Literatura

Jacek Hugo-Bader

Literatura
Bartosz Marzec
Jacek Hugo-Bader
fot. Wojciech Kamiński, www.mmkrakow.pl

Reporter, specjalista od Rosji. Urodził się 9 marca 1957 roku w Sochaczewie.

Z wykształcenia pedagog. Od 1990 roku w "Gazecie Wyborczej". Wcześniej pracował jako socjoterapeuta w poradni małżeńskiej, wagowy w punkcie skupu trzody chlewnej i ładowacz na kolei. Ma żonę i dwoje dzieci. Lubi biegać na nartach i spacerować po lesie z psem.

Jest jednym z najbardziej cenionych w Polsce reporterów zajmujących się krajami byłego ZSRR. W sumie spędził tam cztery lata. Azję Środkową, pustynię Gobi, Chiny i Tybet przejechał na rowerze. Kajakiem przepłynął jezioro Bajkał.

Mariusz Szczygieł
twierdzi, że Ryszard Kapuściński pokazał imperium widziane z lotu ptaka, a Jacek Hugo-Bader - z perspektywy wałęsającego się psa. "Chwyta mechanizmy myślenia, zachowań, procesów a na dodatek szczura za ogon" - dodał.

- To przepiękny komplement - powiedział Hugo-Bader. - Oczywiście, że lepiej węszyć. Jestem reporterem trotuarowym. Nie salonowym. Opisuję świat z perspektywy trotuaru. Idę po trotuarze, czasami mi się noga omsknie, wpadnę do rynsztoka, wstanę, otrzepię się i idę dalej. Mnie interesują doły, niziny społeczne. Nie interesuje mnie polityka, chyba że jest to folklor polityczny. Mnie bardziej interesują odrzuceni niż wybrani.

O tym, że został reporterem, zadecydował przypadek. W stanie wojennym stracił pracę - wyrzucono go ze szkoły, gdzie uczył historii, bo był za "Solidarnością". Później, aby utrzymać rodzinę, podejmował się najróżniejszych zajęć. W 1990 roku przeczytał w ogłoszeniu, że "Gazeta Wyborcza" poszukuje dziennikarzy. Zgłosił się na przesłuchanie. Roman Kurkiewicz polecił mu napisać tekst pod tytułem "Co widzę w tym pokoju". Dzień później odebrał telefon. Usłyszał, że ma zgłosić się w redakcji. W ten sposób dołączył do zespołu "Magazynu" (dziś "Duży Format").

  • Z wizytą u Kałasznikowa

Z początku pisał o Polsce pozawarszawskiej. Wszystko zmieniło się za sprawą redaktora Kurkiewicza, który spytał, czy nie miałby ochoty na tekst o karabinie Kałasznikowa, najpopularniejszej broni XX wieku. Reporter zainteresował się tematem i odkrył, że Kałasznikow żyje i mieszka w Iżewsku na Uralu. Zapadła decyzja, że ma tam pojechać. Sprawę komplikował nieco fakt, że nie znał rosyjskiego. Mimo to dał radę.

Kałasznikow przyjął gościa z Polski w ładnym trzypokojowym mieszkaniu na drugim piętrze bloku. Meble kupił za pieniądze z nagrody stalinowskiej. Gabinet okazał się prawdziwym "skansenem komunizmu, mauzoleum marksizmu-leninizmu, izbą proletariackiego internacjonalizmu". Reporter doliczył się 23 głów, biustów i całych postaci Lenina, oraz tuzina Dzierżyńskich. Półki pełne były miniaturek czołgów, okrętów i samolotów. Oprócz tego "dziesiątki 'drobiazgów' z motywem AK-47: na skałce, cokoliku, w szklanej kuli lub zielonym krysztale". Konstruktor pokazał reporterowi wykonane w Stanach Zjednoczonych zdjęcie z Eugenem Stonerem, twórcą słynnego M-16. Tamten jest milionerem, lata własnym odrzutowcem, podczas gdy Kałasznikow w Ameryce czuł się jak nędzarz. Hugo-Bader napisał, że Michaił Timofiejewicz budził w nim ambiwalentne uczucia. Raz była to niechęć, złość, nawet agresja, a innym razem zwykła litość.

