Literatura
"Europa Josepha Conrada" - odczyt
Literatura
Dla Josepha Conrada - Konrada Korzeniowskiego - Europa była przede wszystkim przestrzenią wspólnego dziedzictwa symboli, mitów i idei, których korzenie sięgają głębokiej starożytności. Przedstawiała dla niego zarazem bogactwo splecionych lokalnych tradycji kulturowych, z których każde pasmo zachowuje wyraźną odrębność. W jego książkach znajdujemy sceny osadzone w niemal wszystkich zakątkach Europy: od ruder, pałaców i pokrytych śniegiem ulic Sankt Petersburga po poszarpane wybrzeże Costa Brava; od kanałów Amsterdamu aż po zatokę neapolitańską. Cytadela warszawska, eleganckie wille i pięknie utrzymane bulwary Genewy, granitowe domy wiosek bretońskich, parkowe łąki hrabstwa Kent, marmurowe pałace Genui, zdobne tarasami budynki i zaciszne zaułki zachodniego Londynu, niekończące się rzędy nędznych kamieniczek londyńskiej dzielnicy Lambeth, półwyspy i zatoczki morskiego wybrzeża koło Tulonu, rozległe zielone połacie przy ujściu Tamizy, pozłacane budowle Brukseli i renesansowy Wielki Rynek Krakowa. I wszystkie te miejsca i kraje ukazane są nie tylko w fizycznym kształcie krajobrazu i architektury, ale w ich rzeczywistym osadzeniu i uczestnictwie w historii, lokalnych obyczajach, języku i atmosferze. Nie pisał o nich tylko by się rozkoszować ich couleurs locales, ale by przedstawiały tematy ważne i charakterystyczne dla miejscowych ludzi.
Europa dla Conrada to również wielki świat literatury, począwszy od klasyków greckich. Był może niezbyt chętnym uczniem, naukę w gimnazjum przerwał na rok przed ukończeniem szkoły - ale nie ma wątpliwości, że jego krakowscy i lwowscy nauczyciele wpoili w niego sporą wiedzę na temat europejskiego "kanonu". Wiedzy tej używał świadomie i z wielkim wyczuciem i oryginalnością. Świadczą o tym choćby echa mitologii greckiej, legend o Aleksandrze Wielkim oraz Wergiliusza i Dantego w Jądrze ciemności.
Conrad był wyjątkowo dobrze oczytany w literaturze francuskiej, ale czuł się również swobodnie w polskiej i angielskiej. W swoich książkach odwołuje się często do pisarzy hiszpańskich i włoskich, a także niemieckich (dość przypomnieć cytaty z Goethego i aluzje do Novalisa). I chociaż nie cierpiał Dostojewskiego, sceptycznie odnosił się do Lwa Tołstoja i nie traktował poważnie Gorkiego - to Iwan Turgieniew, którego nazwał pisarzem "głęboko, całą duszą narodowym",1 należał do jego ulubieńców.
Sam Conrad był, w swoisty i niepowtarzalny sposób, pisarzem trzech kultur. W porządku chronologicznym wymienić należy polską, francuską i angielską, chociaż udokumentowane wpływy przyznają pierwszeństwo kulturze francuskiej.
Wkład polski rozpoznajemy w powtarzaniu się motywów wierności i zdrady oraz moralnej odpowiedzialności za wspólnotę, do której się należy. Także w swobodnym, jakby oczywistym nawiązywaniu do tradycji etosu rycerskiego, którą przesiąknięta była polska literatura szlachecka. Wpływ francuski jest najbardziej oczywisty w zainteresowaniu Conrada mechanizmem wielkich wydarzeń historycznych, jak Rewolucja Francuska i era napoleońska; w roli J.-J. Rousseau jako przeciwnika ideologicznego; w przejętej od Flauberta wizji powieści jako dzieła sztuki; w zaczerpniętym z pism Anatole'a Leroy-Beaulieu poglądzie o związki między demokracją a władzą kapitału.2 Anglia to dla Conrada morze i ludzie morza; Shakespeare - kopalnia motywów literackich; Dickens z niezrównanie bogatymi obrazami społeczeństwa angielskiego; Londyn jako archetyp nowoczesnej metropolii i jako środek Imperium. No i oczywiście, nade wszystko, język angielski jako spoiwo łączące razem wszystkie składniki dzieła.
Nie znam żadnego współczesnego Conradowi pisarza, który by w podobnym stopniu opanował europejski obszar kulturowy - w potrójnym sensie: osobistego doświadczenia, wiedzy historycznej i rozpoznania intelektualnego.
W połowie mniej więcej jego utworów akcja toczy się w Europie, często w kilku krajach europejskich w tej samej powieści lub opowiadaniu: we Francji odrobinę częściej, niż na Wyspach Brytyjskich. Akcja pozostałych powieści i opowiadań rozgrywa się poza Europą, ale wyłącznie pod względem geograficznym. Europa jest cały czas obserwowana z daleka i pozostaje centrum uwagi - dalekim od idealizacji. W ocenie zamorskiej roli Europy Conrad był surowym "eurokrytykiem". Podkreślał obłudę i drapieżną chciwość kolonialistów, moralną i psychologiczną porażkę cywilizacji białych w zetknięciu z całkowicie odmiennymi kulturami. Z tym wszystkim jego kąt patrzenia pozostał europejski - w tym sensie, że osądzał Europejczyków według ich własnych standardów, w kategoriach ich własnych, europejskich ideałów i zbrodni, mitów, błędów i niepowodzeń.
Conradowska wizja Europy nie miała w sobie nic z kosmopolityzmu. Nie łączył elementów swoich trzech kultur, i innych kultur dobrze mu znanych, jak włoska, tworząc jakąś homogeniczną mieszankę, w której zatracałyby się indywidualne cechy poszczególnych składników. Tradycję europejską postrzegał jako chór tradycji narodowych. Jako wychodźca był szczególnie uwrażliwiony na różnice kulturowe; kontrasty i konflikty cywilizacji stanowią w jego dziełach zapewne najczęściej powracający motyw.
Umiał posługiwać się różnymi kulturowymi punktami widzenia dla wzbogacenia swojej tematyki. Dwa przykłady. W Lordzie Jimie, kiedy praktyczny Anglik Marlow wyznaje, że nie jest w stanie w pełni zrozumieć zachowania Jima, do wypowiedzenia swoich poglądów zaproszeni zostają dwaj przedstawiciele dwu innych kręgów kulturowych. Pierwszy to Francuz, porucznik marynarki, z racji swojego pochodzenia i zawodu uprawniony do zabierania głosu w sprawach kodeksu postępowania, oraz Stein, niemiecki romantyk a zatem specjalista zarówno od abstrakcyjnej filozofii jak i wyobraźni. Francuz zaczyna od ciętej aluzji do Jean-Jacquesa Rousseau; parafrazując pierwsze zdanie Umowy społecznej "L' homme est né libre", mówi: "L'homme est né poltron", "Człowiek rodzi się tchórzem".3
Kiedy Niemiec Stein, dzielny odkrywca i zacny człowiek, wygłasza własny pogląd - co robi w formie zawiłej metafory - również ucieka się do cytatu, z Goethego, czyli najsławniejszego poety w swoim języku, ale Goethego piszącego o innym poecie, Torquacie Tasso, melancholijnym piewcy rycerskiej sławy. Trójka angielsko-francusko-niemiecka (z Włochem w tle) wspólnie wynosi sprawę Jima na wysoką płaszczyznę ogólnej kondycji człowieka.
We W oczach Zachodu, powieści w której przeważna część akcji toczy się w Genewie, szwajcarskie otoczenie i Anglik-narrator pełnią rolę luster, w których odbijają się tragiczne a osobliwości Rosji. Jednocześnie sama Szwajcaria oraz zachodnio-europejski narrator poddani są sarkastycznemu badaniu ze strony Razumowa, głównego bohatera powieści. Poza tym zaś występujący w powieści Rosjanie - niezależnie od tego czy są zwolennikami czy przeciwnikami autokracji - są narodowo określeni i zespoleni przez posępną dialektykę wzajemnej śmiertelnej wrogości i przeciwstawieni grupie międzynarodowych, wykorzenionych zawodowych rewolucjonistów.
W oczach Zachodu, powieść wymierzona przeciw autokratycji, przeciw rewolucji i przeciw Dostojewskiemu, jest najbardziej uderzającym przykładem łączenia przez Conrada tematyki literackiej z polityczną. Poruszał w swoich dziełach większość, jeśli nie wszystkie, główne problemy polityczne w jego czasach istotne dla Europy i szczególnie dla Europy: samostanowienie narodów, demokracja i powszechne prawo głosu, autokracja wobec rewolucji, kolonializm, imperializm, klasa robotnicza i związki zawodowe, demokracja wobec władzy kapitału, teoria i praktyka anarchizmu, prowokacja polityczna i międzynarodowy terroryzm, nadużywanie władzy i prawa w obronie istniejącego porządku społecznego i politycznego. Imponująca lista, z której zawartością niewielu współczesnych mogłoby konkurować.
Conrad jest autorem czterech powieści politycznych, które mają europejski zakres tematyczny; trzy dotyczą współczesności, jedna historii. Są to Spadkobiercy (1901, napisani wspólnie z Fordem Madoxem Fordem), o upadku liberalnego idealizmu i rozwoju twardego imperializmu; o siedem lat późniejszy Tajny agent, o ładzie i anarchii, demokracji i siłach wywrotowych, prawie i bezpieczeństwie, o Anglii i Rosji; następnie W oczach Zachodu (1911) - o Rosji, Szwajcarii i ogólnie Europie zachodniej, despotyźmie i rewolucji, dziedzictwie historycznym i radykalnych teoriach, o przyszłości imperium carów i duchowych niedostatkach demokracji. Richard Curle nazwał w swojej recenzji W oczach Zachodu "powieścią europejską". I wreszcie W zawieszeniu, ostatnia i nieskończona powieść Conrada, w której mówi o wpływie Napoleona na ruchy narodowe we Włoszech i Europie środkowej.
