Hanna Krall
Hanna Krall, fot. Bartosz Krupa/East News
Na tej stronie zamieszczamy dwa teksty: biogram Hanny Krall - pochodzący ze strony www.polska2000.pl oraz portret reporterki - autorstwa Bartosza Marca.
Urodziła się w roku 1935 w Warszawie, z wykształcenia dziennikarka, pracowała jako reporterka m.in. w "Polityce", specjalizując się w reportażu opisującym życie codzienne i losy pozornie zwyczajnych ludzi.
W roku 1977 ukazała się jej najsłynniejsza książka - "Zdążyć przed Panem Bogiem", będąca autorskim zapisem rozmów prowadzonych z Markiem Edelmanem, lekarzem i ostatnim żyjącym dowódcą powstania w getcie warszawskim. Zastosowana tu technika dwóch planów czasowych, wzbogacona o przeplatające się ze sobą wątki fikcyjne i dotyczące postaci autentycznych, wykorzystana została później w dwóch powieściach: grającej z autobiografizmem "Sublokatorce" oraz "Oknach". "Zdążyć przed Panem Bogiem" otwiera w pisarstwie Krall rozdział tematyki żydowskiej, którą kontynuuje zarówno "Sublokatorka", jak i drukowane m.in. w "Gazecie Wyborczej", a następnie wydawane w formie książkowej reportaże ("Hipnoza", "Taniec na cudzym weselu"). Głównym motywem jest tu splątanie losów ludzkich; większość opowieści dotyka problematyki poszukiwania tożsamości bądź powikłanych historii polsko-żydowsko-niemieckich związanych przede wszystkim z II wojną światową i latami powojennymi - m.in. tragedią roku 1968 - ale także nierzadko sięgających głębiej w historię opisywanych rodzin lub miejscowości.
W swych utworach fabularnych lub fabularyzowanych Hanna Krall chętnie stosuje techniki reportażowe: skrót, ekspozycję detali, które urastają niekiedy do rangi leitmotivów, komentarz odautorski. Pokazywanie konstrukcji, szwów, warsztatu pisarskiego jest jedną z cech charakterystycznych tej twórczości, nadając jej pozory surowości, a zarazem podkreślając grę między prawdą i fikcją.
Źródło: www.polska2000.pl; Copyright: Stowarzyszenie Willa Decjusza, 2001
Wydana w 2004 roku książka "Wyjątkowo długa linia" uzyskała nominację do Nagrody Nike 2005.
Aktualizacja: 2005
Wybrana bibliografia:
- "Ambitny jestem...", Warszawa: Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych, 1965,
- "Dzień w Pogodnej", Warszawa: Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych, 1967,
- "Na wschód od Arbatu", Warszawa: Iskry, 1972,
- "Dojrzałość dostępna dla wszystkich", Warszawa: Krajowa Agencja Wydawnicza, 1977,
- "Zdążyć przed Panem Bogiem", Kraków: WL, 1977,
- "Sześć odcieni bieli", Warszawa: Czytelnik, 1978,
- "Sublokatorka", Paris: Libella, 1985,
- "Hipnoza", Warszawa: Alfa, 1989,
- "Okna", "Trudności ze wstawaniem", Warszawa: Alfa, 1990,
- "Taniec na cudzym weselu", Warszawa: BGW, 1993,
- "Co się stało z naszą bajką", Warszawa: Twój Styl, 1994,
- "Dowody na istnienie", Poznań: a5, 1996,
- "Tam już nie ma żadnej rzeki", Kraków: a5, 1998,
- "To ty jesteś Daniel", Kraków: a5, 2001,
- "Wyjątkowo długa linia", Kraków: a5, 2004,
- "Spokojne niedzielne popołudnie", Kraków: a5, 2004,
- "Król kier znów na wylocie", Warszawa: Świat Książki, 2006,
- "Żal", Warszawa: Świat Książki, 2007,
- "Reporterka: rozmowy z Hanną Krall" (wybór, kompozycja, uzupełnienia oraz dokumentacja Jacek Antczak), Warszawa: Rosner i Wspólnicy, 2007,
- "Różowe strusie pióra", Warszawa: Świat Książki, 2009.
