Literatura
Dajmy na to, Stachura
Literatura
Gdyby żył, w sierpniu świętowałby 70. urodziny. Gdyby żył... Nie mam jednak pojęcia, z kim świętowałby, gdyby żył. Jego koledzy i przyjaciele: Janusz Żernicki, Mieczysław Czychowski, Andrzej Babiński, Ryszard Milczewski, Rafał Urban, Jan Czopik-Leżachowski nie żyją. Jeden zmarł przeżarty ciężką chorobą, inny ze zgryzoty, jeszcze inny zginął w nieszczęśliwym wypadku, jeszcze inny popełnił samobójstwo. Nie żyją, bo nie mieli siły żyć. Tak jak i on, Edward Stachura (1937-1979).
Stachura to jedna z pierwszych moich literackich fascynacji, a nawet miłości, z czasów licealnych i studenckich. Była połowa lat 70., starszy ode mnie o rok kolega z klasy maturalnej, z którym na przerwach rozmawialiśmy o piłce nożnej, muzyce rockowej i literaturze, podsunął mi Całą jaskrawość z rekomendacją, że akcja tej powieści rozgrywa się niedaleko naszej rodzinnej Kruszwicy. Faktycznie, powieściowy Laksandrów, czyli Aleksandrów Kujawski, to od Kruszwicy rzut beretem. Na marginesie lektury książki dowiedziałem się, kto zacz Stachura, że przemaszerował Kujawy wzdłuż i wszerz, od Bydgoszczy przez Toruń do Włocławka i z powrotem. Gdy krótko potem przeczytałem Siekierezadę, a także Wszystko jest poezja, gdy wysłuchałem z płyty sto albo raczej tysiąc razy Ballady dla Potęgowej w wykonaniu Tadeusza Woźniaka, sam ruszyłem na pielgrzymkę śladami Stachury oraz bohaterów jego powieści i piosenek. Najpierw - wiosną 1977 roku, czyli równo trzydzieści lat temu - pociągiem z Kruszwicy do Inowrocławia, z Inowrocławia do Torunia, z Torunia do Aleksandrowa, z Aleksandrowa do Ciechocinka, czyli Tężniopolis (taką nazwę nadał temu uzdrowisku Żernicki), potem - latem - rowerem z Kruszwicy przez Papros, Dobre, Zakrzewo, Straszewo, Przybranowo, Służewo do Ciechocinka, a stąd częściowo rowerem, częściowo pieszo - prowadząc rower zakopujący się w piachach kujawskich bezdroży - z Ciechocinka do Nieszawy i wzdłuż Wisły do Przypustu, gdzie na wzgórzu, o czym mało kto wie, stoi wielkiej urody modrzewiowy kościółek z XVIII wieku, skąd roztacza się widok na królową polskich rzek i na przecudne manowce, gdzie - jak nigdzie indziej - widać gzygzakowaty życia sznur.
Siedemdziesiąte urodziny Edwarda Stachury uczciłem lekturą jego wierszy, opowiadań i opowieści, a także dwu książek jemu poświęconych, które nie dość, że dotarły do mnie z lekkim opóźnieniem, to jeszcze odstały swoje na półce. Pierwsza - Jana Pieszczachowicza Edward Stachura - łagodny buntownik (Nowohuckie Centrum Kultury, Nowa Huta 2005), druga - Marka Badtkego Stachura alias Sted (Wydawnictwo Regionalne Eko-Bad, Bydgoszcz 2006). Na pierwszy rzut oka wszystko te książki dzieli. Pierwsza jest dziełem krytyka literackiego, druga - dziennikarza. Pieszczachowicz ma do Stachury stosunek intelektualny, Badtke - emocjonalny. Pieszczachowicza interesuje Stachura przede wszystkim jako pisarz, Badtkego - jako człowiek w pierwszej kolejności. I na dodatek jako przyjaciel, z którym włóczył się po Kujawach, przegadał niejedną noc, zjadł beczkę soli, popijając tym i owym. Pieszczachowicz wiedzę na temat Stachury obiektywizuje, Badtke subiektywizuje: nie ukrywa wcale, że należał do ścisłego grona - jak to autoironicznie precyzuje - tzw. gwardzistów Stachury, członków jego straży przybocznej. Mają o tym przekonać, i nad wyraz dobitnie przekonują, zreprodukowane w książce, świadczące o - po męsku - szorstkiej przyjaźni, dedykacje powpisywane na stronach tytułowych kolejnych zbiorów wierszy i opowiadań autora Jednego dnia.
