Ludwik Jerzy Kern
Ludwik Jerzy Kern, fot. Włodzimierz Wasyluk / Reporter
Poeta, satyryk, dziennikarz, tłumacz literatury pięknej, autor tekstów piosenek. Urodził się 29 grudnia 1921 w Łodzi, zmarł 29 października 2010 w Krakowie.
Mistrz pierwszorzędnego żartu ubranego w poetyckie słowa. Autor popularnych utworów dla dzieci, jak "Ferdynand Wspaniały" czy "Proszę słonia", na podstawie których powstały znane dobranocki.
Całe zawodowe życie (1948-2002) związał z krakowskim tygodnikiem "Przekrój". Był dwukrotnie żonaty: z Adelą Nowicką (w latach 1942-1948) oraz Martą Stebnicką (1954-2010).
Ludwik Jerzy Kern z urodzenia był łodzianinem. Uważał, że dwa imiona, którymi się posługiwał, lepiej brzmiały, zwłaszcza gdy się miało krótkie, jednosylabowe nazwisko. Poza tym odróżniał się w ten sposób od ojca, Ludwika Kerna, który był nauczycielem łaciny. Syn Ludwika i Marii z domu Gertner, maturę zdał w Liceum Humanistycznym im. Aleksego Zimowskiego w Łodzi. Debiutował w 1938 roku jako poeta w "Ilustrowanym Kurierze Codziennym". Brał udział w kampanii wrześniowej. Lata wojenne spędził w Warszawie, utrzymując się z pracy fizycznej. Po upadku powstania warszawskiego trafił do Krakowa.
Pierwsze utwory satyryczne opublikował w "Szpilkach" (1945). W 1947 roku wrócił do rodzinnej Łodzi i podjął pracę w Agencji Prasowej "Polpress" (później Polska Agencja Prasowa PAP). Podjął też studia aktorskie w łódzkiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej. Nie ukończył ich jednak, bo w 1948 roku przeniósł się na stałe do Krakowa, dołączając do zespołu tygodnika "Przekrój".
Redagował w nim między innymi "Rozmaitości", ostatnią stronę pisma, od której obowiązkowo zaczynało się jego lekturę. Stworzył rubryki: "O Wacusiu" i "Prosimy nie powtarzać". Publikował okazjonalne wiersze, niekiedy układające się w cykle: "Gry i zabawy ludu polskiego", "Imiona nadwiślańskie" czy "Świąteczny bukiet".
Satyra przeważnie kojarzy się z silną dawką złośliwości, drwiny. Wiersze Kerna, choć satyryczne, pozbawione są zapiekłości. Nadal nas bawią jak przed dwudziestu czy trzydziestu laty, co nie zmienia faktu, że jest to zarazem poważny zbiór rymowanych esejów o półwieczu naszego kraju. Ich autor nie ustawał w satyrycznym komentowaniu dramatycznie zmieniającej się rzeczywistości.
"Kiedy 'Przekrój' się formował, czasy były koszmarne, bo panował nam ten z wąsami" - wspominał Ludwik Jerzy Kern. - "Natomiast w 'Przekroju' było nawet pogodnie, pomimo najrozmaitszych kłopotów - politycznych i niepolitycznych - których nigdy nie brakowało. Znalazło się jednak kilka osób, które się doskonale dobrały i rozumiały. Mieliśmy nawet swój język. Na przykład 'napisać gruszkowo' znaczyło, że ma być primo: atrakcyjne dla czytelnika i secundo: tak, żeby nikt z nadzorców politycznych nie mógł się do tego przyczepić."
W zespole "Przekroju" był w latach 1948-1982, traktując go jako "najmilszy uniwersytet świata". Był on dlań zarazem Akademią Muzyczną, Akademią Sztuk Pięknych, akademią języka, dobrego smaku i gustu. Drukował poczytne reportaże (z Wielkiej Brytanii, Indonezji, Japonii), trudnił się pracą przekładową (pod pseudonimem "H. Olekinaz") i recenzyjną (podpisywaną "Top").
