Tadeusz Słobodzianek, "Nasza klasa"
Nasza klasa - historia dziesięciu uczniów z jednej klasy - Polaków i Żydów - opowiedziana od roku 1925 aż po współczesność. Koleżanki i koledzy wspólnie bawią się i śpiewają. Wraz z nadejściem dorosłości zgodne zabawy się kończą. Wybucha wojna, do miasteczka wkracza najpierw radzieckie, a potem niemieckie wojsko. Antysemityzm wybucha w serii gwałtów, morderstw, tortur i kulminuje w masowym pogromie. Niemal wszyscy miejscowi Żydzi giną spaleni w stodole albo zamordowani na rynku. Nielicznym udaje się cudem przeżyć. Przemoc nie ustępuje wraz z zakończeniem wojny. Zaczyna się rozliczanie przeszłości, której tak naprawdę rozliczyć się nie da. "Nasza klasa" to wstrząsająca opowieść o skomplikowanych relacjach polsko-żydowskich w XX wieku, o zbiorowej winie, o prawdzie, która okazuje się nikomu niepotrzebna, oraz o historii, której nie da się osądzić, odtworzyć ani nawet wytłumaczyć.
Źródło: Nota wydawcy - terytoria.com.pl
Tadeusz Słobodzianek za "Naszą klasę" otrzymał Nagrodę Literacką "Nike 2010".
Dramat Tadeusza Słobodzianka to drugi (po Pingpongiście Józefa Hena) utwór literacki podejmujący temat mordu w Jedwabnem. Bohaterami są polscy i żydowscy uczniowie przedwojennej szkoły w małym miasteczku. Kolejne "lekcje" pozwalają poznać ich dramatyczne losy aż po współczesność - rosnącą niechęć, bestialski mord, pragnienie odwetu. Wspólnota uczniów rozpada się, ale też trwa związana złą pamięcią. Utwór nawiązuje do słynnego przedstawienia Tadeusza Kantora, ale wymowa dramatu jest wobec Kantora polemiczna. W "Umarłej klasie" powracające w sennych koszmarach "upiory kolegów, ofiar Zagłady, są sygnałem bezpowrotnej straty. U Słobodzianka odwrotnie - to są upiory, których najchętniej chcielibyśmy się pozbyć. Utrata byłaby błogosławieństwem, które zostało nam odmówione" - napisał o dramacie laureata Nagrody Nike 2010 Leonard Neuger, wybitny historyk literatury i tłumacz (z materiałów prasowych organizatorów Nagrody Literackiej Nike - 3.10.2010).
- Tadeusz Słobodzianek
"Nasza klasa. Historia w XIV lekcjach"
Seria: Dramaty do Czytania
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2009
140 x 225, 112 ss., miękka oprawa
ISBN: 978-83-7453-956-2
terytoria.com.pl
"Gazeta Wyborcza" prezentuje książki nominowane do nagrody "Nike 2010":
Dramat Tadeusza Słobodzianka to jeden z pierwszych utworów nawiązujących do zbrodni w Jedwabnem.
Większość szczegółów autor zaczerpnął z książek historyków i dziennikarzy (m.in. Jana T. Grossa i Anny Bikont), ale autentyczny materiał podległ daleko idącemu przekształceniu. Słobodzianek w 14 scenach-lekcjach opowiada dzieje Polaków i Żydów, przed wojną uczniów jednej klasy szkolnej w miasteczku przypominającym Jedwabne - od tamtego czasu po współczesność.
Wszystko zaczyna się w latach 30. Umiera marszałek Piłsudski, na pokojowej - wydawałoby się - koegzystencji uczniów cieniem kładzie się atmosfera antysemickich uprzedzeń. Po wybuchu wojny do miasteczka wkraczają najpierw Armia Czerwona, a potem Niemcy. Rozpiętość postaw jest ogromna - Polacy tworzą organizację podziemną, ale też kolaborują - zarówno z NKWD, jak i z Niemcami. Żydzi z ulgą witają Rosjan. Gdy wkraczają Niemcy, większość Żydów zostaje bestialsko zamordowana. W mordach, gwałtach, torturach i rabunkach biorą udział koledzy z klasy, tylko nieliczni Żydom pomagają. Po zakończeniu wojny niektórzy z ocalałych z masakry zasilają aparat Służby Bezpieczeństwa, zyskują możliwość zemsty na dawnych oprawcach. W końcu większość bohaterów usiłuje ułożyć się jakoś z rzeczywistością - ludowej Polski, Izraela i Ameryki.
