Muzyka

Szkoła improwizacji

Muzyka
Michał Hajduk
Przedstawienie muzyki improwizowanej w Polsce jest zadaniem nieco karkołomnym, przynajmniej takie wrażenie sprawia to wyzwanie na początku.

Zdawałoby się, że wyodrębnienie kilku wątków polskiej sceny "free improv" (jak w skrócie określa się muzykę improwizowaną w języku angielskim) nie powinno przysporzyć większej trudności. Nie powinno, gdyby w kraju istniała taka scena, czy środowisko artystów, dla których mianownik muzyki improwizowanej mógłby stanowić istotny element wyróżniający.

Tekst ten daleki jest od poszukiwania za wszelką cenę unifikacji, części wspólnej, chodzi o możliwie racjonalne odniesienie do szeregu luźno, a czasem w ogóle nie powiązanych ze sobą sytuacji, które mogą być skojarzone z muzyką improwizowaną. Przed przedstawieniem polskich artystów z tego nurtu, niezbędne wydaje się zawężenie pola tego gatunku, który zaczął kształtować się już w latach 60., głównie w Europie Zachodniej, ale też nie bez wpływu tego, co działo się w muzyce kreatywnej w Stanach Zjednoczonych. Pod koniec lat 60. na - głównie brytyjskiej - scenie jazzowej pojawiają się takie postaci jak Evan Parker, John Stevens, Derek Bailey, Peter Kowald, Trevor Watts i wielu innych. Spontaniczne spotkania sceniczne tych artystów skrystalizowały już wcześniej zaznaczające się tendencje do poszukiwania muzyki, która leży gdzieś pomiędzy rozwijającą się wtedy muzyką współczesną, eksperymentalną, a kwitnącym również jazzem, czy free jazzem. Artyści w tym niezwykłym i intensywnym czasie nakreślają pierwsze kształty muzyki improwizowanej, której zasadniczym elementem stała się metoda w jakiej powstaje - zupełnie spontaniczna improwizacja. Idiom ten miał wartość samą w sobie i po raz pierwszy w historii został wyniesiony do rangi głównego elementu decydującego nie tylko o konstrukcji kompozycyjnej utworu, ale też stał się symbolem sonorystycznych poszukiwań muzyków i nowych technik instrumentalnych.

Zaznaczyć trzeba, że improwizacja sama w sobie, jak i instrumentalna sonorystyka, istniały już wcześniej, wykorzystywane właśnie w jazzie i wspomnianej muzyce współczesnej. Nie małe znaczenie dla kierunków, w jakich muzyka improwizowana zaczęła się rozwijać, miała też ówczesna muzyka elektroniczna, która miała już za sobą szereg pionierskich eksperymentów, rozwijały się studia muzyki elektronicznej, pojawił się też sprzęt, który pozwalał na tworzenie niemożliwych wcześniej dźwięków i brzmień, pozwalał pracować samodzielnie.

Na styku tych różnych światów rodzi się muzyka, która do dziś doczekała się wielu pokoleń twórców, wielu różnych estetyk, a co najważniejsze - wykształciła własny język i tradycję.

Warunki, w których powstawała w Europie muzyka improwizowana, funkcjonowały w pewnym zakresie też i w Polsce. Najważniejszą postacią polskiego jazzu tamtych lat był oczywiście Krzysztof Komeda, a zaraz po nim Tomasz Stańko, Zbigniew Zeifert, Jerzy Milian. Równie świetnie rozwijała się w tym okresie muzyka współczesna z Krzysztofem Pendereckim i Witoldem Lutosławskim na czele, kto wie jednak, czy kompozytorzy tacy jak Bogusław Schaeffer, Włodzimierz Kotoński, czy Eugeniusz Rudnik nie mają w naszym przypadku większego znaczenia. Między tymi dwoma światami następują pewne przenikania. Bardzo wyraźne było zainteresowanie Bogusława Schaeffera jazzem (w tym okresie u Schaeffera studiuje Jerzy Milian), Kotoński komponuje nawet na zespoły składające się z muzyków jazzowych. Najważniejsze z mojego punktu widzenia jest to, że w owym czasie w Polsce zauważyć można podobną atmosferę, która towarzyszyła wykluciu się muzyki improwizowanej w Europie Zachodniej. Powstają kompozycje, które mogą inspirować przyszłych improwizatorów, Kotońskiego Muzyka konkretna na jedno uderzenie, wczesne eksperymenty z taśmą Rudnika. Tomasz Stańko zapuszcza się w rejony coraz bardziej śmiałe. W jego muzyce prócz ewidentnie jazzowych elementów, pojawiają się swobodne improwizacje, abstrakcyjne plamy dźwiękowe, eksperymenty z brzmieniem. Tomasz Stańko podejmuje niebawem współpracę z guru free jazzu, absolutnym gigantem fortepianu Cecilem Tylorem, pracuje również z wieloma improwizatorami z zagranicy, z czego warto wymienić Globe Unity Orchestra Alexandra Schlippenbacha. W następnych latach Stańko współpracował także z Krzysztofem Pendereckim i Donem Cherrym. Jednym z ważniejszych zdobyczy tego okresu jest współpraca trębacza z fińskim perkusistą Edwardem Vesalą, z którym tworzy kwartet, pierwsza z serii płyt Balladyna daje początek eksploracjom w kierunku free jazzowej ballady. W tamtym okresie Stańko i Vesala byli inspiracją dla wielu muzyków z regionu morza bałtyckiego. W latach 80. Tomasz Stańko kontynuował swoją współpracę z Finem, wraz z Cecilem Tylorem uczestniczył w projektach orkiestrowych, prowadzi m.in. grupę COCX, oraz Freelectronic.

