Literatura

Ryszard Krynicki - sylwetka twórcza

Literatura
Krystyna Dąbrowska
Ryszard Krynicki, fot. Elżbieta Lempp
Ryszard Krynicki, fot. Elżbieta Lempp

W 2009 roku ukazały się w Wydawnictwie a5 "Wiersze wybrane" Ryszarda Krynickiego - prezent od żony poety na jego 66. urodziny. Ten zbiór pozwala przyjrzeć się, jak ewoluowała twórczość Krynickiego od debiutanckiego tomu "Akt urodzenia" (1969) po ostatnią, jak na razie, jego książkę poetycką "Kamień, szron" (2004).

Ryszard Krynicki
, obok Stanisława Barańczaka, Adama Zagajewskiego, Juliana Kornhausera czy Ewy Lipskiej, zaliczany jest do czołowych poetów pokolenia 1968, zwanego Nową Falą. Zapytany w jednym z wywiadów, czy rzeczywiście wydarzenia 1968 roku były dla niego i jego rówieśników doświadczeniem kształtującym, powiedział:

"Tak, na pewno. Solidaryzowałem się z protestami studentów, oburzała mnie rozpętana przez władze nagonka antysemicka i antyinteligencka, głęboko też przeżyłem wkroczenie wojsk Paktu Warszawskiego do Czechosłowacji. Szukałem nowego języka, żeby dać temu wyraz w poezji. Tak się złożyło, że na krótko przed Marcem 1968 skończyłem pisać dosyć znany kiedyś mój wiersz 'Nasz specjalny wysłannik'. Od Marca 1968 wiedziałem już jednak, że nie wystarczy samo demaskowanie języka totalitarnej propagandy, że trzeba wprost wyrazić swój sprzeciw. ("Wywiad z wybitnym poetą polskim Ryszardem Krynickim, który obchodzi 60. urodziny", rozmawiał Dariusz Suska, "Gazeta Wyborcza", 29.06.2003)

U początków tej poezji jest zatem - chociaż nie tylko - bunt przeciwko opresyjnej rzeczywistości społecznej i politycznej; postulat etycznej odpowiedzialności; wiara w to, że wiersz może i musi mierzyć się ze współczesnością - w tym wypadku z Polską przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych; nieufność wobec komunistycznej nowomowy; przekonanie, że świadomość realizuje się w języku. Ryszard Krynicki i jego rówieśnicy, szczególnie Stanisław Barańczak, przeciwstawiali się oderwanej od życia, przeładowanej metaforami poezji powstającej w kręgu Orientacji Poetyckiej "Hybrydy", która w latach sześćdziesiątych święciła triumfy.

"Poeci Nowej Fali chcieli zmian, odnowienia społeczeństwa, nowego porządku wartości. W tym pragnieniu przypominali - może nieświadomie - swoich rówieśników z Ameryki i zachodniej Europy, którym roiła się cywilizacja bez wojen i hipokryzji. Nowofalowcy marzyli o elementarnej wiarygodności języka, podstawowych prawach jednostki oraz twórczości łączącej w sobie prawdę zwykłego życia w ówczesnej Polsce z niebanalnym artyzmem." (Przemysław Czapliński, Piotr Śliwiński, "Literatura polska 1976-1998. Przewodnik po prozie i poezji", 1999)

Powyższa charakterystyka pasuje do wczesnej poezji Ryszarda Krynickiego, jednak nie wyczerpuje jej złożoności. Debiutancką książkę "Akt urodzenia" (do której autor włączył arkusz poetycki "Pęd pogoni, pęd ucieczki" z 1968 roku) otwiera cytat z "Podróży do piekieł" Bolesława Micińskiego:

"podróż może być poszukiwaniem samego siebie, może być ucieczką przed sobą, może mieć charakter pokuty i kary".

To motto zapowiada wiersze, w których pierwszorzędną rolę będzie grać introspekcja i dążenie do samopoznania; wiersze, które, przy całym ich nasyceniu realiami PRL-u, unikają plakatowości, otwierając się na wymiar egzystencjalny. Ważny dla całej twórczości Krynickiego motyw podróży odsyła zarówno do przemieszczania się w dosłownym sensie (ucieczka i pogoń; oniryczne błądzenie po mieście, najczęściej wrogim, osaczającym; jazda pociągiem; przekraczanie granic związane z kontrolą i przeszukiwaniem rzeczy), jak i do wędrówki duchowej, pomagającej przezwyciężyć bezbronność. Owej duchowej wędrówce towarzyszy niepewność, aura zagrożenia - podobnie jak zagrożony i obnażony czuje się podróżnik, któremu celnik przetrząsa walizkę (na przykład w wierszu "Otwarcie" z tomu "Organizm zbiorowy"). Znamienny jest tutaj wiersz +++ ["nagle nagi, obudziłem się"] z arkusza "Pęd pogoni, pęd ucieczki" i zmiany, jakich z czasem dokonał w nim autor. W pierwszej wersji liryk ten brzmiał następująco:

nagle nagi, obudziłem się, nagle nagi w kolejce po chleb;
obudziłem się nagle nagi w kościele na lekcji religii;
obudziłem się nagle nagi w klasie na lekcji geografii;
obudziłem się nagle nagi na nieznanym dworcu:
bezsenność śnić;

Natomiast w wyborach wierszy czytamy:

nagi, obudziłem się nagle w kolejce po chleb,
nagle nagi w kościele na lekcji religii,
w czwartej klasie na lekcji o kulistej ziemi,
obudziłem się nagle na nieznanym dworcu,

obudziłem się nagle,
żeby błądzić?

iść

Jak zauważył Andrzej Franaszek w tekście "Krynicki pod Ścianą Płaczu" ("Gazeta Wyborcza", 1.02.2010), pierwotnie wiersz zapisywał fundamentalne odczucie bezbronności, obnażenia, podczas gdy w późniejszej wersji pojawił się w nim "herbertowski z ducha nakaz działania i dzielności". Zanim jednak ów nakaz stanie się jedną z ważniejszych - chociaż rzadko artykułowaną wprost - wartości w poezji Krynickiego, w jego wierszach będzie dominować gęsta atmosfera groźnego, obezwładniającego snu. Obrazy miasta niemożliwego do zamieszkania ("przede mną miasto bez miejsc [wszystkie miejsca zajęte, wszystkie miejsca wyprzedane]"); złowrogich dworców i poczekalni ("przegnany z ostatniej poczekalni - dokąd mam uciekać z dworca wieczoru, / czarna listo nocy, tajny krwi wyroku"); wszechobecnego "więzienia bez ścian", tworzą duszną atmosferę koszmaru, w którym niemal dosłowne cytaty ze zgrzebnej peerelowskiej rzeczywistości mieszają się z oniryczną metaforyką. Jak w wierszu +++ ["palić nie wolno"]:

(...)
bezludny, nie umiem z ciebie, miasto, się wywikłać,
ani mi do szpitala, ani do więzienia,
do więzienia snu;
palić nie wolno, płomieniu, jasnowidzu wieczoru,
w więzieniach snu, w sierści powietrza,
nie zbudzić mi się, miasto, pod twoimi mostami,
szepcze kalekie słowo zapomnianego języka,
który jest moją jedyną ojczyzną;
co ukrywasz pan pod płaszczykiem podróży,
spytają, i nawet dowód osobisty będzie dowodem przeciwko mnie
(...)

Pastisz języka oficerów śledczych ("co ukrywasz pan pod płaszczykiem podróży") zderza się tutaj z wiarą w istnienie autentycznej, choć skazanej na banicję, mowy poezji ("... kalekie słowo zapomnianego języka, który jest moją jedyną ojczyzną"). Jednak dominujący jest brak elementarnego bezpieczeństwa ("i nawet dowód osobisty będzie dowodem przeciwko mnie").

W "Akcie urodzenia", tytułowym wierszu debiutanckiego tomu, Krynicki pisał:

urodzonemu w transporcie
przypadło mi miejsce śmierci

kult jednostki
miar
i wag

jednostki wojskowej

paraliż postępujący
postęp paraliżujący

codziennie słucham
ostatnich wiadomości

żyję
na miejscu śmierci

Podróż jawi się tu w jeszcze jednym, najmroczniejszym wymiarze: jako "transport", droga do zagłady. Warto przypomnieć, że poeta urodził się w 1943 roku w obozie pracy w Austrii, dokąd zostali zesłani jego rodzice. W kontekście biografii Ryszarda Krynickiego wyznanie: "żyję na miejscu śmierci" nabiera dojmującej konkretności. "Urodzony w transporcie" będzie odbywał "podróż pośmiertną" (w "Organizmie zbiorowym" są trzy wiersze o tym tytule) a siebie samego nazwie "dzieckiem pośmiertnym", nad którym ciąży cień wojny, pamięć umarłych:

+++

spróbujmy więc jeszcze raz zagrać w otwarte
drzwi, w dwa ognie: dzieciństwa i wojny, scalające się
w popiół. Popiół dzieciństwa za nami, przed nami dwojaki płomień
nie do odczytania; niemniej, czytajmy z ognia, z tej
wygasłej
linii życia, czytajmy, obumarli w sobie jak języki
przepadłych pokoleń. Języku płomieni, nieprawe dziecko
dwu ogni, co nam pozostało,
linio bezpotomna, książko z popiołu, niema
odpowiedzi na tyle niepewna, że mogę ci wierzyć. (...)
(...) Dziecko pośmiertne, dziecko
nadaremne: ledwo wstałeś z klęczek,
w klątwę się obracasz

Alina Świeściak w szkicu "Melancholia" pisze o "uwięzieniu w nierozstrzygalności", widocznym we wczesnych wierszach Krynickiego: "Znakiem owej nierozstrzygalności jest oksymoron, a jego uprzywilejowanymi sferami znaczeń - istnienie i nieistnienie." Oksymoroniczność uderza w tej poezji na każdym kroku, wystarczy przywołać słynny wiersz "Język, to dzikie mięso", w którym język jest "bezbronnym ostrzem", "prawdziwym kłamstwem, które mami", "dzieckiem, które ucząc się prawdy, prawdziwie kłamie". Bohater Krynickiego to człowiek "bezludny" (+++ ["palić nie wolno"]), a zarazem wrzucony w przepełnioną miejską przestrzeń. Ktoś, komu "przypadło miejsce śmierci", a zatem ktoś, kto zajął jej miejsce, kto żyje zamiast śmierci. Ktoś taki może się zdobyć tylko na "nieufną wierność" (z wiersza "jak powstaje"), może wierzyć tylko "niepewnym odpowiedziom", nieuzurpującym sobie prawa do wszechwiedzy. Napięcie rodzi się też między barokowym, "obfitym" językiem większości utworów zawartych w "Akcie urodzenia" i "Organizmie zbiorowym", a wyrażonym w tym języku doświadczeniem:

"Drugą stroną rozrastania się świata (którego szczytowy moment stanowi 'Organizm zbiorowy') jest tu bowiem jego zasysanie, zapadanie, kurczenie się, nicestwienie. Tak dzieje się od początku - od początku nadmiarowi towarzyszy expressis verbis stwierdzany brak. W różnych postaciach - rozstawania się, gubienia, ucieczki, zapominania, niemożności, samotności, bólu, a wreszcie w najbardziej kategorycznej postaci - nieistnienia i nicości. (...)
Pierwsze tomy Krynickiego mają w sobie coś z rytuałów magicznych. Tak jakby nazwanie świata pękniętym miało to pęknięcie zaleczyć. Wszak nieustannie, przyzywając dwie strony rzeczywistości - istnienie i nieistnienie - dokonuje się nie tylko ich zestawienia, ale również wszczyna pracę jednoczenia. Wiadomo jednak - nigdy niezakończonego pełnym sukcesem. A zatem wiersz, sprowokowany przez pęknięcie, usiłuje, z jednej strony, je zaleczyć, a z drugiej zażegnać utratę tego, co spowodowało jego zaistnienie, czyli pęknięcia właśnie. Wiersz, można by powiedzieć, mości się w tym pęknięciu, utrzymując je w stanie względnej autonomii. Swoim nadmiarem zarasta je (wczesny okres twórczości Krynickiego określa nadmiar), za każdym razem ponownie ustanawiając podział i nazywając przeróżne jego formy. 'Centrum' tego nadmiaru, coś, co chce się przebić do poziomu wysłowienia i rozpuścić we wszystkim, stanowi pustka. To, co na zewnątrz, co da się zaobserwować, przybiera często formę koła - tylko dalekim echem przywołującego doskonałość, bliższego natomiast figurze idealnego zamknięcia, potrzasku, opresji, których jednym z częstszych przejawów jest motyw wzajemnie uwikłanych pogoni i ucieczki. Od splotu tych właśnie pojęć zaczyna się twórczość Ryszarda Krynickiego." (Alina Świeściak, "Melancholia", w tomie zbiorowym: "Słowa? Tchnienia? O poezji Ryszarda Krynickiego", 2009)

Ryszard Krynicki w swoich wczesnych wierszach czerpał z tradycji polskiej Awangardy, przede wszystkim z odkryć Peipera i Przybosia. Szczególnie bliski był mu wynaleziony przez Peipera "układ rozkwitania", który jednak autorowi "Pędu pogoni, pędu ucieczki" służył nie tyle do porządkowania rzeczywistości, ile, jak to ujął Tadeusz Nyczek, do "unaocznień chaosu". Marian Stala w szkicu "Widzący jasno" pisał:

"Młody Krynicki był poetą zdania. Budowanie wiersza było dla niego równoznaczne z dodawaniem do siebie długich, skomplikowanych fraz. Nawiązywały one do siebie poprzez powtarzanie wybranych elementów, które uwikłane były za każdym razem w inne związki słowne i w ten sposób odsłaniały kolejne warstwy swych znaczeń. Taka konstrukcja była świadomym nawiązaniem do idei 'poematu rozkwitającego' Peipera. Rzecz w tym jednak, że dla mistrza awangardy powtarzanie coraz bardziej rozbudowanego elementu pierwszego zdania było odpowiednikiem zbliżania się do przedmiotu wypowiedzi i panowania nad nim. Powtórzenia spotykane u autora 'Aktu urodzenia' pozbawione są Peiperowskiego optymizmu, sprawiają wrażenie wchodzenia w labirynt, z którego nie ma wyjścia.W latach siedemdziesiątych ta labiryntowa składnia przestała Krynickiego fascynować; budowane przez niego zdania stawały się prostsze, a wiersze - krótsze. Poezja zdania zmieniła się stopniowo w poezję słowa, czasami jednoznacznego, czasami otoczonego trudno uchwytną (albo nieuchwytną, niedającą się pojęciowo określić) aurą. Krokiem następnym był widoczny w wierszach z lat osiemdziesiątych zwrot w stronę otaczającej słowo przestrzeni, w stronę przemilczenia, milczenia, ciszy." (Tekst ukazał się w magazynie "Książki w Tygodniku", dodatku do "Tygodnika Powszechnego", 3.11.2009)

Wyrazistym przykładem oryginalnego zastosowania Peiperowskiej techniki może być lingwistyczno-surrealistyczny wiersz "Nasz specjalny wysłannik". Język, wprawiony tutaj w paranoiczny kołowrót powtórzeń, rozwinięć i przetworzeń, oddaje absurd i klaustrofobię życia w zniewolonym państwie:

Z białego domu o czerwonych szybach. Z białej kopalni, z jej

czerwonych szybów,
nasz specjalny
wysłannik donosi z białego domu o czerwonych szyldach
w czarno-białych gazetach. Nasz specjalny wysłannik donosi

potrawy i trawi donosy
echa. Donośnym głosem i głosem donosu: o armatach, ukrytych

w białych wierszach
czerwonej sieci, sieci wszechświata. Wszechświata wywiadu. Nasz

specjalny wysłannik w sieci
dziennikarzy i wywiadów
urojonej choroby. Urojonych wywiadów. W sieci słów wiążących.

Zesłany na Syberię
nowego
świata
nasz specjalny wysłannik donosi, kto - jednogłośnie - wstrzymał

się od głosu ze względu na zły stan zdrowia
i opieki społecznej. Od głosu sprzeciwu. Oraz kto, jednogłośnie
czyli - jednym - głosem
pomylił donos echa z donosem
pocisku, wielogłosową rewolucję z jednogłośną rezolucją, kaganiec
oświaty z poświatą kagańca. (...)

W twórczości Krynickiego, przede wszystkim wczesnej, dużo miejsca zajmują wiersze miłosne. W liryce ostatniego półwiecza erotyczność rzadko kiedy znajduje tak intensywny wyraz (są oczywiście wyjątki, jak poezja Rafała Wojaczka, rówieśnika autora "Organizmu zbiorowego"). Zresztą i sam Krynicki wyznacza erotykom szczególną rolę w swoim dorobku. Na uwagę Katarzyny Janowskiej: "zobaczyłam w tych wierszach dramat kruchości pragnienia i może jeszcze większą grozę spełnienia", poeta odpowiedział:

"Może jednak to nie groza, ale bezradne poczucie ulotności, kruchości chwili, kruchości ludzkiego istnienia. Gdybym potrafił powiedzieć to w zwykłym języku, pewnie nie pisałbym wierszy, bo ze wszystkiego, co w życiu napisałem, właśnie wiersze miłosne są dla mnie najważniejsze i to w ich przypadku najboleśniej odczuwam, że tak niewiele potrafię wyrazić." ("Z olśnienia umysłu", z Ryszardem Krynickim rozmawia Katarzyna Janowska, "Przekrój", 50/2009)

Ulotność chwili znajdziemy w króciutkim liryku z pierwszej książki, zapowiadającym lapidarne wiersze, ku którym poeta zwróci się w latach osiemdziesiątych:

+++

spojrzenie, złoty deszcz,
niewidząca, na palcach
przeze mnie przebiegłaś

Najczęściej jednak, delikatne lecz dramatyczne, wiersze miłosne Krynickiego mówią o niemożliwej bliskości (bo odwrotna jej strona to zawsze oddzielenie), o daremnej ucieczce przed bólem, o rozdarciu wpisanym w relację z najbliższą osobą: "Mieszkamy przez skórę / za blisko, żeby jeszcze się zbliżyć: ta rozłąka, / przez mężczyzn, których ci przypominam, trwa, / (...) przez kobiety, / których nie zdobyłem na tyle, żeby o nich zapomnieć; tylko / ten pierworodny lęk, to po nim się poznajemy jak po / ojczystym języku / na nieznanym dworcu; najbliżsi więc / najdalsi, kochani nienawistni (...)". A przecież, mimo że tym wierszom patronuje "anioł rozłąki", ich silnie zmetaforyzowany język jest nasycony seksualnością, jak w liryku +++ ["Rozewrzeć morzu powiekę"]:

(...)
Ciszy pełna, kiedy ciszy pełna dojrzewasz wzrok,
jutrznio różanosutka, łaski potu była ta wielka noc, jutrznią
była i jutrem.
(...)

W innym wierszu bez tytułu akt miłosny pozwala na jedyne możliwe (nawet jeśli tylko chwilowe) poczucie bezpieczeństwa, oddala to, co bolesne:

+++

Łaski oczu i warg, żywicy pełna i soli
była ta nagła noc,
w cerkiewce lampy kulił się mrok,
moje ciało chroniło się w twoim,
widziało w ciemności.

Pod powiekami rosy śniły bezludne
źrenice mgły,

odpływało zranione dzieciństwo.

W późniejszej twórczości Krynickiego liryki miłosne pojawiają się rzadziej, stają się też bardziej wyciszone, jak "Trzy wiersze tylko dla ciebie" z tomu "Kamień, szron". Ale niezupełnie - w jednym z nowych wierszy, zamieszczonych w ostatnim wyborze, pod powierzchnią spokojnej frazy kryje się nie mniej dramatyczne niż we wczesnych tomach napięcie między bliskością a rozdzieleniem:

"Dziś w nocy"

...als ein Kranich
P.C.

Dziś w nocy odwiedziłem cię w śnie
jako żuraw.

(Ty tego nie będziesz pamiętać, kiedy się zbudzisz,
ty tego nie możesz pamiętać -
zawsze jedno pamięta co innego, niż drugie,
zawsze jedno odczuwa inaczej).

Dlaczego jako żuraw? Nie wiem.
Ale pragnąłem ciebie, choć nie wiem nawet
czy byłem mężczyzną.
(Ty zresztą miałaś
swojego).

Co robiłem? Nic, tylko wołałem niemo
w nadrannej mgle,

za siedmioma górami,
za siedmioma lasami,
co wyrosły w tym czasie
między tobą a mną,

za siedmioramiennymi rzekami losów -

w twoim czy moim: Nie

wiem?

Wróćmy do tomu "Organizm zbiorowy" (1975), który był uwieńczeniem "nowofalowego" etapu w poezji Krynickiego. Znajdziemy tam najwięcej wierszy ostro reagujących na przemoc opresyjnego ustroju i zakłamanego języka, na fałsz propagandowej prasy:

(...)
paliliśmy papierosy i kłamliwe gazety,
paliliśmy papierosy, choć zatruwały nasze ciała,
paliliśmy gazety, bo zatruwały nasze umysły,
czytaliśmy konstytucję i deklarację praw,
i naprawdę nie wiedzieliśmy, że prawa człowieka
mogą okazać się sprzeczne
z prawami obywatela,
(...)

- pisał poeta w wierszu dedykowanym Adamowi Michnikowi. A gdzie indziej notował: "Spostrzegłem, że od pewnego czasu, / kiedy właściciel zagwiżdże na psa / to odwraca się większość przechodniów." ("Od pewnego czasu"). Rozprawiał się z cenzurą - tą zewnętrzną, której sam niejednokrotnie był ofiarą, i tą gorszą, wewnętrzną, która polega na "pomijaniu milczeniem" i "nie pozostawia po sobie niczego, // nawet śladów spustoszenia". ("Zewnętrzna, wewnętrzna"). W wierszu "Język, to dzikie mięso" dedykowanym "Panu Zbigniewowi Herbertowi i Panu Cogito", Krynicki nazywał język zarówno "obnażonym sercem" jak i "kneblem, który dławi powstania słów", "zwierzęciem oswajanym z ludzkimi zębami". Bowiem w "Organizmie zbiorowym"