Ironiczny tytuł sztuki odnosi się do wspólnoty - na początku kruchej, ale realnej wspólnoty - która potem nieodwracalnie się rozpada, zamieniając się we wspólnotę złej pamięci. Z zaklętego kręgu krzywd i resentymentów nie ma wyjścia. Zbrodnia nikomu nie pozwala pozostać niewinnym.
Sztuka Słobodzianka zaczyna się od wyliczenia dramatis personae, wraz z wymownymi datami narodzin i śmierci. Bohaterowie od początku są duchami, upiorami albo - jak kto woli - trupami. Ich język - potoczny, naiwny i brutalny - zostaje spleciony z językiem popularnych wierszyków i piosenek dla dzieci, co wywołuje osobliwy efekt obcości. Podejmując archetypy dramatu romantycznego, nawiązując polemicznie do Umarłej klasy Tadeusza Kantora, Słobodzianek opowiada o duchach, które nie dają się ukoić ani przebłagać.
Rozmowa z Tadeuszem Słobodziankiem:
Juliusz Kurkiewicz: Ta historia została już dokładnie opisana przez historyków i dziennikarzy. Po co nam jeszcze literatura, dramat?
Tadeusz Słobodzianek: Zapomniał pan dodać, że i przez prokuratorów. Mówiąc jednak serio, literatura, a zwłaszcza teatr, stawia sobie inne cele niż poszukiwanie historycznej czy kryminalnej prawdy. W Naszej klasie słowo "jedwabny" pada jedynie w kontekście szalika, który nosi niemiecki amtskomendant i potem jeden z bohaterów, który go naśladuje, nie tylko pod względem mody. Nie zajmuję się wydarzeniami historycznymi, chociaż obficie czerpię z rozmaitych źródeł sądowych, dziennikarskich czy naukowych. Raczej próbuję zadać pytanie: dlaczego to, co się wydarzyło w lecie 1941 roku, nie tylko w Jedwabnem czy Radziłowie, lecz także w rozmaitych wariantach w dziesiątkach miasteczek polskich, tak mnie takdręczy? I tym swoim napięciem na ten temat chcę się podzielić z czytelnikiem czy widzem.
JK: W pana dramacie po obu stronach - polskiej i żydowskiej - mamy do czynienia z bohaterstwem i podłością. Są Polacy - antysemici i mordercy - ale jest też Żyd - szukający zemsty ubek. Starał się pan ważyć historyczne racje, napisać utwór politycznie poprawny?
- Nie traktuję utworu dramatycznego jak przepisu kuchennego. Nie ma być smacznie. Moim zamiarem nie był obiektywizm czy publicystyczne zadowalanie kogokolwiek. Próbuję dociec mechanizmu tragedii dotykającego ludzi, którzy w pewnym miejscu i czasie znaleźli się w szczególnym splocie, jak pisze Neuger, rozmaitych relacji społecznych i psychologicznych, historii, ideologii i religii. I próbuję pytać o ludzką kondycję w tym splocie, który doprowadził do zbrodni, zemsty i cierpienia. Zemsta za bliskich, "oko za oko, ręka za rękę", nie tłumaczy wszystkiego, co Menachem wyprawia jako ubek. Cała ta jego mokra robota, którą wykonuje, skrzywdzenie kobiety, która go ocaliła, rosnąca w nim nienawiść do samego siebie nie tłumaczy jego strachu, wypalenia, poczucia winy. Podobnie jak antysemityzm innych bohaterów - obojętnie, czy w wariancie religijnym, czy rasowym - nie tłumaczy ani gwałtu, ani spalenia ludzi żywcem, ani szlachtowania ich. I chęć zachapania rzeczy ofiar też nie wystarczy. Dla prokuratora - tak. Dla sędziego - też. Ale oni operują wąskim polem wyrokowania. Pisarz natomiast - nie. Pisarz musi pytać, dlaczego tak się stało. Dlaczego do tego doszło? Kto zawinił? Ale nie jest moją rolą odpowiadać na te pytania. Moją rolą jest je postawić.