Niestety okres artystycznych rewolucji i energetycznej atmosfery rozmywa się już gdzieś w latach 80. (np: Stańko zatrzymuje się raczej w sferze jazzu, nie penetrując free w bardziej zaawansowanej formie), bardzo trudno wyróżnić polskich artystów z tego okresu, którzy wypracowaliby i rozwinęli osiągnięcia swoich poprzedników, których zaintrygowała energia free jazzowych ekstatycznych improwizacji, czy osiągnięcia muzyki elektronicznej tamtych lat.

Dopiero lata 90. w przynoszą w Polsce szereg aktywności, które nie tyle kontynuują wcześniejsze ścieżki, a raczej występują niejako z pozycji buntowniczej, z jednej strony wobec skostniałego i ugrzecznionego polskiego jazzu, a z drugiej przeciwko muzyce popularnej i rozrywkowej. Jednym z najważniejszych zjawisk tamtego okresu bezsprzecznie jest rodząca się grupa artystów skupionych wokół bydgoskiego klubu Mózg, a także rejony, które polskim słuchaczom zaczyna przybliżać oficyna wydawnicza OBUH. Z mniej skondensowanych ujawnień wyróżnić warto Ireneusza Sochę, który od połowy lat 80. realizuje szereg projektów z pogranicza rockowego eksperymentu z wpływami kultury żydowskiej. W podobnym okresie działa grupa Reportaż. Zespół nawiązuje w swej twórczości do estetyki rockowej awangardy, płytę Up the River wydaje legendarna Recommended Records, prowadzona przez Chrisa Cutlera. Reportaż istnieje do dziś pod postacią solowego projektu Andrzeja Karpińskiego (lider, założyciel zespołu).

W kontekście polskich akcentów w Recommended Rec nie może zabraknąć wspomnienia współpracy Zygmunta Krauze z Chrisem Cutlerem i Otomo Yoshihide (także: Lutz Glandien i Marie Goyette) w projekcie P 53, który był zrealizowany na zamówienie Frankfurt Jazz Festival. Dokonania grupy dokumentuje album wydany przez tą legendarną, także w Polsce, wytwórnię.

Mimo, że to w trójmieście w 1988 roku powstaje kojarzona z początkami yassu grupa Miłość, to właśnie w otoczeniu Mózgu tworzą się najciekawsze wydarzenia, które oscylują wokół muzyki improwizowanej. Oscylują, gdyż przywoływane przez artystów z tego kręgu terminy "muzyka improwizowana", czy "nowa muzyka improwizowana", odnoszą się w rzeczywistości do improwizacji w ramach formy, która miała o wiele więcej wspólnego za estetyką rocka i jazzu, niźli z opisaną na wstępie radykalną free improvised music. Niemniej poszukiwania Sławomira Janickiego, Jacka Majewskiego, Jerzego Mazzolla ocierają się o sonorystyczne poszukiwania, penetrację technik instrumentalnych wykraczających poza rockowo jazzową modłę. W tym czasie na koncertach w Mózgu pojawia się wiele ikon współczesnej muzyki eksperymentalnej i improwizowanej (Fred Frith, Evan Parker), co prawda są to od dawna znani klasycy, jednak w dość zubożonej koncertowo Polsce są to wydarzenia przyciągające słuchaczy z całego kraju. Miało to ogromne znaczenie dla polskiej publiczności, być może też dla części polskich muzyków, którzy często po raz pierwszy mieli do czynienia z artystami prezentującymi niespotykaną klarowność twórczej drogi i postaw. Gdyby jednak klub był tylko sprawnie działającym miejscem, nie warto by szczególnie go wyróżniać (w drugiej połowie lat 90. zaczynają do Polski przyjeżdżać coraz bardziej "awangardowi" artyści, którzy prócz znanych festiwali, występują i na tych mniej popularnych jak np. Audio Art (np. Kaffe Mathews, AMM!!!), świetna seria koncertowa rozkwita w Szczecinie, w klubie Pinokio, później w Teatrze Kana).