"pisanie, posługiwanie się językiem (...) jawi się jako egzystencjalny gwałt na samym sobie, udręka, ból, rozpacz, uwikłanie się w mimowiednie wytwarzaną fikcję, w 'to rozdwojenie, co otacza, to / prawdziwe kłamstwo, które mami'. Ale mamy tylko język, tylko z jego pomocą możemy  p o j ą ć  (objąć, opanować, przyswoić, zrozumieć) świat." (Przemysław Czapliński, Piotr Śliwiński, "Literatura polska 1976-1998. Przewodnik po prozie i poezji")

Nad całym tomem unosi się "chorągiew nadrealizmu" (to tytuł jednego z utworów), który rządzi poetyką na przykład "Zabawy językowej" czy wiersza "Jak utraciłem dziewictwo". Ten drapieżny, podszyty sarkazmem surrealizm królujący w długich, narracyjnych tekstach, zniknie w późniejszej twórczości.

Ale są też w "Organizmie zbiorowym" liryki zwięzłe, wychylone ku ciszy, które wskazują, w jakim kierunku pójdzie już za parę lat poezja Krynickiego, i ujawniają coraz ważniejsze dla niej inspiracje. Na przykład +++ ["czułość"], otwarty hołd dla Norwida:

+++

czułość - jakbyś odnalazł w wyludnionym domu
bukiecik włosów na ściętej pościeli
i kosmyk fiołków więdnący w flakonie

jest - w przybijaniu śmiertelnie ranionych
do wysp, o których żywi nie słyszeli
i w ocaleniu wstążki dziecinnej z pogromu

(Podaję wersję z wyboru wierszy "Magnetyczny punkt" - pierwotnie liryk ten miał nieco inną postać - K.D.)

A oto wiersz Norwida z "Vade-mecum":

LVI. Czułość

Czułość - bywa jak pełny wojen krzyk,
I jak szemrzących źródeł prąd,
I jako wtór pogrzebny...


+

I jak plecionka długa z włosów blond,
Na której wdowiec nosić zwykł
Zegarek srebrny - - -

U Krynickiego właśnie czułość jest przeciwwagą rozpaczy (ale nie smutku), wprowadza ciepły ton w ponurą scenerię ówczesnej Polski, przytłaczająco obecną w "Organizmie zbiorowym". Tak dzieje się chociażby w wierszu "Moja żona walczy o ochronę naturalnego środowiska człowieka".

Od tomu "Nasze życie rośnie" (1978 - książka została wydana przez Instytut Literacki w Paryżu, ponieważ w kraju poeta był w tym czasie objęty zakazem druku) wiersze Krynickiego stają się coraz krótsze, ich język bardziej oszczędny. Coraz większego znaczenia nabiera w nich skupiona, medytacyjna postawa wobec świata, szacunek dla ciszy, dążenie do poetyckiej syntezy doświadczenia. Fascynacje lingwistyczne schodzą na dalszy plan. Surrealna wyobraźnia będzie stopniowo poskramiana (chociaż jeszcze nie w takich wierszach jak "O" albo "Jeżeli otworzysz ten list") na rzecz filozoficznej refleksji, ujętej możliwie czysto, bez ozdobników. Tej ewolucji patronuje nie tylko Norwid (poeta przemilczenia i poeta sumienia), ale i japońscy mistrzowie haiku (ich szkołę powściągliwości widać w dwu- i trzywersowych zapisach Krynickiego z lat osiemdziesiątych), a także Mickiewicz jako autor "Zdań i uwag". Inspiracją nie do pominięcia jest też Paul Celan, którego poezję Krynicki tłumaczył i któremu w tomie "Kamień, szron" poświęcił wiersze "Kolonia, daleko" i "Fragmenty z roku 1989".

"Zauważalne jest podobieństwo drogi przebytej przez obu poetów: od językowej 'zamieci' do maksymalnej kondensacji, od dramatu manifestującego się poetyckim 'wielosłowiem' do poszukiwania 'punktu ciężkości' wiersza, wokół którego narasta znacząca cisza. Łączy ich ponadto doświadczenie 'porażenia' i wytrącenia z rzeczywistości. Charakterystyczne, że Krynicki jako tłumacz Celana (tłumacz właśnie, nie przekładowca) stara się oddać to, czego nie ma fizycznie w postaci tekstu, co jednak istnieje jako przekaz głęboko ukryty w przed- czy też pozatekstowych pokładach duchowości." (Przemysław Czapliński, Piotr Śliwiński, "Literatura polska 1976-1998. Przewodnik po prozie i poezji")

