Literatura
Maciej Wojtyszko "Żelazna konstrukcja"
Literatura
Do sali wchodzi Lasocka, dawna właścicielka posiadłości, która właśnie przyjechała z RPA, ponieważ udało się jej odzyskać dwór. Właściwie - jak się okazuje - sprawa nie jest jeszcze ostatecznie sądownie zatwierdzona, ale niegdysiejsza dziedziczka w towarzystwie Barbary (adwokata od rozwodów i przyjaciółki) oraz Anny (poetki zarabiającej na życie pośrednictwem w handlu nieruchomościami) chce zobaczyć dom swojego dzieciństwa. Okazuje się, że drzwi udało się otworzyć kluczem, który zachowała sprzed wojny. Pusta sala wygląda jednak jakoś inaczej, niż we wspomnieniach...
Nagle w drzwiach pojawia się inteligencka para - Paweł i Zofia. Ku powszechnemu zdziwieniu okazuje się, że to dwoje scenarzystów - przyjaciele Anny, których zna też Barbara (rozwodziła Pawła z poprzednią żoną). Mieli spędzić w okolicy urlop, ale ponieważ okazało się, że warunki tam fatalne, szukają telefonu, żeby wszystko odwołać. Barbara pożycza im telefon komórkowy, potem razem z Lasocką idą się przespacerować po okolicy. W czasie rozmowy telefonicznej okazuje się, że do Pawła i Zofii niespodziewanie przyjechali dwaj biznesmeni z Ameryki z nowiną, że para zdobyła pierwszą nagrodę w konkursie na scenariusz, który ma być zrealizowany. Radość przyćmiewa jednak obawa, że kontrahenci na widok ich ciasnego mieszkanka w warszawskim blokowisku, bardzo zaniżą cenę za scenariusz. Anna proponuje więc małą inscenizację - trzeba amerykańskich gości zaprosić tu, do dworku, na elegancką kolację. Jedzenie zamówi się z pobliskiej restauracyjki; o urządzenie pustego wnętrza można poprosić byłą żonę Pawła, która jest wziętą scenografką; Zofia tymczasem pojedzie po gości do Warszawy. Lasockiej nie trzeba o tym mówić, wieś też jest daleko, więc nikt się nie dowie. Dwa telefony, wtajemniczenie w spisek Barbary, która właśnie się pojawiła, i sprawa załatwiona. Gaszą światło i wychodzą.
W ciemności słychać, jak otwiera się klapa w podłodze, ktoś świeci latarką. Z piwnicy wychodzą wójt, Jadźka i jej narzeczony Janek. Okazuje się, że wójt postanowił wyprawić córce wesele w dworku, żeby było okazalsze od innych ślubów we wsi, kiedy to wynajętym mercedesem podjeżdża się do kościoła. Biorą krzyżak z podłogi, dostawiają drugi, na nich kładą jakieś wyciągnięte z piwnicy deski. Jadźka zaściela je białym obrusem. Na tę scenę wchodzi Anna, przekonana, że to pracownicy pobliskiej restauracji już rozkładają zamówione na kolację jedzenie. Nieporozumienie się wyjaśnia, ale sytuacja wygląda nie najlepiej. Wójt wymachując dubeltówką grozi, że bez sądowego nakazu ani Lasocka, ani jej znajomi nie mają prawa przebywać w budynku. Dziś wieczorem odbędzie się tu wesele jego córki. Na te pokrzykiwania wchodzi Paweł, co Anna sprytnie wykorzystuje, tytułując go senatorem i wymyślając na poczekaniu bajeczkę, że zaproszeni do dworku Amerykanie mają zamiar w Polsce inwestować duże pieniądze. Jeśli spotkanie odbędzie się tu, to z pewnością i gmina na tym zarobi. Udobruchany i podniecony wójt zgadza się przełożyć weselisko na późniejszą godzinę i nawet oferuje pomoc przy zapełnianiu stołu.