Pieszczachowicz, jak na rasowego polonistę przystało, powołuje się na pisarzy i literaturoznawców interpretujących wcześniej utwory Stachury. W jego eseju aż skrzy się od cytatów z Iwaszkiewicza, Przybosia i Fedeckiego, Mętraka, Bugajskiego i Nyczka, Voglera, Żurowskiego i Rutkowskiego. Analizując dzieło Stachury, Pieszczachowicz posiłkuje się kulturoznawczymi i religioznawczymi, a także socjologicznymi i psychologicznymi tezami już to Fromma czy Eliadego, już to Hilsbechera czy Pouleta, już to Hausera czy Wilsona, a także Marcusego, Ciorana, Brunera, Lesera, Novalisa, Tiecka, Morneta, etc. Badtke przeciwnie, nie powołuje się niemal na nikogo. Dzieło Stachury traktuje wyłącznie w kategoriach osobistego przeżycia i doświadczenia, wyłącznie przez pryzmat wieloletniej zażyłości z poetą. Znamienne, że i Pieszczachowicz, i Badtke nie raz i nie dwa są zgodni. Na przykład co do tego, że Stachura był jedną z pierwszych, o ile nie pierwszą postacią polskiej kontrkultury i że świadomie, z pełną premedytacją, w wyrafinowany sposób tworzył własną mitologię. I że padł ofiarą wykreowanej przez siebie legendy.
Według Pieszczachowicza, Stachura to "demiurg świata wyrywającego się nicości", którym kieruje "euforia życia i euforia śmierci", głoszący "pochwałę i prymat intensywnie przeżywanej chwili jako absolutu", co doprowadziło go do koncepcji bycia artystą "w chorobie i poprzez chorobę". Jego zdaniem Stachura wygrywający do imentu relacje ja - inni, indywiduum - zbiorowość, artysta - tłum, popadał w coraz głębszą samotność, metodycznie izolował się od wszystkich, głos samego siebie rozpisywał na głosy bohaterów poszczególnych narracji; wszak Szerucki, Pradera i Kątny to jedna i ta sama osoba. Mnożył paradoksy i oksymorony, a przy tym usiłował osiągnąć "rytm życia związany z ładem przyrody, a zarazem ładem moralnym".
Według Badtkego, Stachura to wieczny wędrowiec, nieustannie wracający do Łazieńca pod Aleksandrowem Kujawskim, gdzie zamieszkał jako dziecko po powrocie rodziców z emigracji, z Francji. Centrum kosmosu Stachury, w ujęciu dziennikarza, to zabytkowy, wybudowany w 1860 roku dworzec kolejowy w Aleksandrowie Kujawskim, w którym w roku 1879 doszło do historycznego spotkania cara Aleksandra II z cesarzem Wilhelmem I, a który w latach 50. i 60. a także 70. był nie tylko dworcem, lecz także najważniejszym budynkiem w miasteczku, w którym mieściła się również sala widowiskowa, hala sportowa klubu bokserskiego Orlęta, biblioteka i knajpa. Tu, w poczekalni dworcowej, Stachura słuchał, co ludzie mówią i jak mówią, tu dzielił się z przyjaciółmi marzeniami, tu snuł swój sen o potędze. Stąd ruszał w świat i tutaj wracał z podróży po świecie. Powodował nim jednak, twierdzi Badtke, "kompleks obcego", cierpiącego na chorobę sierocą - był on jednak sierotą z wyboru - a nawet "syndrom Herodota". Badtke kreśli przy okazji fascynującą topografię Kujaw Białych, pogranicza Rosji i Prus: wsie Odolin, Otłoczyn, Słońsk Górny i Dolny, Waganiec, Raciążek, Plebanka, Zawierusza, rzeczka Tążyna, kolejka wąskotorowa Witosław - Łobżenica, nadwiślańska mieścina Nieszawa, w której przed wojną mieszkali Ferdynand Antoni Ossendowski i Stanisław Noakowski, a po wojnie legendarny Zenek Ciuciume; ponadto opisuje niepowtarzalny klimat okolicznych knajp, których już nie ma: U Rysia, Regionalnej, Pod Łososiem, Kujawianki, Wczasowej, Pod Wisielcem, Azylu, a także klimat panujący w epoce Gierka w środowisku artystycznym i uniwersyteckim Torunia, w środowisku tym Stachura był przecież stałym gościem, by nie powiedzieć - gwiazdą. "Na Kujawach Stachura był w swoim żywiole" - konkluduje z całą stanowczością reporter. Na szczęście - choć gwardzista, przyboczny, dworzanin - Badtke nie jest apologetą postaci pisarza, wręcz przeciwnie, bywa, że odbrązawia i demitologizuje jego słowo i czyn. Akcentuje jego "etykę życia bez odpowiedzialności, odmowę uczestnictwa w nakręconych przez trójjednię ideologii, polityki i ekonomii różnych formach przemocy" oraz "ideologię zabawy", dopatrując się w jego życiu "bezustannej olimpiady młodości", wreszcie zarzuca bohaterom jego twórczości "filozofię jamochłona", jemu samemu zaś to, że stał się "zakładnikiem własnej legendy".
