Literatura

Jarosław Abramow-Newerly

Literatura
Krystyna Dąbrowska
Jarosław Abramow-Newerly w swoim mieszkaniu w Warszawie, 2007 rok - fot. Włodzimierz Wasyluk
Pisarz, dramaturg, autor słuchowisk, a także tekstów i muzyki do piosenek. Urodził się 17 maja 1933 roku w Warszawie.

Jest synem pisarza Igora Newerlego i Barbary Abramow, nauczycielki i aktorki, przed wojną związanej z teatrem "Baj". Studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Był jednym z założycieli Studenckiego Teatru Satyryków (STS), dla którego pisał i komponował.

Debiutował w 1955 roku na łamach tygodnika "Szpilki" jako satyryk, a dwa lata później opublikował swoje tworzone dla STS-u monologi i skecze w zbiorze Myślenie ma kolosalną przyszłość (1957) . Za sztukę Anioł na dworcu, wystawioną w 1962 roku, a wydaną w 1965, otrzymał Nagrodę imienia Piętaka (1965) i Nagrodę Fundacji Kościelskich (1967).

Był też współtwórcą i redaktorem naczelnym tygodnika "Od Nowa" (1956). W latach 1960-1966 pracował jako kierownik Redakcji Teatru Młodego Słuchacza w Polskim Radiu. Od początku lat osiemdziesiątych mieszka w Warszawie i w Toronto.

Matka Jarosława Abramowa-Newerlego pochodziła z Puław, z wielodzietnej rodziny żydowskiej. Była najmłodszym dzieckiem; jej matka nie przeżyła porodu, a sześcioro starszego rodzeństwa wcześnie umarło na gruźlicę. Jedyna żyjąca siostra, nie mogąc pogodzić pracy zarobkowej z opieką nad małą Barbarą, oddała ją do "Domu Sierot" na ulicy Krochmalnej w Warszawie, prowadzonego przez doktora Janusza Korczaka i Stefanię Wilczyńską. W ten sposób, już jako dorosła wychowanka "Domu Sierot", Barbara poznała Igora Newerlego, młodego emigranta z Rosji i bliskiego współpracownika Korczaka. Igor, a właściwie Jerzy (bo znalazłszy się w Warszawie, Newerly spolszczył swoje imię i dopiero po wojnie wrócił do dawnego) był w dwudziestoleciu międzywojennym sekretarzem Korczaka, a od 1930 roku redagował powierzone mu przez Doktora pismo dzieci i młodzieży "Mały Przegląd".

Jarosław Abramow-Newerly wychował się na warszawskim Żoliborzu. Swoje dzieciństwo, które przypadło na czas wojny (w chwili jej wybuchu miał sześć lat), opisał w niezwykłym tomie wspomnień Lwy mojego podwórka (2000). Pokazał tam okupację niemiecką z perspektywy chłopca, ciekawskiego obserwatora świata dorosłych, "strzygącego uchem" przy każdej nadarzającej się okazji. Sportretował kolegów z podwórka i ich rodziny, mieszkańców żoliborskiego osiedla - środowisko szczególne, bo w dużej mierze tworzone przez ważnych przedstawicieli warszawskiej inteligencji, których dzieci, jak sam Abramow, miały się wybić po wojnie. Na przykład najbliższym przyjacielem małego Jarka był Kazik Orłowski, brat Jurka Orłowskiego, obecnie znanego izraelskiego pisarza Uriego Orleva, autora nagradzanych książek dla dzieci. Okupacyjna historia dwóch sąsiadujących ze sobą rodzin, Orłowskich i Newerlych, jest zresztą znamienna. Orłowscy zgodnie z niemieckim nakazem przenieśli się do getta. Zginęła tam matka chłopców; bracia wprawdzie przetrwali, lecz przeszli gehennę ukrywania się i obozu Bergen-Belsen. Jarkowi Abramowowi i jego matce groził podobny los, jednak Jerzy Newerly kategorycznie zabronił żonie przeprowadzki z synem do getta. Wyrobił jej aryjskie papiery, ratując życie obojgu.