Ryszard Krynicki, dążąc w pisaniu do ascezy, realizował paradoks zawarty w wierszu "Jesteś", w którym wyznaje: "Jesteś moją jedyną ojczyzną milczenie", a zarazem: "wiem, że nawet na wygnaniu / pozostanę w tobie, mowo". Zrezygnował z tego, co nazwał "bawieniem grą słów, bezradną mimiką niewoli", i szukał języka, który byłby empatyczną rozmową z odbiorcą, języka nagiego i koniecznego "jak bicie śmiertelnego serca". W tomie "Niewiele więcej" (1981) polemizował z Miłoszem, znajdując rację istnienia poezji właśnie w jej kruchości, która nie kłóci się z etyczną odpowiedzialnością, a przeciwnie, uwiarygodnia ją:

"Silniejsze od lęku"

"Czym jest poezja, która nie ocala
Narodów ani ludzi?"

Czesław Miłosz

Czym jest poezja, co ocala?
Jedynie imiona, cienie
ludzi i rzeczy?

Czym więcej być może, jeżeli nie trwożnym
jak bicie śmiertelnego serca,
silniejszym od lęku przed nędzą i śmiercią
głosem

sumienia? Którego narody i ludzie,
którego nieludzkie wojny i pogromy
nie potrafią zabić ni

zniweczyć?

Oto jak widzi ewolucję poezji Krynickiego Piotr Śliwiński:

"Droga, na którą Krynicki wstąpił pod koniec lat 70., zmierza ku oczyszczeniu myśli i prostocie wypowiedzi. Wybór jej nie był ustępstwem przed nadmiarem niejasnych znaczeń, lecz ryzykownym wyzwaniem, jakie temu zamieszaniu - wokół siebie i w sobie - rzucił poeta. Był próbą wyjścia poza obszar panowania - panoszenia się - nicości, przedziwnie zaborczej, nieustannie żądającej świadectw swej władzy. Chodziło o znalezienie alternatywy dla stanu wiecznej rozterki i pleniących się ambiwalencji, czyli tego, co zwykliśmy określać jako kondycję poety modernistycznego. Ze strony Krynickiego nie był to gest anachroniczny, gdyż - jak wiadomo - późna faza modernizmu obfituje w próby poradzenia sobie z coraz bardziej paraliżującym poczuciem bezsiły. Jedną z nich wydaje się hedonistyczne rozwiązanie języka, inną - nieomal mistyczna koncentracja na doświadczeniach fundamentalnych. ("Lektura jako wstęp do lektury", w: "Słowa? Tchnienia? O poezji Ryszarda Krynickiego", 2009)

W tomie "Niewiele więcej" (1981) dominują aforystyczne zapisy, będące medytacjami o wolności i uwięzieniu ("- Jesteście wolni - mówi strażnik / i żelazna brama zamyka się // teraz z tej strony."), o doświadczeniu religijnym ("Spójrz, prawdziwym blaskiem / witraż świeci dopiero // wewnątrz kościoła."), o cierpieniu ("Najbiedniejszym tej ziemi / ciężkiej pracy nie szczędzi / nawet umieranie.") Krynicki jednak nie poprzestaje na wierszach-sentencjach, oderwanych od konkretnego czasu i miejsca; w jego tekstach nadal przegląda się współczesność, jak w "Postoju", noszącym datę 1979 roku. Ta poetycka migawka ukazuje celnika, który podczas postoju pociągu w Berlinie Wschodnim wspina się na palce i odkręca sklepienie w korytarzu, żeby sprawdzić, czy nikt się nie ukrył, a wtedy "bluza munduru / unosi się, odsłania pulchny, / bezbronny brzuch i wtuloną weń // kaburę pistoletu." Charakterystyczny dla Krynickiego kontrast między nagością, bezbronnością a przyczajoną agresją, we wczesnych wierszach ewokowany był przez oniryczne wizje i barokowe spiętrzenia słów, tu znajdujemy go w oszczędnym, fotograficznym niemal obrazie, godnym amerykańskich obiektywistów.