Pojawiają się właścicielka restauracji i scenografka z ciężarówką rekwizytów. Zaczyna się ustawianie i zapełnianie pustej sali: kanapa w kształcie Sfinksa, harfa, dubeltówka na ścianie, kolorowe obrusy, posrebrzane sztućce. Scenografka robi to sprawnie, bo już kilka razy urządzała ten dworek do różnych filmów, martwi się tylko, żeby nie zaczęło padać. Wójt przynosi rogi jelenie, które Paweł przybija koło strzelby. Wszyscy się uwijają, a przy okazji wychodzi na jaw, że Paweł po 1989 roku rzeczywiście raz kandydował na stanowisko senatora, ale skończyło się to całkowitą porażką i długami za druk ulotek wyborczych. Jadźka, która przez cały czas się nie odzywa, z zapałem pomaga paplającej bez przerwy scenografce. A Barbara szuka Lasockiej, bo starsza pani dokądś poszła, zostawiając enigmatyczną wiadomość, że "idzie szukać siebie". Po chwili dziedziczka się jednak pojawia i na widok rozgardiaszu w swoim domu, chwyta ze ściany dubeltówkę, każąc się wszystkim wynosić. W tym samym momencie niestety wchodzi Zofia z amerykańskimi gośćmi. W końcu Annie udaje się jakoś przekonać Lasocką, że to wszystko maskarada na użytek biznesmenów ze Stanów, co Zofia tłumaczy na angielski jako zwykłe rodzinne nieporozumienie.
Wójt tymczasem snuje przed przyszłym zięciem coraz ambitniejsze plany wyduszenia z Amerykanów pieniędzy już nie nową drogę, lecz autostradę. Próbuje przekonać do pomysłu gości, przy okazji - w przekonaniu, że nie znają słowa po polsku - gburowato się z nich naśmiewa. Zofia tłumaczy to jako niezobowiązującą pogawędkę o pogodzie, ale gdy biznesmeni zostają sami okazuje się, że to dwaj Żydzi, którzy wiele lat temu wyjechali z Polski. Jeden zna Lasocką z wojennej zsyłki w Tadżykistanie, drugiemu w oko wpadła energiczna Barbara. Obaj z nostalgią obserwują to pomieszanie chamstwa i gościnności, tradycji i postsocjalistycznych nawyków, bezradność i pomysłowość. Sami zresztą przyjechali tylko po to, żeby dyplomatycznie wyjaśnić Pawłowi i Zofii, że ani nagrody za konkurs, ani realizacji scenariusza nie będzie i nigdy nie planowano. Nieświadomy niczego wójt wyciąga ich do drugiego pokoju na wódkę.
Nagle zaczyna padać i okazuje się, że cały dach przecieka. Wszyscy wbiegają do sali balowej ratować sprzęty-rekwizyty, podstawiać wiadra. W tym ferworze jeden z biznesmenów nagle wykrzykuje coś po polsku. Wreszcie wszystko się wyjaśnia: i to, że nie będzie żadnej autostrady, i że za niezrealizowanie scenariusza Paweł i Zofią mogą najwyżej zażądać odszkodowania. A dach przecieka, bo - jak pokazuje scenografka przesuwając ręką ścianę, za którą jest gołe pole - w istocie cały dwór jest atrapą. Kiedyś przy kręceniu filmu pomylił się pirotechnik, potem kolejne ekipy filmowe przerabiały dom według swojego widzimisię. Nastrój ogólnego przygnębienia rozwiewa Lasocka, zapraszając wszystkich razem do stołu. Jadźka tymczasem woła z radością, że nadchodzą ze wsi nowi goście.
Maciej Wojtyszko Żelazna konstrukcjaRzecz rozgrywa się około 1995 roku w dawnej sali balowej w dworku - teraz zupełnie pustej. Otwiera się klapa w podłodze i jakaś ręka wyrzuca drewniany krzyżak. Z zewnątrz słychać głosy - ręka się cofa, zamyka klapę.
Komedia w dwóch aktach.
Obsada: 7 ról kobiecych, 5 ról męskich.
Miejsce akcji: sala balowa w dawnym dworku.
Druk: "Dialog" nr 3/1998.