Jarosław Abramow-Newerly ukazuje Żoliborz jako dzielnicę, w której, dzięki sąsiedzkiej dyskrecji, Żydzi mieli większą niż gdzie indziej szansę ocalenia. W ich ukrywanie, szukanie bezpiecznych adresów bardzo angażowali się jego rodzice. W Lwach mojego podwórka znajdziemy wstrząsające opowieści o żydowskich znajomych i przyjaciołach Newerlych: o młodziutkim Lejzorze Czarnobrodzie, którego mimo starań nie udało się uratować, o jego hardej siostrze Sarence, "co pazurami trzymała się życia", czy o pięknej, bogatej i zaradnej Helenie Adelberg, która uciekła z transportu do Treblinki, a potem straciła dwóch synów. Wspomnienia Abramowa są zatem także kroniką tragedii warszawskich Żydów, która nie ominęła, jak wiadomo, "Domu Sierot" Korczaka:
"Przed zamknięciem getta rodzice utrzymywali ścisły kontakt z 'Domem Sierot' i przyjaciółmi z 'Małego Przeglądu'. Wciąż ktoś do nas przychodził. Potem wizyty stały się rzadsze, ale pozostały rozmowy telefoniczne. Tata parę razy odwiedzał babcię Stefę ['babcią' nazywał Jarosław Abramow Stefanię Wilczyńską - K.D.] i doktora Korczaka. Zgodnie z planem (i to film Wajdy wiernie pokazał) Maryna Falska przygotowała poza murami lokal dla Korczaka. Tata miał go przeprowadzić na aryjską stronę. W tym celu udał się do getta. Kiedy powiedział mu o tym, spotkał się z kategoryczną odmową. Pan doktor zdziwił się, że po tylu latach znajomości i przyjaźni tata może mu coś takiego zaproponować. Tata, czując swą bezsilność, więcej już nie nalegał. Wiedział, że to nic nie da. Tylko bardziej dotknie Korczaka. Zastał go zmienionego i postarzałego nad wiek. Z jego zachowania wyczuł, że dawno podjął decyzję i gotował się na śmierć. Był zbyt mądry, by nie wiedzieć, co Niemcy z nim zrobią. Na żadną ich łaskę nie liczył. Z precyzją lekarza klinicysty przewidział swój los i ze spokojem go oczekiwał. Z tą świadomością wręczył ojcu swój pamiętnik, który pisał w getcie, z prośbą, by go przechował do lepszych czasów.

Ojciec wracał więc z getta mocno zgnębiony. Zamiast Korczaka ratował jego tekst. Nie było mu lekko na duszy. Ale rozumiał wybór Doktora. Wiedział, że musiał on tak postąpić. Inaczej nie byłby Korczakiem. Po przyjściu do domu tata długo opowiadał mamie o tym spotkaniu, pokazując pamiętnik i celofanową, błyszczącą opaskę z gwiazdą Dawida, którą nałożył w getcie. Mama ją szybko zniszczyła. Nazajutrz pojechał na Bielany i zdał sprawozdanie ze swej wizyty pani Marynie Falskiej, dla której odmowa Korczaka była wielkim, osobistym ciosem. Wszystko miała przygotowane i liczyła po cichu, że w ostatniej chwili Korczak jednak skorzysta z tej szansy.

Co do pamiętnika, to wspólnie z ojcem ustalili, że bezpieczniej go będzie trzymać w 'Naszym Domu' niż u nas na Krasińskiego. Pani Maryna zamurowała go w specjalnej skrytce, o której tylko parę osób wiedziało. Po wojnie, już po jej śmierci (zmarła na atak serca w 1944 roku), udało się ojcu ten pamiętnik wydobyć. Opatrzył go wstępem i w pierwszym wydaniu dzieł zebranych Janusza Korczaka, które sam zredagował, opublikował w 1957 roku.

W lipcu 1942 roku zatelefonował do mamy ktoś z getta. Któryś z przyjaciół oznajmił jej, że przed chwilą rozmawiał ze świadkiem, żydowskim policjantem, który przysięgał, że widział na własne oczy, jak z Umschlagplatzu Niemcy gnali do wagonu doktora Korczaka, Stefanię Wilczyńską i cały 'Dom Sierot'. Mama nie chciała wierzyć. Wciąż powtarzała: - To niemożliwe. To niemożliwe. Oni nie mogli tego zrobić...