"Dzięki 'Przekrojowi' poznawałem wybitnych pisarzy, poetów, plastyków. Jazzu uczył mnie Tyrmand. Polszczyznę 'studiowałem' u kolegów redakcyjnych, wybitnych polonistów: Jana Błońskiego i Henryka Markiewicza, profesorów, którzy objęli katedry na Uniwersytecie Jagiellońskim. 'Przekrój' redagowało się na okrągło w dobrym towarzystwie. Z redakcji przeważnie szło się do kawiarni. Z kawiarni do jakiejś restauracji, a po kolacji szło się do nocnego lokalu i... tam się dalej redagowało. W lecie redagowało się na przykład na basenie."
Po przejściu na emeryturę Kern współpracował z pismem nadal, przez następnych dwadzieścia lat. Do chwili radykalnych zmian w tygodniku, łącznie z przeniesieniem redakcji do Warszawy, do czego odnosił się z dezaprobatą.
W 2000 roku (drugie wydanie - 2003) ukazała się jego książka "Moje abecadłowo", tom wspomnień o nieprzeciętnych ludziach, których napotkał na drodze swego życia. Był to przede wszystkim kreator "Przekroju" Marian Eile i jego zespół: Konstanty Ildefons Gałczyński, Stefan Kisielewski, Zbigniew Lengren, Eryk Lipiński, Daniel Mróz, Edmund Osmańczyk, Leopold Tyrmand, Jerzy Waldorff. Doskonałe anegdoty okraszały reminiscencje spotkań autora z Antonim Słonimskim i Antonim Uniechowskim, z Adolfem Dymszą, z Tadeuszem Łomnickim i Marią Bojarską. Bez cienia profesjonalnej zazdrości przytaczał Kern doskonałe żarty i bon moty kolegów po satyrycznym fachu: Stanisława Jerzego Leca, Janusza Minkiewicza, Konrada Swinarskiego, Karola Szpalskiego, Jana Izydora Sztaudyngera i Mariana Załuckiego. Czy też Bogdana Brzezińskiego, który na słowa instruktora z KW: "Od dziś zaczynamy przerabiać krótki kurs WKP(b)", zareagował propozycją, żeby tego jednak "nie przerabiać, bo to jest tak dobrze napisane".
W 2002 roku ukazały się z kolei "Pogaduszki", czyli rozmowy Kerna o środowisku literacko-artystycznym Krakowa z Tadeuszem Bazylewiczem, Jerzym Grohmanem, Janem Kalkowskim, Marią Koterbską, Zbigniewem Lengrenem, Zbigniewem Karolem Rogowskim, Tadeuszem Sapińskim, Christą Vogel, żeby ograniczyć się do osób wcześniej niewymienionych. Ich znakomite portrety tworzą poczet niezwykłych ludzi, którzy sprawili, że powojenne dziesięciolecia wspominamy znacznie mniej ponuro, niż na to zasługiwały.
"Uprawianie satyry w naszych warunkach nie było proste" - wyznał poeta. - "Często, żeby się ratować, uciekaliśmy w bajkę. To taki rodzaj literacki, który się pojawia, gdy jest zamordyzm i totalitarny ustrój. Wówczas podstawiało się jakiegoś zwierzaka za człowieka i cenzorzy puszczali. Już w starożytności tak było, a i w naszych czasach tak samo. Za stalinizmu pisaliśmy bajeczki. Żeby cenzura puściła jakąś ostrzejszą bajkę, to my, piątka krakowskich satyryków - Marian Załucki, Karol Szpalski, Witold Zechenter, Bogdan Brzeziński i ja - używaliśmy wybiegu. Dopisywaliśmy pod tytułem bajki na przykład 'według Malenkowa', czy 'według Czaraputkina'. Byle rosyjskie nazwisko i już był święty spokój, bo żaden cenzor nie przyznałby się, że nie wie, kim jest ten towarzysz Czaraputkin, który pisze takie ostre bajeczki."