Do sali wchodzi Lasocka, dawna właścicielka posiadłości, która właśnie przyjechała z RPA, ponieważ udało się jej odzyskać dwór. Właściwie - jak się okazuje - sprawa nie jest jeszcze ostatecznie sądownie zatwierdzona, ale niegdysiejsza dziedziczka w towarzystwie Barbary (adwokata od rozwodów i przyjaciółki) oraz Anny (poetki zarabiającej na życie pośrednictwem w handlu nieruchomościami) chce zobaczyć dom swojego dzieciństwa. Okazuje się, że drzwi udało się otworzyć kluczem, który zachowała sprzed wojny. Pusta sala wygląda jednak jakoś inaczej, niż we wspomnieniach...
Nagle w drzwiach pojawia się inteligencka para - Paweł i Zofia. Ku powszechnemu zdziwieniu okazuje się, że to dwoje scenarzystów - przyjaciele Anny, których zna też Barbara (rozwodziła Pawła z poprzednią żoną). Mieli spędzić w okolicy urlop, ale ponieważ okazało się, że warunki tam fatalne, szukają telefonu, żeby wszystko odwołać. Barbara pożycza im telefon komórkowy, potem razem z Lasocką idą się przespacerować po okolicy. W czasie rozmowy telefonicznej okazuje się, że do Pawła i Zofii niespodziewanie przyjechali dwaj biznesmeni z Ameryki z nowiną, że para zdobyła pierwszą nagrodę w konkursie na scenariusz, który ma być zrealizowany. Radość przyćmiewa jednak obawa, że kontrahenci na widok ich ciasnego mieszkanka w warszawskim blokowisku, bardzo zaniżą cenę za scenariusz. Anna proponuje więc małą inscenizację - trzeba amerykańskich gości zaprosić tu, do dworku, na elegancką kolację. Jedzenie zamówi się z pobliskiej restauracyjki; o urządzenie pustego wnętrza można poprosić byłą żonę Pawła, która jest wziętą scenografką; Zofia tymczasem pojedzie po gości do Warszawy. Lasockiej nie trzeba o tym mówić, wieś też jest daleko, więc nikt się nie dowie. Dwa telefony, wtajemniczenie w spisek Barbary, która właśnie się pojawiła, i sprawa załatwiona. Gaszą światło i wychodzą.
W ciemności słychać, jak otwiera się klapa w podłodze, ktoś świeci latarką. Z piwnicy wychodzą wójt, Jadźka i jej narzeczony Janek. Okazuje się, że wójt postanowił wyprawić córce wesele w dworku, żeby było okazalsze od innych ślubów we wsi, kiedy to wynajętym mercedesem podjeżdża się do kościoła. Biorą krzyżak z podłogi, dostawiają drugi, na nich kładą jakieś wyciągnięte z piwnicy deski. Jadźka zaściela je białym obrusem. Na tę scenę wchodzi Anna, przekonana, że to pracownicy pobliskiej restauracji już rozkładają zamówione na kolację jedzenie. Nieporozumienie się wyjaśnia, ale sytuacja wygląda nie najlepiej. Wójt wymachując dubeltówką grozi, że bez sądowego nakazu ani Lasocka, ani jej znajomi nie mają prawa przebywać w budynku. Dziś wieczorem odbędzie się tu wesele jego córki. Na te pokrzykiwania wchodzi Paweł, co Anna sprytnie wykorzystuje, tytułując go senatorem i wymyślając na poczekaniu bajeczkę, że zaproszeni do dworku Amerykanie mają zamiar w Polsce inwestować duże pieniądze. Jeśli spotkanie odbędzie się tu, to z pewnością i gmina na tym zarobi. Udobruchany i podniecony wójt zgadza się przełożyć weselisko na późniejszą godzinę i nawet oferuje pomoc przy zapełnianiu stołu.