Jeszcze parę innych przykładów zainteresowań Conrada. W Pojedynku udało mu się nie tylko - wedle jego własnych słów - "uchwycić ducha epoki napoleońskiej",4 ale zarazem przedstawić w sposób urzekający (i zabawny) trwałe antagonizmy klasowe w armii Cesarza. W Tajnym agencie widzimy Londyn jako nowoczesną metropolię, "miasto-potwora", "okrutnego pożeracza światłości świata",5 siedlisko bezosobowego tłumu i samotnych jednostek a jednocześnie pole rozgrywek międzynarodowych spisków i prowokacji. Gra losu ukazuje tenże Londyn jako ośrodek potęgi i spekulacji finansowej a równocześnie przedstawia aktualną problematykę starań o równouprawnienie kobiet. W Korsarzu Conrad opisuje okrucieństwa Wielkiej Rewolucji oraz nastroje nowego patriotyzmu francuskiego.
Sumując, możemy więc określić Conrada jako pisarza europejskiego. Dlatego też sugerowałem swego czasu, że gdyby Unia Europejska przyznawała nagrody literackie, Conrad byłby doskonałym kandydatem.6
Norman Douglas, wielostronny (w paru znaczeniach) autor South Wind i Old Calabria, który dobrze znał Conrada, napisał o nim kiedyś, że "był dla większości Polaków malgre lui politykiem".7 I rzeczywiście. Problemy polityczne są głównym przedmiotem uwagi i dostarczają głównych tematów w wielu jego powieściach i opowiadaniach - jak w Nostromo lub Anarchiście, a ponadto Conrad napisał kilka szkiców i wiele listów o treści politycznej. Zebrane razem utworzyłyby pokaźny tom, skrzący się od oryginalnych, celnych i często kostycznych komentarzy. Conrad jako polityczny listopis zaskoczyłby niejednego czytelnika bezpośredniością myśli i ciętością języka; niektóre z jego wyrażeń, jak "uczona niemiecka świnia", lub "parszywy rosyjski pies", zostały pominięte w 1926 roku przez Jean-Aubry'ego, pierwszego wydawcę listów Conrada.8
Najbardziej ambitny i szeroko zakreślony szkic polityczny Conrada, "Autokracja i wojna", zatytułowany był początkowo "Porozumienie europejskie" (The Concord of Europe). Napisał go i ogłosił w roku 1905; ten esej, który można uznać za wykład najistotniejszych elementów poglądów politycznych Conrada, przeszedł wówczas - ku rozczarowaniu pisarza - niemal niedostrzeżony. Autor przepowiedział w nim następną i jeszcze bardziej krwawą rewolucję w Rosji oraz opisał powody, które miały doprowadzić do wybuchu pierwszej Wojny Światowej.
W swojej wczesnej książce o Conradzie Edward Said napisał, że pod koniec życia Conrad "kierował swoją energię na popieranie żarliwego europeizmu". Jest to wnikliwe spostrzeżenie, podobnie jak uwaga, że wydarzenia polityczne pierwszych dwudziestu lat stulecia sprawiły, iż Conrad ujrzał "w rozwoju wydarzeń politycznych" odzwierciedlenie "osobistych borykań".9 Jeśli jednak (jak będę się starał wykazać) idea Europy jawiła się Conradowi jako możliwe rozwiązanie jego osobistych problemów, tak zewnętrznych jak i wewnętrznych, musimy najpierw określić, jakie to były problemy i w jakich kategoriach były ujmowane.
Skoro nadal odbieramy Conrada jako pisarza współczesnego i tematyka jego dzieł jest nam nadal bliska, krytyk literacki, nieuważny lub ulegający chwilowej modzie, może nie zwrócić uwagi na różnicę między językiem pisarza a naszym. Na przykład Murzyn z załogi "Narcyza" został ostatnio określony jako "wkład Polaka do europejskiej dyskusji dotyczącej schyłku i degeneracji, oraz do wzrostu (w całej Europie) popularności ideologii 'solidarności narodowej' do której Conrad namawia zaadoptowaną przez siebie Brytanię, ideologii która podkreśla bezwzględne oddanie się solidarności, obowiązkowi i ciężkiej pracy [...] potwierdzenie wartości zasadniczo militarnych". Poza tym powieść Conrada stanowi rzekomo wkład "do europejskiej a także brytyjskiej wymiany poglądów, której kulminacją była entuzjastyczna retoryka witająca wybuch pierwszej Wojny Światowej".10
W uszach tych, którzy pamiętają anty-wojenne diatryby Conrada, przytoczone opinie Michaela Kane'a brzmią zaskakująco. W kilka lat po Murzynie..., Conrad napisał w Zwierciadle morza: "narody ziemi rządzone są głównie przez strach - tego rodzaju strach, który za pomocą taniego krasomówstwa łatwo przemienić we wściekłość, nienawiść i gwałt".11 I chociaż lojalnie i z przekonaniem popierał Wielką Brytanię podczas wojny, publicznie odrzucał a w prywatnych listach wyszydzał "entuzjastyczną retorykę" szowinistów.12
Conrad nigdy nie należał do żadnego ruchu czy też ugrupowania i nigdy nie kierował się żadną intelektualną modą. Nie znaczy to, że mamy uważać go za dziwaka-samotnika; musimy go postrzegać w kategoriach współczesnego mu świata. Zanim się jednak przystąpi się do ideologicznej interpretacji Murzyna z załogi "Narcyza" zauważyć trzeba, że główny bohater nie jest tylko postacią symbolizującą ciemność i destrukcję, ale jest przede wszystkim po prostu człowiekiem, który stara się wykorzystać swoją chorobę do poprawienia własnej sytuacji życiowej. Powieść stanowi realistyczne i celne studium psychologiczne i socjologiczne, ukazujące współgrę chytrości i strachu. James Wait - "Murzyn" - z pewnością wykorzystuje swoją chorobę, ale im bardziej ją wykorzystuje, tym bardziej zbliża się do śmierci.
W kategoriach ideologicznych, jakie stosuje Michael Kane wobec Murzyna, za podstawowe przesłanie powieści trzeba uznać to, że jej czarny bohater, niezależnie od destrukcyjnej roli jaką odgrywa, zostaje po uszkodzeniu statku przez sztorm słusznie uratowany dzięki bezinteresownemu wysiłkowi załogi. Ten właśnie zbawczy przejaw ludzkiej solidarności - niezależnej od koloru skóry Waita - stanowi istotni składnik moralnego podsumowania opowieści: "Czyż wszyscy razem na nieśmiertelnym morzu nie wycisnęliśmy jakiegoś sensu z naszego grzesznego życia? [...] Byliście dobrą załogą".13
Wracając do głównego tematu: jakie więc były dla Conrada zasadnicze polityczne punkty odniesienia?
Po pierwsze sprawa polska. Dzisiaj, po ukazaniu się tomów profesora Normana Daviesa, mojego wybitnego poprzednika w tej serii odczytów, możemy o tym pisać bez obawy, że będziemy traktowani jak maniacy; obawy, która prześladowała Conrada przez większość jego pisarskiego życia. Przypomnijmy, co napisał na pierwszej stronie Księcia Romana: naród polski "nie tyle żyje, ile utrzymuje się przy życiu"14. Dzisiaj możemy otwarcie powiedzieć, że rozbiory Polski były w historii europejskiej ostatniego millenium czymś zupełnie wyjątkowym. Nigdy ani przedtem, ani potem duże państwo, o prawie nieprzerwanej osiemsetletniej ciągłości historycznej, z bogatą i rozwiniętą kulturą, nie zostało podzielone i pozbawione możliwości odbudowy. Kolejne nieudane powstania wydawały się na zawsze pieczętować losy Polski. W połowie dziewiętnastego wieku ten skandal stał się ogólnie przyjętym faktem, składnikiem zwyczajnej sceny europejskiej - w Anglii być może nawet bardziej, niż na kontynencie. Kolejne rządy brytyjskie przyzwyczaiły się patrzeć na "problem polski" przez pryzmat własnej zasady "równowagi sił". Przecież to właśnie Viscount Castlereagh był na Kongresie Wiedeńskim głównym rzecznikiem utrwalenia rozbioru Polski. Istotnie, utrzymywanie podziału Polski wpływało na równowagę sił w Europie Środkowej, ponieważ trzy cesarstwa (każde z nich potężniejsze od Polski), mające udział w rozbiorze, były powiązane głębokim antagonizmem a jednocześnie - wspólnotą interesów. Conrad, lojalny poddany Korony Brytyjskiej, zdawał sobie z tego sprawę i musiał żyć z tą świadomością. Dobrze też wiedział, że rząd Wielkiej Brytanii jeszcze w roku 1920 był całkowicie obojętny, jeśli nie przeciwny, odbudowie niepodległej Polski!
Na tym polegał pierwszy dylemat Conrada: jak znaleźć miejsce dla Polski w przyszłej Europie? Jak myśleć o własnej ojczyźnie inaczej, niż w kategoriach tragedii?
Drugi jego problem dotyczył narodów. Kilkakrotnie mówił, że "temperament narodowy [...] to chyba jedyna rzecz, na której można polegać". W 1917 roku, podczas wojny, napisał: "Największą postacią czasów, w których żyliśmy, jest sam Naród, la Nation."15 I dodawał do tego: "prostych sprawach życia i śmierci naród jest zawsze lepszy od swoich przywódców, ponieważ naród jako całość nie potrafi wprawić się w przemądrzały nastrój podziwu dla jakiejś tam doktryny albo wygórowanego zachwytu nad własną przemyślnością".16
A przecież to narody walczyły ze sobą - jakkolwiek do tego nakłonione - pozostając wierne swoim "temperamentom". Czyżby były skazane na wieczne konflikty?