- "Biała Maria", Warszawa: Świat Książki, 2011.
Wybrane tłumaczenia:
- angielski: Shielding the Flame ("Zdążyć przed Panem Bogiem"), New York, 1986; The subtenant ("Sublokatorka"), Evanston Ill. 1987,
- fiński: Kilpajouksu isä Jumalan kanssa ("Zdążyć przed Panem Bogiem"), Helsinki: Kansankulttuuri Pori, 1983,
- francuski: Prende le bon Dieu de vitesse (Zdążyć przed Panem Bogiem"), Paris, 1983; Le sous-locataire ("Sublokatorka"), La Tour d'Aignes, 1994,
- hebrajski: Le-haqdim et elokim ("Zdążyć przed Panem Bogiem"), Jerusalem, 1981; Dajeret miszne ("Sublokatorka"), Tel Awiw, 1989,
- hiszpański: Ganarle a Dios ("Zdążyć przed Panem Bogiem"), Barcelona, 1982,
- holenderski: God vóór zijn ("Zdążyć przed Panem Bogiem"), Baaran, 1980; De Onderhuurster ("Sublokatorka"), Amsterdam, 1987,
- niemiecki: Ach, du bist Daniel, Frankfurt am Main: Neue Kritik Verlag, 2002; Dem Herrgott zuvorkommen ("Zdążyć przed Panem Bogiem"), Berlin: Volk und Welt, 1979; Existenzbeweise. Sieben Erzählungen "Dowody na istnienie"), Frankfurt a.M.: Neue Kritik, 1995; Legoland ("Hipnoza"), Frankfurt a.M.: Neue Kritik, 1990; Tanz auf der fremden Hochzeit, Frankfurt a.M.: Neue Kritik, 1993; Die Untermieterin, Frankfurt a.M.: Neue Kritik, 1986,
- szwedzki: Hinna före Herren Gud ("Zdążyć przed Panem Bogiem"), Stockholm, 1982,
- węgierski: Egy lépéssel az úristen előtt ("Zdążyć przed Panem Bogiem"), Budapest, 1981,
- włoski: Arrivare prima de buon Dio ("Zdążyć przed Panem Bogiem"), Roma, 1985.
Portret reporterki
Pisze o ludziach, z którymi chce być i którzy chcą być z nią. Jak mówi, powierzają jej swoje życie w nadziei, że je zrozumie. Przyznaje jednocześnie, że te losy bywają dla niej za trudne.
Kilkakrotnie wplotła do reportaży epizody ze swojego życia. Zapisała je w trzeciej osobie. W pierwszej nie dała rady, nie potrafiła.
Są co najmniej dwie oficjalne daty jej urodzenia. Najczęściej podaje się, że przyszła na świat 20 maja 1935 roku. W Warszawie, w rodzinie żydowskiej. Jej rodzice - Salomon Krall i Felicja Jadwiga z Reicholdów - byli urzędnikami. W czasie wojny dziewczynkę ukrywano po "aryjskiej" stronie. Straciła wszystkich najbliższych, sama cudem uniknęła śmierci. Wykradziono ją z transportu do getta.