Reportaż "Towarzysz Kałasznikow" ukazał się w tomie "W rajskiej dolinie wśród zielska" (Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2002). Książka zawiera teksty z lat 1993-2001. Zbierając materiały, Hugo-Bader przemierzył Krym, Syberię, Kirgizję, Kazachstan i Czeczenię. Rozmawiał z weteranami wojny w Afganistanie i matkami żołnierzy zaginionych podczas konfliktu w Czeczenii, portretował ludzi dawnej władzy odznaczonych orderem Bohatera Związku Radzieckiego i mafiosów.

Anna Żebrowska tak napisała o tej książce:

"Rajską doliną jest były Związek Radziecki wspominany przez bohaterów reportaży Jacka Hugo-Badera jako kraina mlekiem i miodem płynąca. Mleko było wprawdzie chudziutkie, a miód rzucano do sklepów tylko z okazji świąt państwowych. Nostalgia jednak pozostała i wyłazi wszystkimi szparami betonowych bloków na prowincji i eleganckich domów z cegły w miasteczku kosmonautów pod Moskwą. 'Rosyjska dusza jest jak spaniel, nawet jak mu jest wesoło, ma mordę rozpaczliwie smutną' - pisze autor. I maluje obrazki z byłego imperium tak plastycznie, że niemal czuje się dym biełomorów, najtańszych papierochów, przez które kolejni dwaj mężowie Sofii Pietrowny z Workuty zmarli na raka, i smród wódki 'Stolicznej' od rosyjskiego generała w Czeczenii."
  • Wymarzony kraj dla reporterów

Po raz pierwszy do Rosji pojechał z negatywnym nastawieniem. Chciał poznać naszych ciemiężycieli i przekonać się, że są gorsi. A zobaczył ludzi serdecznych i gościnnych.

- Z jednej strony jest zbiurokratyzowany kraj, w którym ciężko cokolwiek załatwić: trzeba czekać, prosić, wszyscy cię odsyłają do diabła i na każdym kroku pokazują swoją wyższość. Z drugiej strony, jestem pewien, że gdyby mnie zrzucili ze spadochronem w dowolnym, nieznanym miejscu Rosji, zaraz znalazłbym ludzi, którzy opowiedzą kapitalne rzeczy. Takie, że z wrażenia można z butów wyskoczyć. Bo Rosja to wymarzony kraj dla reporterów, lepszego nie ma na świecie.

Najbardziej podobają mu się nieustanne przemiany. Za każdym razem, gdy powraca do Rosji, jest zaskoczony. I to nie tylko tempem, w jakim rozwijają się największe miasta. Chodzi również o prowincję i jej ducha.

Po rosyjsku zaczął mówić niespodziewanie i stało się to podczas drugiego czy trzeciego pobytu (każdy trwał po kilka tygodni). Z tego powodu żartuje, że w poprzednim wcieleniu musiał być Rosjaninem.

Jego najsłynniejszą książką jest "Biała gorączka" (Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2009), historia podróży z Moskwy do Władywostoku. Uparł się, że pojedzie samochodem. Z początku rozważał wybór luksusowej terenówki Audi Q7, z benzynowym silnikiem i napędem na cztery koła (350 koni mechanicznych, do setki w siedem sekund), ale pomyślał, jak to będzie, gdy taką furą podjedzie pod sklep w kołchozie, by z miejscowymi napić się piwa i pogadać o życiu. Pisał przecież, że całą filozofię pracy dziennikarskiej może streścić w dwóch słowach: "wtopić się". Chodzi o to, by się nie wyróżniać, by zlać się z tłem. W kołchozie z Audi Q7 wyglądałby jak kosmita.

Doszedł do wniosku, że najlepiej będzie kupić w Moskwie rosyjski samochód na miejscowych numerach. Wybrał łazika, którego - jak wieść niesie - każdy traktorzysta potrafi zreperować młotkiem. Grisza, miłośnik uazów, którego odnalazł w Internecie, spytał: "Lubisz majsterkować?" Zgodnie z prawdą odpowiedział, że nie. "To polubisz" - usłyszał.

