Literatura
Jerzy Pilch, "Moje pierwsze samobójstwo"
Literatura
"Pewne jest, że jak czegoś nie da się ustalić, trzeba to wymyślić" - czytamy w pełnej humoru i ironii opowieści o pożądaniu, tęsknotach i sile wychowania, od których zależy całe nasze życie. Bohater spędził dzieciństwo w znanej miłośnikom Pilcha, obyczajowo surowej, "luterskiej" Wiśle. Z Babką Pechową - "wirtuozką mycia trupów" i Dziadkiem Pechem, próbującym bez powodzenia tak ustawić pięć zegarów, by dzwoniły jednocześnie. Obok osobliwych postaci z rodziny nieoczekiwanie pojawiają się pełne seksu kobiety adorowane przez narratora jak Polska długa i szeroka, od czasów peerelowskich "praktyk robotniczych" po ekskluzywne, współczesne przyjęcie w ambasadzie. Z perspektywy dojrzałego mężczyzny wszystko jednak wygląda inaczej niż kiedyś...
Źródło: Nota wydawcy - www.swiatksiazki.pl
Książka nominowana do Nagrody Nike 2007.
Zobacz również: "Nienasycenie" - o książce Jerzego Pilcha pisze Paweł Urbaniak, "Twórczość", marzec 2007
"MOJE PIERWSZE SAMOBÓJSTWO" JERZEGO PILCHA
To trochę powieść, a trochę zbiór opowiadań. W kolejnych częściach tomu pojawiają się te same miejsca i te same postaci, echa epizodów z początku słyszymy w finale. Rozpoznajemy także bohatera - to chłopak z Wisły wychowany w surowym, protestanckim domu. To on jest przewodnikiem i bohaterem całości, to o jego życiu jest ta opowieść. Prowincjusz z Wisły, który trafia do wspaniałego Krakowa, już się zresztą w twórczości Pilcha pojawiał.
W opowieściach zawartych w Moim pierwszym samobójstwie jest sporo charakterystycznego dla Jerzego Pilcha sarkazmu. Tak jest w opowiadaniu tytułowym, kiedy narrator przypomina sobie po 40 latach, jak wymyślił, żeby targnąć się na swoje życie. Operacja był skomplikowana, trzeba ją było przeprowadzić nocą, bo wtedy bohatera nawiedzały młodzieńcze depresje, ale należało działać tak, żeby nie obudzić śpiących rodziców. Do rangi ważkiej kwestii urastało więc bezszelestne odsuwanie zasłon na balkon. Autor długo się wprawiał: "Ćwiczenia są drogą żywota" - komentuje w pewnej chwili.
To zdanie wraca jak refren wielokrotnie. Z jednej strony to tylko prosta formuła z protestanckiego żywota w małym mieście. Z drugiej jednak refleksja nad całą egzystencją bohatera - pisarza, który przekroczył pięćdziesiątkę, człowieka samotnego, który ma kłopoty z alkoholem, rozmaite zmartwienia z samym sobą, który, jak w "Rozdziale o nieruchomo siedzącej postaci", zmaga się z licznymi kompleksami erotycznymi, faceta, który ma poczucie, mniejsza zasadne czy nie, że sporą część dotychczasowego życia zmarnował. Właśnie ten ton serio, chociaż wyrażony dowcipną Pilchowską frazą porusza w Moim pierwszym samobójstwie najbardziej i powoduje, że efektownie skrojony zbiór wybija się na prawdziwą artystyczną niepodległość, stawia ważne, zasadnicze pytania, staje się powieścią nie tylko o ciekawym życiu, ale o życiu po prostu.
Tak jest np. z niefortunnym przemówieniem, jakie bohater wygłasza na uroczystości sześćdziesięciolecia rodziców. Ta opowieść od samego początku idzie jak świetna anegdota, ale przecież kryje się w niej - od chwili tego toastu, kiedy uroczysty obiad zamienia się w katastrofę - także wzruszający ton poświęcony ojcu i matce. Podobnie jest w "Sobowtórze zięcia Tołstoja". Ojciec bohatera zamówił u stolarza specjalny stolik do gry w szachy. Pomysł jest ekstrawagancki, a jednak po latach stary krakus i warszawiak wspomina tamten wiślański epizod z nieudawanym chyba wzruszeniem: "Mało, bardzo mało razy widziałem w życiu mojego starego w pełni szczęścia. Trzy, może cztery razy. Kiedyś schodziliśmy z Partecznika i nagle, jak się wyszło zza zakrętu, na przeciwległym stoku pokazał się w żółtawym blasku gasnącego nad Czantorią słońca nasz, dopiero co postawiony dom - może wtedy był szczęśliwy. Może był szczęśliwy, jak na rok przed śmiercią wrócił ze szpitala domu, otwierał furtkę, wchodził po schodach i życie zdawało się, było przed nim."