Na dylemat Conrada nakładają się nasze własne trudności w rozumieniu niektórych pojęć. Jak określić jego stanowisko? Czy był "nacjonalistą", jak bywa czasami nazywany? Apollo Korzeniowski, ojciec Conrada, jest zazwyczaj w krytyce anglosaskiej klasyfikowany jako nacjonalista, chociaż - będąc polskim patriotą - był zarazem wyjątkowo życzliwie nastawiony do ukraińskich aspiracji narodowych. W 1941 roku wielki historyk holenderski Johan Huizinga narzekał: "Podczas kiedy język holenderski wyraźnie rozróżnia między nationaal besef [świadomością narodową w sensie odrębności], nationaliteitsgevoel [poczuciem przynależności narodowej] i nationaal bewustzijn [świadomością narodową w sensie treści] z jednej strony a nationalisme z drugiej strony, Anglicy używają na wszystkie te znaczenia tylko jednego słowa 'nationalism'."17 Parę lat później George Orwell starał się wprowadzić wyraźne rozróżnienie między nacjonalizmem a patriotyzmem.18 Na próżno. Szczególnie pod wpływem autorów amerykańskich, dla których wszystko co pachnie "narodem" jest nacjonalizmem, a więc jest zabarwione agresywnymi skojarzeniami, dzisiaj każdy piszący w pozytywnych kategoriach o narodowości wydaje się podejrzany.
Nie zauważyłem, by sam Conrad użył kiedykolwiek słowa "nacjonalizm". Kiedy mówił o duchu czy temperamencie narodowym (lub o "temperamencie rasy", nie mając bynajmniej na myśli "rasy" w sensie nawet w przybliżeniu rasistowskim!) odnosiło się to do świadomości narodowej. A pisząc o miłości ojczyzny miał na myśli patriotyzm zgodny z definicjami Huizingi i Orwella. Trzeba zaznaczyć, że ani "prusackość", przedstawiona jako "wróg" w "Autokracji i wojnie", ani ostro krytykowany gdzie indziej "germanizm" nie są - aż dziwne - przedstawione w kategoriach narodowych, lecz jedynie opisane za pomocą swoich skutków.
Trzeci problem przedstawiała sama Europa. Jakie były jej pełnoprawne składniki? Z oryginalnego tytułu "Porozumienie europejskie" Conrad zrezygnował moim zdaniem głównie dlatego, że sam zakres Europy wydawał mu się problematyczny. Kryteria geograficzne nie są wystarczające. W "Autokracji i wojnie" Conrad przekonuje, że Rosja nie powinna być zaliczana do grona mocarstw europejskich. Jako tyrania nie ma prawa wypowiadać się w sprawach międzynarodowego współżycia, jak to czyniła po roku 1815.19 Czternaście lat później, w szkicu "Zbrodnia rozbiorów", podparł tę argumentację uwagą, że Rosja zaczęła "odgrywać ważną rolę w Europie" tylko dzięki udziałowi w rozbiorach Polski. (Na wypadek, gdyby ktoś posądził Conrada o typowe dla Polaków anty-rosyjskie uprzedzenie, przypomnę, że Karl Marx również umieszczał Rosję poza obrębem Europy.)
Rosja leżała wygodnie na skraju. Ale druga niszcząca potęga, Niemcy, położone są w samym środku kontynentu. Wobec ich niezaprzeczalnie ogromnego wkładu do europejskiej spuścizny intelektualnej i artystycznej - trudno było Niemcy pominąć. Dlatego też podczas i bezpośrednio po I Wojnie Światowej Conrad zastępował ideę Europy wizją "Zachodu", z Francją i Anglią jako rdzeniem. "Zachód" oznaczał po prostu zachodnią i środkową Europę (z Polską jako "przyczółkiem", czy też "placówką Zachodu") - ale bez Niemiec.20 W ten sposób Conrad powtarzał charakterystyczny polski manewr omijania Niemcy i łączenia Polski z DALSZYM Zachodem. Był to manewr politycznie uzasadniony, ale zarazem sztuczny, bo przecież polsko-niemieckie stosunki kulturalne pozostawały bliskie od wielu stuleci, i z biegiem lat, a szczególnie w wieku XIX, nastąpiło znaczne etniczne przenikanie się obu narodowości. Christopher GoGwilt w niedawnej książce na temat "odkrycia Zachodu" przez Conrada także rozważa powody, dla których Conrad zastąpił "Europę" - "Zachodem". Umieszcza tę zamianę w szerokim kontekście ideologii, która uzasadniała "zachodnie" postawy wyższości i dominacji nad "innymi", jakkolwiek bywali określani.21 Ale GoGwilt nie zauważa, że w pismach politycznych Conrada idee Europy i Zachodu przeznaczone są na użytek wewnętrzny, a nie jako ideologiczna tarcza. A co ważniejsze, zarówno "Europa" jak i "Zachód" oznaczają dla Conrada normy i zobowiązania, nie zaś uprawnienia.
Jest to wyraźnie widoczne w sposobie, jakim Conrad przedstawia, zarówno w powieściach jak w wypowiedziach publicystycznych, rolę Europy w krajach zamorskich. Pośród pisarzy jego pokolenia zajmował wobec tej roli stanowisko wyjątkowo i jednoznacznie sceptyczne. Był jednym z najbardziej bezlitosnych krytyków mitów "cywilizacyjnej misji" (albo "brzemienia") białego człowieka. Warto na przykład zauważyć, że jakkolwiek Kurtz, archetypiczny "nadczłowiek" z Jądra ciemności, jest funkcjonariuszem b e l g i j s k i e j firmy kolonialnej - przedstawiony jest jako ogólno-europejska hybryda: "cała Europa złożyła się na to, by stworzyć Kurtza". W liście do Rogera Casementa z 1903 roku Conrad określił imperialistyczne okrucieństwa w Afryce jako "zdradę europejskich zasad".22
W znanym i nieco szaleńczym eseju pisarz nigeryjski Chinua Achebe oskarżył Conrada o rasistowską ksenofobię, ponieważ nie przedstawił w Jądrze ciemności jakiejkolwiek afrykańskiej wspólnoty.23 To nieporozumienie. Zarówno Marlow w swojej opowieści, jak i Conrad jako autor po prostu odtwarzają sposób, w jaki większość współczesnych Europejczyków postrzegała Afrykę: jako teren łowiecki, jako obszar do eksploatacji. Czarni byli przedmiotami użytku, zaś fakt, że tworzyli własne, tajemnicze wspólnoty (których symbolem jest wspaniała postać Murzynki w Jądrze ciemności) sprawiał tylko, że w oczach kolonialistów stawali się jeszcze mniej podobni do ludzi. Ale przecież cały sens opowieści Conrada to ukazanie, że Murzyni są ludźmi, jakkolwiek odmiennymi barwą skóry, obyczajami i językiem.
Wracając do problemów politycznych kłopotliwych dla Conrada: należało do nich jeszcze zestawienie Europy z Wielką Brytanią. Napisał do Rogera Casementa, że niegdyś Anglia "miała w swojej pieczy sumienie Europy", kiedy domagała się zniesienia niewolnictwa. "Teraz jednak - kontynuował - jesteśmy widać zbyt zajęci innymi sprawami". Kiedy raz w liście do swojej polskiej kuzynki przeciwstawił Anglii "zazdrosną Europę", czynił to na niepewnym gruncie obrony swojej przybranej ojczyzny, w prywatnym liście, przed krytyką, jaką na kontynencie europejskim wywołała wojna burska.24
Conrad był więc zawsze lojalnym poddanym Korony Brytyjskiej. Ale nigdy mu się nie udało - i wątpię czy na prawdę próbował - utożsamiać się w pełni z brytyjskim punktem widzenia spraw międzynarodowych. Mimo sporadycznych deklaracji nie zaaprobował nigdy w całości ani brytyjskiej polityki kolonialnej, ani wojny burskiej; nie uległ też wojowniczej histerii podczas I Wojny. Był, tak jak już wspomniałem, świadom brytyjskiej tradycji widzenia kontynentalnych dążności i pragnień w instrumentalnych kategoriach pożądanej równowagi sił.
Dlatego też w "Autokracji i wojnie", podobnie jak w innych, krótszych szkicach politycznych, Anglia jest ledwie wspomniana i to mimochodem. Rozdarty między lojalność a szczerość Conrad najczęściej starał się omijać kwestie kontrowersyjne.
Jak więc pojmował Conrad Europę, patrząc na nią pod kątem politycznym? Widział w niej potencjalną i pożądaną całość, złożoną z osobnych części. Zacytowanie przez niego rozpaczliwego okrzyku Adolphe'a Thiersa "Il n'y a plus d'Europe" nie miało charakteru wyroku, lecz ostrzeżenia, które dało mu okazję wytknięcia przyczyn współczesnej mu słabości Europy. "Il n'y a plus d'Europe - jest tylko uzbrojony, handlujący kontynent, gdzie współzawodnictwo ekonomiczne zmienia się powoli w walkę na śmierć i życie i gdzie otwarcie głosi się ogólnoświatowe ambicje." Innymi słowy, z niezwykłą jasnością widział, że inna, alternatywna Europa będzie musiała zostać "zbudowana na fundamentach mniej kruchych, niż interesy materialne".25
Ta inna Europa będzie też musiała przezwyciężyć sprzeczności partykularnych interesów. Mówił o "niewydolności" Europy pod koniec XVIII wieku, w sensie niemożności sprostania wyzwaniom, niesionym przez historię. I jakby wyprzedzając nasze dzisiejsze trudności z utrzymaniem pokoju na Bałkanach sugerował, w 1912 roku, utworzenie wspólnego europejskiego protektoratu dla autonomicznego Konstantynopola.