Zdumiewająco zgodni są Pieszczachowicz i Badtke także wówczas, gdy idzie o ocenę moralnego i ideowego przesłania pisarstwa Stachury. Pieszczachowicz uważa, że Stachura był "absolutnie apolityczny, aideologiczny i areligijny", Badtke zaś, że utworom Stachury "zabrakło dynamitu", bowiem "nie uwzględniał polityki" i, jakby nie dość tego, nie znajduje w żadnych z jego tekstów "nuty protestu społecznego ani opozycyjnego credo politycznego"; koniec końców - "koniunkturalista Stachura bał się określić ideowo".
Przyznam się, że powyższe opinie i krytyka, i dziennikarza budzą mój żywiołowy protest. Sens twórczości Edwarda Stachury - i w ogóle sens literatury - widzę w czymś innym, na pewno nie w jej potencjalnej funkcji interwencyjnej. Być może w swoich utworach Edward Stachura nie zaklął czasu, w którym żył, ale - bez wątpienia - zaklął nasze lęki, wypowiedział nadzieje, jakie żywimy niezależnie od czasu, w którym przyszło nam żyć. W dzień siedemdziesiątych urodzin Edwarda Stachury czytam: "I inni co pomarli i co zginą z nami: / Bracia, kamraci, kumple i kompani, / Spotka tam w raju nas się kupa luda! / Hej, od tupania zadudni niebieska tancbuda!" i słyszę dochodzący z góry wesoły rumor i harmider.
Stachura to jedna z pierwszych moich literackich fascynacji, a nawet miłości, z czasów licealnych i studenckich. Była połowa lat 70., starszy ode mnie o rok kolega z klasy maturalnej, z którym na przerwach rozmawialiśmy o piłce nożnej, muzyce rockowej i literaturze, podsunął mi Całą jaskrawość z rekomendacją, że akcja tej powieści rozgrywa się niedaleko naszej rodzinnej Kruszwicy. Faktycznie, powieściowy Laksandrów, czyli Aleksandrów Kujawski, to od Kruszwicy rzut beretem. Na marginesie lektury książki dowiedziałem się, kto zacz Stachura, że przemaszerował Kujawy wzdłuż i wszerz, od Bydgoszczy przez Toruń do Włocławka i z powrotem. Gdy krótko potem przeczytałem Siekierezadę, a także Wszystko jest poezja, gdy wysłuchałem z płyty sto albo raczej tysiąc razy Ballady dla Potęgowej w wykonaniu Tadeusza Woźniaka, sam ruszyłem na pielgrzymkę śladami Stachury oraz bohaterów jego powieści i piosenek. Najpierw - wiosną 1977 roku, czyli równo trzydzieści lat temu - pociągiem z Kruszwicy do Inowrocławia, z Inowrocławia do Torunia, z Torunia do Aleksandrowa, z Aleksandrowa do Ciechocinka, czyli Tężniopolis (taką nazwę nadał temu uzdrowisku Żernicki), potem - latem - rowerem z Kruszwicy przez Papros, Dobre, Zakrzewo, Straszewo, Przybranowo, Służewo do Ciechocinka, a stąd częściowo rowerem, częściowo pieszo - prowadząc rower zakopujący się w piachach kujawskich bezdroży - z Ciechocinka do Nieszawy i wzdłuż Wisły do Przypustu, gdzie na wzgórzu, o czym mało kto wie, stoi wielkiej urody modrzewiowy kościółek z XVIII wieku, skąd roztacza się widok na królową polskich rzek i na przecudne manowce, gdzie - jak nigdzie indziej - widać gzygzakowaty życia sznur.