Mózg staje się przede wszystkim miejscem kojarzonym z postępową muzyką improwizacją w tle. Wspomniani Janicki, Majewski i Mazzoll tworzą szereg projektów. Najbardziej regularny MAZZOLL & ARYTHMIC PERFECTION, z czasem nabywają odmian z najbardziej radykalnym Arythmic Brain. Równolegle Janicki i Majewski podejmują współpracę z londyńskim gitarzystą Jonem Dobie powołując Pieces of Brain, trio oscylujące pomiędzy no wave rockiem i free jazzem. W tym składzie nagrywają dwie płyty, Car Crash Dady i w poszerzonym o Mazzolla Arythmic Visible Music - ten drugi zawiera nieco więcej free jazzowej energii i otwartości formy, momentami muzycy zatracają się w brzmieniowych i fakturalnych meandrach, wprost nawiązując do tradycji europejskiej muzyki improwizowanej. Mimo szczerych chęci nie można odnaleźć elementów radykalnej improwizacji w związanym z Mózgiem środowisku muzycznym trójmiasta. Często zalicza się oba ośrodki do nurtu określanego yassem, środowisko gdańskie zdecydowanie jednak odbiega estetycznie od projektów Janickiego i Majewskiego. Wspomniana wyżej grupa Miłość, być może wpłynęła energetycznie na środowisko bydgoskie, jednak w sferze muzycznej zamyka się zdecydowanie w rejonach jazzu. Późniejsze projekty tworzone przez lidera grupy Ryszarda Tymańskiego np. Trupy, czy Kury zaczynają romans z rockiem, czy nawet popem. Wśród gdańskich muzyków znajduje się jednak Mikołaj Trzaska, który w ostatnich latach zbliżył się do źródeł free jazz współpracując z skandynawskimi muzykami.

Wracając do Sławomira Janickiego i Jacka Majewskiego warto zauważyć inne projekty, w których brali udział. Janicki podjął współpracę ze Zdzisławem Piernikiem, wykonując w duecie program współczesnych kompozytorów polskich, także improwizując zupełnie otwarte formy. Koncerty duetu pozostawiały zawsze doskonałe wspomnienia wśród zebranej publiczności. Jacek Majewski zaraz na początku drugiego tysiąclecia podejmuje współpracę z grupą STUCKONCEILING, tworzoną wtedy przez Roberta Piotrowicza i Annę Zaradny. W tym zespole Majewski grał kilka lat z powodzeniem koncertując w kraju i za granicą.

Janicki i Majewski współpracowali również z wieloma muzykami, którzy odwiedzali klub Mózg, razem z Caroline Krabel zakładają pierwszy skład Pieces of Brain, grali z m.in. Peterem Kowaldem, Jonem Rose, Sainko Namtchylak.

Dochodząc do XXI wieku, musimy się ponownie cofnąć do lat 90. ubiegłego stulecia, gdyż na tym etapie niezbędne wydaje się wspomnienie i zaznaczenie działalności oficyny wydawniczej OBUH, którego założycielem i dowodzącym jest do dziś Wojciech Czern. Kilka słów na ten temat pozwoli nam poszukać aktywności muzycznych w rejonach dźwiękowego eksperymentu, który zawsze leżał w bezpośrednim sąsiedztwie muzyki improwizowanej, a co ważniejsze, przenikał się z nią dając doskonałe rezultaty. Od 1997 roku OBUH zajął się kanalizowaniem ruchów, które nastąpiły już w latach 80., Czern postanawia opublikować muzykę działających wtedy zespołów. Objawia się ciekawe i mało znane oblicze polskiej muzyki, która często w radykalny sposób kontestowała "mainstream". Pierwsze realizacje Obuh to rodzime Za Siódma Górą, Rong Wrong, a z zagranicy Francesco Lopez, czy IF. BWANA. W późniejszym czasie wydaje też płyty Spear, czy Genetic Transmission, które penetrowały rejony ambient i industrial. Z punktu widzenia muzyki improwizowanej i jej losów w Polsce, płyty takich wykonawców jak Rong Wrong mogły być dobrym punktem wyjścia dla muzyków, którzy stali się aktywni pod koniec lat 90. i na początku XXI w. Oczywiście nie sposób podkreślać walory improwizatorskie obuhowych artystów, zdecydowanie bardziej istotny jest ich eksperymemtatorski duch i bezkompromisowa postawa. Na szczególną uwagę zasługuje grupa Rong Wrong, albumy Epiphany i Historia Czahora, które w swych nagraniach posługują się poetyką noise, nagrań środowiskowych, elektronicznymi preparacjami. Ich muzyka mogła zapowiadać późniejsze dokonania polskich muzyków posługujących się komputerami.

Wydaje się, że próby w kierunku eksperymentowania z dźwiękiem przyniosą sukcesywny rozwój warsztatu, pojawiania się nowych muzyków reprezentujących zdecydowane artystyczne postawy, niemniej ani aktywność Mózgu, ani wspomniany Obuh nie wpłynęli na "wysyp" muzyków poszukujących w rejonach muzyki improwizowanej, czy eksperymentalnej. Koniec lat 90. nie przynosi krystalizacji i wykształcenia w Polsce improwizatorów w ścisłym, czy dokładniej w znaczeniu, które ten tekst próbował zawęzić na początku. Okres ten co prawda powoduje popularyzację terminu "muzyka improwizowana", który pojawia się przy okazji jazzu i rocka. Szczególnie środowiska bydgoskie chętnie posługują się tym terminem. Co najważniejsze jednak, polscy słuchacze zdążyli oswoić się i przyzwyczaić na koncertach do elementów swobodnej improwizacji, choć wydaje się, że nie byli jeszcze przygotowani na radykalne eksperymenty na tym polu.

