Literatura
Jerzy Kronhold
Literatura
Poeta, urodzony w roku 1946.
Jerzy Kronhold jest najmniej chyba znanym poetą "Nowej Fali", jego twórczość długo pozostawała w cieniu sławniejszych kolegów, Stanisława Barańczaka, Adama Zagajewskiego, Ryszarda Krynickiego. Może dlatego, że dawniej, w odróżnieniu od nich, uprawiał lirykę bezpośredniego wzruszenia lirycznego, na pograniczu sentymentalizmu: "szłaś ulicą widziałem migający bucik". Zawsze jednak sentymentalizmu potrafił uniknąć, dzięki walorom wyobraźni odważnej, surrealnej - w wierszu za chwilę ów bucik zapłonie i noga ukochanej rozżarzy się miłosnym podnieceniem. Potrafił Kronhold napisać: "w nocy beczy szybkocelny poemat". Także tak charakterystyczne dla "Nowej Fali" diagnozy społeczne były w tej twórczości mniej oczywiste, bardziej skryte pod lirycznym nastawieniem. Wprawdzie mógł Kronhold na "nowofalową" nutę zaintonować ironiczną "tryumfalną pieśń supersamu", ale bliższa mu była "poranna msza obłoków".
Po latach milczenia przypomniał się tomikiem Wiek brązu (2000). Nie tylko przypomniał się, ale i zajął miejsce pośród najlepszych polskich poetów. Krytyka powitała ten jego powrót entuzjastycznie. Jest w jego książce piosenkowy ton nadawany przez czyste erotyki, nie skrywające miłosnej radości i miłosnego mroku. Widzę w nich piękny wpływ wielkiego czeskiego poety - noblisty Jaroslava Seiferta. Wspominam o tym, bo zdaje mi się, że swoisty "czeski" klimat bezpośrednich wzruszeń unosi się nad poezją Kronholda. Przykładem może być wiersz o Vladimirze Holanie - ciemnym poecie, który zaprzestał pisania po śmierci córki:
Poruszające są delikatne akcenty "lokalności" w wierszach tego poety. Chodzi tu o Śląsk Cieszyński i jego pejzaże, jego przyrodę, która niejako sama z siebie wysnuwa czułość:
Są też w Wieku brązu przejmujące, brutalnie szczere wiersze szpitalne. W utworze Lato gorące do brutalności agonii i odczucia empatii z umierającą bliską osobą dołącza się cierpienie własne z powodu cudzego cierpienia. Ta liryka zrywa szpitalne parawany, stawia nas sam na sam z ostentacją prawdy o upokorzonym człowieczeństwie. A przecież odbywa się to w kantyczkowym, prościutkim rytmie. Tym bardziej jest wstrząsające:
W innych utworach poeta zajmuje się cierpieniami publicznymi, cierpieniami historii. Znamienne jest rodzinne Zdjęcie z czerwca 1939, zdjęcie na moście przez Olzę, oglądane oczyma kogoś, kto "dopiero zostanie poczęty na obczyźnie w Polsce Ludowej". Kronhold daje portrety ludzi poranionych przez najnowsze polskie dzieje, w świetnym skrócie ujmując nasze charakterystyczne resentymenty. Na przykład w wierszu O wy stare kręgle chyba najlepiej w polskiej poezji ukazuje sylwetki "filarów ancien régime'u" komunistycznego, ich nienawistne spojrzenie na zmieniony świat.
Całe to bogactwo treściowe Kronhold - od początku swojego pisania - przekazuje najprostszymi i najsubtelniejszymi zarazem środkami poetyckimi, melodyką, nastrojowością, odkrywając - jak to pisał Zbigniew Herbert - "czystość samogłosek, którymi wyrazić można wszystko żal radość zachwyt gniew". Nigdy nie pozwala sobie na epatowanie tematem, tyle tylko chce wyrazić, ile uniosą poetyckie środki. Jest w tym i wielka skromność poetyckiego rzemieślnika i duma z możliwości poetyckiego rzemiosła.
Kiedy zastanawiam się nad sensem tytułu ostatniego tomu poety - Wiek brązu - przywołać muszę Prace i dni Hezjoda, który ludzi "wieku brązu" przedstawia jako mających twarde serca i dusze, odznaczających się potęgą, srogością i pychą. I ci mocarze - jak pisze Hezjod - "pokonani są rąk swoich własnych siłą".
W swoich wierszach Jerzy Kronhold chwyta nas wszystkich w momencie przesilania się naszej potęgi, w autorefleksji dzisiejszej cywilizacji, która zabija samą siebie. I zdobywa się ta cywilizacja na jakiś nostalgiczny żal. W tym naszym żalu za prawdą uczucia, którą gubimy w cynicznej, samobójczej potędze, Kronhold widzi ocalenie. Ocalenie, które tak wyraża:
Autor: Piotr Matywiecki, grudzień 2006.
fot. Elżbieta Lempp
Po latach milczenia przypomniał się tomikiem Wiek brązu (2000). Nie tylko przypomniał się, ale i zajął miejsce pośród najlepszych polskich poetów. Krytyka powitała ten jego powrót entuzjastycznie. Jest w jego książce piosenkowy ton nadawany przez czyste erotyki, nie skrywające miłosnej radości i miłosnego mroku. Widzę w nich piękny wpływ wielkiego czeskiego poety - noblisty Jaroslava Seiferta. Wspominam o tym, bo zdaje mi się, że swoisty "czeski" klimat bezpośrednich wzruszeń unosi się nad poezją Kronholda. Przykładem może być wiersz o Vladimirze Holanie - ciemnym poecie, który zaprzestał pisania po śmierci córki:
bardzo ją kochał a kiedyTa wstrząsająca pointa - ludzkie i poetyckie credo! - tłumaczy też, dlaczego sam Kronhold tak rzadko publikuje: bo dla niego prawda uczucia i etyki ma prymat, a nie prawda literatury...
