żywot tak, jak go kiedyś tam zobaczyłeś. Kiedy się widzi te nieprawdziwe, fałszywe życia obywateli wkołokrąg, to zgroza. Przecież marnują jedyną (być może) szansę prawdziwego życia" (1976).

3.
Równie dużo mówią o Stachurze listy skierowane do wielkich poetów, do Iwaszkiewicza i Przybosia. Oczywiście miał świadomość, że pisze do pisarzy wybitnych, znanych i uznanych, znajdujących się na olimpie, ale niespecjalnie się tym przejmował; pisał do nich grzecznie, lecz nie na kolanach, z rewerencją, lecz jednocześnie z dezynwolturą, powołując się przy tym na nie wypowiedzianą solidarność ludzi słowa. Umiejętnie skracał dystans między sobą a nimi. Najlepszym tego dowodem listy do Przybosia, pisane w końcu przez zaledwie studenta, w których z jednej strony rozprawiał o kłopotach z miejscem w domu akademickim, co autora Śrub i Oburącz niekoniecznie chyba musiało intrygować, natomiast z drugiej miał odwagę rzucić mu w twarz wyzwanie: "Nikt nie wie więcej ode mnie o poezji!". Z równie wielką pewnością siebie, ale i z nieodpartym wdziękiem chwalił Iwaszkiewicza za wiersz Il Tremonto, ogłoszony właśnie na łamach "Życia Literackiego": "Takie dwie linijki to jest dla mnie ozdoba ludzkości" i jeszcze dodawał: "I bardzo proszę nie myśleć, że piszę ten list jako rewanż za wszystkie Pańskie dobre o mnie słowa" (1965). Dziękując zaś za entuzjastyczną opinię, wygłoszoną publicznie raz i drugi przez autora Sławy i chwały, informował go bez ogródek: "Jestem zachwycony Pańskim zachwytem" i dalej w swoim stylu: "Zachwycony jestem Pańskim zachwytem absolutnie niezależnie od powodu, który Pański zachwyt wywołał" (1976).

Lubił się zaprzyjaźniać. Czy to się komu podobało, czy nie. Lubił się przyjaźnić i umiał się przyjaźnić. Zabawne, ale podług świadectw syna Jaworskiego i żony Afanasjewa, na jakie powołuje się edytor Listów do pisarzy, znajomość Stachury z redaktorem "Kameny" oraz z reżyserem filmowym nie była przesadnie zażyła, tymczasem tenor listów świadczy o czymś innym, mianowicie o niezłej między nimi komitywie. Ale być może to złudzenie spowodowane tym, że autor Kropki nad ypsylonem umiejętnie narzucał interlokutorom swój bezceremonialny, ale ciepły sposób bycia, szybko i łatwo przechodził od znajomości do przyjaźni właśnie.

Stachura w Listach do pisarzy mówi o sobie dużo; częściej i więcej nie wprost niż wprost. Ale trzeba przyznać, że kiedy już mówi bezpośrednio o sobie, o swoim życiu, o drodze życiowej, na której się znalazł z własnej woli i z własnego wyboru, ciarki przechodzą po plecach. "Myślę, że my właśnie tak skrobiemy tępym kamieniem o tępy kamień" - stwierdza porozumiewawczym półgłosem do Żernickiego (1965), "Nie pisz mi nigdy o sumieniu moim. Tym ja się zajmuję" - mityguje lodowatym tonem Żurakowskiego (1975), a do siebie samego w roku 1973 z Pont-de-Chéruy, gdzie się urodził w 1937 roku i skąd w roku 1948 wyjechał z rodzicami do Polski, pisze, przepowiada sobie: "[...] pojutrze nawiewam stąd czym prędzej, bo dziwny smutek i pustka niewymowna. Nie przyjeżdżaj tu".

Tak czy owak Listy do pisarzy odsłaniają jasną stronę natury autora Falując na wietrze. Nadawca tych listów to ktoś zwyczajny i normalny, prostolinijny i prostoduszny, ciekawy świata i ludzi - z jednej strony, natomiast z drugiej - chociaż pewny swego, tego, czego dokonał i dokona w literaturze, potrafiący docenić dokonania innych, umiejący w innych dostrzec indywidualność i osobowość, talent. Wspaniałomyślny, traktujący życie z fantazją - co wcale nie znaczy, że lekkomyślnie, chociaż także lekkomyślnie - pełen wiary, że każdy, kogo spotkał i spotka, jest inny; każdy jest jeden, jedyny, sam.

Janusz Drzewucki
© by "Twórczość" 2006
 


Podobne

Film "Odkupienie" - artykuł o "Katyniu" Wajdy

Walerij Kuczin pisze: Zobaczymy sceny ukazujące współpracę radzieckich oficerów z dowództwem hitlerowskim w 1939 roku, zwycięski marsz po zdobytej bez walki Polsce, straszne dla...

Film ... Te wspaniałe bąbelki w tych pulsujących limfocytach

Film animowany w reżyserii Juliana Józefa Antonisza z 1973 roku.

Twórcy i Dzieła

Film "Toys"

Film dokumentalny w reżyserii Andrzeja Wolskiego z 2011 roku zrealizowany przez Instytut Adama...

Film "Przewodnik do Polaków"

Pięć filmów dokumentalnych o polskim rocku, modzie, zabawkach, himalaizmie i seksie w czasach PRL-u...

Film "Apel"

Film animowany w reżyserii Ryszarda Czekały z 1970 roku o rzeczywistości hitlerowskich obozów...