Naszkicowana w "Autokracji i wojnie" idea Europy "bez granic" sięga połowy XIX wieku, towarzyszy broni Steina (kolekcjonera motyli w Lordzie Jimie), przywódców ruchu Młodej Europy na czele z Giuseppe Mazzinim, o którym Conrad niewątpliwie słyszał od ojca. Taka wizja zjednoczonej Europy była wysuwana przez demokratów. Ale postawa Conrada wobec demokracji była nieufna; jego zdaniem pokładała ona wiarę w "wyższość interesów materialnych".26 I chociaż domagał się, by oceniać politykę według standardów moralnych, był jednocześnie sceptyczny wobec wszelkich górnolotnych formuł politycznego idealizmu. Zdawał sobie sprawę, że szlachetne zasady nie są wystarczającą podstawą dla współpracy międzynarodowej; widział, że "ogólne idee" nie zdołały dotychczas powstrzymać "żadnego z narodów Zachodu od ulegania urokom korzyści materialnych".27 To zdanie brzmi jak współczesne nawoływania do budowy instytucji ponad-państwowych.
Miał niewiele złudzeń: nawet gdyby Niemcy zostały powstrzymane "bardziej stanowczą polityką i większym zdecydowaniem" od udziału w I Wojnie Światowej, "trudno powiedzieć", "jaki stan ducha zapanowałby w Europie" kilka lat później. "Pojawiłyby się zapewne jakieś inne przerosty, przerost teorii albo przerost sentymentów, albo przerost poczucia bezpieczeństwa, który doprowadziłby do jakiejś innej katastrofy."28 Pisząc zaś niespełna dziesięć lat przed wybuchem I Wojny Światowej zdawał sobie dobrze sprawę że ówczesny bieg wydarzeń był całkowicie sprzeczny z postulowaną przezeń zasadą europejskiej "solidarności": Europa została odwrócona od tego celu przez imperialistyczne ambicje współzawodniczących ze sobą potęg militarnych, przede wszystkim Prus. Dopiero ćwierć wieku po śmierci Conrada, po katakliźmie drugiej i jeszcze bardziej niszczycielskiej agresji niemieckiej, problem miejsca Niemiec w Europie został rozwiązany.
Mimo wszystko, w "Autokracji i wojnie" Conrad śmiało postulował ideę "solidarności europejskiej", która jest "koniecznym krokiem na drodze do osiągnięcia Zgody i Sprawiedliwości" i nazwał tę solidarność "jedynym możliwym celem naszego postępu".
Ponieważ Conrad przykładał wielkie znaczenie do "poczucia narodowego", jego wizja Europy była prawdopodobnie, używając współczesnej terminologii, wizją "Europe des patries", Europy ojczyzn - według formuły przypisywanej, skądinąd niesłusznie, Charlesowi de Gaulle. Conrad zdawał sobie sprawę, że współżycie tak wielu narodów i kultur musi pociągać za sobą ogromne trudności. Jednocześnie świadoma siła tych cywilizacji stwarzała nadzieję. Włochy mogły służyć za przykład, że bogactwo tradycji narodowych nie musi prowadzić do chęci narzucania ich innym; Anglia wykazywała zdrowe połączenie tolerancji z ciekawością; Polska przetrwała w sercach i myślach Polaków 123 lata państwowego nieistnienia; żywotność kultury francuskiej przemogła klęski, sprowadzone przez rewolucje i najazdy wrogów.
To, co szczególnie uderza przy próbie przedstawienia myśli Conrada na temat Europy - to fakt, jak bliskie są one naszym współczesnym kategoriom. Podczas gdy wizja "porozumienia europejskiego" ukazywała Conradowi rozwiązanie także jego osobistych problemów, które wymieniłem - nie stanowiła jednorazowego i trwałego środka zaradczego. Było to porozumienie jako cel, nie porozumienie jako zalakowany traktat. Sceptyczny co do natury ludzkiej, Conrad nie był skłonny do optymizmu w widzeniu jakichkolwiek ludzkich przedsięwzięć. Myślę, że widział Europę, w kategoriach politycznych, jako wielki projekt, wymagający olbrzymiego wysiłku i stałej czujności. Jako zobowiązanie narzucone nam zarówno przez przeszłość jak i przyszłość. Jako stałe wyzwanie: aby wspólnie zachowywać i kontynuować wszystkie te wartości, które zostały osiągnięte osobno, lub nawet w konflikcie, i łączyć te zdobycze i pragnienia w polifoniczny chór.
Dlatego też myślę, że Conrad zaakceptowałby ogólne zasady, sformułowane w 1803 roku przez swego rodaka, księcia Adama Czartoryskiego, jednego z najbardziej oddanych rzeczników idei zjednoczonej Europy w XIX wieku: "Jeżeli chcemy postępować naprzód, musimy mieć na widoku cel, do którego zmierzamy. Aby zawsze iść naprzód musimy umieć znajdywać cele, które nigdy nie będą osiągnięte."29
I z perspektywy blisko stu lat nie zdaje się przypadkiem, że jednym z najbliższych polskich przyjaciół Conrada był od roku 1912 Józef Hieronim Retinger. To on namówił pisarza do podróży do Polski w roku 1914. To on podsunął mu później materiały do szkiców o "Sprawie polskiej" i "Zbrodni rozbiorów". I to on po roku 1947 - dwadzieścia trzy lata po zgonie Conrada - stał się jednym z najbardziej aktywnych działaczy Ruchu Europejskiego, kładących podwaliny pod dzisiejszą Unię.
Przypisy:
1. Przedmowa do książki Edwarda Garnetta o Turgieniewie, w tomie O życiu i literaturze, J. Conrad, Dzieła pod red. Zdzisława Najdera, Warszawa 1974, t. XXI, s. 97.
2. Patrz Z. Najder, Ian Watt's Thoughtful Conrad, "Stanford Humanities Review", vol. 8.1 (spring 2000), s. 126-127.
3. J. Conrad, Lord Jim, Warszawa 1999, s. 141.
4. List Conrada do Algernona Methuena, 26 I 1908, The Collected Letters of Joseph Conrad [Dalej cytowane jako CL], eds. Frederick R. Karl i Laurence Davies, Cambridge 1990, t. IV, s. 29.
5. J. Conrad, nota "Od autora" do Tajnego agenta, Warszawa 1999, s. 11.
6. Szerzej piszę o tym w szkicu "Joseph Conrad jako pisarz europejski", w tomie Conrad in Perspective: Essays in Art and Fidelity, Cambridge 1997 (przekład polski Haliny Najder Sztuka i wierność. Szkice o twórczości Josepha Conrada, Opole 2000).
7. Norman Douglas, A Plea for Better Manners, ed. D.M.Law, London 1955, s. 308.
8. Conrad do Hugh Clifforda, 25 I 1919, G.Jean-Aubry, Joseph Conrad: Life and Letters [dalej jako LL], London 1926, t. II, s. 216-217.
9. Edward W. Said, Joseph Conrad and the Fiction of Autobiography, Cambridge, Mass. 1966, s. 18, 75-83.
10. Michael Kane, Insiders/Outsiders: Joseph Conrad's "The Nigger of the 'Narcissus' " and Bram Stoker's "Dracula", "The Modern Language Review", vol. 92 part 1 (Jan. 1997).
11. J. Conrad, Zwierciadło morza, tłum. Aniela Zagórska, Dzieła t. IX, s. 172.
12. Np. w liście do Christophera Sandemana z 15 IX 1917 r., LL, II, s. 197.
13. J. Conrad, Murzyn z załogi "Narcyza", przeł. Bronisław Zieliński, Dzieła, t. III, s. 197.
14. J. Conrad, Opowieści zasłyszane, przeł. Halina Carroll-Najder, Dzieła, t. XXIV, s. 47.
15. Do Sidneya Colvina, [21 IV 1917], J. Conrad, Listy, opr. Z. Najder, przeł. H. Carroll-Najder [dalej jako Listy], Warszawa 1969, s. 365.
16. J. Conrad, "Zbrodnia rozbiorów", przeł. Halina Najder, Dzieła, t. XXVIII, Warszawa 1996, s. 55.
17. Johan Huizinga, Men and Ideas, New York 1959.
18. G. Orwell, "Notes on Nationalism" [1945], The Collected Essays, "Journalism and Letters", London 1970, vol. III, s. 411-413.
19. J. Conrad, Dzieła, t. XXVIII, s. 29.
20. Por. jego teksty "Zbrodnia rozbiorów" i "Nota w sprawie polskiej", j.w., s. 45-71.
21. Christopher GoGwilt, The Invention of the West: Joseph Conrad and the Double-Mapping of Europe and Empire, Stanford 1995.
22. List z 21 XIII 1903, "Listy Conrada do Rogera D. Casementa", opr. Z. Najder, "Twórczość" 1974 nr. 8.
23. Chinua Achebe, An Image of Africa: Racism in Conrad's "Heart of Darkness", pierwodruk w "Massachusetts Review", 18 (1977), wiele przedruków, np. w tomie J. Conrad, Heart of Darkness, ed. Robert Kimbrough, New York - London 1988.
24. "Do Anieli Zagórskiej", 25 XII 1899, Listy, s. 171.
25. Dzieła, t. XXVIII, s. 33, 37.
26. Zwierciadło morza, Dzieła, t. IX, s. 173.
27. "Autokracja i wojna", Dzieła, t. XXVIII, s. 41.
28. "Zbrodnia rozbiorów", Dzieła, r. XXVIII, s. 55.