umarła nie napisał już
ani jednego wiersza
Poruszające są delikatne akcenty "lokalności" w wierszach tego poety. Chodzi tu o Śląsk Cieszyński i jego pejzaże, jego przyrodę, która niejako sama z siebie wysnuwa czułość:
Pomiędzy Nikiszowcem a GiszowcemDo tej aury należą także przejawy luterańskiej religijności, nawet dzwon z Kościoła Pana Jezusowego odzywa się słowami "starej pieśni którą doktor Marcin Luter ułożył".
zdarzają się dorodne lipy i kasztanowce,
zdarza się wielka miłość
między dziewczyną a chłopcem,
niezwykła czułość
między Giszowcem a Nikiszowcem.
Są też w Wieku brązu przejmujące, brutalnie szczere wiersze szpitalne. W utworze Lato gorące do brutalności agonii i odczucia empatii z umierającą bliską osobą dołącza się cierpienie własne z powodu cudzego cierpienia. Ta liryka zrywa szpitalne parawany, stawia nas sam na sam z ostentacją prawdy o upokorzonym człowieczeństwie. A przecież odbywa się to w kantyczkowym, prościutkim rytmie. Tym bardziej jest wstrząsające:
Lato gorące gnaty parzyłoCytuję ten utwór, bo chyba obok Lieberta i Grochowiaka, ostatnio Tkaczyszyna-Dyckiego, nikt w polskiej poezji nowożytnej tak nie opisywał agonii. A zwrot "za przeproszeniem" ma w sobie tyle sarkazmu i ukrywanej wściekłości na własną bezsilność, i tyle rezygnacji, że wystarcza za ogromny cykl współczesnych trenów...
i doskwierało.
Wściekłe komary, senne menady
zżerały ciało,
gdy umierała w sali zbiorowej
za przeproszeniem,
prawie do końca nie ustawały
potu strumienie [...]
W innych utworach poeta zajmuje się cierpieniami publicznymi, cierpieniami historii. Znamienne jest rodzinne Zdjęcie z czerwca 1939, zdjęcie na moście przez Olzę, oglądane oczyma kogoś, kto "dopiero zostanie poczęty na obczyźnie w Polsce Ludowej". Kronhold daje portrety ludzi poranionych przez najnowsze polskie dzieje, w świetnym skrócie ujmując nasze charakterystyczne resentymenty. Na przykład w wierszu O wy stare kręgle chyba najlepiej w polskiej poezji ukazuje sylwetki "filarów ancien régime'u" komunistycznego, ich nienawistne spojrzenie na zmieniony świat.
Całe to bogactwo treściowe Kronhold - od początku swojego pisania - przekazuje najprostszymi i najsubtelniejszymi zarazem środkami poetyckimi, melodyką, nastrojowością, odkrywając - jak to pisał Zbigniew Herbert - "czystość samogłosek, którymi wyrazić można wszystko żal radość zachwyt gniew". Nigdy nie pozwala sobie na epatowanie tematem, tyle tylko chce wyrazić, ile uniosą poetyckie środki. Jest w tym i wielka skromność poetyckiego rzemieślnika i duma z możliwości poetyckiego rzemiosła.
Kiedy zastanawiam się nad sensem tytułu ostatniego tomu poety - Wiek brązu - przywołać muszę Prace i dni Hezjoda, który ludzi "wieku brązu" przedstawia jako mających twarde serca i dusze, odznaczających się potęgą, srogością i pychą. I ci mocarze - jak pisze Hezjod - "pokonani są rąk swoich własnych siłą".
W swoich wierszach Jerzy Kronhold chwyta nas wszystkich w momencie przesilania się naszej potęgi, w autorefleksji dzisiejszej cywilizacji, która zabija samą siebie. I zdobywa się ta cywilizacja na jakiś nostalgiczny żal. W tym naszym żalu za prawdą uczucia, którą gubimy w cynicznej, samobójczej potędze, Kronhold widzi ocalenie. Ocalenie, które tak wyraża:
Na wapiennej skale zamieszkałemTomy wierszy:
w księstwie storczyków siwej czapli
z antologią obłoków do przepisania
i mieniących się kropel rosy.
- Samopalenie (1972),
- Baranek lawiny (1980),
- Wiek brązu (2000).
Autor: Piotr Matywiecki, grudzień 2006.
Podobne
Literatura Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki
Poeta, urodzony 12 listopada 1962 roku w Wólce Krowickiej koło Lubaczowa...
Literatura Janusz Tazbir
Historyk, badacz dziejów kultury staropolskiej oraz reformacji i kontrreformacji w Polsce. Urodził...
Zobacz także
Sztuki wizualne Maria Poprzęcka "55 skarbów Polski"
Znakomita znawczyni i popularyzatorka sztuki profesor Maria Poprzęcka wybrała 55 najcenniejszych obiektów artystycznych znajdujących się w polskich zbiorach.
Sztuki wizualne Mirosław Bałka "Carrousel"
Gdy widz stanie pośrodku sali, w której wyświetlany jest film "Carrousel" ("Karuzela"), może mu się zakręcić w głowie. Wokół niego na ścianach wirują cztery projekcje.