Nie była w stanie się z tym pogodzić. I nigdy się nie pogodziła. Wtedy w lipcu straciła coś więcej niż rodziców. Nagle runął cały jej świat. Wszystko, co najbardziej kochała..."
Lwy mojego podwórka, chociaż mówią o rzeczach bolesnych, pozbawione są patosu. Świat widziany oczami dziecka, które nie zawsze wszystko rozumie i interpretuje wydarzenia na swój nieuprzedzony sposób, odsłania się w całej psychologicznej prawdziwości. Charakterystyczna jest opowieść o matce, szykującej paczki dla ojca w obozie (Jerzy Newerly został aresztowany 8 stycznia 1943 roku i jako więzień "polityczny" spędził dwa lata za drutami - najpierw na Majdanku, później w Oświęcimiu. W obozach przebywał więc do końca wojny). Mały Jarek zawsze się cieszył, kiedy mama przygotowywała paczkę, bo liczył, że skosztuje przy okazji ciut kajmaku lub czekolady - pożywnych, z trudem zdobytych specjałów, zastrzeżonych dla uwięzionego taty. Korzystając z jego nieobecności, mógł też spać w łóżku rodziców "pod skrzydełkiem" matki. Szczerość i precyzja w opisywaniu dziecięcych potrzeb i zachowań, tak normalnych mimo strasznej wojennej rzeczywistości, czyni z Lwów... świadectwo wyjątkowe. Koledzy z podwórka zimą skaczą po wystających spod śniegu brzuchach płytko pogrzebanych kawaleryjskich koni. W czasie Powstania Warszawskiego bawią się we własne powstanie, a kiedy matki uniemożliwiają zwerbowanie jedenastoletnich synów do prawdziwego oddziału, oni uważają to za afront, krzywdę, upupiającą nadopiekuńczość. W podobnie ludzki sposób patrzy Abramow-Newerly na dorosłych. Zabawny, lecz jakże realistyczny jest portret wujka, który we wrześniu 1939 roku, w bombardowanej Warszawie, musiał codziennie zjeść na śniadanie talerz kaszki manny z owocowym soczkiem. Porusza dramatyczna opowieść o Lutku Kacperskim, rzeźniku, który nie potrafił zabijać ludzi i bał się iść do Powstania, mając za broń jedynie stary bagnet. Przerażony szaleńczym planem ataku źle uzbrojonej grupy powstańców na fort Bema, ostatecznie nie wziął w nim udziału. Wszyscy jego przyjaciele w tym ataku zginęli.

Lwy mojego podwórka urzekają językowym słuchem autora, który stworzył świetne, żywe dialogi (jak rozmowa matki z szantażystą Saulem) i wspaniale potrafił oddać warszawską gwarę. Oto opis odwiedzin Barbary Abramow-Newerly z synem u robotnika Krawczyka, mieszkającego na Starym Mieście. Krawczyk, zatrudniany przez Niemców na Majdanku, szmuglował tam żywność dla ojca:
"Rozmowy mamy z Krawczykiem znałem na pamięć. Wyglądały mniej więcej tak: - I co, panie Krawczyk? Widział pan męża? - Ano - kiwał się z ziewnięciem. - I co, zdrów? - Zdrów, pani... - I jak wygląda? Bardzo schudł? - Gdzie tam! Takie pyski ma! Spasł się na paninych paczkach... - E tam, spasł. Pewnie pan myli z kimś drugim. - Z jakim drugim! Co ja nie znam małżonka? W okularach, kulawy! Tak kusztyka na jedne nogie? Ten? - Ten. - No - czochrał się dumnie. - Nie trafiła pani na neptka i lebiegie. Gdybym ja nie był chłopak z miasta, tu, na Starem Mieście chowany, to ja bym dawno z pani mężem w baraku siedział. Pani myśli, że co? Szkopy ślepe są? One tamuj na Majdanku nieźle nasz rewidują, w dziąsło szarpane... - Ja nie mówię w tym sensie, panie Krawczyk. Ja panu jestem bardzo wdzięczna, że pan mi te paczki nosi... - Co tam wdzięczna, pani. Górala bierę, to paczkie niesę. Nie jezdem obuz, żeby mu do łobozu nie dać. Jak te oprychi, co się ich tera tyle co wszów na Żydzie, za przeproszeniem, namnożyło. Ja idę na ryzykie, pani. Albo rybka, albo pipka. Jak się chce na chleb z masłem zarobić, to trza ryzykować, nie? Gieńka! - wykrzykiwał do żony. - Daj no mi krawatkę migiem, bo się oba do katedry na mszę spóźnimy.