Także tom "Wiersze, głosy" (1985) zawiera wiele poetyckich świadectw czasu, zapisujących grozę stanu wojennego, kiedy to "nicość nakładała bagnety" i kiedy pracę nicości słyszało się w "szumie, trzasku, jazgocie zagłuszarki". Lecz nicość pojawia się również w innym, metafizycznym kontekście, jako, by użyć słów samego poety, "jedno z imion Niewymawialnego". Owo Niewymawialne prześwituje zza linijek wiersza:
+++ "Ślepe? Głuche? Nieme? / Niepojęte? // Jest. Boli", zmienionych potem na: "Ślepe? Głuche? Nieme? / Niepojęte: // Jest". Książkę zamyka najkrótszy zapis, zbliżający się do niewyrażalności doświadczenia mistycznego:

+++
(Z Mistrza Eckharta
czy księgi Zohar?)
nic, Bóg

Nic, Nikt (który każe myśleć o figurze Nikogo w poezji Paula Celana; o jego wierszu "Psalm" tłumaczonym przez Krynickiego) czuwają też nad "Kamieniem, szronem", książce wydanej po prawie dziewięciu latach milczenia. W tomie tym równie ważna, jak pytania o Boga, jest pamięć o zagładzie, ból straty, rozmowa z umarłymi, pragnienie ocalania śladów przeszłości. W wierszu "Jakie to szczęście" ze zbioru "Nasze życie rośnie" Krynicki pisał:

Jakie to szczęście: dwaj ocaleńcy z Warszawy,
Betar, drohobyckiego getta,
spotykamy się na dworcu centralnym
wzniesionym na popiołach, oddechach i prochach umarłych,
pomordowanych, bezimiennych, zaginionych bez wieści,
i wspominamy milcząc nasze martwe,
zamordowane, bezimienne, zaginione bez wieści sprawy
(...)

W "Kamieniu, szronie" ta sama gorzka ironia pojawia w krótkim portrecie Poznania:

"Miasto"

Nade wszystko ceni gospodarność, porządek i czystość:
zamieniło synagogę na miejską pływalnię,
na parkingach targowych
nie ma śladu po żydowskim cmentarzu.

A w tekście "Kamień z Nowego Światu", jednej z trzech próz zamieszczonych na początku tomu, Krynicki opisuje zniszczoną macewę, z której wycięto studzienną pokrywę czy też kamień szlifierski.

"Nie pytam - mówi poeta - kiedy i jak tutaj się znalazł, ani kto dopuścił się barbarzyństwa. Chcę go tylko uchronić przed dalszym zniszczeniem, szukam dla niego schronienia trwalszego niż moje kruche litery. Nie wiem, co zrobić. (...) Nie wiem, co wolno mi zrobić, a czego nie wolno. Nie wiem nawet, czy wolno mi być chwilowym strażnikiem nagrobnego kamienia. Nie wiem, kogo zapytać o radę i nie wiem, czy zdążę."

Te wątpliwości nie zostają rozproszone. Pisanie dla Ryszarda Krynickiego nie jest znajdowaniem prostej drogi, tylko błądzeniem - tak zaczyna błądzić dziecko, kiedy uczy się czytać i pisać, tak błądzi poeta w labiryncie Drogi Krzyżowej i pod Ścianą Płaczu. Jednak nieustannie towarzyszy mu wiara w poezję, która, jak w wierszu "Miłorząb", zapewnia ciągłość, opowiada się po stronie miłości, każe wbrew przemijaniu sadzić drzewa:

Byt pojedynczy, rozdwojony w sobie
posadziłem miłorząb japoński
(na cześć Goethego,
To jasne).

Nie chciałbym, żeby żył samotnie.
Jednak by się przekonać,
czy jest on męski, czy żeński
musiałbym przeżyć jeszcze
co najmniej czterdzieści lat.

Nie zanosi się na to.

Jeżeli przeżyje mój wiersz,
dosadźcie mu towarzysza,
dosadźcie mu towarzyszkę
na resztę życia.

U miłorzębów
taka drobna różnica wieku
nie ma większego znaczenia.


Autor: Krystyna Dąbrowska, grudzień 2010
 

Podobne

Literatura Janusz Tazbir

Historyk, badacz dziejów kultury staropolskiej oraz reformacji i kontrreformacji w Polsce. Urodził...

Literatura Maria Nurowska

Maria Nurowska ur. w 1944 we wsi Okółek w Suwalskiem; ukończyła filologię polską i słowiańską na...

Zobacz także

Film "Przewodnik do Polaków"

Pięć filmów dokumentalnych o polskim rocku, modzie, zabawkach, himalaizmie i seksie w czasach PRL-u tworzy "Przewodnik do Polaków"...

Sztuki wizualne Maria Poprzęcka "55 skarbów Polski"

Znakomita znawczyni i popularyzatorka sztuki profesor Maria Poprzęcka wybrała 55 najcenniejszych obiektów artystycznych znajdujących się w polskich zbiorach.

Odnośniki do innych działów bazy wiedzy