- Nie zamieniłabym mojego dzieciństwa na żadne inne - wyznaje. - Przygotowało mnie na całą resztę życia, dzięki niemu coś rozumiem z tego świata. Dzięki niemu wiem, czym jest strach, wiem, czym jest odwaga. I nie gorszę się byle czym. Byłabym nieporównywalnie głupsza, gdybym tego wszystkiego nie przeżyła. Zresztą wszystkie dzieci wychodzą z wojny roztropne i dorosłe. Żeby przeżyć, wszystkie musiały być mądre: polskie, żydowskie... (Krzysztof Ogiolda, "Mózg to jest przereklamowany organ", "Nowa Trybuna Opolska", 2.11.2001)
- Prostota się nie starzeje
W latach 1951-1955 studiowała dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Swój pierwszy tekst napisała na czwartym roku, na seminarium, które prowadził Marian Brandys. Był to reportaż o podwórku przy ulicy Targowej na warszawskiej Pradze. Podwórko znajdowało się na zapleczu bazaru Różyckiego. Składowano tam towary legalne i nielegalne, kobiety gotowały flaki i pyzy, a potem sprzedawały je w słoikach na bazarze. Marian Brandys przeczytał tekst i orzekł: "Za dużo formy, koleżanko. Prostota jest i bardziej szlachetna, i nie starzeje się".
W czasie studiów uczęszczała także na seminarium z krytyki teatralnej prowadzone przez Jerzego Pomianowskiego, eseistę i wybitnego tłumacza literatury rosyjskiej. Polecił studentom zobaczyć przedstawienie "Juliusz i Ethel" Leona Kruczkowskiego poświęcone amerykańskiemu małżeństwu oskarżonemu, osądzonemu i skazanemu na śmierć za szpiegostwo na rzecz ZSRR i przekazanie tajemnic broni nuklearnej. Potem podczas zajęć seminarzyści rozmawiali o tej propagandowej sztuce. Powtarzali za Kruczkowskim, że małżeństwo Rosenbergów jest niewinne.
- Pomianowski stał tyłem do okna, palił fajkę - wspomina Krall. - Powiedział: - Dlaczego jesteście pewni ich niewinności? A może było inaczej? Może zrobili to, o co się ich oskarża? Może wierzyli, że przysłużą się komunizmowi i zapewnią światu pokój. Pomyślałam: on ma rację. Dlaczego mam im wierzyć? Może było zupełnie inaczej? Był to ważny dzień w moim życiu... (Bartosz Marzec, "Pisarze scalają świat". Rozmowa z Hanną Krall. "Rzeczpospolita", 9.03.2007)
Po studiach podjęła pracę w "Życiu Warszawy". Jej redakcyjny kolega wydrukował tam reportaż o Tarnobrzegu. W tekście znalazło się zdanie: "Ziemia tu prochem na ręku osiądzie, a na stylisko łopaty w głąb kamieniem zadźwięczy". Zdanie wydawało się jej niezwykle urodziwe i zastanawiała się, czy będzie potrafiła kiedyś napisać podobne słowa. Dziś mówi, że gdyby coś takiego wyszło jej teraz spod pióra, zapadłaby się pod ziemię ze wstydu.
W czerwcu 1956 roku pojechała z kolegą z redakcji do Poznania. Kolega miał napisać o targach, a Krall, jako praktykantka, miała mu pomagać. Przyjechała w środę, zatrzymała się na prywatnej kwaterze. Następnego dnia rano obudziła ją gospodyni. Powiedziała, że wybuchł strajk. To słowo kojarzyło się jej wyłącznie z historią. Pobiegła na ulicę. Widziała robotniczą manifestację, radość ludzi. Potem była świadkiem samosądu i wyprowadzenia na ulicę wojska. Widziała czołgi, słyszała strzelaninę. Jak mówi, następnego dnia wróciła do Warszawy jako dorosła dziennikarka.
- Cenzor wiedział lepiej
Gwiazda Hanny Krall zaświeciła pełnym blaskiem, gdy reporterka dołączyła do zespołu "Polityki". Ściągnął ją tam Mieczysław Rakowski, redaktor naczelny tygodnika. Poznał Krall w 1966 w Moskwie, gdzie przebywała razem z mężem Jerzym Szperkowiczem, korespondentem "Życia Warszawy". Podróżowała wtedy po Związku Radzieckim i pisała reportaże, które złożyły się na jej debiut książkowy "Na wschód od Arbatu" (1972). Wielkie wrażenie robiła na niej przestrzeń - leciała sześć godzin, a był to dopiero początek podróży. Lubiła Rosję, bo lubiła jej wielką literaturę: Babla, Czechowa i Płatonowa.