W ten sposób dawał nam do zrozumienia, że czas kończyć."
Jarosław Abramow-Newerly uchem małego Jarka podsłuchuje przyjaciół i znajomych rodziców, na przykład sąsiada Teodora Cołojewa, Czerkiesa i białego emigranta, który czarował jego matkę: "Przy pani to ja jestem anioł! Pani widać jest żoliborskim diawłem i czarownicą, że tak mnie zaklęła. Bo to nie jest normalno. Absolutno." Te podsłuchane dialogi i migawkowe obrazki często wnikliwiej ukazują polskie paradoksy niż obszerne socjologiczne analizy. Jak chociażby scenka na nadwiślańskiej plaży w lipcu 1944 roku:
"Przed jednym chłopcem leżała zwinięta w kłębek harcerska bluza i czapka z lilijką. Trzymał w ręku zwitek kartek i głośno czytał dziewczynie. Ona oparła mu głowę na opalonym udzie, a twarz w ciemnych okularach wystawiła na słońce. Od czasu do czasu palcami z pomalowanymi na czerwono paznokciami głaskała go po piersi.
- I to jest wasza konspiracja - pan Teodor wskazał ich mamie. - Czytają sobie gazetkę na głos. A tu od szpiclów aż się roi. Ta polska brawura - westchnął i zaczął odpinać koszulę.
- No - potaknęła mama. Młodzież się nie boi. Czeka tylko na znak, by rozbrajać Niemców. Jak w osiemnastym roku. Pamiętam, jak Prusacy takim chłopcom sami oddawali broń.
- Teraz sami nie dadzą. Trzeba im będzie zdrowo wyrywać. Każdy dom zmienią w festung. Hitler wie, co go czeka. Ostatni chłopok z Hitlerjugend będzie go bronić...
(...)
- Ale nie są to już ci sami Niemcy co kiedyś. Przyzna pan.
- Nie są, nie są. Och wy. Wiecznie w różowych okularach.
- A pan w czarnych.
- Lepiej w czarnych. My, Czerkiesy, jak bierzemy za kindżał, to wybieramy czarną, bezksiężycową noc. A najlepiej burzę. A wy sonce! Jasne sonce jak dziś. A w takim soncu, pani Basio, to można się tylko kąpać - odpiął pasek i zsunął spodnie."
Po klęsce powstania Jarosław z matką trafili do obozu w Pruszkowie, następnie do wsi Słomniki pod Krakowem, skąd pojechali do Wodzisławia. Do Warszawy wrócili w lutym 1945 roku. Pierwsze lata powojenne Abramow-Newerly opisał w kolejnym tomie wspomnień, Lwy wyzwolone (2003). Życie w Polsce Ludowej od początku nie zapowiadało się idyllicznie:
"W dniu zwycięstwa stałem w maju 1945 roku z kolegami na naszym placyku lekko zawiedziony i wypalony jak mój dom - relacjonuje pisarz. - Te honorowe salwy nad Wisłą i race zwycięstwa nie cieszyły. Były podejrzane i mocno spóźnione. Wytęskniona Polska z sierpnia 1944 i sprzed wojny też nie wracała. Na ulicach wciąż roiło się od tych sołdatów w brudnych pierożkach i zielonych rubaszkach wypuszczonych do kolan. Z workami na plecach, objuczeni trofiejnym szabrem wyglądali na chłopów z targu... Nie byli to ułani mego życia i szwoleżerowie gwardii. Czubaryki, jak mawiał Lewus. I z nich nasi żołnierze mieli brać wzór? Śmieszne. Choć skończyłem już dwanaście lat i tak jak Lewus wyrosłem z drewnianych karabinów, nigdy bym się w nich nie bawił. Niczym mi nie imponowali i nie porywali jak nasi powstańcy z koltem u boku, w panterkach ze zdobycznym hełmem na głowie."
W Lwach wyzwolonych przegląda się nowa komunistyczna rzeczywistość. Niedawnych bohaterów narodowych zastąpiono wodzami rewolucji, a sąsiadom z Żoliborza wiedzie się różnie - jedni robią kariery, inni są prześladowani. Ojciec Jarosława Igor Newerly po powrocie z obozu, zanim stanie się znanym pisarzem, buduje Instytut Produkcji przy Dworcu Gdańskim. Kiedy autor Lwów wyzwolonych rozpoczyna w 1951 roku studia polonistyczne, w Polsce panuje stalinizm. Książkę kończy relacja z balu sylwestrowego przodowników pracy na Politechnice Warszawskiej, gdzie Jarosław Abramow, wprowadzony przez kolegę z podwórka, studenta chemii, Zbigniewa Zapasiewicza, wita rok 1952.