W książce "Życie w 'Przekroju'" (wydawnictwo Most, Warszawa 1995) Andrzej Klominek wielokrotnie wspomina poetę Ludwika Jerzego.
"Wśród wierszy Kerna nie ma złych" - pisał. - "Owszem, bywały lepsze i gorsze, to zrozumiałe, ale zawsze zachowany był poziom, zawsze jest w wierszach Kerna jakaś nutka poezji sprawiająca, że nie jest to tylko rymowanka zawodowego satyryka, ale właśnie wiersz. To, co wyżej napisałem, nie jest zdaniem tylko moim, Marian Eile mówił nieraz to samo i to samo słyszałem od innych osób, których zdanie cenię. Imponującego wyczynu dokonał Ludwik, kiedy wyjeżdżając na pół roku polskim statkiem na Daleki Wschód, zostawił w redakcji komplet wierszy na cały ten okres (to, że zostawiał wiersze zawsze na czas urlopu, rozumiało się samo przez się). Prawda, że pomógł sobie wtedy tłumaczeniami Ogdena Nasha, amerykańskiego poety, który wierszem rymowanym, chyba dwudziestokilkuzgłoskowym pisał zabawne wierszofelietony, często obyczajowe z życia małżeńskiego. Wpadły mi kiedyś w ręce wiersze Nasha w oryginale i mogłem stwierdzić, jak wiernie Kern oddaje formę, język i styl utworów amerykańskiego autora, bardzo w Stanach popularnego, a u nas zanim go Kern 'odkrył', chyba zupełnie nieznanego. Innym odkryciem Kerna był Roald Dahl, pisarz pochodzący z Norwegii, który podczas wojny, służąc w lotnictwie w Anglii, zaczął pisać po angielsku - świetnie. Ludwik trafił gdzieś na niepokojące, nawet trochę makabryczne opowiadania Dahla, rozsmakował się w nich i sporo przetłumaczył."
Z języka angielskiego robił Kern przekłady Uri Orleva czy Isaaca Bashevisa Singera. Z Władysławem Krzemińskim podjął się pisania dla teatru widowisk muzycznych "Jaśnie pan Nikt" - z Lope de Vegi i "Lord z walizki" - według "Brata marnotrawnego" Oscara Wilde'a.
Któregoś razu sławny francuski rysownik Jean Effel przywiózł Eilemu do Polski całą tekę ilustracji do "Bajek" La Fontaine'a. Naczelny "Przekroju" zwrócił się do Kerna z prośbą o ich nowe tłumaczenia z francuskiego, bo uważał, że przekłady starzeją się znacznie szybciej niż oryginał.
"Powiedziałem mu, że zamiast przekładów zrobię własne wersje bajek, z tymi samymi postaciami. Pointy były prawie takie same, ale dopasowane do naszych ówczesnych sytuacji. Rysunki w końcu się wyczerpały, a bajki kazali mi pisać dalej. Wobec tego zacząłem wymyślać własne, a ilustrował je Daniel Mróz."
Publikował Kern ponadto w tygodniku "Świat" oraz popularnych pismach młodzieżowych: "Płomyczku" i "Płomyku". Wielkim wzięciem cieszyły się piosenki z jego tekstami ("W kalendarzu jest taki dzień", "Lato, lato", "Wojna domowa", "Nie bądź taki szybki Bill", "Cicha woda"), wykonywane przez Mieczysława Fogga, Marię Koterbską, Halinę Kunicką, Zbigniewa Kurtycza i innych.
Szlagierami stawały się głównie te utwory, które trafiały do filmów ("Tajemnica dzikiego szybu", 1956; "Szatan z siódmej klasy", 1960) i seriali ("Wojna domowa", 1965). Słynnym przebojem grupy Tropicale Tahiti Granda Banda była piosenka do Kernowego tekstu "Na chorobowem". W "Piwnicy pod Baranami" Halina Wyrodek z powodzeniem śpiewała jego "Balladę o żołnierzu i śmierci".