29. Marian Kukiel, Czartoryski and European Unity: 1770-1861, Princeton 1955, s. 31.
dla Edwarda Saida
Dla Josepha Conrada - Konrada Korzeniowskiego - Europa była przede wszystkim przestrzenią wspólnego dziedzictwa symboli, mitów i idei, których korzenie sięgają głębokiej starożytności. Przedstawiała dla niego zarazem bogactwo splecionych lokalnych tradycji kulturowych, z których każde pasmo zachowuje wyraźną odrębność. W jego książkach znajdujemy sceny osadzone w niemal wszystkich zakątkach Europy: od ruder, pałaców i pokrytych śniegiem ulic Sankt Petersburga po poszarpane wybrzeże Costa Brava; od kanałów Amsterdamu aż po zatokę neapolitańską. Cytadela warszawska, eleganckie wille i pięknie utrzymane bulwary Genewy, granitowe domy wiosek bretońskich, parkowe łąki hrabstwa Kent, marmurowe pałace Genui, zdobne tarasami budynki i zaciszne zaułki zachodniego Londynu, niekończące się rzędy nędznych kamieniczek londyńskiej dzielnicy Lambeth, półwyspy i zatoczki morskiego wybrzeża koło Tulonu, rozległe zielone połacie przy ujściu Tamizy, pozłacane budowle Brukseli i renesansowy Wielki Rynek Krakowa. I wszystkie te miejsca i kraje ukazane są nie tylko w fizycznym kształcie krajobrazu i architektury, ale w ich rzeczywistym osadzeniu i uczestnictwie w historii, lokalnych obyczajach, języku i atmosferze. Nie pisał o nich tylko by się rozkoszować ich couleurs locales, ale by przedstawiały tematy ważne i charakterystyczne dla miejscowych ludzi.
Europa dla Conrada to również wielki świat literatury, począwszy od klasyków greckich. Był może niezbyt chętnym uczniem, naukę w gimnazjum przerwał na rok przed ukończeniem szkoły - ale nie ma wątpliwości, że jego krakowscy i lwowscy nauczyciele wpoili w niego sporą wiedzę na temat europejskiego "kanonu". Wiedzy tej używał świadomie i z wielkim wyczuciem i oryginalnością. Świadczą o tym choćby echa mitologii greckiej, legend o Aleksandrze Wielkim oraz Wergiliusza i Dantego w Jądrze ciemności.
Conrad był wyjątkowo dobrze oczytany w literaturze francuskiej, ale czuł się również swobodnie w polskiej i angielskiej. W swoich książkach odwołuje się często do pisarzy hiszpańskich i włoskich, a także niemieckich (dość przypomnieć cytaty z Goethego i aluzje do Novalisa). I chociaż nie cierpiał Dostojewskiego, sceptycznie odnosił się do Lwa Tołstoja i nie traktował poważnie Gorkiego - to Iwan Turgieniew, którego nazwał pisarzem "głęboko, całą duszą narodowym",1 należał do jego ulubieńców.
Sam Conrad był, w swoisty i niepowtarzalny sposób, pisarzem trzech kultur. W porządku chronologicznym wymienić należy polską, francuską i angielską, chociaż udokumentowane wpływy przyznają pierwszeństwo kulturze francuskiej.
Wkład polski rozpoznajemy w powtarzaniu się motywów wierności i zdrady oraz moralnej odpowiedzialności za wspólnotę, do której się należy. Także w swobodnym, jakby oczywistym nawiązywaniu do tradycji etosu rycerskiego, którą przesiąknięta była polska literatura szlachecka. Wpływ francuski jest najbardziej oczywisty w zainteresowaniu Conrada mechanizmem wielkich wydarzeń historycznych, jak Rewolucja Francuska i era napoleońska; w roli J.-J. Rousseau jako przeciwnika ideologicznego; w przejętej od Flauberta wizji powieści jako dzieła sztuki; w zaczerpniętym z pism Anatole'a Leroy-Beaulieu poglądzie o związki między demokracją a władzą kapitału.2 Anglia to dla Conrada morze i ludzie morza; Shakespeare - kopalnia motywów literackich; Dickens z niezrównanie bogatymi obrazami społeczeństwa angielskiego; Londyn jako archetyp nowoczesnej metropolii i jako środek Imperium. No i oczywiście, nade wszystko, język angielski jako spoiwo łączące razem wszystkie składniki dzieła.
Nie znam żadnego współczesnego Conradowi pisarza, który by w podobnym stopniu opanował europejski obszar kulturowy - w potrójnym sensie: osobistego doświadczenia, wiedzy historycznej i rozpoznania intelektualnego.
W połowie mniej więcej jego utworów akcja toczy się w Europie, często w kilku krajach europejskich w tej samej powieści lub opowiadaniu: we Francji odrobinę częściej, niż na Wyspach Brytyjskich. Akcja pozostałych powieści i opowiadań rozgrywa się poza Europą, ale wyłącznie pod względem geograficznym. Europa jest cały czas obserwowana z daleka i pozostaje centrum uwagi - dalekim od idealizacji. W ocenie zamorskiej roli Europy Conrad był surowym "eurokrytykiem". Podkreślał obłudę i drapieżną chciwość kolonialistów, moralną i psychologiczną porażkę cywilizacji białych w zetknięciu z całkowicie odmiennymi kulturami. Z tym wszystkim jego kąt patrzenia pozostał europejski - w tym sensie, że osądzał Europejczyków według ich własnych standardów, w kategoriach ich własnych, europejskich ideałów i zbrodni, mitów, błędów i niepowodzeń.
Conradowska wizja Europy nie miała w sobie nic z kosmopolityzmu. Nie łączył elementów swoich trzech kultur, i innych kultur dobrze mu znanych, jak włoska, tworząc jakąś homogeniczną mieszankę, w której zatracałyby się indywidualne cechy poszczególnych składników. Tradycję europejską postrzegał jako chór tradycji narodowych. Jako wychodźca był szczególnie uwrażliwiony na różnice kulturowe; kontrasty i konflikty cywilizacji stanowią w jego dziełach zapewne najczęściej powracający motyw.
Umiał posługiwać się różnymi kulturowymi punktami widzenia dla wzbogacenia swojej tematyki. Dwa przykłady. W Lordzie Jimie, kiedy praktyczny Anglik Marlow wyznaje, że nie jest w stanie w pełni zrozumieć zachowania Jima, do wypowiedzenia swoich poglądów zaproszeni zostają dwaj przedstawiciele dwu innych kręgów kulturowych. Pierwszy to Francuz, porucznik marynarki, z racji swojego pochodzenia i zawodu uprawniony do zabierania głosu w sprawach kodeksu postępowania, oraz Stein, niemiecki romantyk a zatem specjalista zarówno od abstrakcyjnej filozofii jak i wyobraźni. Francuz zaczyna od ciętej aluzji do Jean-Jacquesa Rousseau; parafrazując pierwsze zdanie Umowy społecznej "L' homme est né libre", mówi: "L'homme est né poltron", "Człowiek rodzi się tchórzem".3
Kiedy Niemiec Stein, dzielny odkrywca i zacny człowiek, wygłasza własny pogląd - co robi w formie zawiłej metafory - również ucieka się do cytatu, z Goethego, czyli najsławniejszego poety w swoim języku, ale Goethego piszącego o innym poecie, Torquacie Tasso, melancholijnym piewcy rycerskiej sławy. Trójka angielsko-francusko-niemiecka (z Włochem w tle) wspólnie wynosi sprawę Jima na wysoką płaszczyznę ogólnej kondycji człowieka.
We W oczach Zachodu, powieści w której przeważna część akcji toczy się w Genewie, szwajcarskie otoczenie i Anglik-narrator pełnią rolę luster, w których odbijają się tragiczne a osobliwości Rosji. Jednocześnie sama Szwajcaria oraz zachodnio-europejski narrator poddani są sarkastycznemu badaniu ze strony Razumowa, głównego bohatera powieści. Poza tym zaś występujący w powieści Rosjanie - niezależnie od tego czy są zwolennikami czy przeciwnikami autokracji - są narodowo określeni i zespoleni przez posępną dialektykę wzajemnej śmiertelnej wrogości i przeciwstawieni grupie międzynarodowych, wykorzenionych zawodowych rewolucjonistów.
W oczach Zachodu, powieść wymierzona przeciw autokratycji, przeciw rewolucji i przeciw Dostojewskiemu, jest najbardziej uderzającym przykładem łączenia przez Conrada tematyki literackiej z polityczną. Poruszał w swoich dziełach większość, jeśli nie wszystkie, główne problemy polityczne w jego czasach istotne dla Europy i szczególnie dla Europy: samostanowienie narodów, demokracja i powszechne prawo głosu, autokracja wobec rewolucji, kolonializm, imperializm, klasa robotnicza i związki zawodowe, demokracja wobec władzy kapitału, teoria i praktyka anarchizmu, prowokacja polityczna i międzynarodowy terroryzm, nadużywanie władzy i prawa w obronie istniejącego porządku społecznego i politycznego. Imponująca lista, z której zawartością niewielu współczesnych mogłoby konkurować.
Conrad jest autorem czterech powieści politycznych, które mają europejski zakres tematyczny; trzy dotyczą współczesności, jedna historii. Są to Spadkobiercy (1901, napisani wspólnie z Fordem Madoxem Fordem), o upadku liberalnego idealizmu i rozwoju twardego imperializmu; o siedem lat późniejszy Tajny agent, o ładzie i anarchii, demokracji i siłach wywrotowych, prawie i bezpieczeństwie, o Anglii i Rosji; następnie W oczach Zachodu (1911) - o Rosji, Szwajcarii i ogólnie Europie zachodniej, despotyźmie i rewolucji, dziedzictwie historycznym i radykalnych teoriach, o przyszłości imperium carów i duchowych niedostatkach demokracji. Richard Curle nazwał w swojej recenzji W oczach Zachodu "powieścią europejską". I wreszcie W zawieszeniu, ostatnia i nieskończona powieść Conrada, w której mówi o wpływie Napoleona na ruchy narodowe we Włoszech i Europie środkowej.
Jeszcze parę innych przykładów zainteresowań Conrada. W Pojedynku udało mu się nie tylko - wedle jego własnych słów - "uchwycić ducha epoki napoleońskiej",4 ale zarazem przedstawić w sposób urzekający (i zabawny) trwałe antagonizmy klasowe w armii Cesarza. W Tajnym agencie widzimy Londyn jako nowoczesną metropolię, "miasto-potwora", "okrutnego pożeracza światłości świata",5 siedlisko bezosobowego tłumu i samotnych jednostek a jednocześnie pole rozgrywek międzynarodowych spisków i prowokacji. Gra losu ukazuje tenże Londyn jako ośrodek potęgi i spekulacji finansowej a równocześnie przedstawia aktualną problematykę starań o równouprawnienie kobiet. W Korsarzu Conrad opisuje okrucieństwa Wielkiej Rewolucji oraz nastroje nowego patriotyzmu francuskiego.