Podobnie jak Lwy z mojego podwórka, Lwy wyzwolone tworzą barwną panoramę niecodziennych postaci. Cezary Polak, recenzując wspomnienia Abramowa-Newerlego, pisał:
"Kumplem do tańca i do różańca, starszym bratem-łatą był Słoń, przezwany tak, ponieważ paradował w za dużych butach wojskowych i strasznie tupał na gimnastyce. Naprawdę nazywał się właśnie Zbigniew Zapasiewicz. Po okolicy wałęsał się mały Krzysztof Pomian (uchronił się przed przezwiskiem niebywałą elokwencją), kolega jeszcze z 'krasnali' w przedszkolu, 'z końską grzywką wyrastającą wprost z wygolonej przez naszego fryzjera Bebeńca glacy, wyglądał na dziesięć lat, a mądrzył się na dwadzieścia'. Mąż miejscowej sprzątaczki Bolesław Bierut został prezydentem, matką Andrzeja z V Kolonii była Wanda Jakubowska. Na polonistyce Newerly spotkał m.in. Janusza Głowackiego, Andrzeja Drawicza, Tomasza Łubieńskiego, Andrzeja Jareckiego i Dariusza Fikusa. W stołówce ZLP jadał kapuśniak w sąsiedztwie Dąbrowskiej, Nałkowskiej, Słonimskiego, Broniewskiego, Brzechwy, Staffa, Tuwima, Andrzejewskiego." ("Gazeta Wyborcza", 27.07.2003.)
Wspomnieniową trylogię Abramowa-Newerlego zamykają Lwy STS-u (2005). To książka o teatrze, który w 1954 roku zaczynał jako amatorska grupa studencka tworzona przez garstkę pasjonatów, a w przeciągu paru lat stał się głośną, opiniotwórczą sceną warszawską. Abramow, obok między innymi Jerzego Markuszewskiego, Andrzeja Jareckiego i Agnieszki Osieckiej był jednym z filarów STS-u. Pisał skecze, monologi, satyry, komponował muzykę (jest współautorem wielu piosenek Agnieszki Osieckiej, na przykład słynnej Piosenki o okularnikach). Opowieść Abramowa-Newerlego kończy się w roku 1958, kiedy wraz z nadejściem poodwilżowych przymrozków, cenzura zdjęła jego wystawioną przez STS sztukę Esmeralda. Lecz jak zauważył Marek Radziwon w recenzji na łamach "Gazety Wyborczej" (28.03.2005.), Lwy STS-u to nie tylko historia studenckiego teatru. To także obraz pierwszego pokolenia wchodzącego w dorosłe życie w PRL-u, języka, jakim mówiło się w latach pięćdziesiątych, ówczesnych mód i fascynacji, a także atmosfery politycznej (towarzyszącej śmierci Stalina czy Październikowi 1956).