  • Znikający punkt

Na pomysł wyprawy wpadł dzięki pewnej książce. W 1957 (roku jego urodzin) dwóch dziennikarzy "Komsomolskiej Prawdy" - Michaił Wasiljew i Sergiej Guszczew - otrzymało od redaktora naczelnego takie polecenie: "Trzeba opowiedzieć naszym czytelnikom o przyszłości. Opiszcie, jak będzie się żyło w Związku Radzieckim za jakieś pięćdziesiąt lat, powiedzmy w dziewięćdziesiątą rocznicę Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej". Dziennikarze wykonali zadanie. Z ich książki - "Reportaż z XXI wieku" - czytelnicy mogli się dowiedzieć, że na co dzień będą używali mózgów elektronowych (czyli komputerów) i miniaturowych stacji nadawczo-odbiorczych (telefonów komórkowych). Otrzymają dostęp do bibliotransmisji (Internetu), a samochody będą otwierali na odległość (pilotami).

Hugo-Bader zadecydował, że zrobi sobie prezent na pięćdziesiąte urodziny i ruszy z tą książką przez Rosję. Przy okazji powtórzy wyczyn Kowalskiego, bohatera kultowego dla jego pokolenia filmu "Znikający punkt". Zrealizuje młodzieńcze marzenie - samotnie przejedzie samochodem kontynent. "Tylko że mój jest dwa i pół raza większy od Ameryki - dodał - za Czytą kończy się droga, a ja uparłem się, że pojadę zimą."

Książkę zrecenzował Mariusz Wilk:

"'Biała gorączka' (obłęd opilczy) jest efektem długiego ciągu alkoholowego, nazywanego po rosyjsku zapojem. Jej objawy to bezprzedmiotowy strach, halucynacje i agresja. Postsowiecki świat opisany przez Hugo-Badera to rzeczywistość w delirium tremens... W takie obszary turyści się nie zapuszczają, nie rekomendują ich też biura podróży. To przestrzeń włóczęgów wszech maści. Świetna proza!"

Zapytany, czym jest podróż, Hugo-Bader odparł, że to nagroda i największa przyjemność. Liczy się nie cel, ale to, aby jechać i później dobrze to doświadczenie zapisać. Mówi, że najważniejsza jest dla niego miłość, że kocha swoich bohaterów.

- Staję na głowie, żeby coś dobrego w nich znaleźć, nawet kiedy piszę o najgorszych zbrodniarzach.

Jednocześnie przyznaje, że reporter wykorzystuje bohatera i później go porzuca jak podstarzałą narzeczoną, z którą na wszelki wypadek się nie ożenił.

- Mnie nawet mózg się do tego przystosował, wypracował sobie niewiarygodny talent delejtowania z pamięci ludzi, z którymi pracowałem.

Autor: Bartosz Marzec, grudzień 2010


Twórczość:

Filmy dokumentalne:

  • "Zamek" z cyklu "Nasz spis powszechny" autorstwa Pawła Łozińskiego (2002)
  • "Jacek Hugo-Bader. Korespondent z Polszy", scenariusz i realizacja razem z Pawłem Łozińskim (2007)

Nagrody:

Ważniejsze wywiady i artykuły:

  • "Historia musi mnie poniewierać". Z Jackiem Hugo-Baderem rozmawiają Iga Gierblińska i Edyta Hetmanowska. "Dwutygodnik. Strona kultury" 23/2010;
  • "Rosja moja miłość". Dariusz Rostkowski. Portal bankier.pl 25.04.2006.

Podobne

Literatura Janusz Tazbir

Historyk, badacz dziejów kultury staropolskiej oraz reformacji i kontrreformacji w Polsce. Urodził...

Literatura Maria Nurowska

Maria Nurowska ur. w 1944 we wsi Okółek w Suwalskiem; ukończyła filologię polską i słowiańską na...

Zobacz także

Sztuki wizualne Maria Poprzęcka "55 skarbów Polski"

Znakomita znawczyni i popularyzatorka sztuki profesor Maria Poprzęcka wybrała 55 najcenniejszych obiektów artystycznych znajdujących się w polskich zbiorach.

Sztuki wizualne Mirosław Bałka "Carrousel"

Gdy widz stanie pośrodku sali, w której wyświetlany jest film "Carrousel" ("Karuzela"), może mu się zakręcić w głowie. Wokół niego na ścianach wirują cztery projekcje.

Odnośniki do innych działów bazy wiedzy