Sumując, możemy więc określić Conrada jako pisarza europejskiego. Dlatego też sugerowałem swego czasu, że gdyby Unia Europejska przyznawała nagrody literackie, Conrad byłby doskonałym kandydatem.6
Norman Douglas, wielostronny (w paru znaczeniach) autor South Wind i Old Calabria, który dobrze znał Conrada, napisał o nim kiedyś, że "był dla większości Polaków malgre lui politykiem".7 I rzeczywiście. Problemy polityczne są głównym przedmiotem uwagi i dostarczają głównych tematów w wielu jego powieściach i opowiadaniach - jak w Nostromo lub Anarchiście, a ponadto Conrad napisał kilka szkiców i wiele listów o treści politycznej. Zebrane razem utworzyłyby pokaźny tom, skrzący się od oryginalnych, celnych i często kostycznych komentarzy. Conrad jako polityczny listopis zaskoczyłby niejednego czytelnika bezpośredniością myśli i ciętością języka; niektóre z jego wyrażeń, jak "uczona niemiecka świnia", lub "parszywy rosyjski pies", zostały pominięte w 1926 roku przez Jean-Aubry'ego, pierwszego wydawcę listów Conrada.8
Najbardziej ambitny i szeroko zakreślony szkic polityczny Conrada, "Autokracja i wojna", zatytułowany był początkowo "Porozumienie europejskie" (The Concord of Europe). Napisał go i ogłosił w roku 1905; ten esej, który można uznać za wykład najistotniejszych elementów poglądów politycznych Conrada, przeszedł wówczas - ku rozczarowaniu pisarza - niemal niedostrzeżony. Autor przepowiedział w nim następną i jeszcze bardziej krwawą rewolucję w Rosji oraz opisał powody, które miały doprowadzić do wybuchu pierwszej Wojny Światowej.
W swojej wczesnej książce o Conradzie Edward Said napisał, że pod koniec życia Conrad "kierował swoją energię na popieranie żarliwego europeizmu". Jest to wnikliwe spostrzeżenie, podobnie jak uwaga, że wydarzenia polityczne pierwszych dwudziestu lat stulecia sprawiły, iż Conrad ujrzał "w rozwoju wydarzeń politycznych" odzwierciedlenie "osobistych borykań".9 Jeśli jednak (jak będę się starał wykazać) idea Europy jawiła się Conradowi jako możliwe rozwiązanie jego osobistych problemów, tak zewnętrznych jak i wewnętrznych, musimy najpierw określić, jakie to były problemy i w jakich kategoriach były ujmowane.
Skoro nadal odbieramy Conrada jako pisarza współczesnego i tematyka jego dzieł jest nam nadal bliska, krytyk literacki, nieuważny lub ulegający chwilowej modzie, może nie zwrócić uwagi na różnicę między językiem pisarza a naszym. Na przykład Murzyn z załogi "Narcyza" został ostatnio określony jako "wkład Polaka do europejskiej dyskusji dotyczącej schyłku i degeneracji, oraz do wzrostu (w całej Europie) popularności ideologii 'solidarności narodowej' do której Conrad namawia zaadoptowaną przez siebie Brytanię, ideologii która podkreśla bezwzględne oddanie się solidarności, obowiązkowi i ciężkiej pracy [...] potwierdzenie wartości zasadniczo militarnych". Poza tym powieść Conrada stanowi rzekomo wkład "do europejskiej a także brytyjskiej wymiany poglądów, której kulminacją była entuzjastyczna retoryka witająca wybuch pierwszej Wojny Światowej".10
W uszach tych, którzy pamiętają anty-wojenne diatryby Conrada, przytoczone opinie Michaela Kane'a brzmią zaskakująco. W kilka lat po Murzynie..., Conrad napisał w Zwierciadle morza: "narody ziemi rządzone są głównie przez strach - tego rodzaju strach, który za pomocą taniego krasomówstwa łatwo przemienić we wściekłość, nienawiść i gwałt".11 I chociaż lojalnie i z przekonaniem popierał Wielką Brytanię podczas wojny, publicznie odrzucał a w prywatnych listach wyszydzał "entuzjastyczną retorykę" szowinistów.12
Conrad nigdy nie należał do żadnego ruchu czy też ugrupowania i nigdy nie kierował się żadną intelektualną modą. Nie znaczy to, że mamy uważać go za dziwaka-samotnika; musimy go postrzegać w kategoriach współczesnego mu świata. Zanim się jednak przystąpi się do ideologicznej interpretacji Murzyna z załogi "Narcyza" zauważyć trzeba, że główny bohater nie jest tylko postacią symbolizującą ciemność i destrukcję, ale jest przede wszystkim po prostu człowiekiem, który stara się wykorzystać swoją chorobę do poprawienia własnej sytuacji życiowej. Powieść stanowi realistyczne i celne studium psychologiczne i socjologiczne, ukazujące współgrę chytrości i strachu. James Wait - "Murzyn" - z pewnością wykorzystuje swoją chorobę, ale im bardziej ją wykorzystuje, tym bardziej zbliża się do śmierci.
W kategoriach ideologicznych, jakie stosuje Michael Kane wobec Murzyna, za podstawowe przesłanie powieści trzeba uznać to, że jej czarny bohater, niezależnie od destrukcyjnej roli jaką odgrywa, zostaje po uszkodzeniu statku przez sztorm słusznie uratowany dzięki bezinteresownemu wysiłkowi załogi. Ten właśnie zbawczy przejaw ludzkiej solidarności - niezależnej od koloru skóry Waita - stanowi istotni składnik moralnego podsumowania opowieści: "Czyż wszyscy razem na nieśmiertelnym morzu nie wycisnęliśmy jakiegoś sensu z naszego grzesznego życia? [...] Byliście dobrą załogą".13
Wracając do głównego tematu: jakie więc były dla Conrada zasadnicze polityczne punkty odniesienia?
Po pierwsze sprawa polska. Dzisiaj, po ukazaniu się tomów profesora Normana Daviesa, mojego wybitnego poprzednika w tej serii odczytów, możemy o tym pisać bez obawy, że będziemy traktowani jak maniacy; obawy, która prześladowała Conrada przez większość jego pisarskiego życia. Przypomnijmy, co napisał na pierwszej stronie Księcia Romana: naród polski "nie tyle żyje, ile utrzymuje się przy życiu"14. Dzisiaj możemy otwarcie powiedzieć, że rozbiory Polski były w historii europejskiej ostatniego millenium czymś zupełnie wyjątkowym. Nigdy ani przedtem, ani potem duże państwo, o prawie nieprzerwanej osiemsetletniej ciągłości historycznej, z bogatą i rozwiniętą kulturą, nie zostało podzielone i pozbawione możliwości odbudowy. Kolejne nieudane powstania wydawały się na zawsze pieczętować losy Polski. W połowie dziewiętnastego wieku ten skandal stał się ogólnie przyjętym faktem, składnikiem zwyczajnej sceny europejskiej - w Anglii być może nawet bardziej, niż na kontynencie. Kolejne rządy brytyjskie przyzwyczaiły się patrzeć na "problem polski" przez pryzmat własnej zasady "równowagi sił". Przecież to właśnie Viscount Castlereagh był na Kongresie Wiedeńskim głównym rzecznikiem utrwalenia rozbioru Polski. Istotnie, utrzymywanie podziału Polski wpływało na równowagę sił w Europie Środkowej, ponieważ trzy cesarstwa (każde z nich potężniejsze od Polski), mające udział w rozbiorze, były powiązane głębokim antagonizmem a jednocześnie - wspólnotą interesów. Conrad, lojalny poddany Korony Brytyjskiej, zdawał sobie z tego sprawę i musiał żyć z tą świadomością. Dobrze też wiedział, że rząd Wielkiej Brytanii jeszcze w roku 1920 był całkowicie obojętny, jeśli nie przeciwny, odbudowie niepodległej Polski!
Na tym polegał pierwszy dylemat Conrada: jak znaleźć miejsce dla Polski w przyszłej Europie? Jak myśleć o własnej ojczyźnie inaczej, niż w kategoriach tragedii?
Drugi jego problem dotyczył narodów. Kilkakrotnie mówił, że "temperament narodowy [...] to chyba jedyna rzecz, na której można polegać". W 1917 roku, podczas wojny, napisał: "Największą postacią czasów, w których żyliśmy, jest sam Naród, la Nation."15 I dodawał do tego: "prostych sprawach życia i śmierci naród jest zawsze lepszy od swoich przywódców, ponieważ naród jako całość nie potrafi wprawić się w przemądrzały nastrój podziwu dla jakiejś tam doktryny albo wygórowanego zachwytu nad własną przemyślnością".16
A przecież to narody walczyły ze sobą - jakkolwiek do tego nakłonione - pozostając wierne swoim "temperamentom". Czyżby były skazane na wieczne konflikty?