Na lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte przypada rozkwit dramaturgicznej twórczości Jarosława Abramowa-Newerlego. Lista sztuk drukowanych w "Dialogu" obejmuje utwory: Duże jasne - komedia napisana wspólnie z Andrzejem Jareckim (1962, nr 6), Licytacja (1961, nr 12), Anioł na dworcu (1964, nr 9), Derby w pałacu (1966, nr 4), Ucieczka z Wielkich Bulwarów (1969, nr 3), Wyciąg do nieba (1971, nr 7), Klik-klak (1972, nr 6), Darz bór (1971, nr 10), Ja, ty, oni (1975, nr 11), Skok przez siebie (1977, nr 12), Maestro (1983, nr 1). Abramow w swoich dramatach z satyrycznym zacięciem ukazuje polskie społeczeństwo i obyczajowość, łącząc realistyczną obserwację z absurdalnym humorem i konwencją groteski. Sztuki takie, jak Anioł na dworcu, przez ironiczny obraz peerelowskiej rzeczywistości i kukiełkową umowność postaci, przywodzą na myśl twórczość Sławomira Mrożka.

Anioł to utwór oparty na formule teatru w teatrze, skonstruowany z dwóch lustrzanych części. Część pierwsza rozgrywa się na dworcu, na którym Podróżny I, Chłop Rosłoń i jego córka oczekują na pociąg. Rosłoń opowiada o oszustwie urzędników powiatowych, którego padł ofiarą; Podróżny I, który przedstawia się jako inspektor Adam Zwort, oferuje pomoc - w zamian za "pożyczkę" i rękę córki. Przy czym, słuchając Rosłonia, przytaczającego swoje spory z urzędnikiem Sobolakiem, Podróżny I nagle zaczyna odgrywać tegoż Sobolaka, niepostrzeżenie wchodząc w jego rolę. W końcu nie wiadomo już, kiedy mówi jako Podróżny, kiedy jako postać, w którą się wciela; jawnie zresztą manipuluje tą niejasnością, a jego intencje są coraz bardziej wątpliwe. W drugiej części sztuki akcja przenosi się do pociągu. Konstrukcyjnie i fabularnie ta część jest odbiciem pierwszej, tyle że bohaterzy zmieniają tożsamość (na przykład Podróżny I jest teraz magistrem Romanem Kryzą, Naczelnikiem Wydziału Ministerstwa Finansów), a wydarzenia ukazują się w innym świetle (oszukiwany chłop Rosłoń sam przedstawiony zostaje jako oszust). Z kolei zaskakująca puenta każe spojrzeć na całość wydarzeń jako na swoisty spisek. Anioł na dworcu umiejętnie gra z oczekiwaniami odbiorcy, w lekkiej formie mówiąc o nieoczywistości tego, co z pozoru proste. Autor bawi się nie tylko marionetkowością swoich postaci, ale też językiem: parodiuje sztampowy kod miłosnych wyznań rodem z taniego melodramatu czy peerelowską nowomowę (weźmy choćby zdania takie jak: "W styczniu pięćdziesiątego dziewiątego byłem na chorobie" czy "Koleżanka Rosłoń to wspaniała siła fachowa"). Wreszcie znajdziemy w sztuce fragmenty, które są gotowymi skeczami, na przykład ten, w którym mówi się o wampirze duszącym kobiety:
DZIEWCZYNA
Zawiadowca opowiadał potworne rzeczy.
PODRÓŻNY I
No?
DZIEWCZYNA
Mówił, że tu w okolicy pojawił się straszny morderca. Wampir.
(...)
Trzy kobiety zamordował (tajemniczo, z przejęciem) Grasuje o zmroku. Na peryferiach. Jedną kobietę napadł w bocznej alejce parku. Zwłoki drugiej ofiary znaleziono nad rzeką, w krzakach wikliny. Udusił i tak zostawił. Nawet nie zgwałcił. Potwór sadysta! Pieniędzy nie tknął. A w torebce znaleziono kartkę: "Twój Anioł". Morduje dla czystej przyjemności.
PODRÓŻNY I
A żyje widać z czego innego. Musi mieć widać niezłą posadę, skoro stać go na takie hobby.
DZIEWCZYNA
Pan się śmieje...
PODRÓŻNY I
Wcale się nie śmieję, tylko logicznie rozumuję. Z pracy rąk własnych (odpowiedni gest) zysków nie czerpie. A mógłby. Jednak ofiar nie okrada. To znaczy nie dla chleba uprawia swój proceder - tylko z wewnętrznej potrzeby. A więc - pracuje dla zabicia czasu, zabija zaś w czasie wolnym od pracy. Dla relaksu. Normalne hobby.
Mieszkając w Toronto, Jarosław Abramow-Newerly zainteresował się historią i losami polskich emigrantów w Kanadzie i uczynił je tematem swojej prozy. Do jego "kanadyjskich" książek należą Alianci (1990), powieść sensacyjna; Pan Zdzich w Kanadzie (1991), zbiór satyrycznych opowiadań; Kładka przez Atlantyk (1995) czy Nawiało nam burzę (2000) o charakterze paradokumentalnym.