Za każdy tekst piosenki napisany dla poślubionej w 1954 żony, aktorki Marty Stebnickiej, autor brał od niej - jak twierdził - dwa tysiące złotych. Po czym ona je odbierała od niego na tak zwane życie. I odkładała... na kolejną piosenkę.
Tworzył je w czasach, które nazywał "przedłomotowymi". Kiedyś zresztą współcześni "łomociarze" zwrócili się do niego o teksty. Do porozumienia jednak nie doszło, bo nie przyjmowali sugestii, że piosenka powinna być jednak sensowna i zrozumiała.
Film i scena korzystały z jego umiejętności autorskich, jakkolwiek Kern uczył się też aktorstwa. Twierdził, że najzupełniej przypadkowo. Otóż żona jednego z jego ówczesnych kolegów, łódzkiego dziennikarza, postanowiła zdawać do szkoły aktorskiej. Przy jakiejś okazji wyznała, że strasznie się boi egzaminu wstępnego. Kern zaoferował się, że będzie jej towarzyszył. Okazało się, że to właśnie on spełniał oczekiwania komisji. Jego przyjęli, jej zaś - nie.
Poznał wówczas w powojennej Łodzi czołówkę polskiej sceny, z Józefem Węgrzynem i Aleksandrem Zelwerowiczem na czele. Uczyli go: Zofia Tymowska, Bohdan Korzeniewski, Henryk Szletyński i Jacek Woszczerowicz. Był na roku między innymi z Gustawem Lutkiewiczem, Tadeuszem Plucińskim, Bogdanem Baerem, Lechem Ordonem i Tadeuszem Mincem. Uczęszczał wprawdzie na zajęcia aktorskie, ale myślał już o reżyserii. A równocześnie nadal spełniał się w pracy w Polskiej Agencji Prasowej.
Był również współautorem autorskich programów satyrycznych nadawanych w telewizji ("Kernalia", 1965; "Trzy tysiące sekund z Ludwikiem Jerzym Kernem", 1965; "Kuchenny walc", 1967; "Karnawał ante portas", 1968; "U fotografa", 1968; "Na plaży", 1970; "Porachunki małżeńskie", 1974; "Kwadrans pod psem. Wiersze i piosenki", 1982; "Kernalia, czyli cztery łapy", 1994).
Wszystkie utwory Kerna bardzo celnie punktowały nasz obyczaj. Jednakże z jego wierszy satyrycznych co i rusz wyziera dusza liryka.
"Dlaczego nim nie jestem? Bo się wstydzę" - przyznawał. - "Na to, żeby być prawdziwym lirycznym poetą, trzeba być duchowym ekshibicjonistą. A mnie taki striptiz przeszkadza. Gdybym został aktorem, także musiałbym się psychicznie rozbierać i pokazywać wnętrze swojej czaszki. Bez tego nie można być dobrym aktorem ani poetą lirycznym. Uratowała mnie satyra i ironiczne spojrzenie. Gdybym zdecydował się na czystą lirykę, a nie do końca odsłaniał, byłoby to przypuszczalnie nieprawdziwe i niedobre."
A im młodsi czytelnicy, tym lepiej weryfikują twórczość literacką.
"Miałem suczkę Farsę, która leżała przy moich nogach i bardzo grzecznie się zachowywała" - opowiadał. - "Za to we śnie szczerzyła zęby, przebierała łapami i powarkiwała. Kiedyś pomyślałem sobie, iż pewnie śni się jej, że jest człowiekiem. Wziąłem długopis. Zapisałem to, co pies wymyślił."
Bokserka Farsa zainspirowała go do napisania "Ferdynanda Wspaniałego" - wielkiego sukcesu wydawniczego także poza krajem: kilkanaście przekładów w tym na japoński, estoński, ormiański i hebrajski - dzięki czemu wybudował sobie dom na krakowskim Wzgórzu Salwatorskim.