Autor: Marek Radziwon, wiadomosci.gazeta.pl, 20 czerwca 2007
Źródło: Nota wydawcy - www.swiatksiazki.pl
- Jerzy Pilch
Moje pierwsze samobójstwo
Świat Książki, Warszawa 2006
130 x 205, 304 ss., oprawa twarda
ISBN 83-247-0473-6
Książka nominowana do Nagrody Nike 2007.
Zobacz również: "Nienasycenie" - o książce Jerzego Pilcha pisze Paweł Urbaniak, "Twórczość", marzec 2007
"MOJE PIERWSZE SAMOBÓJSTWO" JERZEGO PILCHA
To trochę powieść, a trochę zbiór opowiadań. W kolejnych częściach tomu pojawiają się te same miejsca i te same postaci, echa epizodów z początku słyszymy w finale. Rozpoznajemy także bohatera - to chłopak z Wisły wychowany w surowym, protestanckim domu. To on jest przewodnikiem i bohaterem całości, to o jego życiu jest ta opowieść. Prowincjusz z Wisły, który trafia do wspaniałego Krakowa, już się zresztą w twórczości Pilcha pojawiał.
W opowieściach zawartych w Moim pierwszym samobójstwie jest sporo charakterystycznego dla Jerzego Pilcha sarkazmu. Tak jest w opowiadaniu tytułowym, kiedy narrator przypomina sobie po 40 latach, jak wymyślił, żeby targnąć się na swoje życie. Operacja był skomplikowana, trzeba ją było przeprowadzić nocą, bo wtedy bohatera nawiedzały młodzieńcze depresje, ale należało działać tak, żeby nie obudzić śpiących rodziców. Do rangi ważkiej kwestii urastało więc bezszelestne odsuwanie zasłon na balkon. Autor długo się wprawiał: "Ćwiczenia są drogą żywota" - komentuje w pewnej chwili.
To zdanie wraca jak refren wielokrotnie. Z jednej strony to tylko prosta formuła z protestanckiego żywota w małym mieście. Z drugiej jednak refleksja nad całą egzystencją bohatera - pisarza, który przekroczył pięćdziesiątkę, człowieka samotnego, który ma kłopoty z alkoholem, rozmaite zmartwienia z samym sobą, który, jak w "Rozdziale o nieruchomo siedzącej postaci", zmaga się z licznymi kompleksami erotycznymi, faceta, który ma poczucie, mniejsza zasadne czy nie, że sporą część dotychczasowego życia zmarnował. Właśnie ten ton serio, chociaż wyrażony dowcipną Pilchowską frazą porusza w Moim pierwszym samobójstwie najbardziej i powoduje, że efektownie skrojony zbiór wybija się na prawdziwą artystyczną niepodległość, stawia ważne, zasadnicze pytania, staje się powieścią nie tylko o ciekawym życiu, ale o życiu po prostu.
Tak jest np. z niefortunnym przemówieniem, jakie bohater wygłasza na uroczystości sześćdziesięciolecia rodziców. Ta opowieść od samego początku idzie jak świetna anegdota, ale przecież kryje się w niej - od chwili tego toastu, kiedy uroczysty obiad zamienia się w katastrofę - także wzruszający ton poświęcony ojcu i matce. Podobnie jest w "Sobowtórze zięcia Tołstoja". Ojciec bohatera zamówił u stolarza specjalny stolik do gry w szachy. Pomysł jest ekstrawagancki, a jednak po latach stary krakus i warszawiak wspomina tamten wiślański epizod z nieudawanym chyba wzruszeniem: "Mało, bardzo mało razy widziałem w życiu mojego starego w pełni szczęścia. Trzy, może cztery razy. Kiedyś schodziliśmy z Partecznika i nagle, jak się wyszło zza zakrętu, na przeciwległym stoku pokazał się w żółtawym blasku gasnącego nad Czantorią słońca nasz, dopiero co postawiony dom - może wtedy był szczęśliwy. Może był szczęśliwy, jak na rok przed śmiercią wrócił ze szpitala domu, otwierał furtkę, wchodził po schodach i życie zdawało się, było przed nim."
Autor: Marek Radziwon, wiadomosci.gazeta.pl, 20 czerwca 2007
Podobne
Literatura Tadeusz Różewicz, "Matka odchodzi"
Książka Różewicza złożona jest z dokumentów rodzinnych, własnych wierszy poświęconych matce i szkicu...
Literatura Tadeusz Różewicz, "Nożyk profesora"
Na okładce książki Tadeusza Różewicza widnieje autentyczny obozowy nożyk przyjaciela poety, znanego...
Zobacz także
Sztuki wizualne Stanisław Wyspiański "Chochoły"
Jeden z najbardziej rozpoznawalnych pasteli Stanisława Wyspiańskiego, znany obecnie pod tytułem "Chochoły", powstał prawdopodobnie w okolicach marca 1898 roku.
Film "Do widzenia, do jutra"
Film fabularny w reżyserii Janusza Morgensterna z 1960 roku. Debiutancki obraz Morgensterna określa się dziś jako kultowy...