Jaskółki zmian przynosi rok 2000 kiedy to do Polski na trasę koncertową przyjeżdza jeden z najważniejszych europejskich improwizatorów, brytyjski saksofonista John Butcher. Co najbardziej interesuje nas w tym zdarzeniu to fakt, że na koncerty ruszają z Butcherem mało znani muzycy ze Szczecina, saksofonistka Anna Zaradny i gitarzysta Robert Piotrowicz. Jak pokazała historia, miał się to okazać początek pierwszej w Polsce bodajże tak poważnej i poświęconej współczesnej muzyce improwizowanej aktywności. Anna Zaradny i Robert Piotrowicz prócz tego, że sami poszukują w tym okresie swojego miejsca w tradycji elektroakustycznej muzyki improwizowanej, organizują koncerty, a co najważniejsze powołują do życia wydawnictwo płytowe i podejmują się organizacji festiwalu. Wszystko to pod nazwą Musica Genera, która jest dziś niemal jedyną na takim poziomie, nieprzerwanie funkcjonującą inicjatywą, poświęconą muzyce improwizowanej w całym bogactwie jej współczesnego kolorytu. Anna Zaradny i Robert Piotrowicz zaczynają muzyczną współpracę w istniejącym od wczesnych lat 90. zespole STUCKONCEILING, który na przestrzeni lat ewoluował od hardcore noise do muzyki improwizowanej. Właśnie w momencie tych muzycznych transformacji do zespołu Piotrowicza dołącza Anna Zaradny i wspólnie odchodzą od rockowych improwizacji, aby w końcu zaprosić do współpracy perkusistę Jacka Majewskiego. W latach 2000 - 2002 ich trio gra szereg koncertów, występuje na festiwalach w kraju i zagranicą, także w USA. Niestety trio nie pozostawiło po sobie żadnych opublikowanych nagrań, tym większa to strata, że w 2006 roku w wyniku ciężkiej choroby zmarł Jacek Majewski.

W 2002 roku Musica Genera wydaje pierwsze płyty z udziałem m.in. Burkharda Stangla, Christoha Kurzmanna, Taku Sugimoto, Kyle Bruckmanna (w późniejszych latach także: Otomo Yoshihide, John Butcher, Axel Dorner, Thomas Lehn, Zbigniew Karkowski, Lionel Marchetti i inni.). W maju tego samego roku odbywa się pierwszy Musica Genera Festival, a występują na nim wyłącznie muzycy z rejonów ścisłej muzyki improwizowanej, tworzą podczas imprezy unikalne składy. Przyjeżdżają do Szczecina z całego świata, wielu z nich to niezwykle ważni dla gatunku artyści: Chris Burn, Rhodri Davies, Tony Buck, Giuseppe Ielasi. Od tego roku Szczecin staje się stolicą muzyki improwizowanej, festiwal zdobywa estymę, przyciąga publiczność z całego kraju, zauważony zostaje zagranicą. W kolejnych latach na festiwal przyjeżdżają niemal wszyscy artyści liczący się w światowej muzyce improwizowanej. Po pięciu latach Musica Genera Festival jest jednym z niewielu tak konsekwentnie rozwijanych projektów artystycznych w Polsce.

Pierwszą własną publikacją Anny Zaradny i Roberta Piotrowicza, a jest płyta Can't Illumination - nagrania w trio z Burkhardem Stanglem w zasłużonym dla muzyki improwizowanej, wiedeńskim Amman Studio. Nadzwyczaj dobrze przyjęty album doczekał się wielu - także w Polsce - komentarzy. Płytę wyróżnia nadzwyczajna spójność materiału, a także sfery brzmieniowej. Krytycy podkreślają subtelność, wyobraźnię, a przede wszystkim piękno płyty i kunszt muzyków. Trio zapoczątkowało swą działalność w 2003 roku, kontynuowaną w następnych latach. Zaradny i Piotrowicz współpracują równolegle z wieloma innymi muzykami. Piotrowicz podejmuje współpracę z doskonałym francuskim klarnecistą i "elektronikiem" Xavierem Charlesem. Na początku 2006 roku wytwórnia emd.pl/records wydaje zapis koncertu duetu z 2003 roku. Janusz Zieliński w serwisie internetowym emd.pl/wiki tak komentuje to nagranie:
"[...] płyta jako całość ma zdecydowanie swój indywidualny rys. Porusza się na przecięciu kilku stylistyk: wolnej improwizacji, industrialu i plądrofonii. Wszystko kończy dźwięk budzika, jednak i bez tego nikt z pewnością przy tej muzyce nie zaśnie."
Z innych kolaboracji Piotrowicza warto wspomnieć jego koncerty z innymi sławami światowej muzyki improwizowanej - Kevin Drumm, Jerome Noetinger.

Robert Piotrowicz w swej drodze improwizatora przeszedł klarowną transformację, rozwinął warsztat o zaawansowane instrumenty elektroniczne. Właśnie zwrot muzyka w stronę gęstej noiseowej estetyki sprawił, że podjął on współpracę m.in. z absolutnym mistrzem gatunku Zbigniewem Kartkowskim. Jak dotąd Robert Piotrowicz nagrał kilka solowych materiałów, a ostatni z nich wydany przez emd.pl/records album Rurokura and the final warn zawiera dojrzały, wyrafinowany pod względem formy i brzmienia noise. Płyta świetnie odebrana przez krytykę w Polsce i zagranicą stawia jej autora w dość ciekawym miejscu. Piotrowicz od początku swojej improwizatorsko-eksperymentatorskiej drogi współpracuje także z artystami wizualnymi, realizując projekty z pogranicza filmu, czy instalacji, komponował muzykę do spektakli teatralnych.