"Nazbieraliśmy za nasze psy złotych medali. Pamiętam, jak kiedyś zjawił się nagle Tadeusz Łomnicki, który jak miał dwa, trzy dni wolnego, a nie mógł wytrzymać w Warszawie, siadał po przedstawieniu do samochodu i przyjeżdżał do nas. Zjawił się któregoś wieczora, kiedy moja żona grała. Wyjąłem coś do jedzenia, wypiliśmy kielicha. Przy następnych toastach zaczęliśmy się nawzajem odznaczać medalami moich psów. Nagle wróciła Stebnicka, weszła do kuchni i oniemiała - całe popiersia mieliśmy obwieszone psimi orderami. To był niezapomniany wieczór."
Niezapomniane były także spotkania Krakowskiego Salonu Poezji w Teatrze im. Juliusza Słowackiego. Udział Gościa Specjalnego Ludwika Jerzego Kerna opisał felietonista "Dziennika Polskiego" Paweł Głowacki ("Podglądanie rodaków", 15 lutego 2004):
"Tłumnie zgromadzeni na widowni foyer teatru Słowackiego Polacy, na głos chłostani subtelnym szyderstwem Kerna, chyba nigdy jeszcze tak wirtuozersko nie udawali, że wcale nie są Polakami! Bosko rozkwitało uwielbienie dla trzeciej osoby liczby pojedynczej i mnogiej. (...) Śmiechom i zabawom nie było końca - bo to jaja nie ze mnie, lecz z niego, nie z nas, gdyż z nich! Gdy Stebnicka rzekła: 'Nie sztuka dzisiaj być kimś. Dzisiaj - sztuka być sobą', zdawało się że rechot naszych-nie-naszych na strzępy rozniesie dostojne foyer. Jakiż karnawałowy był to poranek! Tak, nasze skurduplenie mentalne, nigdy nie jest naszym skurdupleniem mentalnym. Gdy nadchodzi seans prawdy - choćby nawet seans tak niewinny, seans prawdy podanej tak ciepło i czule, jak je w taktownie bezlitosnych swych satyrach Kern podaje - Polak woli dmuchać na zimne i po mistrzowsku wsuwa się w ten nasz odwieczny nadwiślański taniec ocalający godność."
Satyrycy lubią się podśmiewać z wad innych ludzi. Wychodzi na to, że sami żadnych słabości nie mają. Do jednej jednak Ludwik Jerzy Kern się przyznał.
"Poza granice tego kraju wyszedłem jako pisarz dla dzieci, nie zaś jako satyryk. Bo kogo w Paryżu interesuje, że stałem kilka godzin w kolejce, by na Dzień Kobiet zdobyć dla żony... kostkę masła. Zacząłem pisać dla dzieci i nie omyliłem się. Moje książki mają tłumaczenia w świecie. Na dodatek jestem wicekanclerzem Kapituły Orderu Uśmiechu. Sporo więc robię dla dzieci, ale nie wyobrażam sobie życia z dwojgiem lub trojgiem maleństw. Nic bym dla nich nie mógł napisać, bo do tego muszę mieć absolutny spokój. Jest więc we mnie jakaś uczuciowa i charakterologiczna kolizja. Moje wnuki zostały wychowane poza mną."
Jest coś jednak w tym, że pisarze utworów dla dzieci, przeważnie są bezdzietni, jak na przykład Julian Tuwim czy Jan Brzechwa. Co ciekawe, dla dzieci najlepiej piszą satyrycy, a nie poeci serio.
W ostatnich latach życia Ludwik Jerzy Kern publikował okazjonalnie w miesięczniku "Kraków".
Był członkiem Związku Zawodowego Dziennikarzy RP (1945-1951) i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (1951-1982), Związku Literatów Polskich (1953-1983), Stowarzyszenia Pisarzy Polskich (1989-2010).