"Polityka", do której zaczęła pisywać, uchodziła wówczas za najlepszy polski tygodnik. Mówiono nawet, że była najlepszym pismem między Łabą a Władywostokiem. W marcu 1968 "Polityka" jako jedyna obok "Tygodnika Powszechnego" nie przyłączyła się do antysemickiej nagonki. Rakowski zapalił zielone światło dla dziennikarzy niepokornych. Łamy pisma otworzył dla Michała Radgowskiego, Anny Strońskiej, Ryszarda Kapuścińskiego, Danuty Zagrodzkiej.
- Hania była niesłychanie zdolna, interesowały ją sprawy niepopularne, uczulona na krzywdę pochylała się nad jednostką - mówił Mieczysław Rakowski. - Miała niezwykłą łatwość wychwytywania problemów codzienności. (Bartosz Marzec, "Słyszę te kilka słów", "Rzeczpospolita", 11.10.2003)
Jak twierdzi Krall, pisze się z myślą o jednym konkretnym czytelniku. Ona pisała dla Michała Radgowskiego, zastanawiając się, co powie, jak przeczyta. Potem zwracano jej uwagę, że to metoda niesłuszna, że powinno pisać się z myślą o śpiącym podróżnym z dworca w Koluszkach. Argumentowała, że nie każdy śpiący podróżny musi czytać jej teksty.
Mówi, że w "Polityce" nikt nikogo nie zmuszał do pisania kłamstw. Zmieniali się politycy, ale nie jej sytuacja.
- Gdzieś jechałam, słuchałam, rozglądałam się, wracałam i pisałam - wspomina. - Tyle że potem był cenzor, który wiedział lepiej - i jak należy pisać, i jak powinno być tam, skąd wracałam. Słowem: mnie wolno było napisać, a cenzorowi wolno było pociąć, popsuć albo zdjąć w całości. (Jacek Bińkowski, wywiad z filmu "Pracownia Reportażu przedstawia: Hanna Krall" 13-14.04.1987)
- Na kawie z doktorem Edelmanem
W 1976 roku opublikowała w "Odrze" swą najsłynniejszą książkę - reportaż o Marku Edelmanie. Historia powstania "Zdążyć przed Panem Bogiem" jest zadziwiająca. Reporterka pojechała do Łodzi, żeby napisać tekst o fabryce. Nie znalazła tam jednak nic interesującego. Wybrała się więc do kawiarni, otworzyła gazetę i przeczytała, że profesor Jan Moll przeprowadził pionierską operację serca. Zaciekawiona, poszła do kliniki dowiedzieć się, na czym polegał ów przełom. Profesor wyjaśnił jej, na czym polega "bypass w stanie ostrym" i doradził, aby gotowy tekst pokazała doktorowi Markowi Edelmanowi, który poprawi ewentualne błędy. Napisała reportaż, wróciła do Łodzi i tak poznała Edelmana. Nie wiedziała wówczas o nim nic poza tym, że był jednym z dowódców powstania w getcie warszawskim. Umówili się w Grand Hotelu. Edelman przeczytał tekst i nie znalazł błędów. Ponieważ kawa nie została jeszcze wypita, wypadało o czymś porozmawiać.