Podobnie rzecz się ma z Anną Zaradny, choć w swej pracy scenicznej znacznie częściej sięga jedynie po swój pierwotny akustyczny instrument, korzysta także z komputera. Artystka jest bodaj jedynym w Polsce muzykiem, który na saksofonie osiągnął tak wyraźny i odważny wachlarz technik i brzmień. W ciągu ostatnich lat występowała z wieloma muzykami z całego świata (Tony Buck, Cor Fuhler, Otomo Yoshihide, Zbigniew Karkowski). W jednej z relacji z Musica Genera Festival 2006, Wojtek Mszyca Jr pisze:
"Anna Zaradny, [...] bez wątpienia należy do najodważniejszych i najciekawszych rodzimych improwizatorów."
Sam koncert na którym występowała wraz ze wspomnianym T. Buckiem i C. Fuhlerem zaliczył do jednych z najlepszych wydarzeń w historii tego festiwalu. Anna Zaradny przy użyciu komputera pracuje również na polu muzyki elektronicznej. Laptop towarzyszy jej w scenicznych kolektywnych improwizacjach, ale także w jej solowych wystąpieniach. Podobnie jak Robert Piotrowicz, realizuje też projekty audio wizualne (np. TOJTOJ Zmartwychwstanie współtworzony razem z M. Kopaniszynem, M. Sałajewską i Piotrowiczem). Komponuje też muzykę do spektakli teatralnych.

Reasumując, zarówno działalność ściśle muzyczna jak i organizacyjno wydawnicza Anny Zaradny i Roberta Piotrowicza, ma doniosła wartość i stanowi szczególny wyjątek w skali kraju. Trzeba przyznać, że trudno przecenić ich obecność kontekście polskiej muzyki improwizowanej.

Po roku 2000 w Polsce pojawiają się muzycy, którzy zajmują się muzyką improwizowaną w pewnym wymiarze swej twórczości. Wydaje się być raczej inspiracją, bądź to metodą tworzenia na scenie formy lub dialogu między muzykami. Dotyczy to instrumentalistów w tradycyjnym znaczeniu, jak również twórców posługujących się wszelką elektroniką.

Można tu wyróżnić kilka tropów. Warszawa jest miejscem, gdzie funkcjonuje grono muzyków, których łączą wspólne projekty, lub częsta współpraca. Klarnecista i kompozytor Michał Górczyński zajmuje się prócz swej działalności na gruncie akademickiej muzyki współczesnej muzyką improwizowaną w duchu free jazzowej tradycji. Górczyński charakteryzuje się również zamiłowaniem do performance i spontanicznych działań na scenie. Jest członkiem kwartetu Kwardylium, który powołany został do wykonywania utworów muzyki współczesnej. Z jego działalności improwizacyjnej warto wymienić współpracę ze wspomnianym już wcześniej tubistą Zdzisławem Piernikiem. Prócz koncertów, także w ramach specjalnych projektów (np. koncert w 2004 roku ze Scanerem), muzycy nagrali w duecie płytę Energa One, która zawiera 8 improwizacji utrzymanych w aurze charakterystycznej dla free jazzu i wczesnego europejskiego improv. Za bardzo pozytywny uznać należy fakt współpracy Piernika z muzykiem młodszego pokolenia, niemniej sama zawartość muzyczna albumu nie olśniewa, choć poziom energetyczny i warsztatowy płyty zapewne znajdzie amatorów wśród miłośników Petera Kowalda, czy Petera Brotzmanna. Wydawcą Energa One jest Kariatyda, wytwórnia prowadzona przez Andrzeja Izdebskiego, który jest także gitarzystą i producentem. Izdebskiego należy również zaliczyć do grona muzyków zajmujących się improwizacją, współpracuje głównie z Górczyńskim, a także perkusistą Michałem Gosem. Razem tworzą Boys Band Trio, które gra muzykę z pogranicza jazzu, rocka z elementami improwizacji. Izdebski i Gos tworzą z kolei duet Sonus Akrobata, który ma o wiele bardziej sonorystyczne oblicze, niemniej warsztatowo i estetycznie pozostaje w estetyce wczesnej tradycji muzyki improwizowanej. Docenić należy starania muzyków w kierunku poszukiwań abstrakcyjnych środków wyrazu, niestety nie można odnieść się z podobnym entuzjazmem do rezultatów ich wspólnych dokonań. Muzyka duetu nie wyrasta poza przeciętną, projekt nie wyróżnia się charyzmą wizji, czy dogłębną penetracją technik instrumentalnych. Stanowić może jednak ciekawy przykład ascetycznie potraktowanego zestawu perkusyjnego, gdyż Michał Gos korzysta w tym duecie wyłącznie z werbla. Z porównania Boys Band Tro i Sonus Akrobata można wysnuć refleksję, że muzycy Ci ciekawiej prezentują się w konwencji rocka, czy jazzu, a elementy free w tym przypadku stanowią pewnego rodzaju ubarwienie formy.