JK: Wierzy pan w suwerenność decyzji moralnych człowieka czy raczej w to, że człowiek pada ofiarą tego splotu czynników historycznych, społecznych, psychologicznych?
- Jedno bez drugiego nie istnieje. Wybór jest związany z koniecznością, przeznaczenie z wolnością. W tej sprzeczności jest tajemnica istnienia. W teatrze to jest szczególnie widoczne, bo teatr powstał właściwie po to, żeby móc nieustannie rozmawiać o tym, co jest wolnością, a co przeznaczeniem. Aktor robi krok na scenie i to jest ta suwerenność decyzji. Ale wystarczy, że zapytamy: Po co to robi? Skąd idzie? Dokąd zmierza? I już pojawia się jakaś determinacja, na którą musimy sobie odpowiedzieć. W tym sensie Nasza klasa zadaje pytania o wolność i przeznaczenie, na które każdy z widzów, utożsamiając się w pewien sposób z każdym z bohaterów, musi sobie odpowiedzieć czy też odczuć, co by zrobił, będąc na jego miejscu. Ja mu w tym nie mam zamiaru pomagać. Wręcz przeciwnie - robię wszystko, żeby tę odpowiedź jak najbardziej utrudnić i skomplikować.
JK: Czytając pana dramat, myślałem chwilami o bohaterze powieści Jonathana Littella Łaskawe, który mówi: "Jestem winny, wy nie jesteście, to świetnie. Ale przecież musicie umieć powiedzieć sobie, że na moim miejscu robilibyście to samo".
- W przeciwieństwie do Littella nie wierzę w łaskawość erynii. I jeżeli myślę o sumieniu, które one mają reprezentować, to od razu pojawia się pytanie: O jakie sumienie chodzi? Chrześcijanina? Ortodoksyjnego Żyda? Marksisty? Gnostyka? Ateisty? W gruncie rzeczy z sumieniem jest jak z punktem widzenia: zależy od punktu siedzenia. I interesu, który chcemy ubić z Bogiem albo ze społeczeństwem. Co znaczy czyste sumienie? Ilu było morderców w XX w., którzy mieli czyste sumienie? Jakie sumienia mieli Stroop albo Błochin? Ile przelano krwi w imię czystego sumienia?
Nie wierzę w czyste sumienie. Wierzę w ból, cierpienie, mozolne budowanie samowiedzy. W dramat, architekturę, medycynę. Nie w ideologie, które chcą dać nam broń do upokarzania i wykluczania innych.
JK: Gdzie zaczyna się ta historia, którą znamy pod nazwą Jedwabne?
- Nie wiem, gdzie się zaczyna. Wiem, gdzie się nie kończy.
Autor: Juliusz Kurkiewicz - wyborcza.pl, 6 czerwca 2010
Podobne
Literatura Janusz Tazbir
Historyk, badacz dziejów kultury staropolskiej oraz reformacji i kontrreformacji w Polsce. Urodził...
Literatura Maria Nurowska
Maria Nurowska ur. w 1944 we wsi Okółek w Suwalskiem; ukończyła filologię polską i słowiańską na...
Zobacz także
Film "Toys"
Film dokumentalny w reżyserii Andrzeja Wolskiego z 2011 roku zrealizowany przez Instytut Adama Mickiewicza w Warszawie w cyklu "Przewodnik do Polaków"...
Film "Przewodnik do Polaków"
Pięć filmów dokumentalnych o polskim rocku, modzie, zabawkach, himalaizmie i seksie w czasach PRL-u tworzy "Przewodnik do Polaków"...