- Zastanawiałam się, co by tu powiedzieć i zaczynam, że moja redakcja, czyli "Polityka", mieści się na dawnym terenie getta. "Pan był w getcie, prawda?" - mówię. "Byłem" - odpowiada. "Ja pracuję blisko ulicy Anielewicza. Znał pan może tego Anielewicza osobiście?". "Znałem". Zapytałam: "Jaki on był?". "Chodził w harcerskim mundurku, grał na bębnie i lubił dowodzić". Nie wierzyłam uszom... Pomyślałam: "On mówi o legendarnym przywódcy powstania, swoim dowódcy... Mówi, jak było, nic go nie obchodzi, jak należy mówić. Jeśli jest w nim więcej takich zdań..." (Helena Zaworska, "Gra w jasne i ciemne. Rozmowa z Hanną Krall" w: "Dobrze, że żyłem. Rozmowy z pisarzami". Muza, Warszawa 2002)
O reportażu, który powstał w wyniku tego spotkania, tak napisał Willy Brandt, kanclerz NRF i były uczestnik antynazistowskiego ruchu oporu:
" 'Zdążyć przed Panem Bogiem' Hanny Krall odebrałem nie jako książkę o umieraniu, widzę w niej raczej książkę o życiu, dla życia. Przestrogę, by przeciwstawiać się zniszczeniu, nie tracić wiary w życie, zachować wolę przeżycia". (Willy Brandt, przedmowa do niemieckiego wydania "Zdążyć przed Panem Bogiem")
- Na przemiał
W KC PZPR o jej reportażach mówiło się "deprymujące". "Polityce" cenzor zdjął reportaż "Widok z okna na I piętrze". Bohaterem tekstu był I sekretarz KW w Radomiu. W 1976 z okna Komitetu prowadził rozmowy ze strajkującymi robotnikami. W tym czasie nakazano zniszczyć skład książki "Szczęście Marianny Głaz". W stanie wojennym cenzura zatrzymała zbiór reportaży "Katar sienny", który miał się ukazać w Wydawnictwie Literackim, oraz planowaną przez Znak powieść "Sublokatorka". Pierwszą z książek wydano w drugim obiegu, "Sublokatorkę" - w 1985 w paryskim wydawnictwie Libella.
Z zespołu "Polityki" odeszła w grudniu 1981, po wprowadzeniu stanu wojennego. Naczelny nie przeprowadził weryfikacji, decyzję pozostawiając dziennikarzom. Próbowała zostać, godziła się w myślach na pracę w dziale technicznym, w korekcie, ale zrozumiała, że nie może tego zrobić. 14 grudnia, w poniedziałek, przyszedł do redakcji poważny pan ubrany po cywilnemu. Miał pęk kluczy i zamykał pokoje. Jan Bijak, późniejszy redaktor naczelny "Polityki", zwracał się do niego: "panie pułkowniku". Dziennikarze zaczęli się żegnać. Wiedzieli, że nie wrócą do pracy w tym piśmie. Hanna Krall opowiadała potem, że zaczęła płakać razem z Danutą Zagrodzką i obie płakały w klapy marynarki Bijaka.
- Ona w prawą, ja w lewą, co nawet było logiczne. Każda płakała w inną klapę i każda w innej sprawie. Ona za "Solidarnością", a we mnie płakała chyba ZMP-owska dusza, która uwierzyła w socjalizm. 14 grudnia o godzinie 13 na korytarzu "Polityki" płakałam za mitem, za marzeniem. (Jacek Bińkowski, wywiad z filmu "Pracownia Reportażu przedstawia: Hanna Krall" 13-14.04.1987)
W powieściach "Sublokatorka" i "Okna" (1987) wykorzystała techniki opowiadania stosowane wcześniej w reportażach, a fabułę oparła w znacznej mierze na losach autentycznych osób.