W środowisku warszawskim w ostatnich latach można odnaleźć szereg zjawisk nawiązujących do osiągnięć współczesnej improwizacji. Wątek ten przewijał się w działaniach imprezy Galimadjazz, która skupiała stołeczną scenę muzyków alternatywnych spotykających się pod tym szyldem w poszukiwaniu nowych zdarzeń. W sumie duch improwizacji towarzyszący działaniom Djazzpory (późniejsza nazwa tej "sceny") ograniczał się do improwizacji melodycznej, czy w to ramach konwencji jazzu, free rocka, czy muzyki klezmerskiej.

O wiele większe ambicje w stronę abstrakcyjnej improwizacji przyświecały imprezom spod znaku plain.music, które odbywały się przez ok. dwa lata w Warszawie. Agencja plain.music zapraszała do Polski 2-3 muzyków improwizatorów z zagranicy (Le Quan Ninh, John Edwards, John Tilbury i inni), którzy grali serie koncertów z polskimi muzykami. Organizatorzy wybierali krajowych artystów z różnych środowisk muzycznych, próbując tym samym niejako zjednoczyć ich pod szyldem kolektywnych improwizacji. Efekty tych zderzeń miały różny efekt, zdecydowanie najlepiej wypadali muzycy, którzy wcześniej mieli doświadczenie improwizatorskie. Z czasem jednak nie można się było oprzeć wrażeniu, że więcej w tych działaniach było ambicji organizatorów niźli rzeczywistych potrzeb i aspiracji muzyków z Polski. Poza nielicznymi wyjątkami niewielu uczestników realizowało samodzielne projekty z rejonów muzyki improwizowanej, należy jednak podkreślić, że dla wielu, zwłaszcza akademickich instrumentalistów, było to spotkanie z innym światem muzycznym. Wśród artystów zapraszanych przez plain, a mających doświadczenie z improwizacją i eksperymentem wymienić należy: XV Parówek, czyli Bartka Kalinkę (choć muzykowi o wiele bliższe są rejony noise), Emitera, Arszyna (tu z kolei większe inklinacje post rockowe), DJ Lenara, Patryka Zakrockiego, Dagnę Sadkowską, a także wspomnianych już Górczyńskiego i Piernika. Muzycy ci konsekwentnie pracują i kroczą ścieżkami, które prowadzą często w różnych kierunkach, niemniej w swej twórczości poruszają się w mniejszym lub większym stopniu w rejonach muzyki improwizowanej.

Prócz wspomnianych muzyków z Warszawy pochodzi również perkusista Andrzej Załęski. Ten, znany również z kuratorowania wydarzeniom koncertowym w warszawskim CSW, muzyk jest jednym z niewielu polskich instrumentalistów, którzy bez kompleksów zapuszcza się w sonorystyczne rejony swojego instrumentu, ocierając się czasem o performance, czy działania para teatralne. Perkusja Andrzeja Załęskiego charakteryzuje się otwartością formy, energią i swobodnym traktowaniem wielu stylistyk. Grywał z improwizatorami, ostatnio z Eugene Chadbournem, wcześniej m.in: Tatsuya Yoshida, Joe Giardullo, Charles Hayward. Załęski grał także w zespołach Mitch&Mitch, Multicide i 3 Metry.

Kolejnym interesującym perkusistą improwizatorem jest mieszkający w Krakowie Tomek Chołoniewski, który prócz czysto akademickiej aktywności, założył grupę artystyczną Improvisers Ansamble, która to penetruje rejony muzyki współczesnej i improwizowanej. Na tym gruncie współpracuje także z innymi krakowskimi muzykami, regularnie organizuje koncerty, niestety głównie w Krakowie, co sprawia, że twórczość tych artystów nie wychodzi zbyt często poza mury miasta. Muzycy zgromadzeni wokół Improvisers Ansamble parają się improwizacją w dość tradycyjnym wymiarze, w swym kolorycie zabarwioną akademicką muzyką współczesną. Wielu uczestników grupy równolegle uprawia inne gatunki muzyczne (muzyka klasyczna, jazz, rock), co sprawia, że w powstających projektach przecina się szereg różnych wpływów. W koncepcji projektu na pierwszy plan wysuwa się nacisk na sceniczne spotkanie, interakcję między intrumentalistami. Ciekawym kierunkiem poszukiwań IA wydają się projekty łączące muzykę z tańcem, które włączają improwizację także do choreografii.

Z południa kraju przenosimy się ponownie na północ, do Trójmiasta, gdzie obok sceny po yassowej, działają Marcin Dymiter (Emiter) i Krzysztof Topolski (Arszyn), wywodzący się z rockowej sceny alternatywnej. Dymiter, gitarzysta znany wcześniej z zespołów Ewa Braun, Mordy, czy postrokowej Mapy przybrał z czasem pseudonim Emiter. Swoją eksperymentalną działalność rozpoczął od nagrywania solowych albumów (często z zaproszonymi gośćmi), które charakteryzuje znacząco poetyka loopu i kolażu zestawioną z atmosferyczną rockową gitarą. Z czasem w swej twórczości kładzie coraz większy nacisk na poszukiwania dźwiękowe i improwizację.