Pojawiają się właścicielka restauracji i scenografka z ciężarówką rekwizytów. Zaczyna się ustawianie i zapełnianie pustej sali: kanapa w kształcie Sfinksa, harfa, dubeltówka na ścianie, kolorowe obrusy, posrebrzane sztućce. Scenografka robi to sprawnie, bo już kilka razy urządzała ten dworek do różnych filmów, martwi się tylko, żeby nie zaczęło padać. Wójt przynosi rogi jelenie, które Paweł przybija koło strzelby. Wszyscy się uwijają, a przy okazji wychodzi na jaw, że Paweł po 1989 roku rzeczywiście raz kandydował na stanowisko senatora, ale skończyło się to całkowitą porażką i długami za druk ulotek wyborczych. Jadźka, która przez cały czas się nie odzywa, z zapałem pomaga paplającej bez przerwy scenografce. A Barbara szuka Lasockiej, bo starsza pani dokądś poszła, zostawiając enigmatyczną wiadomość, że "idzie szukać siebie". Po chwili dziedziczka się jednak pojawia i na widok rozgardiaszu w swoim domu, chwyta ze ściany dubeltówkę, każąc się wszystkim wynosić. W tym samym momencie niestety wchodzi Zofia z amerykańskimi gośćmi. W końcu Annie udaje się jakoś przekonać Lasocką, że to wszystko maskarada na użytek biznesmenów ze Stanów, co Zofia tłumaczy na angielski jako zwykłe rodzinne nieporozumienie.
Wójt tymczasem snuje przed przyszłym zięciem coraz ambitniejsze plany wyduszenia z Amerykanów pieniędzy już nie nową drogę, lecz autostradę. Próbuje przekonać do pomysłu gości, przy okazji - w przekonaniu, że nie znają słowa po polsku - gburowato się z nich naśmiewa. Zofia tłumaczy to jako niezobowiązującą pogawędkę o pogodzie, ale gdy biznesmeni zostają sami okazuje się, że to dwaj Żydzi, którzy wiele lat temu wyjechali z Polski. Jeden zna Lasocką z wojennej zsyłki w Tadżykistanie, drugiemu w oko wpadła energiczna Barbara. Obaj z nostalgią obserwują to pomieszanie chamstwa i gościnności, tradycji i postsocjalistycznych nawyków, bezradność i pomysłowość. Sami zresztą przyjechali tylko po to, żeby dyplomatycznie wyjaśnić Pawłowi i Zofii, że ani nagrody za konkurs, ani realizacji scenariusza nie będzie i nigdy nie planowano. Nieświadomy niczego wójt wyciąga ich do drugiego pokoju na wódkę.
Nagle zaczyna padać i okazuje się, że cały dach przecieka. Wszyscy wbiegają do sali balowej ratować sprzęty-rekwizyty, podstawiać wiadra. W tym ferworze jeden z biznesmenów nagle wykrzykuje coś po polsku. Wreszcie wszystko się wyjaśnia: i to, że nie będzie żadnej autostrady, i że za niezrealizowanie scenariusza Paweł i Zofią mogą najwyżej zażądać odszkodowania. A dach przecieka, bo - jak pokazuje scenografka przesuwając ręką ścianę, za którą jest gołe pole - w istocie cały dwór jest atrapą. Kiedyś przy kręceniu filmu pomylił się pirotechnik, potem kolejne ekipy filmowe przerabiały dom według swojego widzimisię. Nastrój ogólnego przygnębienia rozwiewa Lasocka, zapraszając wszystkich razem do stołu. Jadźka tymczasem woła z radością, że nadchodzą ze wsi nowi goście.
Justyna Golińska "Dialog" Miesięcznik Poświęcony Dramaturgii Współczesnej styczeń 2002 |
Podobne
Teatr Peter Shaffer, "Amadeus"
Spektakl w reżyserii Zbigniewa Brzozy, premiera w Teatrze Studio w Warszawie 31 stycznia 2002 roku.
Teatr Stefan Chwin, "Hanemann"
Spektakl w reżyserii Izabeli Cywińskiej, premiera w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku 27 styczenia 2002.
Zobacz także
Film "Toys"
Film dokumentalny w reżyserii Andrzeja Wolskiego z 2011 roku zrealizowany przez Instytut Adama Mickiewicza w Warszawie w cyklu "Przewodnik do Polaków"...
Film "Przewodnik do Polaków"
Pięć filmów dokumentalnych o polskim rocku, modzie, zabawkach, himalaizmie i seksie w czasach PRL-u tworzy "Przewodnik do Polaków"...
Najczęściej czytane
- Teatr
Stanisław Wyspiański - Teatr
Sławomir Mrożek - Teatr
Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy) - Film
Andrzej Wajda - Teatr
Tadeusz Kantor