"Zwłaszcza 'Sublokatorka' okazała się celnym ujęciem wielu ważnych problemów ostatniego półwiecza. Krall odwołała się zarówno do własnych wspomnień (poczynając od czasów wojennego dzieciństwa, kiedy ukrywała się w Warszawie), jak do późniejszych dziennikarskich obserwacji otaczającego świata, przede wszystkim dotyczących najtragiczniejszych powikłań ludzkich losów w czasach stalinowskich." (Małgorzata Czermińska, w: Grażyna Borkowska, Małgorzata Czermińska, Ursula Phillips, Pisarki polskie od średniowiecza do współczesności. Przewodnik. Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2000
- Bez złudzeń
Po tym, jak ukazał się reportaż "Zdążyć przed Panem Bogiem", do Krall zadzwonił Krzysztof Kieślowski. Spytał, czy nie powinni się poznać. "Powinniśmy" - zgodziła się. Tak zaczęła się przyjaźń, która trwała dwadzieścia lat. Któregoś dnia Kieślowski spytał ją, czy zna może szlachetnego komunistę. "Oczywiście - odpowiedziała. - Szczęsnego Dobrowolskiego". Był to uczestnik powstania warszawskiego, który za zdobycie gmachu YMCA dostał od generała Bora-Komorowskiego krzyż Virtuti Militari. Po wojnie był więźniem Rakowieckiej. Wyszedł stamtąd z obitymi nerkami i stopami, bez zębów, ale wciąż myślał, że idea socjalizmu jest wielka. Opowiedziała o tym Kieślowskiemu i tak powstał "Przypadek". Szczęsny nazywał się tam Werner, a zagrał go Tadeusz Łomnicki. Reżyser nazwał potem ten film opisem sił, które targają ludzkim losem, które człowieka popychają w tę albo w tamtą stronę.
Po odejściu z "Polityki" reporterka podjęła pracę w Zespole Filmowym Tor, do którego należał Kieślowski. Recenzowała scenariusze i proponowała tematy. Stanisław Różewicz, dawny kierownik Toru, tak ją wspominał:
- Hania jest głodna życia, spotkań, rozmów. Lubi mówić, ale jeszcze bardziej lubi słuchać. Hania umie słuchać. Czasem zbyt łatwo się entuzjazmuje, przecenia niektóre dzieła i ich autorów. Tak, jakby chciała, żeby wszystko było dobrze. To ciekawe, bo przecież zna rzeczywistość, jest w niej bez złudzeń osadzona. (Bartosz Marzec, "Słyszę te kilka słów", "Rzeczpospolita", 11.10.2003)
- Co się zdarza naprawdę
Mówi, że przez dziesięciolecia pisała o współczesnej Polsce, a nieistniejący żydowski świat wciągał ją powoli, po trochu. Nie zajęła się Zagładą z przyczyn osobistych. Na okruchy świata wschodnioeuropejskich Żydów zwróciła uwagę za sprawą Martina Bubera, żydowskiego filozofa religii. W połowie lat 80. "Opowieści chasydów" pozwoliły jej odbyć wędrówkę po starych żydowskich miasteczkach: Izbicy, Kocku, Warce. Nie znała tamtej rzeczywistości i nie czyniła z tego tajemnicy przed czytelnikami. I oni, i autorka poznawali przeszłość, tradycję i kulturę Żydów polskich dzięki bohaterom jej reportaży. W tekście "Zbawienie" tak napisała o zawodowych doświadczeniach: "Praca reporterki nauczyła mnie, że historie logiczne, bez zagadek i luk, w których wszystko jest zrozumiałe, bywają nieprawdziwe. A rzeczy, których nijak nie da się wytłumaczyć, zdarzają się naprawdę".
W reportażu "Wyjątkowo długa linia" (2004) przywołała słowa Józefa Czechowicza, poety z dwudziestolecia międzywojennego, katastrofisty: "Nie ma zbiegów okoliczności. Wszystko się ze sobą łączy i ma swój sens".
To zdanie jest kluczem do rozumienia jej twórczości. Takie książki Krall, jak "Zdążyć przed Panem Bogiem" czy "Dowody na istnienie" (1995) poeta Ryszard Krynicki nazywa reportażem metafizycznym, ponieważ dotykają spraw ostatecznych.