Na dylemat Conrada nakładają się nasze własne trudności w rozumieniu niektórych pojęć. Jak określić jego stanowisko? Czy był "nacjonalistą", jak bywa czasami nazywany? Apollo Korzeniowski, ojciec Conrada, jest zazwyczaj w krytyce anglosaskiej klasyfikowany jako nacjonalista, chociaż - będąc polskim patriotą - był zarazem wyjątkowo życzliwie nastawiony do ukraińskich aspiracji narodowych. W 1941 roku wielki historyk holenderski Johan Huizinga narzekał: "Podczas kiedy język holenderski wyraźnie rozróżnia między nationaal besef [świadomością narodową w sensie odrębności], nationaliteitsgevoel [poczuciem przynależności narodowej] i nationaal bewustzijn [świadomością narodową w sensie treści] z jednej strony a nationalisme z drugiej strony, Anglicy używają na wszystkie te znaczenia tylko jednego słowa 'nationalism'."17 Parę lat później George Orwell starał się wprowadzić wyraźne rozróżnienie między nacjonalizmem a patriotyzmem.18 Na próżno. Szczególnie pod wpływem autorów amerykańskich, dla których wszystko co pachnie "narodem" jest nacjonalizmem, a więc jest zabarwione agresywnymi skojarzeniami, dzisiaj każdy piszący w pozytywnych kategoriach o narodowości wydaje się podejrzany.
Nie zauważyłem, by sam Conrad użył kiedykolwiek słowa "nacjonalizm". Kiedy mówił o duchu czy temperamencie narodowym (lub o "temperamencie rasy", nie mając bynajmniej na myśli "rasy" w sensie nawet w przybliżeniu rasistowskim!) odnosiło się to do świadomości narodowej. A pisząc o miłości ojczyzny miał na myśli patriotyzm zgodny z definicjami Huizingi i Orwella. Trzeba zaznaczyć, że ani "prusackość", przedstawiona jako "wróg" w "Autokracji i wojnie", ani ostro krytykowany gdzie indziej "germanizm" nie są - aż dziwne - przedstawione w kategoriach narodowych, lecz jedynie opisane za pomocą swoich skutków.
Trzeci problem przedstawiała sama Europa. Jakie były jej pełnoprawne składniki? Z oryginalnego tytułu "Porozumienie europejskie" Conrad zrezygnował moim zdaniem głównie dlatego, że sam zakres Europy wydawał mu się problematyczny. Kryteria geograficzne nie są wystarczające. W "Autokracji i wojnie" Conrad przekonuje, że Rosja nie powinna być zaliczana do grona mocarstw europejskich. Jako tyrania nie ma prawa wypowiadać się w sprawach międzynarodowego współżycia, jak to czyniła po roku 1815.19 Czternaście lat później, w szkicu "Zbrodnia rozbiorów", podparł tę argumentację uwagą, że Rosja zaczęła "odgrywać ważną rolę w Europie" tylko dzięki udziałowi w rozbiorach Polski. (Na wypadek, gdyby ktoś posądził Conrada o typowe dla Polaków anty-rosyjskie uprzedzenie, przypomnę, że Karl Marx również umieszczał Rosję poza obrębem Europy.)
Rosja leżała wygodnie na skraju. Ale druga niszcząca potęga, Niemcy, położone są w samym środku kontynentu. Wobec ich niezaprzeczalnie ogromnego wkładu do europejskiej spuścizny intelektualnej i artystycznej - trudno było Niemcy pominąć. Dlatego też podczas i bezpośrednio po I Wojnie Światowej Conrad zastępował ideę Europy wizją "Zachodu", z Francją i Anglią jako rdzeniem. "Zachód" oznaczał po prostu zachodnią i środkową Europę (z Polską jako "przyczółkiem", czy też "placówką Zachodu") - ale bez Niemiec.20 W ten sposób Conrad powtarzał charakterystyczny polski manewr omijania Niemcy i łączenia Polski z DALSZYM Zachodem. Był to manewr politycznie uzasadniony, ale zarazem sztuczny, bo przecież polsko-niemieckie stosunki kulturalne pozostawały bliskie od wielu stuleci, i z biegiem lat, a szczególnie w wieku XIX, nastąpiło znaczne etniczne przenikanie się obu narodowości. Christopher GoGwilt w niedawnej książce na temat "odkrycia Zachodu" przez Conrada także rozważa powody, dla których Conrad zastąpił "Europę" - "Zachodem". Umieszcza tę zamianę w szerokim kontekście ideologii, która uzasadniała "zachodnie" postawy wyższości i dominacji nad "innymi", jakkolwiek bywali określani.21 Ale GoGwilt nie zauważa, że w pismach politycznych Conrada idee Europy i Zachodu przeznaczone są na użytek wewnętrzny, a nie jako ideologiczna tarcza. A co ważniejsze, zarówno "Europa" jak i "Zachód" oznaczają dla Conrada normy i zobowiązania, nie zaś uprawnienia.
Jest to wyraźnie widoczne w sposobie, jakim Conrad przedstawia, zarówno w powieściach jak w wypowiedziach publicystycznych, rolę Europy w krajach zamorskich. Pośród pisarzy jego pokolenia zajmował wobec tej roli stanowisko wyjątkowo i jednoznacznie sceptyczne. Był jednym z najbardziej bezlitosnych krytyków mitów "cywilizacyjnej misji" (albo "brzemienia") białego człowieka. Warto na przykład zauważyć, że jakkolwiek Kurtz, archetypiczny "nadczłowiek" z Jądra ciemności, jest funkcjonariuszem b e l g i j s k i e j firmy kolonialnej - przedstawiony jest jako ogólno-europejska hybryda: "cała Europa złożyła się na to, by stworzyć Kurtza". W liście do Rogera Casementa z 1903 roku Conrad określił imperialistyczne okrucieństwa w Afryce jako "zdradę europejskich zasad".22
W znanym i nieco szaleńczym eseju pisarz nigeryjski Chinua Achebe oskarżył Conrada o rasistowską ksenofobię, ponieważ nie przedstawił w Jądrze ciemności jakiejkolwiek afrykańskiej wspólnoty.23 To nieporozumienie. Zarówno Marlow w swojej opowieści, jak i Conrad jako autor po prostu odtwarzają sposób, w jaki większość współczesnych Europejczyków postrzegała Afrykę: jako teren łowiecki, jako obszar do eksploatacji. Czarni byli przedmiotami użytku, zaś fakt, że tworzyli własne, tajemnicze wspólnoty (których symbolem jest wspaniała postać Murzynki w Jądrze ciemności) sprawiał tylko, że w oczach kolonialistów stawali się jeszcze mniej podobni do ludzi. Ale przecież cały sens opowieści Conrada to ukazanie, że Murzyni są ludźmi, jakkolwiek odmiennymi barwą skóry, obyczajami i językiem.
Wracając do problemów politycznych kłopotliwych dla Conrada: należało do nich jeszcze zestawienie Europy z Wielką Brytanią. Napisał do Rogera Casementa, że niegdyś Anglia "miała w swojej pieczy sumienie Europy", kiedy domagała się zniesienia niewolnictwa. "Teraz jednak - kontynuował - jesteśmy widać zbyt zajęci innymi sprawami". Kiedy raz w liście do swojej polskiej kuzynki przeciwstawił Anglii "zazdrosną Europę", czynił to na niepewnym gruncie obrony swojej przybranej ojczyzny, w prywatnym liście, przed krytyką, jaką na kontynencie europejskim wywołała wojna burska.24
Conrad był więc zawsze lojalnym poddanym Korony Brytyjskiej. Ale nigdy mu się nie udało - i wątpię czy na prawdę próbował - utożsamiać się w pełni z brytyjskim punktem widzenia spraw międzynarodowych. Mimo sporadycznych deklaracji nie zaaprobował nigdy w całości ani brytyjskiej polityki kolonialnej, ani wojny burskiej; nie uległ też wojowniczej histerii podczas I Wojny. Był, tak jak już wspomniałem, świadom brytyjskiej tradycji widzenia kontynentalnych dążności i pragnień w instrumentalnych kategoriach pożądanej równowagi sił.
Dlatego też w "Autokracji i wojnie", podobnie jak w innych, krótszych szkicach politycznych, Anglia jest ledwie wspomniana i to mimochodem. Rozdarty między lojalność a szczerość Conrad najczęściej starał się omijać kwestie kontrowersyjne.
Jak więc pojmował Conrad Europę, patrząc na nią pod kątem politycznym? Widział w niej potencjalną i pożądaną całość, złożoną z osobnych części. Zacytowanie przez niego rozpaczliwego okrzyku Adolphe'a Thiersa "Il n'y a plus d'Europe" nie miało charakteru wyroku, lecz ostrzeżenia, które dało mu okazję wytknięcia przyczyn współczesnej mu słabości Europy. "Il n'y a plus d'Europe - jest tylko uzbrojony, handlujący kontynent, gdzie współzawodnictwo ekonomiczne zmienia się powoli w walkę na śmierć i życie i gdzie otwarcie głosi się ogólnoświatowe ambicje." Innymi słowy, z niezwykłą jasnością widział, że inna, alternatywna Europa będzie musiała zostać "zbudowana na fundamentach mniej kruchych, niż interesy materialne".25
Ta inna Europa będzie też musiała przezwyciężyć sprzeczności partykularnych interesów. Mówił o "niewydolności" Europy pod koniec XVIII wieku, w sensie niemożności sprostania wyzwaniom, niesionym przez historię. I jakby wyprzedzając nasze dzisiejsze trudności z utrzymaniem pokoju na Bałkanach sugerował, w 1912 roku, utworzenie wspólnego europejskiego protektoratu dla autonomicznego Konstantynopola.
Naszkicowana w "Autokracji i wojnie" idea Europy "bez granic" sięga połowy XIX wieku, towarzyszy broni Steina (kolekcjonera motyli w Lordzie Jimie), przywódców ruchu Młodej Europy na czele z Giuseppe Mazzinim, o którym Conrad niewątpliwie słyszał od ojca. Taka wizja zjednoczonej Europy była wysuwana przez demokratów. Ale postawa Conrada wobec demokracji była nieufna; jego zdaniem pokładała ona wiarę w "wyższość interesów materialnych".26 I chociaż domagał się, by oceniać politykę według standardów moralnych, był jednocześnie sceptyczny wobec wszelkich górnolotnych formuł politycznego idealizmu. Zdawał sobie sprawę, że szlachetne zasady nie są wystarczającą podstawą dla współpracy międzynarodowej; widział, że "ogólne idee" nie zdołały dotychczas powstrzymać "żadnego z narodów Zachodu od ulegania urokom korzyści materialnych".27 To zdanie brzmi jak współczesne nawoływania do budowy instytucji ponad-państwowych.