Wraz z perkusistą i muzykiem elektronicznym, Arszynem (wcześniej zespoły Kobiety, Ludzie itd.) powołują projekt Emiszyn, który ma stać się wypadkową ich wspólnych poszukiwań. Emiszyn wykorzystuje elementy improwizacji, głównie w procesie manipulowania przygotowanym wcześniej materiałem dźwiękowym. W 2005 Emiter i Arszyn publikują pierwszą płytę, na którą składa się mieszanka postrocka, clickowej elektroniki, ambientu. Dość zróżnicowany materiał, w którym przeważa rockowa dynamika i elektroniczny prepar. W bardzo niewielkim stopniu odczuwalne są na albumie elementy wolnej improwizacji. Nieco inaczej brzmi druga płyta duetu pt. 07.05.05, wydana również w 2005, która jest zapisem koncertu z festiwalu ALT F4. Krążek w odróżnieniu od debiutu jest o wiele bliższy duchowi współczesnej elektroakustycznej improwizacji. Krytyka podkreśla "programowy" prymitywizm, ale także konsekwencję i autentyzm duetu. Emiter i Arszyn mają też doświadczenie w spotkaniach z innymi improwizatorami, głównie w ramach działań wspomnianego wcześniej plain.music. Arszyn, podobnie jak Emiter, pracuje też solo, w tym obliczu jest nieco bardziej abstrakcyjny. Wczesne działania artysty miały charakter komputerowej elektroniki z elementami industrialu i echami muzyki współczesnej. W ostatnim okresie Topolski zdaje się zwracać także w stronę swojego akustycznego instrumentu – perkusji, czego owocem jest nagrana przez niego EP na perkusje solo.

Z przeglądu wcześniej wymienionych artystów wynika, że w polskiej muzyce improwizowanej najczęściej "objawiają" się perkusiści, ich listę zamyka Tomasz Krakowiak, perkusista pochodzący z Tarnowa, od kilku lat mieszkający w Toronto. Krakowiak jest bardzo zaawansowanym improwizatorem i instrumentalistą, który perkusję wykorzystuje niemal wyłącznie w charakterze abstrakcyjnego źródła dźwięku. W swej pracy poszukiwania nowych dźwięków w obrębie akustycznego instrumentu, odkrył dla siebie - z całego zestawu perkusyjnego - bęben basowy, którego membranę traktuje jako rezonujący stół akustyczny. Współpracował z wieloma światowej sławy improwizatorami (m.in. John Buther, Kaffe Matthews, Le Quan Ninh, John Oswald). Nagrał kilka płyt, najważniejsze z nich to duety z jego najczęstszym partnerem, turntablistą, Mike Hansenem: Sticks & Stones i Relay. Ten ostatni składa się z czterech utworów balansujących czasem na pograniczy ciszy, wypełniony jest misterną improwizacją. Jedną z ciekawszych realizacji wydawniczych Krakowiaka jest płyta Equation, nagrana w trio z Johnem Butcherem i Hansenem. Ten album to bardzo spójna, wielopłaszczyznowa improwizacja, z wyraźnym elektroakustycznym szlifem. Wysmakowana i wyważona, zagrana precyzyjnie i z wyobraźnią. Płyta ta została świetnie odebrana przez krytykę i słuchaczy. Krakowiak współpracuje też z muzykami z Polski, w 2002 roku nagrał materiał ze wspomnianym już wcześniej, dembickim rockowo-improwizowanym perkusistą Ireneuszem Sochą. Album Kitis wydają sami artyści jako koprodukcję Dobosz Records (wytwórnia Krakowiaka) i Dembitzer Music (Socha). W ostatnich latach Tomasz Krakowiak podejmuje również elektroniczne eksperymenty realizując je pod szyldem kathode i nearField.

Kończąc katalog polskich muzyków związanych z improwizacją, warto zwrócić uwagę na artystów dźwiękowych, którzy swoje poszukiwania soniczne zaczęli nie od tradycyjnych instrumentów, lecz od urządzeń elektronicznych. Wśród nich wyłaniają się dwa zespoły: EA i Neurobot - ich członkowie po zakończeniu działalności kontynuowali pracę w innych projektach. EA tworzona była przez Viona (Artur Jaworski) i Mema (Kamil Antosiewicz) i Patryka Zakrockiego. Grupa poruszała się głównie w rejonach ambient i nagrań środowiskowych. Podobnie funkcjonowała noisowa grupa Neurobot, która zwłaszcza na koncertach posługiwała się improwizacją do organizacji materiału dźwiękowego. Korzystając z różnych urządzeń elektronicznych, z dźwięków generowanych przez oprogramowanie, nagrań środowiskowych, preparów plądrofonicznych, muzycy tworzyli swoje płyty i koncertowali. EA i Neurobot pozostawili po sobie interesującą, wartą uwagi dyskografię. Po rozpadzie obu grup ich członkowie działają głównie solo. Byli "neurobotowcy" Dominik Kowalczyk (Wolfram) i Jacek Staniszewski (Facial Index) współpracują też z improwizatorami (Ignaz Schick, Anna Zaradny, Robert Piotrowicz). Z czasem z całej grupy muzyków aktywny pozostał Kowalczyk (w 2005 roku wydaje kolejny solowy album, bardzo dojrzały Thinking Dust), rozszerzając pole swojej pracy także na kooperacje z grupami teatralnymi. Muzycy z tego kręgu podejmowali się też organizacji festiwali i wydawania muzyki, Salvia prowadzona przez Mema i Viona zorganizowała 3 edycje festiwalu ALT F4 (festiwal muzyki elektronicznej, wystąpili na nim m.in.: Fenesz, Pita, COH, Eberhard Elers, Tujiko Noriko), a Staniszewski i Kowalczyk prowadzą nieco uśpiony obecnie cdr’owy label Polycephal.