Ryszard Kapuściński, wieloletni przyjaciel reporterki i uważny czytelnik jej książek, zauważył natomiast:
"Wielkim tematem Hanny Krall jest los człowieka uwikłanego w okrucieństwa historii, schwytanego w jej miażdżące mechanizmy, upodlonego i unicestwianego przez nią. Przy tym ta historia nie jest jakimś straszliwym abstraktem, ale ma postać konkretnej relacji człowieka do człowieka. Najczęściej, choć nie zawsze, relacji kata i ofiary. W tym właśnie przełożeniu abstraktu na konkret, w tej konsekwentnej egzemplifikacji, podkreślającej, że to nie 'dziejowa zawierucha' czy 'upiory wojny', ale konkretni ludzie mordowali innych, równie konkretnych ludzi, upatruję odmienność i unikalność spojrzenia Hanny Krall". (Ryszard Kapuściński, fragment odczytu z okazji przyznania Hannie Krall Nagrody im. Samuela Lindego, Getynga, 18.03.2001)
Kapuściński zwracał uwagę na to, jak wiele danych gromadzi reporterka. Podkreślał, że zadaje ona setki pytań. Także o to, jak kto był ubrany, co stało na stole, co było widać przez okno. Dowodził, że wszystkie te szczegóły urealniają świat, czynią go czytelnym i prawdziwym. Jego zdaniem, dzięki przyjęciu człowieczej perspektywy pisarstwo Hanny Krall, tematycznie zanurzone w przeszłości i poświęcone zmaganiom pamięci z zapomnieniem, jest obrócone ku przyszłości, skierowane ku młodym pokoleniom.
- Kamienica, która jest wszechświatem
Marcel Reich-Ranicki, niemiecki krytyk literacki polsko-żydowskiego pochodzenia, którego opinia może zapewnić książce poczytność lub przekreślić jej szanse, mówił:
"Hanna Krall wszystko relacjonuje i niczego nie komentuje. Autorka jest tak oszczędna, że w porównaniu z nią Hemingway to niemal gaduła. (...) Tu nie ma dobrych chęci, tu jest świadectwo niesłychanej intensywności i tu naprawdę pokazano, co tam się stało... To jest najważniejsze u Hanny Krall, żadnego sentymentalizmu, żadnego miłosierdzia, lecz twarda opowieść o tym, co było. To wstrząsające i wzruszające." (Marcel Reich-Ranicki, "Kwartet literacki", TV ZDF, przedruk "Polityka" 1996, nr 11)
Krall uważa, że ludzie przeważnie opowiadają źle - chaotycznie, nieskładnie, tasiemcowymi zdaniami. W końcu jednak słyszy kilka słów, dla których warto było się trudzić. Adeptom reportażu wyjaśnia, że pisanie polega na usunięciu wszystkiego, co zbędne i nadaniu niezbędnemu należytego rytmu. Po przetworzeniu tekst powinien być intensywny - naucza - ale także taki, by bohater mógł go uznać za swój.
Przełomem w jej twórczości okazała się książka "Wyjątkowo długa linia", nazywana niekiedy minipowieścią. To dzieje XVI-wiecznej lubelskiej kamienicy, która przypomina wszechświat. Jej historia - co sugeruje z początku Krall - może zaczynać się w IV wieku naszej ery, kiedy Helena, matka cesarza Bizancjum, udała się do Jerozolimy i znalazła drzewo Świętego Krzyża. Potem trafiło ono do dominikanów w sąsiedztwie kamienicy.
Jak reporterka natrafiła na ten temat? Z początku usłyszała miłosną historię, która przypominała podwórzową balladę. Pewien wdowiec miał kochankę. Umarł na suchoty, kobieta zastrzeliła się na jego grobie. Pochowano ich razem.