(Zawarte w tekście wypowiedzi Ludwika Jerzego Kerna pochodzą z wywiadów, które przeprowadził z nim autor biogramu.)
Autor: Janusz R. Kowalczyk, październik 2010
Twórczość:
- "Tu są bajki", Wydawnictwo Literackie, Kraków 1953 (także: 1954);
- "Bajki drugie", Wydawnictwo Literackie, Kraków 1954;
- "Wolne wnioski", seria: "Biblioteka Satyry", Czytelnik, Warszawa 1954;
- "Do widzenia zwierzęta", Wydawnictwo Literackie, Kraków 1956 (także: 1966);
- "Pierwszy i kilka innych wierszy", Nasza Księgarnia, Warszawa 1956;
- "Menażeria kapitana Ali", Nasza Księgarnia, Warszawa 1957 (także: 1990, 2007);
- "Wiersze i wierszyki", Iskry, Warszawa 1957;
- "Kapitan Ali i jego pies", Wydawnictwo Literackie, Kraków 1959;
- "Powrót Ramony", seria: "Biblioteka Stańczyka", Iskry, Warszawa 1961;
- "Bajki, bajki, bajki...", Wydawnictwo Literackie, Kraków 1963;
- "Ferdynand Wspaniały", Nasza Księgarnia, Warszawa 1963 (także: 1965, 1968, 1974, 1974, 1976, 1979, 1982, 1987, 1991, 1993, 1997, 2003, 2008);
- "Spacer z koniem", seria: "Biblioteka Stańczyka", Iskry, Warszawa 1963;
- "Proszę słonia", Nasza Księgarnia, Warszawa 1964 (także: 1967, 1972, 1985, 1993);
- "Zbudź się, Ferdynandzie", Nasza Księgarnia, Warszawa 1965 (także: 1970, 1983, 1985, 2004);
- "Z Florkiem przez pół świata", Nasza Księgarnia, Warszawa 1966;
- "Zemsta szafy", seria: "Biblioteka Stańczyka", Iskry, Warszawa 1967;
- "Karampuk", Nasza Księgarnia, Warszawa 1968 (także: 1986, 1988, 2002; wersja na 4 CD: 2006);
- "Najwyższe wykształcenie", Wydawnictwo Literackie, Kraków 1969;
- "Kernalia", seria: "Biblioteka Stańczyka", Iskry, Warszawa 1969;
- "Cztery łapy", Nasza Księgarnia, Warszawa 1969 (także: 1984, 1999, 2008);
- "Przygoda w plamie", Nasza Księgarnia, Warszawa 1971;
- "Podglądanie rodaków", Wydawnictwo Literackie, Kraków 1972;
- "Mądra poduszka", Nasza Księgarnia, Warszawa 1972 (także: 1977, 1986);
- "Nasze podwórko", Nasza Księgarnia, Warszawa 1975 (także: 1980, 1990);
- "Rower z rowerowa", Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1976 (także: 1980);
- "Jaśnie Pan Rym", seria: "Biblioteka Stańczyka", Iskry, Warszawa 1982;
- "Wiersze pod choinkę", Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1983 (także: 1990);
- "Pierwszy", seria: "Z wiewiórką", Nasza Księgarnia, Warszawa 1988;
- "Bukiet z wierszy", Nasza Księgarnia, Warszawa 1990;
- "Portrety kwiatów", Wydawnictwo Kwiaty, Kraków 1992;
- "Żółta lokomotywa", Agencja Wydawnicza i Reklamowa Akces, Warszawa 1995;
- "Kolekcja", Agencja Wydawnicza i Reklamowa Akces, Warszawa 1996;
- "Same rodzynki", Siedmioróg, Wrocław 1997;
- "Wiersze dla dzieci", Podsiedlik Raniowski i Spółka, Poznań 1998;
- "Moje abecadłowo", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2000 (także: 2003);
- "Łapy pióra i rymów cała fura", Wydawnictwo Literatura, Łódź 2002 (także: 2006);
- "Niespodzianka", Wydawnictwo Literatura, Łódź 2002 (także: 2003, 2004);
- "O Wacusiu, czyli Saga rodu Falczaków", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002;
- "Pogaduszki", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002;
- "Imiona nadwiślańskie", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2003;
- "Ludwik Jerzy Kern" (wybór wierszy), Wilga, Warszawa 2003;
- "Wiersze", Wilga, Warszawa 2003;
- "Dyskretne podglądanie rodaków", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2004;
- "Kot rybołówca", Wilga, Warszawa 2004 (także: 2007);
- "Co w drókó piszczy, czyli póstynia błendofska", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2006;
- "Kapitan dalekomorskiej wanny", Wydawnictwo Literatura, Łódź 2006;
- "Konik polny i mrówka", Wilga, Warszawa 2007;
- "Litery cztery (wiersze prawie wszystkie)", wybór: Krzysztof Lisowski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008.