O wszystkich przedstawionych powyżej artystach można wypowiadać się w kontekście współczesnej muzyki improwizowanej. W obecnej polskiej rzeczywistości muzycznej nie da się mówić o bogactwie improwizatorów, o prawdziwej scenie, współpracujących ze sobą środowiskach. Wypada zadać pytanie, co takiego stało się w naszym kraju, że mimo początkowo podobnego muzycznego gruntu nie ma w Polsce takiej tradycji muzyki improwizowanej, jak w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii. Przecież w latach 60. i 70. także tu działali artyści muzycy, podobni do tych, którzy zagranicą dali zaczyn, z którego wyłoniła się abstrakcyjna nowa improwizacja, która w następnych latach bujnie się rozwijając zagarniała dla siebie wciąż nowe pola, muzykę elektroakustyczną, konkretną, aż wreszcie opanowała też wirtualne instrumenty. Brak pewnej ciągłości, rozwoju, bezkompromisowych postaw sprawił, że w latach 80. duch poprzedniej dekady rozproszył się nie przynosząc nowych zjawisk. Postawy buntownicze lat 90. powodują rozwój alternatywnych form improwizowanego rocka i jazzu, z drugiej strony kiełkują projekty z pogranicza industrial, noise i elektroakustyki. Znów jednak artyści, którzy przecierają szlaki nie pociągają za sobą kolejnych młodszych muzyków, którzy szliby dalej, poszukując nowych form wyrazu. Wydaje się, że obecny obraz polskiej muzyki improwizowanej jest pochodną determinacji i uporu pojedynczych indywidualności, które z braku inspiracji w swym najbliższym środowisku zwracają się w stronę muzyki spoza polskiej tradycji. Z drugiej strony, być może pewna pustka zionie w miejscu, gdzie zwykle tworzy się coś w rodzaju pozytywnej atmosfery, ferment, który katalizuje energię. Taki "wiatr w plecy" towarzyszył początkom yassu i sceny Bydgoskiej, tyle że publiczności przy tej muzyce udawało się bez trudu pokiwać nogą do taktu, czy zanucić temat przewodni. Muzyka improwizowana ze swej natury jest niezwykle trudnym gatunkiem, wymaga wielu z nią doświadczeń, nie tylko po przez samą znajomość wydawnictw, ale przede wszystkich po przez uczestnictwo w koncertach. Polska publiczność przez ostatnich 20 lat nie miała zbyt wielu okazji koncertowych z gatunku wyrafinowanego free improv. Wystarczy uświadomić sobie, że najbardziej wyspecjalizowany pod tym względem festiwal Musica Genera, miał dopiero pięć odsłon (podobne w Austrii, czy Francji odbywają się od ponad 20 lat).

Nie bez znaczenia nie tylko dla muzyki improwizowanej, ale wszelkich odważnych postaw muzycznych jest fakt, że Polska muzyka jest wciąż obciążona kompleksem muzyki popularnej. Dosięga to również sceny alternatywnej, która flirtuje z popem, muzyką konwencjonalną, brakuje charyzmatycznych wyrazistych artystów. W jakimś wymiarze przekłada się to także na gatunki bardziej eksperymentalne. Drugą przeszkodą jest rzeczywiście dość słaba wiedza i doświadczenie polskiej publiczności, która podczas bardziej wymagających koncertów - poza grupą bardzo zaawansowanych i doświadczonych słuchaczy - chyba jest jeszcze raczej zdezorientowana.

Tekst ten nie miał ambicji wyczerpania tematu, tym bardziej jego zamknięcia. Wszyscy wymienieni w nim artyści przywołani zostali w określonych kontekstach muzyki improwizowanej.

Większość encyklopedycznych informacji w tym tekście pochodzi z publikacji prasowych, stron i portali internetowych.
Michał Hajduk
 


Podobne

Muzyka FRYDERYK CHOPIN, PIEŚNI I PIOSNKI OP. 74

Fryderyk Chopin: Pieśni i piosnki op. 74. "Życzenie", "Wiosna", "Smutna rzeka", "Hulanka", "Gdzie...

Zobacz także

Film "Decrescendo"

Film dokumentalny w reżyserii Marty Minorowicz z 2011 roku. Dokument Marty Minorowicz poświęcony jest przemijaniu, a precyzyjniej - ostatniemu etpowi ludzkiego życia...

Sztuki wizualne Tomasz Wiech

Fotograf. Urodził się w 1979 roku. Mieszka w Krakowie.

Odnośniki do innych działów bazy wiedzy