Z czasem Krall zaczęła dowiadywać się więcej o mieszkańcach kamienicy: Franciszce Arnsztajnowej, poetce, jej mężu lekarzu i o synu, który walczył w Legionach. A także o Józefie Czechowiczu, który przyjaźnił się z Arnsztajnową. Prawie wszyscy mieszkańcy kamienicy zginęli - na Majdanku, w Sobiborze albo podczas likwidacji getta.
Po raz pierwszy Hanna Krall nie napisała o jednostce, ale wspólnocie losu wielu ludzi. Mając na myśli Zagładę, reporterka powiedziała:
- Ten los nie był rezultatem pojedynczych zachowań i decyzji. Wyrok wydano na cały naród, na dobrych, złych, tchórzliwych, odważnych, mądrych i głupich. (Bartosz Marzec, "Nie ma zbiegów okoliczności". Rozmowa z Hanną Krall. "Rzeczpospolita" 19.04.2004)
- Słowa jak milczenie
W 2009 roku opublikowała "Różowe strusie pióra" - opowieść o tym, co przez pół wieku ludzie do niej pisali i mówili. Książka to również rodzaj autoportretu.
Składają się na nią kartki, jakie na stole zostawiała córka reporterki, gdy biegła na studencki strajk. Telegram od męża płynącego trawlerem wzdłuż wybrzeży Afryki w dniu, kiedy w Moskwie spadł z piedestału Chruszczow. List ze szpitala od Michała Radgowskiego ("Urban napisał, że chciałby mu zrobić grzeczność i uczestniczyć w jego pogrzebie"). List z Santa Monica od Jana Kotta przed operacją ("20 procent, że jej nie przeżyję, a na statystykę Pan Bóg jest bezsilny"). List z 1969 roku z Wierszyny w irkuckiej obłasti od Natalii J., bohaterki reportażu "Kawałek chleba" ("Kołchoźnikom Wierszyny żyje się teraz jeszcze lepiej"). Zapisy rozmów z Włodzimierzem Lubańskim, napastnikiem reprezentacji Polski w piłce nożnej i Janem C., byłym właścicielem ziemskim, który cały majątek stracił po reformie rolnej.
Szczególne wrażenie robi rozmowa z pewną wiekową damą o wnuku reporterki, jego dziewczynie i planowanym ślubie. Hanna Krall sprawiła, że każde zdanie tej rozmowy zaskakuje. Uchwyciła rytm, w jakim opowiadają ludzie starej daty. Akcenty rozłożyła tak, że słowa i milczenie stały się równie ważne. Powstał tekst o miłości, w którym przywołane zostały obrazy nieistniejącego świata, pojawia się cień bliskiego człowieka, odżywają wspomnienia.
W "Różowych strusich piórach" występują przyjaciele reporterki, m.in. Marek Edelman, ksiądz Adam Boniecki i Krzysztof Kieślowski. "Co jest ważne - mówił ten ostatni - to, żeby stać po stronie tych, którym jest smutno, bo coś stracili, albo nawet dlatego, że nie stracili nic".
Reporterka wzięła sobie te słowa do serca.
Autor: Bartosz Marzec, październik 2009
Podobne
Literatura Janusz Tazbir
Historyk, badacz dziejów kultury staropolskiej oraz reformacji i kontrreformacji w Polsce. Urodził...
Literatura Maria Nurowska
Maria Nurowska ur. w 1944 we wsi Okółek w Suwalskiem; ukończyła filologię polską i słowiańską na...
Zobacz także
Film "Toys"
Film dokumentalny w reżyserii Andrzeja Wolskiego z 2011 roku zrealizowany przez Instytut Adama Mickiewicza w Warszawie w cyklu "Przewodnik do Polaków"...
Film "Przewodnik do Polaków"
Pięć filmów dokumentalnych o polskim rocku, modzie, zabawkach, himalaizmie i seksie w czasach PRL-u tworzy "Przewodnik do Polaków"...