Siedemdziesiąte urodziny Edwarda Stachury uczciłem lekturą jego wierszy, opowiadań i opowieści, a także dwu książek jemu poświęconych, które nie dość, że dotarły do mnie z lekkim opóźnieniem, to jeszcze odstały swoje na półce. Pierwsza - Jana Pieszczachowicza Edward Stachura - łagodny buntownik (Nowohuckie Centrum Kultury, Nowa Huta 2005), druga - Marka Badtkego Stachura alias Sted (Wydawnictwo Regionalne Eko-Bad, Bydgoszcz 2006). Na pierwszy rzut oka wszystko te książki dzieli. Pierwsza jest dziełem krytyka literackiego, druga - dziennikarza. Pieszczachowicz ma do Stachury stosunek intelektualny, Badtke - emocjonalny. Pieszczachowicza interesuje Stachura przede wszystkim jako pisarz, Badtkego - jako człowiek w pierwszej kolejności. I na dodatek jako przyjaciel, z którym włóczył się po Kujawach, przegadał niejedną noc, zjadł beczkę soli, popijając tym i owym. Pieszczachowicz wiedzę na temat Stachury obiektywizuje, Badtke subiektywizuje: nie ukrywa wcale, że należał do ścisłego grona - jak to autoironicznie precyzuje - tzw. gwardzistów Stachury, członków jego straży przybocznej. Mają o tym przekonać, i nad wyraz dobitnie przekonują, zreprodukowane w książce, świadczące o - po męsku - szorstkiej przyjaźni, dedykacje powpisywane na stronach tytułowych kolejnych zbiorów wierszy i opowiadań autora Jednego dnia.
Pieszczachowicz, jak na rasowego polonistę przystało, powołuje się na pisarzy i literaturoznawców interpretujących wcześniej utwory Stachury. W jego eseju aż skrzy się od cytatów z Iwaszkiewicza, Przybosia i Fedeckiego, Mętraka, Bugajskiego i Nyczka, Voglera, Żurowskiego i Rutkowskiego. Analizując dzieło Stachury, Pieszczachowicz posiłkuje się kulturoznawczymi i religioznawczymi, a także socjologicznymi i psychologicznymi tezami już to Fromma czy Eliadego, już to Hilsbechera czy Pouleta, już to Hausera czy Wilsona, a także Marcusego, Ciorana, Brunera, Lesera, Novalisa, Tiecka, Morneta, etc. Badtke przeciwnie, nie powołuje się niemal na nikogo. Dzieło Stachury traktuje wyłącznie w kategoriach osobistego przeżycia i doświadczenia, wyłącznie przez pryzmat wieloletniej zażyłości z poetą. Znamienne, że i Pieszczachowicz, i Badtke nie raz i nie dwa są zgodni. Na przykład co do tego, że Stachura był jedną z pierwszych, o ile nie pierwszą postacią polskiej kontrkultury i że świadomie, z pełną premedytacją, w wyrafinowany sposób tworzył własną mitologię. I że padł ofiarą wykreowanej przez siebie legendy.
Według Pieszczachowicza, Stachura to "demiurg świata wyrywającego się nicości", którym kieruje "euforia życia i euforia śmierci", głoszący "pochwałę i prymat intensywnie przeżywanej chwili jako absolutu", co doprowadziło go do koncepcji bycia artystą "w chorobie i poprzez chorobę". Jego zdaniem Stachura wygrywający do imentu relacje ja - inni, indywiduum - zbiorowość, artysta - tłum, popadał w coraz głębszą samotność, metodycznie izolował się od wszystkich, głos samego siebie rozpisywał na głosy bohaterów poszczególnych narracji; wszak Szerucki, Pradera i Kątny to jedna i ta sama osoba. Mnożył paradoksy i oksymorony, a przy tym usiłował osiągnąć "rytm życia związany z ładem przyrody, a zarazem ładem moralnym".