Autor: Krystyna Dąbrowska, grudzień 2010


Twórczość

Proza:
  • Co pan zgłasza? (satyry). Czytelnik, Warszawa 1977.
  • Alianci. Wydawnictwo "Versus", Białystok 1990.
  • Pan Zdzich w Kanadzie. Wydawnictwo "Polonia", Warszawa 1991.
  • Kładka przez Atlantyk. Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1995.
  • Nawiało nam burzę. Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2000.
  • Lwy mojego podwórka. Twój Styl, Warszawa 2000.
  • Granica Sokoła. Twój Styl, Warszawa 2001
  • Młyn w piekarni. Rosner & Wspólnicy, Warszawa 2002.
  • Lwy wyzwolone. Rosner & Wspólnicy, Warszawa 2003.
  • Lwy STS-u. Rosner & Wspólnicy, Warszawa 2005.
  • Patent na życie (biografia). Rosner & Wspólnicy, Warszawa 2009.
Dramaty:
  • Licytacja. 1964.
  • Anioł na dworcu. 1965.
  • Derby w pałacu. 1966.
  • Klik-klak. 1972.
  • Darz bór. 1974.
  • Dramaty. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1975.
  • Skok przez siebie. 1979.
  • Maestro. Czytelnik, Warszawa 1984.
Słuchowiska radiowe:
  • Pięć minut sławy. Wydawnictwa Radia i Telewizji, Warszawa 1978.
  • Bajadera. Wydawnictwa Radia i Telewizji, Warszawa 1979.
  • Słowik Warszawy. 1984
Wybrane piosenki:
  • Bohdan, trzymaj się
  • Chyba tak (współautor Ziemowit Fedecki)
  • I była plaża
  • Kierownik kina (współautor Andrzej Jarecki)
  • Ładny kram, jestem sam
  • Miłość na prowincji
  • Mówiłam żartem (współautorka Agnieszka Osiecka)
  • Piękne dziewczęta na ekrany
  • Piosenka o okularnikach (współautorka Agnieszka Osiecka)
  • W sobotę
  • Widzisz, mała (współautorka Agnieszka Osiecka)
  • Zrewiduj mnie (współautorka Agnieszka Osiecka)

Podobne

Literatura Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki

Poeta, urodzony 12 listopada 1962 roku w Wólce Krowickiej koło Lubaczowa...

Literatura Janusz Tazbir

Historyk, badacz dziejów kultury staropolskiej oraz reformacji i kontrreformacji w Polsce. Urodził...

Zobacz także

Sztuki wizualne Maria Poprzęcka "55 skarbów Polski"

Znakomita znawczyni i popularyzatorka sztuki profesor Maria Poprzęcka wybrała 55 najcenniejszych obiektów artystycznych znajdujących się w polskich zbiorach.

Sztuki wizualne Mirosław Bałka "Carrousel"

Gdy widz stanie pośrodku sali, w której wyświetlany jest film "Carrousel" ("Karuzela"), może mu się zakręcić w głowie. Wokół niego na ścianach wirują cztery projekcje.

Odnośniki do innych działów bazy wiedzy