Miał niewiele złudzeń: nawet gdyby Niemcy zostały powstrzymane "bardziej stanowczą polityką i większym zdecydowaniem" od udziału w I Wojnie Światowej, "trudno powiedzieć", "jaki stan ducha zapanowałby w Europie" kilka lat później. "Pojawiłyby się zapewne jakieś inne przerosty, przerost teorii albo przerost sentymentów, albo przerost poczucia bezpieczeństwa, który doprowadziłby do jakiejś innej katastrofy."28 Pisząc zaś niespełna dziesięć lat przed wybuchem I Wojny Światowej zdawał sobie dobrze sprawę że ówczesny bieg wydarzeń był całkowicie sprzeczny z postulowaną przezeń zasadą europejskiej "solidarności": Europa została odwrócona od tego celu przez imperialistyczne ambicje współzawodniczących ze sobą potęg militarnych, przede wszystkim Prus. Dopiero ćwierć wieku po śmierci Conrada, po katakliźmie drugiej i jeszcze bardziej niszczycielskiej agresji niemieckiej, problem miejsca Niemiec w Europie został rozwiązany.
Mimo wszystko, w "Autokracji i wojnie" Conrad śmiało postulował ideę "solidarności europejskiej", która jest "koniecznym krokiem na drodze do osiągnięcia Zgody i Sprawiedliwości" i nazwał tę solidarność "jedynym możliwym celem naszego postępu".
Ponieważ Conrad przykładał wielkie znaczenie do "poczucia narodowego", jego wizja Europy była prawdopodobnie, używając współczesnej terminologii, wizją "Europe des patries", Europy ojczyzn - według formuły przypisywanej, skądinąd niesłusznie, Charlesowi de Gaulle. Conrad zdawał sobie sprawę, że współżycie tak wielu narodów i kultur musi pociągać za sobą ogromne trudności. Jednocześnie świadoma siła tych cywilizacji stwarzała nadzieję. Włochy mogły służyć za przykład, że bogactwo tradycji narodowych nie musi prowadzić do chęci narzucania ich innym; Anglia wykazywała zdrowe połączenie tolerancji z ciekawością; Polska przetrwała w sercach i myślach Polaków 123 lata państwowego nieistnienia; żywotność kultury francuskiej przemogła klęski, sprowadzone przez rewolucje i najazdy wrogów.
To, co szczególnie uderza przy próbie przedstawienia myśli Conrada na temat Europy - to fakt, jak bliskie są one naszym współczesnym kategoriom. Podczas gdy wizja "porozumienia europejskiego" ukazywała Conradowi rozwiązanie także jego osobistych problemów, które wymieniłem - nie stanowiła jednorazowego i trwałego środka zaradczego. Było to porozumienie jako cel, nie porozumienie jako zalakowany traktat. Sceptyczny co do natury ludzkiej, Conrad nie był skłonny do optymizmu w widzeniu jakichkolwiek ludzkich przedsięwzięć. Myślę, że widział Europę, w kategoriach politycznych, jako wielki projekt, wymagający olbrzymiego wysiłku i stałej czujności. Jako zobowiązanie narzucone nam zarówno przez przeszłość jak i przyszłość. Jako stałe wyzwanie: aby wspólnie zachowywać i kontynuować wszystkie te wartości, które zostały osiągnięte osobno, lub nawet w konflikcie, i łączyć te zdobycze i pragnienia w polifoniczny chór.
Dlatego też myślę, że Conrad zaakceptowałby ogólne zasady, sformułowane w 1803 roku przez swego rodaka, księcia Adama Czartoryskiego, jednego z najbardziej oddanych rzeczników idei zjednoczonej Europy w XIX wieku: "Jeżeli chcemy postępować naprzód, musimy mieć na widoku cel, do którego zmierzamy. Aby zawsze iść naprzód musimy umieć znajdywać cele, które nigdy nie będą osiągnięte."29
I z perspektywy blisko stu lat nie zdaje się przypadkiem, że jednym z najbliższych polskich przyjaciół Conrada był od roku 1912 Józef Hieronim Retinger. To on namówił pisarza do podróży do Polski w roku 1914. To on podsunął mu później materiały do szkiców o "Sprawie polskiej" i "Zbrodni rozbiorów". I to on po roku 1947 - dwadzieścia trzy lata po zgonie Conrada - stał się jednym z najbardziej aktywnych działaczy Ruchu Europejskiego, kładących podwaliny pod dzisiejszą Unię.
Zdzisław Najder uzupełniony przekład odczytu, wygłoszonego w Ambasadzie RP w Londynie 1 lipca 1997 tłumaczenie Haliny Najder druk w Polskim Przeglądzie Dyplomatycznym 2001/1 |
Przypisy:
1. Przedmowa do książki Edwarda Garnetta o Turgieniewie, w tomie O życiu i literaturze, J. Conrad, Dzieła pod red. Zdzisława Najdera, Warszawa 1974, t. XXI, s. 97.
2. Patrz Z. Najder, Ian Watt's Thoughtful Conrad, "Stanford Humanities Review", vol. 8.1 (spring 2000), s. 126-127.
3. J. Conrad, Lord Jim, Warszawa 1999, s. 141.
4. List Conrada do Algernona Methuena, 26 I 1908, The Collected Letters of Joseph Conrad [Dalej cytowane jako CL], eds. Frederick R. Karl i Laurence Davies, Cambridge 1990, t. IV, s. 29.
5. J. Conrad, nota "Od autora" do Tajnego agenta, Warszawa 1999, s. 11.
6. Szerzej piszę o tym w szkicu "Joseph Conrad jako pisarz europejski", w tomie Conrad in Perspective: Essays in Art and Fidelity, Cambridge 1997 (przekład polski Haliny Najder Sztuka i wierność. Szkice o twórczości Josepha Conrada, Opole 2000).
7. Norman Douglas, A Plea for Better Manners, ed. D.M.Law, London 1955, s. 308.
8. Conrad do Hugh Clifforda, 25 I 1919, G.Jean-Aubry, Joseph Conrad: Life and Letters [dalej jako LL], London 1926, t. II, s. 216-217.
9. Edward W. Said, Joseph Conrad and the Fiction of Autobiography, Cambridge, Mass. 1966, s. 18, 75-83.
10. Michael Kane, Insiders/Outsiders: Joseph Conrad's "The Nigger of the 'Narcissus' " and Bram Stoker's "Dracula", "The Modern Language Review", vol. 92 part 1 (Jan. 1997).
11. J. Conrad, Zwierciadło morza, tłum. Aniela Zagórska, Dzieła t. IX, s. 172.
12. Np. w liście do Christophera Sandemana z 15 IX 1917 r., LL, II, s. 197.
13. J. Conrad, Murzyn z załogi "Narcyza", przeł. Bronisław Zieliński, Dzieła, t. III, s. 197.
14. J. Conrad, Opowieści zasłyszane, przeł. Halina Carroll-Najder, Dzieła, t. XXIV, s. 47.
15. Do Sidneya Colvina, [21 IV 1917], J. Conrad, Listy, opr. Z. Najder, przeł. H. Carroll-Najder [dalej jako Listy], Warszawa 1969, s. 365.
16. J. Conrad, "Zbrodnia rozbiorów", przeł. Halina Najder, Dzieła, t. XXVIII, Warszawa 1996, s. 55.
17. Johan Huizinga, Men and Ideas, New York 1959.
18. G. Orwell, "Notes on Nationalism" [1945], The Collected Essays, "Journalism and Letters", London 1970, vol. III, s. 411-413.
19. J. Conrad, Dzieła, t. XXVIII, s. 29.
20. Por. jego teksty "Zbrodnia rozbiorów" i "Nota w sprawie polskiej", j.w., s. 45-71.
21. Christopher GoGwilt, The Invention of the West: Joseph Conrad and the Double-Mapping of Europe and Empire, Stanford 1995.
22. List z 21 XIII 1903, "Listy Conrada do Rogera D. Casementa", opr. Z. Najder, "Twórczość" 1974 nr. 8.
23. Chinua Achebe, An Image of Africa: Racism in Conrad's "Heart of Darkness", pierwodruk w "Massachusetts Review", 18 (1977), wiele przedruków, np. w tomie J. Conrad, Heart of Darkness, ed. Robert Kimbrough, New York - London 1988.
24. "Do Anieli Zagórskiej", 25 XII 1899, Listy, s. 171.
25. Dzieła, t. XXVIII, s. 33, 37.
26. Zwierciadło morza, Dzieła, t. IX, s. 173.
27. "Autokracja i wojna", Dzieła, t. XXVIII, s. 41.
28. "Zbrodnia rozbiorów", Dzieła, r. XXVIII, s. 55.
29. Marian Kukiel, Czartoryski and European Unity: 1770-1861, Princeton 1955, s. 31.
Zobacz również: Rok Josepha Conrada-Korzeniowskiego
Podobne
Literatura Tadeusz Różewicz, "Matka odchodzi"
Książka Różewicza złożona jest z dokumentów rodzinnych, własnych wierszy poświęconych matce i szkicu...
Literatura Tadeusz Różewicz, "Nożyk profesora"
Na okładce książki Tadeusza Różewicza widnieje autentyczny obozowy nożyk przyjaciela poety, znanego...
Zobacz także
Sztuki wizualne Stanisław Wyspiański "Chochoły"
Jeden z najbardziej rozpoznawalnych pasteli Stanisława Wyspiańskiego, znany obecnie pod tytułem "Chochoły", powstał prawdopodobnie w okolicach marca 1898 roku.
Film "Do widzenia, do jutra"
Film fabularny w reżyserii Janusza Morgensterna z 1960 roku. Debiutancki obraz Morgensterna określa się dziś jako kultowy...