Według Badtkego, Stachura to wieczny wędrowiec, nieustannie wracający do Łazieńca pod Aleksandrowem Kujawskim, gdzie zamieszkał jako dziecko po powrocie rodziców z emigracji, z Francji. Centrum kosmosu Stachury, w ujęciu dziennikarza, to zabytkowy, wybudowany w 1860 roku dworzec kolejowy w Aleksandrowie Kujawskim, w którym w roku 1879 doszło do historycznego spotkania cara Aleksandra II z cesarzem Wilhelmem I, a który w latach 50. i 60. a także 70. był nie tylko dworcem, lecz także najważniejszym budynkiem w miasteczku, w którym mieściła się również sala widowiskowa, hala sportowa klubu bokserskiego Orlęta, biblioteka i knajpa. Tu, w poczekalni dworcowej, Stachura słuchał, co ludzie mówią i jak mówią, tu dzielił się z przyjaciółmi marzeniami, tu snuł swój sen o potędze. Stąd ruszał w świat i tutaj wracał z podróży po świecie. Powodował nim jednak, twierdzi Badtke, "kompleks obcego", cierpiącego na chorobę sierocą - był on jednak sierotą z wyboru - a nawet "syndrom Herodota". Badtke kreśli przy okazji fascynującą topografię Kujaw Białych, pogranicza Rosji i Prus: wsie Odolin, Otłoczyn, Słońsk Górny i Dolny, Waganiec, Raciążek, Plebanka, Zawierusza, rzeczka Tążyna, kolejka wąskotorowa Witosław - Łobżenica, nadwiślańska mieścina Nieszawa, w której przed wojną mieszkali Ferdynand Antoni Ossendowski i Stanisław Noakowski, a po wojnie legendarny Zenek Ciuciume; ponadto opisuje niepowtarzalny klimat okolicznych knajp, których już nie ma: U Rysia, Regionalnej, Pod Łososiem, Kujawianki, Wczasowej, Pod Wisielcem, Azylu, a także klimat panujący w epoce Gierka w środowisku artystycznym i uniwersyteckim Torunia, w środowisku tym Stachura był przecież stałym gościem, by nie powiedzieć - gwiazdą. "Na Kujawach Stachura był w swoim żywiole" - konkluduje z całą stanowczością reporter. Na szczęście - choć gwardzista, przyboczny, dworzanin - Badtke nie jest apologetą postaci pisarza, wręcz przeciwnie, bywa, że odbrązawia i demitologizuje jego słowo i czyn. Akcentuje jego "etykę życia bez odpowiedzialności, odmowę uczestnictwa w nakręconych przez trójjednię ideologii, polityki i ekonomii różnych formach przemocy" oraz "ideologię zabawy", dopatrując się w jego życiu "bezustannej olimpiady młodości", wreszcie zarzuca bohaterom jego twórczości "filozofię jamochłona", jemu samemu zaś to, że stał się "zakładnikiem własnej legendy".
Zdumiewająco zgodni są Pieszczachowicz i Badtke także wówczas, gdy idzie o ocenę moralnego i ideowego przesłania pisarstwa Stachury. Pieszczachowicz uważa, że Stachura był "absolutnie apolityczny, aideologiczny i areligijny", Badtke zaś, że utworom Stachury "zabrakło dynamitu", bowiem "nie uwzględniał polityki" i, jakby nie dość tego, nie znajduje w żadnych z jego tekstów "nuty protestu społecznego ani opozycyjnego credo politycznego"; koniec końców - "koniunkturalista Stachura bał się określić ideowo".
Przyznam się, że powyższe opinie i krytyka, i dziennikarza budzą mój żywiołowy protest. Sens twórczości Edwarda Stachury - i w ogóle sens literatury - widzę w czymś innym, na pewno nie w jej potencjalnej funkcji interwencyjnej. Być może w swoich utworach Edward Stachura nie zaklął czasu, w którym żył, ale - bez wątpienia - zaklął nasze lęki, wypowiedział nadzieje, jakie żywimy niezależnie od czasu, w którym przyszło nam żyć. W dzień siedemdziesiątych urodzin Edwarda Stachury czytam: "I inni co pomarli i co zginą z nami: / Bracia, kamraci, kumple i kompani, / Spotka tam w raju nas się kupa luda! / Hej, od tupania zadudni niebieska tancbuda!" i słyszę dochodzący z góry wesoły rumor i harmider.
Janusz Drzewucki
© by "Twórczość" 2007
© by "Twórczość" 2007
Podobne
Film "Odkupienie" - artykuł o "Katyniu" Wajdy
Walerij Kuczin pisze: Zobaczymy sceny ukazujące współpracę radzieckich oficerów z dowództwem hitlerowskim w 1939 roku, zwycięski marsz po zdobytej bez walki Polsce, straszne dla...
Film ... Te wspaniałe bąbelki w tych pulsujących limfocytach
Film animowany w reżyserii Juliana Józefa Antonisza z 1973 roku.
Twórcy i Dzieła
Film "Toys"
Film dokumentalny w reżyserii Andrzeja Wolskiego z 2011 roku zrealizowany przez Instytut Adama...
Film "Przewodnik do Polaków"
Pięć filmów dokumentalnych o polskim rocku, modzie, zabawkach, himalaizmie i seksie w czasach PRL-u...
Film "Apel"
Film animowany w reżyserii Ryszarda Czekały z 1970 roku o rzeczywistości hitlerowskich obozów...