Przekłady (wybór):
- Claude Aveline, "Historyjki o lwie, o słoniu, o kotku i kilka innych jeszcze w środku", Nasza Księgarnia, Warszawa 1957 (także: 1968);
- Claude Aveline, "Tik-Tak", Nasza Księgarnia, Warszawa 1967 (także: 1968, jako "Drzewo Tik-Tak");
- Claude Aveline, "O lwie, który lubił tylko truskawki", Nasza Księgarnia, Warszawa 1970;
- Roald Dahl, "Jakubek i brzoskwinia olbrzymka", Nasza Księgarnia, Warszawa 1982 (także: 1989);
- Uri Orlev, "Wyspa na ulicy Ptasiej", Nasza Księgarnia, Warszawa 1990.
Opracowania:
- Marian Załucki, "Kpiny i kpinki", Wydawnictwo Literackie, Kraków 1985.
Nagrody, wyróżnienia:
- 1976, 1979 - Nagroda Prezesa Rady Ministrów za twórczość dla dzieci;
- 1977 - Nagroda Literacka m. Krakowa;
- 1986 - nagroda rzymskiego miesięcznika "Scena Illustrata" - Premio Internazionale "Il migliori dell anno";
- 1996 - Nagroda im. Andrzeja Waligórskiego;
- 1997 - Nagroda Wojewody Krakowskiego w dziedzinie kultury i sztuki;
- 2000 - Nagroda Krakowska Książka Miesiąca;
- 2008 - Nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w dziedzinie literatury.
Odznaczenia:
- 1972 - Order Uśmiechu (wicekanclerz Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu);
- 1973 - Złoty Krzyż Zasługi;
- 1975 - Złota Odznaka "Za Pracę Społeczną dla m. Krakowa";
- 1975 - Odznaka Zasłużony Działacz Kultury;
- 1977 - Medal Komisji Edukacji Narodowej;
- 1980 - Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski;
- 1981 - Medal Instytutu Wydawniczego "Nasza Księgarnia" za twórczość dla dzieci;
- 1998 - Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski;
- 2007 - Medal Polskiej Sekcji IBBY za całokształt twórczości.
Podobne
Literatura Janusz Tazbir
Historyk, badacz dziejów kultury staropolskiej oraz reformacji i kontrreformacji w Polsce. Urodził...
Literatura Maria Nurowska
Maria Nurowska ur. w 1944 we wsi Okółek w Suwalskiem; ukończyła filologię polską i słowiańską na...
Zobacz także
Film "Przewodnik do Polaków"
Pięć filmów dokumentalnych o polskim rocku, modzie, zabawkach, himalaizmie i seksie w czasach PRL-u tworzy "Przewodnik do Polaków"...
Sztuki wizualne Maria Poprzęcka "55 skarbów Polski"
Znakomita znawczyni i popularyzatorka sztuki profesor Maria Poprzęcka wybrała 55 najcenniejszych obiektów artystycznych znajdujących się w polskich zbiorach.







